Zimowe kaprysy
Zima stoi zapłakana,
Lica białe ma jak ściana,
Rzęsy śniegiem przyprószone,
Usta blade, zagubione.
Oczy smutno spoglądają,
loki z ramion jej spadają,
Płaszczyk kusy i zniszczony,
Bucik z lodu wyrzeźbiony.
Nocą trzęsie się od chłodu,
Serce skamieniało z lodu.
Rączki pod sukienką chowa
I nie mówi ani słowa.
Dawniej o urodzie śniła.
Dziś nadzieję zatraciła.
Nagle Gwiazda zaświeciła,
Iskry w sercu jej zatliła.
Zima się w marzeniach tuli,
Śnieżki lśnią się na koszuli.
Po co płakać, po co biedzić
Lepiej szczęścia nitkę śledzić.
Wypij z rana białą kawę
Będziesz miała wnet zabawę,
Śniegiem sypniesz, buty skujesz
Świetność dawną odbudujesz
Hołubcami w górę skoczysz
Krą do morza się potoczysz.
Bo fortuną los się toczy
I świat może być uroczy.
Marzena Żylińska