Bliżej Boga

Ks. Dr hab. Jerzy Grześkowiak

Doświadczenie Boga w ciszy i w milczeniu

 

Musimy znaleźć Boga,

a nie sposób Go znaleźć        w hałasie

i atmosferze niepokoju

Bóg jest przyjacielem milczenia.

Matka Teresa z Kalkuty

 

We wszystkich religiach cisza, milczenie, medytacja uważane są za niezbędne i istotne elementy warunkujące przekroczenie immanencji, wejście w świat transcendentny i spotkanie z Bogiem. R. Tagore mówiąc o „wielkiej prawdzie” myśli chyba o „Prawdzie Najwyższej”, o Bogu:

Woda w czarze błyszczy,

woda w morzu jest ciemna.

Mała prawda wyraża się w jasnych słowach,

wielka prawda wielką ciszą.

Te słowa o „wielkiej ciszy” przypominają specyficzną, opartą na paradoksie mistykę Zbigniewa Herberta, który do Absolutu, do Boga, zbliża się przez doświadczenie istoty rzeczywistości, istoty ukrytej za strefą empirii i radykalnie od niej różnej:

tylko w wielkiej ciszy

można wyczuć

puls twego istnienia

nieustanny i znikliwy

jak fala światła

 

pociągający

jak wszystko czego nie ma

składam ci hołd

dotykając ciała

twej nieobecności

Stanąć przed Bogiem – to znaczy zamilknąć, wyciszyć się i wsłuchać w Jego głos. Rama Kriszna uczy: „Do czego niby mogą przydać się słowa, gdy próbuje się sondować ciszę nieskończonej Miłości?”. 

Św. Tomasz z Akwinu pisze: 

Boga czcimy milczeniem. Nie dlatego, że nic na jego temat nie możemy powiedzieć, lecz dlatego, że wiemy, iż nie potrafimy go pojąć. 

Bóg przerasta wszystkie możliwości i zdolności ludzkiego rozumu i myślenia, odczuwania i wyrażania. Stąd zrozumiałe jest wezwanie proroka: „Jahwe mieszka w świętym domu swoim, niechaj zamilknie przed nim cała ziemia” (Ha 2,20). 

Prorocy, zapowiadając przyjście Mesjasza, wzywają do skupienia i milczenia: 

Milczcie przed obliczem Pana Jahwe, gdyż blisko jest dzień Pana. (So 1,7)

Uciszcie się wyspy, ażeby Mnie słuchać. (Iz 41,1) 

Zamilknij wszelkie ciało przed obliczem Pana, bo już powstaje ze świętego miejsca swego. (Za 2,17)

O wartości ciszy poucza doświadczenie religijne proroka Eliasza na górze Horeb. Ścigany przez wrogów, zawiedziony, zgorzkniały, pełen rezygnacji ucieka na pustynię, wędruje na niej przez 40 dni. Zawiedziony i zgorzkniały wątpi w sens swego powołania, kryje się w pieczarze, tu oczekuje znaku od Boga. Bóg zapowiada, że mu się objawi. Eliasz ukryty w jaskini słyszy szalejąca wichurę rozwalającą góry i druzgocącą skały. To musi być Pan! Czy nie objawił się już nieraz w dziejach Izraela, podobnie jak bóstwa naturalne z jego otoczenia kulturowego, jako „Bóg wiatru, deszczu i pogody”? Czyż psalmy nie mówią o nim w obrazach potęgi sił natury? Ale w tym mistycznym przeżyciu obumierają wszystkie dotąd znane antropomorficzne obrazy Boga. 

A oto Pan przechodził.

Gwałtowna wichura rozwalająca góry i druzgocąca skały szła przed Panem; ale Pan nie był w wichurze.

A po wichurze trzęsienie ziemi: Pan nie był w trzęsieniu ziemi. 

Po trzęsieniu ziemi powstał ogień: Pan nie był w ogniu.

A po tym ogniu – szmer łagodnego powiewu. 

Kiedy tylko Eliasz go usłyszał, zasłoniwszy twarz płaszczem, wyszedł i stanął przy wejściu do groty. (1 Krl 19,11-13) 

Takie jest doświadczenie wiary Izraela. Bóg jest wszędzie obecny. Wszystkie rzeczy wskazują na Boga. Ale Bóg mówi do człowieka nie tylko w wielkich, sensacyjnych wydarzeniach, lecz także w ciszy, w milczeniu. Człowiek może usłyszeć głos Boga zarówno w zgiełku burzy, jak w ciszy, ale tylko w atmosferze ciszy można słowo Boże w pełni percypować, czyli nie tylko słyszeć, lecz także je przyjąć, zrozumieć i przyswoić.

Ciszą spowita jest też tajemnica Wcielenia Boga. Zwiastowanie Maryi, jej zatrwożenie, dialog z Bożym posłańcem Archaniołem Gabrielem, namysł i decyzja „Niech mi się stanie według słowa twego” – to wewnętrzny duchowy proces dziejący się w ciszy i kontemplacji. Znamienne też, że narodzenie sie wcielonego Słowa Bożego dokonuje się w nocnej ciszy. „Gdy głęboka cisza zaległa wszystko, a noc w swoim biegu dosięgała połowy, wszechmocne Twe słowo z nieba (…) runęło w ośrodek zatraconej ziemi (Mdr 18,14-14). Te słowa ST odnosi Kościół w introicie mszy z okresu Bożego Narodzenia do wcielenia Syna Bożego.

W świetle Ewangelii milczenie i umiłowanie ciszy jest jedną z charakterystycznych cech postawy Chrystusa. Bardzo wymowny jest fakt, że Ten, który jest odwiecznym „Słowem” Ojca, tak długo milczy. Z trzydziestu trzech lat Jego życia na ziemi - trzydzieści spędzonych w odosobnieniu nazaretańskiego domu rodzinnego skrywa milczenie Ewangelii. Betlejem, Nazaret, 40 dni na pustyni – to miejsca milczenia. Jedynym wyjątkiem w tym okresie jest dysputa 12-letniego Jezusa z uczonymi w świątyni jerozolimskiej (Łk 2,26-47).

Czas działalności publicznej Jezusa jest często przerywany milczeniem. Jezus usuwa się raz po raz na miejsce samotne, umyka od tłumu, noc spędza na samotnej modlitwie.

Liczne tłumy zbierały się, aby Go słuchać i znaleźć uzdrowienie ze swych niedomagań. On jednak usuwał się na miejsca pustynne i modlił się. (Łk 5, 15b-16)

Nad ranem, gdy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił. (Mk 1,35) 

Mesjasz cierpiący porównany jest do „baranka milczącego” wobec tego, który go strzyże. Jezus cierpiąc w Ogrójcu modli się w ciszy ogrodu. Milczy także przed Piłatem i Kajfaszem, odpowiadając zaledwie kilkoma koniecznymi zdaniami. Krzyż, poza siedmioma najważniejszymi słowami, to godziny ofiarnego milczenia. Najbardziej wstrząsające zaś w tym wszystkim: milczy także Bóg-Ojciec. Zwraca na to uwagę Benedykt XVI:

Jak pokazuje krzyż Chrystusa, Bóg mówi także poprzez milczenie. Milczenie Boga, doświadczenie faktu, że wszechmocny Bóg jest bardzo odległy, stanowi decydujący element na drodze Syna Bożego, wcielonego Słowa (…). Milczenie Ojca jest niejako przedłużeniem  słów, które Bóg wypowiedział przedtem. W tych ciemnych momentach Bóg mówi w tajemnicy swego milczenia (Pismo Apostolskie Verbum Domini nr 21).

Uwzględniając te fakty można chyba powiedzieć, że milczenie zawsze posiada jakieś odniesienie do Chrystusa. Ten chrystologiczny aspekt milczenia dochodzi do głosu w myśli Tomasza Mertona, który snując rozważania o milczeniu jako sile życia wewnętrznego stwierdza: 

Miłość posiada swoje milczenie, a ono kryje w sobie Kogoś, Osobę Chrystusa, który sam jako wypowiadane Słowo jest ukryty w milczeniu Ojca.

Cisza i milczenie mają także wymiar eschatologiczny. Przyobiecane człowiekowi szczęście w Królestwie Ojca ma polegać na „wiecznym spokoju” („odpoczynek Jego” – Hbr 4,1-11), a pojęcie to rozumiane poprawnie, czyli nie jako „bezczynność”, oznacza „posiadanie pełni i nasycenie w ciszy”. Milczenie jest znakiem oczekiwania czasów ostatecznych:

A gdy (anioł) otworzył siódmą pieczęć, stało się milczenie w niebie jakoby na pół godziny. (Ap 8,1)

Cisza i milczenie umożliwiają spotkanie Boga. In silentio loquitur Deus - „W ciszy przemawia Bóg” – zwykliśmy mawiać. Stefan Jurkowski wypowie to w poetyckim obrazie:

- Pokaż mi Boga

- Staraj się podnieść   Zarzucić  na twarz

olbrzymią ciszę co lasy oplata

Napłynie w zmarszczki

oczy ci odmieni…

Bardziej prosto i  bezpośrednio powiedział to już

Adam Mickiewicz:

Głośniej niż w rozmowach Bóg przemawia w ciszy,

I kto w sercu ucichnie, zaraz go usłyszy. („Cichość”)

 

Ks. Jerzy Grześkowiak

„Dla nas, po Bogu, największa miłość to Polska!”

Niedawno beatyfikowany kardynał Stefan Wyszyński był wielkim patriotą. Dla niego Ojczyzna to przede wszystkim wspólnota ludzi, naród, żywy organizm, a nie tylko struktura państwowa. Mówił: „Dla nas, po Bogu, największa miłość to Polska! Musimy po Bogu dochować wierności przede wszystkim naszej Ojczyźnie i narodowej kulturze”.

Prymas Wyszyński czuł się odpowiedzialny za całą Ojczyznę. Był autorytetem nie tylko w wymiarze religijnym i  moralnym, ale także narodowym. W jego posłudze Kościołowi i Polsce nie było szowinizmu ani nacjonalizmu, ale autentyczna miłość do Ojczyzny i odpowiedzialność za naród od tysiąca lat wierny Bogu. Ksiądz Prymas czynił wszystko, aby w Ojczyźnie naszej zapanował ład miłości: „Nienawiścią nie obronimy naszej Ojczyzny, a musimy ją przecież bronić. Brońmy ją więc miłością!”

Odwołuję się do naszego wielkiego Prymasa Tysiąclecia, by uzasadnić, dlaczego  zamieszczam w dziale religijnym „Polonika Monachijskiego” artykułu publicysty Piotra Cywińskiego odpowiadającego na bezczelne ataki naszego sąsiada zza Odry po Orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego o pierwszeństwie polskiej Konstytucji nad prawem unijnym. Jako chrześcijanin nie mogę milczeć wobec tego, jak brukselscy urzędasy pod dyktando Niemiec stosują wobec Polski inne standardy niż w stosunku do pozostałych krajów członkowskich, traktują ją jako „dziecko do bicia” i próbują odebrać jej suwerenność. Zbyt długo byliśmy pod butem komunistycznej Moskwy, by teraz dać się deptać bezbożnej lewicowej Brukseli!

Ks. Jerzy Grześkowiak

Niemcy strzelają z bata i wierzą w... Tuska, który... „uratuje Polskę”  Za Odrą ruszyła machina wojennej propagandy

Gdyby ktoś nie wiedział, o co toczy się dziś wojna w Unii Europejskiej, temu polecam wczorajszy komentarz Markusa Preissa, szefa brukselskiego studia niemieckiej telewizji publicznej ARD, z głównego wydania wieczornych wiadomości („Tagesschau”). Poniżej mój przekład in extenso.

 

Wiem, że wdzięczność nie jest żadną kategorią w polityce, że państwa mają swe interesy i próbują maksimum wyciągnąć dla siebie. A jednak, to, co Polska wyprawia dziś w UE, wytrąca mnie z równowagi. Przez prawie dwa dziesięciolecia kraj ten ciągnął ogromne korzyści z członkostwa w UE, stał się nowocześniejszy i zamożniejszy, z wieloma miejscami pracy i pięknymi miastami. Dzięki pracowitości jego obywateli, ale także dzięki przynależności do UE i miliardom z Brukseli. Duńczycy, Hiszpanie, Holendrzy, Finowie, Włosi, oni wszyscy zrezygnowali z wielu pieniędzy, ale także wpływów, ponieważ chcieli, żeby Polska była częścią UE. Wydaje się wszakże, że dla obecnego polskiego rządu znaczy to niewiele. Od kiedy PiS jest u władzy, demontuje państwo prawa i blokuje w Brukseli, co mu nie pasuje; przyjęcie uchodźców? - nie z nami, mimo wiążących postanowień, neutralność klimatyczna do 2050 roku? - to wasza idea, zrobimy, gdy zapłacicie za odstąpienie od węgla… Ów kraj wie dobrze, jak korzystać z możliwości weta w UE, do czego ma prawo, kiedy, gdzie i dlaczego nie może być przegłosowany - do tego prawo europejskie jest wystarczająco dobre, a dokładniej to prawo, które zasadniczo powinno stać za polskimi interesami… Za długo Komisja Europejska, ale i Niemcy, jako najsilniejszy kraj, temu się przyglądali, nastał czas, aby sprawdzić konkretnie, co poza pieniędzmi łączy jeszcze ten polski rząd z UE, czas skreślić miliardy, to przybliży nam tę odpowiedź. Moją nadzieję pokładam przede wszystkim w ludziach w Polsce, że - może nie z wdzięczności - lecz z głębokiego życzenia bycia częścią Europy, przywołają ich rząd do rozsądku. Były przewodniczący Rady Europejskiej Tusk wyraził to dzisiaj w ten sposób: „my musimy Polskę ratować, nikt inny tego dla nas nie zrobi”.

Bezczelność i arogancja usłużnych polityków, niemieckich komentatorów wprawia w osłupienie. Czy nie wiedzą, komu po prawdzie zawdzięczają zjednoczenie Niemiec, kto otworzył swój rynek i dostarczył taniej siły roboczej, co uchroniło Bundesrepublikę przed recesją w pierwszych latach po przyłączeniu wschodnich landów, może nie wiedzą, że otwarcie 40 mln. rynku konsumentów w Polsce przyczyniło RFN - w ocenie niemieckich ekspertów - około 1,5 proc. PKB, czyżby nie wiedzieli, że jeszcze w latach dziewięćdziesiątych niemieckie firmy mogły odpisywać sobie od podatków łapówki płacone poza granicami przy zawieraniu lukratywnych kontraktów handlowych i inwestycyjnych, czy nie wiedzą, że nie ma w Polsce sklepów, gdzie nie byłoby niemieckich towarów na półkach, nawet bez specjalnej troski o polskie nazewnictwo na opakowaniach, a de facto gorszej jakości, co było już przedmiotem interwencji Brukseli, czy nie mają pojęcia, że z każdego euro przelanego Polsce z unijnych funduszy, do których nasz kraj też się dokłada, wraca per saldo za Odrę ok. 80 eurocentów, może nie wiedzą…

Niemcy, ów - jak podkreślił dyżurny komentator Preiss - „najsilniejszy kraj”, który wielokrotnie częściej korzystał i groził prawem weta w UE niż Polska, są solidarni po swojemu. 

Dobitnym tego wyrazem była realizacja niemiecko-rosyjskiej pępowiny gazowej Nord Stream 1/2, najpierw przez rząd socjaldemokratów z SPD i Zielonych, potem przez chadeków z CDU/CSU i SPD. Nie będę przytaczał wszystkich tych aktów „przyjaźni i partnerstwa” Niemiec z Polską, że nie wspomnę o unieważnieniu Traktatu Nicejskiego przez Niemcy z pomocą Francji na ich korzyść, czy innych faktów, o których książki można pisać. Wedle „najsilniejszego kraju”, którego Trybunał Konstytucyjny jako pierwszy w UE orzekł jeszcze przed ratyfikacją Traktatu Lizbońskiego wyższość niemieckiej Ustawy Zasadniczej (konstytucji), nad unijnym prawem, struktura zależności w UE powinna być taka: wszystkie kraje mają podporządkować się unijnemu prawu i dezyderatom, nad którym stoi tylko prawo niemieckie. Czy mam w tym kontekście przypomnieć samowolę kanclerz Angeli Merkel z jej opłakaną w skutkach „Willkommenspolitik”…, czy o tym usłużni, niemieccy komentatorzy też nie wiedzą?

Niemcy pokładają dziś nadzieję w Tusku, który wzywa do „ratowania Polski”… Przed kim? - pytam. W bezczelnym tonie komentarza w głównym wydaniu dziennika telewizji publicznej ARD zabrakło mi tylko na koniec zdania, jak z przemówienia mistrza niemieckiej propagandy Josepha Goebbelsa: „Wollt ihr den totalen Krieg? Wollt ihr ihn, wenn nötig, totaler und radikaler, als wir ihn uns heute überhaupt erst vorstellen können?” / „Chcecie wojny totalnej? Czy chcecie jej, jeśli to konieczne, bardziej totalnej i radykalnej niż możemy sobie dziś w ogóle wyobrazić?”

Zbyt gorzkie skojarzenie? Nawet jeśli, niemieccy propagandyści przygotowują opinię publiczną do – jeśli nie poparcia, to niemej akceptacji paskudnie nieobiektywnych i krzywdzących działań wobec naszego kraju. Polska ma przemawiać „jednym głosem” z… Niemcami, pardon, z UE, jak to wyraził na Twitterze minister spraw zagranicznych Heiko Mass, po orzeczeniu TK w sprawie nadrzędnego znaczenia Konstytucji Rzeczypospolitej: „Jeśli jakiś kraj politycznie zdecyduje się być częścią UE, musi również w pełni wdrożyć uzgodnione zasady. Bycie członkiem UE, korzystanie z silnego rynku wewnętrznego, oznacza przestrzeganie wspólnych wartości, i mówienie jednym głosem”. Verstanden…?! Do bycia suwerennym krajem mają prawo tylko Niemcy, „…und jetzt Ruhe!”, i cisza! Gdyby ktoś nie wiedział, o co toczy się dziś wojna w Unii Europejskiej…

Autor

pastedGraphic.png

Piotr Cywiński

Dziennikarz, publicysta, reporter i autor książek. Specjalizuje się w problematyce międzynarodowej. Wieloletni komentator parlamentarny, akredytowany w Bonn, Brukseli i Berlinie, autor licznych wywiadów z szefami rządów państw UE, Komisji Europejskiej i NATO, a także reportaży z krajów Europy, Azji i Afryki, w tym z terenów objętych wojną, m.in. z Bałkanów i Ruandy. W latach 1989-2011 pracował w tygodniku „Wprost”, następnie był komentatorem „Uważam Rze”. Opublikował książki „Sezon na Europę” i „Koniec Europy” (napisane wspólnie z Rogerem Boyesem z „The Times”). Publikuje także w opiniotwórczej prasie zagranicznej. Obecnie jest stałym publicystą-komentatorem tygodnika „Sieci” i portalu wPolityce.pl.

Medytacja na niedzielę  - 10.10.2021

O ciszy, w której mieszka Bóg - „Boża cisza”

Gdy piszę o ciszy, wynurzają się spontanicznie z mojej pamięci dni przemilczane przed wielu laty w tej cudownej oazie ciszy, jaką jest klasztor Ojców Kamedułów na Bielanach niedaleko Krakowa. Erem położony z dala od gwaru miasta i hałasu ruchu drogowego, ukryty pośród szumiącego od wieków na Srebrnej Górze boru, pozwala zobaczyć życie we właściwych wymiarach, odnaleźć siebie, swoje miejsce i swój czas. Przeglądając tam „księgę gości”, natknąłem się między innymi na wpis Ludwika Solskiego, nestora polskiej sceny teatralnej, który w roku swej śmierci (1954), jako stuletni nestor polskiej sceny teatralnej zanotował:

„Bardzo cieszę się, że dozwolonym mi jest być gościem tej Bożej ciszy i spokoju wiekuistego, do którego z tytułu mego wieku w niedługim czasie będę już powołany.”

Bardzo trafne określenie: „Boża cisza”. Bo w ciszy i w milczeniu jest „coś” z Boga. One prowadzą do Boga, pozwalają go doświadczyć.

„Przestrzenią ducha, gdzie może on rozwinąć swe skrzydła, jest cisza” – to słowa Antoine de Saint-Exupéry’ego, francuskiego pisarza i pilota zarazem. Długie okresy samotności podczas lotów i częste kontakty z pustynią wyzwoliły w nim skłonność do medytacji, a równocześnie nieufność do języka, który określił jako „źródło nieporozumień”, „wiatr słów”, „próżny zgiełk słów” oraz – co zaskakuje u takiego mistrza słowa literackiego – jako „narzędzie komunikacji niezdolne do uchwycenia głębokiej rzeczywistości”. Język nie jest w stanie wyrazić wszystkiego, ponieważ „wewnętrznego skarbu nie przekazuje się w słowie, ale w zjednoczeniu przez miłość”. Jego osobiste przeżycia, umiłowanie samotności, przekonanie o konieczności odchodzenia od ludzi dla wsłuchania się w głos, który „mówi tylko w ciszy”, znalazły szczytowy wyraz w przepięknym – nie mającym bodaj równego w literaturze – „hymnie o ciszy”:

Ciszo, muzyko owoców. Ty, która zamieszkujesz piwnice, spichrze i szopy. Naczynie miodu, pilności pszczół. Wytchnienie morza, które zna swoją pełnię.

Ciszo, w której zamykam miasto widziane ze szczytu góry. Gdy ustaje stukot kół, wołanie i dźwięki młotów bijących w kowadła. Wszystko to jest znieruchomiałe w amforze wieczoru. Czuwanie Boga nad naszą gorączką, płaszcz Boga rzucony na ludzkie mrowisko.

Ciszo kobiet, które są tylko ciałem, w którym dojrzewa owoc. Ciszo kobiet ukryta pod ciężką piersią, gdzie gromadzi się pokarm. Ciszo kobiet, w której milczy cała marność dnia; ciszo życia, które jest snopem dni. Ciszo kobiet – sanktuarium i trwanie na wieki. Gdzie w jutrzejszy dzień zmierza to jedno, co rzeczywiście ku czemuś zmierza. Która słuchasz dzieciątka poruszającego się w łonie. Ciszo, szkatułko, w której zamknąłem cały honor i krew.

Ciszo mężczyzny, który oparł głowę na ręku, duma i przyjmuje w siebie; nie wydatkuje energii, a myśli rodzą się w nim jak żywe soki. Ciszo, która pozwalasz poznawać i pozwalasz nie wiedzieć, bo dobrze, aby czasem nie wiedział. Ciszo, która odrzucasz toczącego robaka, pasożyta i szkodliwe zielsko. Ciszo, która czuwasz nad człowiekiem w nurcie jego myśli.

Ciszo samych myśli. Odpoczynku pszczół, kiedy miód już zebrany i trzeba go tylko ukryć głęboko, jak skarb. Aby dojrzewał. Ciszo myśli, które przygotowują się do lotu, bo niedobrze, gdy niespokojny jest twój umysł i twoje serce.

Ciszo serca. Ciszo zmysłów. Ciszo słów słyszanych w głębi duszy, gdyż dobrze, jeśli odnajdujesz Boga, który jest ciszą wieczności. Kiedy wszystko już zostało powiedziane, wszystko zostało zrobione.

Ciszo Boga, która jesteś jak sen pasterza, bo nie ma snu bardziej łaskawego, choć jakaś groźba zdaje się wisieć nad jagniętami; kiedy nie ma już ni pasterza, ni stada, bo któż zdołałby odróżnić jedno od drugiego pod gwiazdami, gdy wszystko jest snem, gdy wszystko jest wełnistym snem. (…)

Krok po kroku, przezwyciężając kolejne sprzeczności, wędrujemy w kierunku ciszy, która wymazuje pytania i jest szczęśliwością.

O gadulstwo pytań! Ile krzywdy wyrządziły one ludziom?

Głupi tylko czeka odpowiedzi Boga. Jeśli On cię przygarnie, jeśli cię uzdrowi, to wymazując swoją ręką wszystkie twoje pytania, tak jak się leczy z gorączki. Tak.

Kiedy pewnego dnia będziesz przyjmował Twoje stworzenie do Twych spichlerzy, otwórz nam szeroko na dwie strony wierzeje i wpuść nas tam, gdzie nie będzie już odpowiedzi, bo i pytań nie będzie, tylko sama szczęśliwość, która jest zwornikiem wszystkich pytań i obliczem, które daje ukojenie.

Ciszo, porcie, gdzie zawija statek.

Ciszo Boża, porcie wszystkich statków.

 

  1. de Saint Exupéry. Twierdza. Warszawa 1985 s. 111-113)

 

ks. Jerzy Grześkowiak

Doniosłość  „dzisiaj”   

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus i św. Franciszek z Asyżu

 

W ubiegły piątek, 1 października, Kościół wspominał w liturgii św. Teresę z Lissieux, zwaną „małą Teresą od Dzieciątka Jezus” (1873-1897). 

Była najmłodszą z dziewięciorga rodzeństwa i mając 15 lat poszła w ślady dwóch sióstr Pauliny i Marii wstępując do zakonu Karmelitanek w Lissieux. Swoje powołanie widziała w „małej drodze”  miłości – w oddaniu się Bogu i bliźnim w zwykłych sprawach codzienności. Silnie wierzyła w to, że jest dzieckiem  Bożym i przez modlitwę może u Boga wybłagać wiele dobra dla świata i ludzi. Powiedziała: „Po mojej śmierci będę zsyłała na ziemię róże jak deszcz”. Na polecenie przełożonej spisała dzieje jej krótkiego (tylko 24 lata) także cierpieniem i godzinami ciemności naznaczonego życia. Jej „Dzieje duszy” to po Biblii najbardziej rozpowszechniona na świecie książka języka francuskiego. W jej pobożności i duchowości miejsce obrazu Boga sprawiedliwego zajął miłosierny Ojciec, miejsce walki o etyczne sukcesy ślepe zaufanie, miejsce zabiegów o doskonałość prosta radość z bycia kochanym przez Boga.

Teresa odczuwała od dzieciństwa wielkie pragnienie bycia świętą. Załamywała się jednak, gdy myślała o „wielkich Świętych”. Mówiła: „Oni są jak niedostępne olbrzymie pasma górskie, jak szczyty dla mnie zbyt wysokie. Świętość jest dla mnie nieosiągalna”. Ale gdy przeczytała „Hymn o miłości” św. Pawła (1 Kor 13, 1-13) doznała nagle olśnienia: „Moim powołaniem jest miłość” Odtąd nic nie było dla niej ważniejsze niż „małe codzienne sprawy spełniać z miłością”. Oto jej modlitwa:

„Moje życie jest jak chwilą, która przemija, jak umykający dzień. 

Mój Boże, Ty wiesz, by Ciebie kochać na tej ziemi, mam tylko dzień dzisiejszy.

Kocham Cię, Jezu, tęsknię za Tobą, 

bądź moim wsparciem na ten jeden dzień. 

Przyjdź, bądź Królem mojego serca, ofiaruj mi swój uśmiech! 

Tylko na dzisiaj. 

Nie przeszkadza mi to, Panie, jeżeli moją przyszłość okrywa ciemność.

Ciebie prosić o coś na jutro, nie, tego nie potrafię.

Zachowaj czystym moje serce, Twój cień niech mnie ochroni.

Tylko na dzisiaj.”.

 

Oto warunek szczęścia: poważnie traktować „dzisiaj”. Codzienność z jej małymi, błahymi, niepozornymi rzeczami uczynić przestrzenią otwartą na Boga! Dlaczego? Odpowiedź jest bardzo prosta, a zarazem głęboka teologicznie: Bo Bóg sam uczynił się małym i niepozornym, jako dziecko wszedł w naszą codzienność, by pociągać nas ku sobie. Bóg w Jezusie urodził się w naszej powszedniości i w niej umarł. Dlatego nasza codzienność wraz z Nim zmartwychwstanie!

 

Myślę na koniec o św. Franciszku z Asyżu. którego w liturgii wspominamy 4 października. Dla niego wszystko było śladem Boga, „dotknięte” Jego miłością. Porusza do głębi jego zachwyt nad światem wyrażony w „Hymnie do słońca”, a z drugiej strony  opis jego śmierci. W ostatnich godzinach życia kazał się położyć nago na ziemi, bo ona jest Boga własnością. Bije z tego gestu jego wielka miłość do Boga i bezgraniczna miłość Boga, obejmująca całą ziemię. Dla Franciszka wszystko na tym świecie było święte – rośliny, owoce, ziemia i twarda na niej praca, gołębie i gęsi, świnie i kozy, nawet groźny wilk; dzieci, starcy, chorzy z ich cierpieniem, odsunięci na margines społeczeństwa trędowaci, więźniowie; święta i uroczystości, taniec i śpiew, jak również duchowe cierpienia ludzi, żałoba, zabiegi o pojednanie i pokój itp.

Najwyższy czas uczyć się rozumieć i pojmować, że na tym świecie nie ma bezbożnych miejsc i czasów, że wszystko jest „dotknięte” przez Boga i ogarnięte Jego bezgraniczną miłością!

Nie wyczekuj szczęśliwego dnia!

Otwórz oczy i wypatruj szczęścia,

które może ci przynieść właśnie twoje „dzisiaj”.

 

Nie czekaj na jakąś atrakcyjną godzinę!

Otwórz uszy i wsłuchuj się,

jak piękna jest ta, która właśnie wybiła.

 

Nie czekaj na fascynującą chwilę!

Otwórz swe zmysły, a spostrzeżesz, 

jak intrygująca jest ta, którą właśnie teraz przeżywasz.

 

Nie czekaj na wyimaginowane szczęście!

Otwórz się na każdą  chwilę, na każdy moment,

ten konkretny, tutaj, teraz, dzisiaj,

a poczujesz, jak pełne szczęścia jest twoje życie.

 

Ks. Jerzy Grześkowiak

Ostatnia aktualizacja nastąpiła 17.10.2021 r.

w rubryce:

"Bliżej Boga",

"Kącik Pani Marzeny"

oraz

"Z notatnika redagującego - Jerzego Sonnewenda".

Impressum

 

POLONIK MONACHIJSKI - niezależne czasopismo służy działaniu na rzecz wzajemnego zrozumienia Niemców i Polaków. 

Die unabhängige Zeitschrift dient der Förderung deutsch-polnischer Verständigung.

 

W formie papierowej wychodzi od grudnia 1986 roku a jako witryna internetowa istnieje od 2002 roku (z przerwą w 2015 roku).

 

Wydawane jest własnym sumptem redaktora naczelnego i ani nie zamieszcza reklam ani nie prowadzi z tego tytułu żadnej innej działalności zarobkowej.

 

Redaguje:

Dr Jerzy Sonnewend

Adres redakcji:

Dr Jerzy Sonnewend

Curd-Jürgens-Str. 2
D-81739 München

Tel.: +49 089 6257162

E-Mail: jerzy.sonnewend@polonikmonachijski.de

Ilość gości, którzy od 20.01.2016 roku odwiedzili tę stronę, pokazuje poniższy licznik:

Druckversion Druckversion | Sitemap
© Jerzy Sonnewend