Bliżej Boga

„Mam zamiar ratować kleryków przed homoseksualnymi predatorami, nawet za cenę osadzenia w niemieckim więzieniu”

 

Wywiad 

zamieszczony na portalu wPolityce.pl (27.07.2021) z ks. prof. Dariuszem Oko skazanym po skardze ks. dra Wolfganga Rothe (Monachium) przez Sąd w Kolonii na karę pieniężną lub więzienie za krytykę lobby LGBT

wPolityce.pl: Jak wygląda sytuacja jeśli chodzi o wolność debaty akademickiej i prowadzenia badań naukowych w Niemczech? Wiem, że artykuł Księdza Profesora był opatrzony bibliografią, był zastosowany aparat krytyczny i spełnione wszystkie wymogi pracy naukowej, a mimo tego postawiono Księdzu Profesorowi zarzuty.

Ks. prof. Dariusz Oko: Były spełnione, ponieważ artykuł ukazał się w najlepszym piśmie niemieckim „Theologisches”, gdzie jest recenzja. W dodatku pierwsze oskarżenie do prokuratury było po pierwszej części artykułu – on był w dwóch częściach ze względu na jego długość – więc redakcja się zastanawiała, przejrzała drugą część. Mówiłem, że jestem otwarty na zmiany, jak chcą coś zmienić, złagodzić, to proszę bardzo, mogłem popełnić błędy. Ale oni będąc już pod groźbą sądu i więzienia bez zmian opublikowali drugą część, na co przyszło drugie oskarżenie ze strony księdza Wolfganga Rothe – prominentnego przedstawiciela lawendowej mafii, twarzy homoseksualizmu w niemieckim Kościele, bardzo promowanego i popieranego.

O wolności tu nie można mówić. Zresztą ja nie jestem pierwszy, bo prof. Ulrich Kutschera, wielki biolog, jeden z największych niemieckich genetyków, który też został oskarżony o to, że obraził gejów, że szerzy mowę nienawiści, bo mówi prawdę o nich. Ten biolog śmiał się z gender, z ich 56 płci. Można powiedzieć, że to są 56-płciowcy – na Facebooku jest już tyle genderów do wyboru, a podobno może być i 200. On jako biolog kpił z tego, mówił, że to jest czysta ideologia, absurd i za to też poszedł do sądu już kolejnej instancji. Był oskarżany, przegrywał. Teraz chyba został uniewinniony, ale to jeszcze nie jest prawomocne, więc proces będzie trwał.

Nie ma mowy o żadnej wolności naukowej. To jest czysty terror polityczny, ideologiczny, bo jeżeli za artykuł naukowy jest się skazanym na 4 miesiące więzienia, kiedy ja w tym artykule pokazuję machinacje przestępcze, to właściwie sąd powinien mnie w tym wspierać. Pokazuję, że tak jak mafia rządzi na Sycylii, tak w Kościele w dużym stopniu rządzi lawendowa mafia. Staram się uchronić przed zbrodniami i gwałtami, jakich dokonują na ludziach, na chłopcach, klerykach, młodych duchownych. Przecież sąd powinien mnie w tym wspierać, a sąd mnie za to posyła do więzienia, zamiast tamtych. To jest przykład terroru politycznego. Sąd poddaje się już ideologii gender i niszczy całkowicie wolność naukową. Niemcy już stali się wyznawcami ideologii gender tak jak wcześniej byli wyznawcami ideologii narodowego socjalizmu na Zachodzie a na Wschodzie – ideologii socjalizmu bolszewickiego z takim skutkiem, że zupełnie prawie stracili wiarę. Tam już jest pustynia religijna. Niemcy niestety są bardzo podatni na takie ideologie narzucone przez państwo, a tam do tych dogmatów ideologii należy, że homoseksualizm jest czymś świętym, nienaruszalnym i nie można tego krytykować. Nie można homoseksualistów krytykować, jakby byli bogami. Tylko Boga nie można krytykować.

Nawet jeżeli popełniają najcięższe przestępstwa, nie można mówić, że to są homoseksualiści i z motywów homoseksualnych to popełniają. Ja naruszyłem ten dogmat ideologii, dlatego muszę iść do więzienia. Proste. Ideologia ponad naukę. Niestety w Niemczech rządzi ideologia genderowa, a nie nauka.

Tak samo jest łamana wolność religijna. Przecież ja staram się ratować Kościół. Dla mnie Kościół to jest największe, najświętsze, co mamy, a ta mafia zamienia Kościół w Sodomę i Gomorę, w miejsce piekielne. Staram się to ratować i Niemcy mi tego zabraniają. Staram się bronić kleryków, chłopców, młodych duchownych przed tymi jak to się mówi homoseksualnymi drapieżnikami, predatorami, którzy chcą ich zmusić do współżycia, i muszę powiedzieć coś złego o homoseksualistach, ale tego nie wolno. Niemcy mi przeszkadzają w ratowaniu przed molestowaniem i gwałceniem młodych chłopaków i kleryków i widać stoją po stronie homoseksualnych predatorów.

Ale historia się powtarza, bo mój dziadek i babcia w czasie wojny ratowali Żydów, szczególnie żydowskie dzieci w Krakowie. Mieszkali koło getta w Płaszowie i robili to mimo zakazu Niemców. Niemcy zabraniali ratowania Żydów – za to była kara śmierci. Moja babcia także dlatego umarła – została zamordowana przez Niemców. Dziadek też raz wpadł w kocioł Gestapo w rodzinie żydowskiej i o mały włos zostałby zamordowany, a jednak oni nie posłuchali Niemców i ratowali Żydów. I ja też na ich wzór nadal mam zamiar ratować młodych mężczyzn, kleryków przed tymi homoseksualnymi predatorami w Kościele, nawet gdybym miał dużo czasu spędzić w niemieckim więzieniu, na co się zanosi. Ale to jest nieuniknione – tam, gdzie panuje ideologia, a w Niemczech zaczyna panować kolejna ideologia, socjalizm genderowy, to nieuniknione są absurdy i zbrodnie i totalitarny terror, który niszczy, unicestwia wolność naukową, wolność religijną w imię totalnego panowania ideologii. Na takim jesteśmy etapie i mam nadzieję, że moje więzienie będzie miało dobry efekt, bo może uświadomi przynajmniej Europie Środkowej, co dzieje się w Niemczech, jakim śmiertelnym zagrożeniem politycznym stają się Niemcy, takim znowu imperium zła dla Europy i świata, bo znowu są poddani kolejnej strasznej ideologii. Też tu u nas w Polsce może to ludzi bardziej przebudzić, zmobilizować. Musimy się tym bardziej bronić przed kolejną straszną ideologią, absurdalną, antychrześcijańską.

My, Polacy, mamy szczególną szansę, bo jesteśmy najbardziej wierzącym narodem i przez to szczególnie mądrym i też nasze doświadczenia historyczne – mordowali nas wyznawcy ideologii i niemieccy wyznawcy socjalizmu narodowego i sowieccy wyznawcy socjalizmu bolszewickiego, to my najlepiej doświadczyliśmy przez ich mordy na nas, czym są te ideologie, a są to zbrodnicze i absurdalne teorie - dlatego jesteśmy szczególnie uodpornieni na tą kolejną zbrodniczą ideologię, jaką jest ideologia genderowa. A to że Niemcy wymordowali 3 tys. polskich księży, z czego 2 tys. w obozach koncentracyjnych – św. Maksymilian Maria Kolbe to jest tylko kropla tej kapłańskiej krwi – a teraz na oczach świata znowu zamykają w więzieniu, zapewne na długo, polskiego księdza, ale też niemieckiego księdza, który stara się bronić Kościół i społeczeństwo przed tą ideologią, to nam uświadamia, że historia zatacza koło. Niemcy znowu popadli w straszną ideologię i dlatego będą ludzi zamykać w więzieniach, będą niszczyć wolność naukową, religijną, będą łamać prawa człowieka w imię ideologii i to może wywołać u nas dobry efekt przebudzenia, w naszym społeczeństwie, ale też w społeczeństwie europejskim, na co liczymy.

Czy można powiedzieć, że w niemieckim Kościele nastąpił marsz homoseksualistów przez Kościoły na wzór marszu neomarksistów przez instytucje?

Tak, jak najbardziej. Ksiądz Rothe, który nas wsadza do więzienia to jest ksiądz, który był wicerektorem w seminarium w St. Pölten, w którym był najbardziej znany skandal homoseksualny pod jego rządami. On oczywiście twierdzi, że jest całkowicie niewinny, ale jednak chyba sam Kościół mu nie wierzy, bo go usunięto z tego seminarium, także musiał potem uciekać z diecezji, bo biskup chciał go w ogóle usunąć z kapłaństwa. Znalazł schronienie w Monachium i tam jest twarzą homoseksualizmu Kościoła niemieckiego. Można popatrzeć na jego Twitter, na jego działania – publicznie błogosławi pary homoseksualne, wychwala homoseksualizm, wyśmiewa się z papieża, z nauczania Kościoła na ten temat. To jest po prostu taki frontman Kościoła niemieckiego, widać, że cieszy się poparciem niemieckich duchownych. To jakby taki nowy Luter – homoseksualny – który chce „nawrócić” cały Kościół na homoseksualizm i dlatego jest tam gloryfikowany. On jest również apostołem Whisky, bo oprócz homoseksualizmu uwielbia picie Whisky – organizuje pielgrzymki do gorzelni w Szkocji. Tak mu to jakoś ładnie pasuje. Ale taki człowiek jest w Niemczech uwielbiany – jemu włos z głowy nie spadnie. Natomiast ks. prof. Johannes Stöhr, 90 lat, pójdzie do więzienia i ja pójdę do więzienia.

Kościół niemiecki jest już na takim etapie, a większość niemieckich księży popiera ks. Rothe’a, a większość polskich księży i biskupów – mnie. Czyli widać, że księża niemieccy są już gotowi zamykać polskich księży i biskupów do więzienia. To nam uświadamia, jak upadli Niemcy, że to jest druga reformacja – jeszcze gorsza może, bardziej antychrześcijańska. I ksiądz Rothe triumfujący, cieszący się teraz, szczęśliwy, dumny, że wsadził dwóch księży do więzienia to jest taki symbol tego, co dzieje się w Kościele niemieckim. Tak jak obroniliśmy się przed szaleństwem Lutra w XVI wieku, tak teraz trzeba się bronić przed szaleństwem Kościoła niemieckiego dzisiaj, który niejako oszalał na punkcie homoseksualizmu, poddał mu się. Właściwie Kościół niemiecki tańczy wokół homoseksualizmu jak Żydzi wokół cielca na pustyni pod Synajem, ale w ogóle wokół ideologii genderowej. Przecież jak homoseksualizm jest OK, to i kazirodztwo jest OK – według genderyzmu wszystkie działania seksualne, poza pedofilią, są super. Są już związki kazirodcze, związki poliamoryczne dwóch, trzech, pięciu osób – sama logika to narzuca. Tak też będzie w Kościele niemieckim, takie związki też będą błogosławione – według całej ideologii LGBTQ+. Widać, że oni seks stawiają ponad wszystko, ponad Boga i to szczególnie w osobie ks. Rothe’a jest widoczne i jego radości. Duma, że nas wsadził do więzienia pokazuje, co się dzieje w Kościele niemieckim. Efekt może być taki, że tym bardziej będziemy odporni na tę truciznę z Niemiec, na ten kolejny upadek Niemiec i Kościoła niemieckiego.

Czy widzi Ksiądz Profesor szansę na to, żeby wierny Magisterium katolicyzm ocalał w Niemczech, przynajmniej szczątkowo?

Tak jak pani mówi – szczątkowo. Po ludzku biorąc, to nie ma szans. Tak jak myśli ks. Rothe, myśli ponad 80 proc. niemieckich biskupów, chociaż może nie mówią tego otwarcie. Jak widać ks. Rothe jest bezkarny, może brylować, chociaż chyba się mu do końca nie ufa, bo ma dwa doktoraty, 54 lata i ciągle jest tylko wikarym. Nawet proboszczem nie został, czyli nawet Kościół w Niemczech mu nie bardzo dowierza, co musi być dla niego upokarzające i zawstydzające, a więc udziela się na innych polach. Po ludzku to już nie jest do ratowania – ci ludzie tak są już przeżarci ideologią gender, że już niewiele da się zrobić. Na dodatek uważają, że są najmądrzejsi na świecie. Patrzą na nas z pogardą, z lekceważeniem, tak jak ks. Rothe pisał i mówił o mnie. Oni uważają się za nadludzi. Nie pamiętają swoich zbrodni. Dobrze by było, gdyby ks. Rothe zamiast jeździć na pielgrzymki do gorzelni w Szkocji, pojechał do Dachau, kilkanaście kilometrów od Monachium – tam było 1900 polskich księży i połowę z tego jego bracia, Niemcy, ojcowie zamordowali. Może by to trochę na niego wpłynęło, chociaż wątpię.

Jak już ludzie poddadzą się ideologicznemu szaleństwu, jak oni podeptali Chrystusa i Jego nauczanie, to kto ma im pomóc? Oni uważają się za mądrzejszych od Chrystusa – myślą według Hegla, bo Hegel myślał – ich „wielki filozof” – że jest mądrzejszy od Chrystusa i że on wszystko wie najlepiej i podobnie Kościół niemiecki uważa się za mądrzejszego od Chrystusa, twierdzi, że Chrystus się mylił. Według Kościoła niemieckiego, ks. Rothe’a życie w rozpuście homoseksualnej i innych zachowaniach seksualnych, rozpustnych jest bardzo dobre, byleby się płaciło podatek kościelny, bo to jest ważne do ich funkcjonowania.

Na takim etapie jesteśmy i ciężko to uratować po ludzku, to tam jest tylko garstka, może 10-20 proc. ludzi i to raczej starszych, która stara się być wierna Chrystusowi, nauczaniu Kościoła. Jak widać, oni w twarz się sprzeciwiają papieżowi, Kościołowi. Papież wyraźnie im zakazał błogosławienia par homoseksualnych, a oni ze śmiechem, z rechotem, z wyśmiewaniem się z papieża błogosławią te pary. To jest działanie podobne do działania Lutra, który spalił bullę papieską – papież wyraźnie go bullą napomniał, potępił, a Luter publicznie kpił, wyśmiewał się z tego i spalił to. Też wzywał do mordowania papieża i księży, zakonników i zakonnic, chłopów, z nienawiścią mówił o Żydach. To jest Kościół reformowany bis – niesamowita pycha, pewność siebie, kiedy się robi rzeczy dokładnie przeciwne do nauki Chrystusa i mówi się, że jest się najlepszym chrześcijaninem. Organizuje się pielgrzymki do gorzelni w Szkocji jako szczyt chrześcijaństwa.

Luter też miał słabość do alkoholu – mocno nadużywał.

To się tak wiąże. To bardzo zaciemnia umysł, niestety. Nie da się być dobrym chrześcijaninem i wielbicielem alkoholu. To nie idzie w parze.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Anna Wiejak

pastedGraphic.png

Słowo na niedzielę (25.07.2021)

Opowieść chasydów o wierze 

 

Do rabina przychodzi uczeń i pyta, czym jest wiara. 

Rabin prowadzi go do okna i pyta: „Co tam widzisz? 

Uczeń odpowiada: „Widzę ludzi, domy, drzewa…” 

Rabbi prowadzi go przed lustro i pyta: „A co widzisz teraz?” 

Uczeń odpowiada: „Teraz widzę siebie samego”.

 - „Popatrz - mówi rabin – jeżeli życie ujmujesz takim, jakim ono jest, widzisz jak przez szkło cały świat aż po jego Stwórcę. Ale jeżeli szkło ci nie wystarcza i nałożysz na nie choć trochę srebra, wtedy widzisz już tylko siebie.”

 

Kto wierzy, widzi dalej -  i głębiej - i wyraźniej!

 

Ludzie wierzący nie poprzestają na patrzeniu w lustro, czyli w siebie, lecz patrzą przez okno na świat. Wychodzą ze swojego małego „Ja” i otwierają się na otoczenie, na świat, rozglądają się wokół siebie, aby widzieć także innych i zainteresować się ich losem, potrzebami, cierpieniem. Ludzie wierzący mają szeroki horyzont, który rozciąga się poza własne JA, poza osobiste interesy i granice. Ludzie wiary definiują swoje życie poprzez relację do Boga, zwłaszcza gdy wchodzą z Nim w dialog modlitwy i wszystkiego od Niego oczekują,  nie poprzestając czynić wszystkiego, co w ich mocy.

 

Nie trać czasu!

Żeby docenić wartość jednego roku, porozmawiaj ze studentem, który oblał końcowe egzaminy.

Żeby docenić wartość miesiąca, spytaj matkę, której dziecko przyszło na świat za wcześnie.

Żeby docenić wartość godziny, zapytaj zakochanych czekających na to, żeby się zobaczyć.

Żeby docenić wartość minuty, zapytaj kogoś, kto przegapił pociąg, autobus lub samolot.

Żeby docenić wartość sekundy, zapytaj kogoś, kto przeżył wypadek.

Żeby docenić wartość setnej sekundy, zapytaj sportowca, który na olimpiadzie zdobył srebrny medal.

Czas na nikogo nie czeka. 

Łap każdy moment, który co został, bo jest wartościowy. 

I dziel go z człowiekiem w potrzebie – będzie jeszcze więcej wart.

Nie marnuj czasu!

 

Ks. Jerzy Grześkowiak

Lubię i cenię rzetelną, odważną i celną publicystykę jezuity Ojca Dariusza Kowalczyka, profesora teologii na Wydziale Teologicznym Papieskiego Uniwersytetu Gregorianum w Rzymie. Zapraszam dziś do lektury jego świetnego artykułu na temat podziału Kościoła w Polsce na „Kościół otwarty” i „Kościół zamknięty” jaki - niechybnie za wzorem „postępowej Europy” - dokonał się także w Polsce, właściwie już od kilkunastu lat. Każdy niech sam osądzi, do jakiego należy lub chce należeć. A może najlepiej  należeć po prostu do „Kościoła Chrystusowego” – ze wszystkimi tego konsekwencjami?!!!

Ks. Jerzy Grześkowiak

Mowa Piotra „otwartego”

 

pastedGraphic.png

Środowiska zwane „Kościołem otwartym”, „katolewicą” lub „katolicyzmem liberalnym” zdają się propagować katolicyzm, który nikogo i niczego nie krytykuje, ale stara się dotrzeć z pozytywnym przesłaniem o Bogu, który kocha każdego. Nie do końca jednak tak jest, bo „katolicy otwarci” są otwarci tylko na liberalno-lewicowe ideologie oraz zakorzenioną w nich politykę. Tych, którzy nie są z ich ogródka, „otwarci” ganią surowo za byle co i oskarżają o różne rzeczy, np. „upolitycznianie religii”, nacjonalizm, ksenofobię, nienawiść. Dla tego rodzaju katolików polityk, który na przykład chce ograniczyć aborcję, „wykorzystuje” religię, a polityk propagujący radykalny aborcjonizm jest okej. Wystarczy popatrzeć na stosunek katolewicy do Trumpa i Bidena.

O prawdziwej chrześcijańskiej otwartości mówił w jednym z ostatnich wywiadów abp Marek Jędraszewski: „Kościół jest otwarty od momentu zesłania Ducha Świętego. To wtedy apostołowie przestali się bać, otwierając na oścież drzwi Wieczernika. Warto sięgnąć do pierwszej wygłoszonej wtedy katechezy św. Piotra, jak bardzo była ona mocna. Piotr z całą otwartością mówił Żydom, że przyczynili się do śmierci Chrystusa. Jednakże Pan zmartwychwstał, okazał miłosierdzie, dał nadzieję życia wiecznego”. Rzeczywiście! W pierwszym swym wystąpieniu apostoł Piotr zwraca się do słuchaczy w mocnych słowach: „[Jezusa] przybiliście rękami bezbożnych do krzyża i zabiliście. […] Nawróćcie się i niech każdy z was ochrzci się w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych. […] Ratujcie się spośród tego przewrotnego pokolenia!” (Dz 2, 23. 38. 40).

A jak by mogła wyglądać pierwsza mowa Piotra, gdyby prezentował on idee „Kościoła otwartego”? Może byłoby to mniej więcej tak: Żydzi i poganie! Wierzący i niewierzący! Stajemy dzisiaj przed wami, by pokornie wysłuchać tego, co macie nam do powiedzenia. Jesteśmy bowiem przekonani, że możemy się od was wiele nauczyć. Uważamy się za uczniów Jezusa z Nazaretu, ale nie chcemy nikomu niczego narzucać. Nie myślcie, że przychodzimy, by kogokolwiek nawracać. Nasze przekonania nie są przecież w niczym lepsze od waszych przekonań i jakże szacownych wierzeń. Chcemy natomiast razem z wami w duchu dialogu i tolerancji budować nowy, lepszy świat, bez narzucania gotowych recept.

Ważnym elementem takiej mowy „otwartej” byłoby pokajanie się za grzechy i winy. Bracia i siostry! – mówiłby Piotr „otwarty” – nie chcemy wracać do tego, co dzieli, a mianowicie do śmierci Jezusa Chrystusa. Sytuacja była skomplikowana. Pojawiały się różne, złożone racje. Nie chcemy więc urządzać polowania na czarownice. Najważniejsze jest teraz, by budować zgodę i jedność. Wiemy jednak, że warunkiem jedności jest to, byśmy najpierw my sami uderzyli się w piersi. Wszak był wśród nas zdrajca, Judasz. W dodatku złodziej. I co? Czy nikt o tym nie wiedział? Czy sam Jezus o tym nie wiedział? A jednak nie zrobiliśmy nic! Ta sprawa nie może być zamieciona pod dywan. Dlatego obiecuję, że powołamy komisję, w której skład wejdą przedstawiciele różnych środowisk, by sprawę wyjaśnić do końca. Nie chodzi nam jednak o Judasza, bo któż z nas może osądzać jego serce. Chodzi raczej o pozostałych z grona Dwunastu, o to, byśmy uderzyli się w piersi i prosili was o wybaczenie.

Wierzymy, że Jezus zmartwychwstał i że wstąpił do nieba, gdzie jest miejsce dla każdego i każdej z nas, bez względu na wyznawaną wiarę i poglądy. Bo Bóg kocha i nikogo nie osądza, jak by tego chcieli niektórzy fundamentaliści. Dlatego też nie ma sensu tracić czasu na podszyte lękiem dywagacje o karze i nagrodzie po śmierci. Trzeba zająć się z odnowionym entuzjazmem rozwiązywaniem palących problemów społecznych, jak np. grożące nam w dużych miastach przeludnienie, niezdrowe powietrze czy też stosy nieposegregowanych śmieci. Nawiasem mówiąc, w Jerozolimie też nie jest za czysto.

Na szczęście pierwsza mowa Piotra była jaka była. Kościół był i ma pozostać apostolski. A każda prawdziwa odnowa Kościoła jest twórczym powrotem do apostolskiego dziedzictwa, a nie zakompleksionym gonieniem za modami „głównego nurtu” i naiwnym robieniem z siebie chłopca do bicia

Dariusz Kowalczyk SJ

piątek, 2 lipca 2021.

Idziemy nr 26 (817), 27 czerwca 2021 r.

Dariusz Kowalczyk SJ 

dkowalczyk@jezuici.pl

Pozwy i kampania w obronie dobrego imienia Wielkich Polaków.

List od Ordo Iuris

Pozwy i kampania w obronie dobrego imienia Wielkich Polaków.

Szanowny Panie,

dni, w których cała Polska towarzyszyła umierającemu Janowi Pawłowi II, wydawały się być czasem narodowego pojednania. Jednak dziś – zaledwie 16 lat później – pamięć Papieża Polaka jest szargana, a my znaleźliśmy się na pierwszej linii obrony Jego dobrego imienia. W wielu mediach oraz internecie zapanowała „moda” na obrażanie Jana Pawła II, a w szkalowaniu biorą udział znani celebryci oraz politycy zasiadający w europarlamencie i polskim Sejmie.

Pomówienia i drwiny mają zatrzeć w świadomości młodych ludzi prawdziwe przesłanie pontyfikatu Jana Pawła II, wzywającego do nawrócenia oraz samopoświęcenia dla rodziny i Ojczyzny. Sfabrykowane zarzuty mają obrzydzić postać Papieża, przez wiele lat przestrzegającego rodaków przed „ideologią zła”, która „usiłuje wykorzystać prawa człowieka przeciwko człowiekowi oraz przeciwko rodzinie” i dalekowzrocznie przewidującego naciski „Parlamentu Europejskiego, aby związki homoseksualne zostały uznane za inną postać rodziny, której przysługiwałoby również prawo adopcji”.

W obliczu rosnącej skali kłamliwych ataków podjęliśmy decyzję o uruchomieniu „Programu obrony dobrego imienia Jana Pawła II”, który ma uświadomić oszczercom i ich naśladowcom, że dobre imię zmarłych może podlegać ochronie przed nieprawdziwymi atakami. Wszczynane procesy planujemy bardzo starannie, aby reakcję prawa skierować przeciwko liderom opinii, których nieprawdziwe i obraźliwe słowa pod adresem Jana Pawła II mają najszerszy zasięg i przynoszą największą szkodę. Pierwsze pozwy złożyliśmy już przeciwko radykalnym politykom – Joannie Senyszyn i Robertowi Biedroniowi, którzy w publicznych wypowiedziach kłamliwie oskarżyli Papieża Polaka o udział w przestępczości pedofilskiej, a nawet o czerpanie korzyści materialnych z tego typu procederu.

Nasi prawnicy przygotowują także zawiadomienie do prokuratury w związku z działalnością popularnego instagramowego profilu, który publikował fałszywe, wulgarne cytaty na temat homoseksualizmu, przypisując je św. Janowi Pawłowi II i wprost sugerując, że Ojciec Święty sam dopuszczał się wykorzystywania seksualnego dzieci.

Okazuje się jednak, że żądni popularności celebryci atakują nie tylko pamięć i nauczanie św. Jana Pawła II, ale bez jakichkolwiek zahamowań niszczą autorytet kardynała Stefana Wyszyńskiego – kapłana, który może być wzorem męstwa i odwagi w najtrudniejszych momentach dziejowych.

Do Ordo Iuris wpłynęło zgłoszenie, w którym opisano osiągający rekordowe zasięgi internetowy film zawierający wulgarne i obsceniczne sceny oraz kryminalne sugestie pod adresem Jana Pawła II i kardynała Stefana Wyszyńskiego. Pomimo naszej reakcji, prokuratura zaniechała wszelkich czynności, nawet nie podejmując próby ustalenia danych autorów materiału gorszącego setki tysięcy dzieci. Chociaż podjęte przez nas kroki pozwolą na wznowienie zarzuconego dochodzenia, to widzimy wyraźnie, że musimy ciężar obrony Wielkich Polaków wziąć na własne barki.

Wobec oczywistej bierności organów ścigania, jedyną skuteczną reakcją może być pozew o ochronę dóbr osobistych osób żyjących lub fundacji oddanych promowaniu pamięci o życiu i nauczaniu naszych Rodaków. Również w tych sprawach wystąpimy przeciwko autorom odrażającego materiału w imieniu katolickich organizacji i wspólnot.

Skala agresji, jaka uderza w postać Prymasa Tysiąclecia, przekonała mnie, że musimy poszerzyć program chroniący pamięć po Janie Pawle II i już dzisiaj zadbać o dobre imię kard. Stefana Wyszyńskiego. Tym bardziej, że zbliżająca się beatyfikacja Prymasa może stać się okazją do kolejnych serii zniewag i politycznych ataków.

O ile nasze precyzyjnie przeprowadzone działania prawne będą skutecznym narzędziem przeciwko cynicznym politykom i celebrytom, to inne instrumenty będą potrzebne tam, gdzie w grę wchodzi zwykły młodzieżowy bunt wymierzony przeciwko niezręcznemu „upomnikowieniu” postaci Jana Pawła II i kardynała Wyszyńskiego w przekazie mediów i wielu ludzi Kościoła. Dlatego już wkrótce uruchomimy specjalną stronę i otwartą społeczność internetową, dzięki którym w prosty sposób będzie można alarmować o atakach na dobre imię naszych wielkich Rodaków oraz wspólnie z członkami społeczności planować i podejmować adekwatne działania. W tym projekcie podejmujemy współpracę nie tylko z młodzieżowymi wspólnotami katolickimi, ale zapraszamy do niego stażystów i wolontariuszy, dla których może to być pierwsza okazja do zetknięcia się z ekspertami Ordo Iuris.

Tylko przez współdziałanie Darczyńców Ordo Iuris, wolontariuszy oraz prawników Instytutu będziemy w stanie zatrzymać falę rosnącej nienawiści wobec chrześcijan, przejawiającej się również poprzez zniesławianie najważniejszych dla nas autorytetów. Wierzę, że z Pana pomocą będziemy mogli skutecznie przeciwstawić się aktywistom i celebrytom szargającym dobre imię Jana Pawła II i kard. Stefana Wyszyńskiego. Bez tych dwóch przewodników dzisiejszej wolnej Polski po prostu by nie było.

 

pastedGraphic.png

Kard. Józef Ratzinger w książce przed 35 laty (Służyć prawdzie. Myśli na każdy dzień, tłum. ks. Albert Warkotsch, Wrocław 1986, s. 32) kreślił cytowaną niżej  wizję Kościoła. Zapewne przez ułamek sekundy nie przeszło mu na myśl, że kiedyś zostanie papieżem i będzie głównym odpowiedzialnym za urzeczywistnianie tej wizji. Zdumiewające, jak jego prawie prorocze i zobowiązujące słowa aktualne są dziś w gorącej dyskusji nad kształtem Kościoła i jego ewangelizacyjną misją w Polsce, w Niemczech, w całej Europie, zwłaszcza w obliczu bezlitosnej krytyki z powodu nadużyć w zakresie władzy i seksualności, postępującego  totalnego liberalizmu, odrzucania chrześcijańskich wartości, pogardy dla życia i opuszczania Kościoła.

Ks. Jerzy Grześkowiak

Wizja Kościoła przyszłości.

Kościół przyszłości. Kościół, który nie będzie się ubiegał o żaden mandat polityczny i nie będzie uprawiał flirtu ani z lewicą, ani z prawicą, będzie Kościołem uduchowionym. Będzie miał trudne zadanie, albowiem proces krystalizacji i oczyszczenia będzie go kosztował wiele sił. Stanie się Kościołem ubogim, Kościołem maluczkich.

Proces ten będzie trudny, gdyż trzeba będzie pogrzebać zarówno sekciarską ciasnotę, jak i samouwielbienie. Można przewidywać, że wszystko to będzie wymagało czasu. Proces ten będzie długi i żmudny, podobnie jak długa była droga od fałszywego progresizmu w przeddzień rewolucji francuskiej – kiedy to nawet wśród biskupów uchodziło za rzecz modną kpić sobie z dogmatów i dawać do zrozumienia, że nie bierze się za pewnik nawet istnienia Boga – aż do odnowy Kościoła w dziewiętnastym wieku.

Lecz po zakończeniu tego procesu z Kościoła uduchowionego będzie promieniowała wielka siła. Albowiem ludzie w totalnie zaplanowanym świecie staną się niewymownie samotni. Gdy Bóg zniknie dla nich, doświadczą swojej  straszliwej pustki. Odkryją wówczas, być może, w małej garstce chrześcijan, coś zupełnie nowego: nadzieję, której pragnęli, odpowiedź, której w skrytości serca zawsze szukali.

Uważam to za pewnik, że przed Kościołem stoją trudne czasy. Właściwy kryzys jeszcze nie nadszedł.  Lecz jestem absolutnie pewny tego, co zostanie na końcu: nie Kościół kultu politycznego, jeno Kościół wiary. Zapewne nie będzie Kościół już nigdy taką siłą panująca w społeczeństwie, jaką był dotychczas. Ale zakwitnie na nowo i stanie się dla ludzi widzialną Ojczyzną, dająca im życie i nadzieję sięgającą poza grób.

Kard. Józef Ratzinger

Das Wort zum 14 Sonntag im Jahreskreis B  (2021)

 

Jesus und die Engstirnigkeit der Menschen.

 

1. Der Frosch im Brunnen.

 

Ein Frosch lebte schon seit längerer Zeit in seinem Brunnen. Dort war er geboren und aufgewachsen und war immer noch ein kleiner und unbedeutender Frosch, Nun kam eines Tages ein anderer Frosch, der im Meer lebte, zu ihm in den Brunnen. 

- „Woher kommst du? – fragte der Frosch im Brunnen. 

- „Ich komme aus dem Meer“ - sagte der andere Frosch. 

- „Wie groß ist dieses Meer? Ist es so groß wie mein Brunnen? – fragte der Frosch und machte einen Satz vor der einen Seite des Brunnens auf die andere.

- „Mein Freund“ - sagte der Frosch vom Meer – „wie kannst du das große Meer mit deinem kleinen Brunnen vergleichen? Was sagst du da für einen Unsinn?“

- „Nun denn“ – sagte der Brunnenfrosch – „Nichts kann größer sein als mein Brunnen, Es kann einfach nichts Größeres geben! Du bist ein Lügner! Scher dich hinaus aus meinem Brunnen!“

 

    In dieser Tiergeschichte ist sehr viel menschliches Leben eingefangen und dargestellt: der Mensch, der sich in seiner Engstirnigkeit und Engherzigkeit verfangen und verschlossen hat, der nichts und niemanden außer sich anerkennen will, der sich selbst genügt und sich selbst zum Maßstab setzt für alles andere.

Der Brunnenfrosch kennzeichnet den Menschen, der jedes und alles nur aus seinem eigenen Blickwinkel betrachtet und von seinem eigenen Standpunkt aus beurteilt bzw. verurteilt. Und das ist schließlich der „Stoff“, aus dem wir uns unsere Vorurteile zurechtmachen.

    Mehr Himmel, als er aus dem Brunnen schauen kann, gibt es für den Frosch nicht: Es ist der Mensch, der nur das als Wirklichkeit anerkennt, was er sieht, was er kennt, was ihm gehört. Was außerhalb des Brunnens seiner Welt, seines begrenztes Horizonts liegt, zählt und existiert einfach nicht.

 

2. Jesus und die Brunnenmenschen.

 

Und nun zum Evangelium.

Da kommt jemand aus der Weite und der Herrlichkeit des Himmels und erzählt von dem Meer der Liebe Gottes, von seiner großen Sehnsucht zu uns Menschen: Jesus Christus – Gottes Sohn. Er spricht von der großen Hoffnung, die wir haben dürfen, von der Fülle des Lebens und der Freude, die uns zuteil wird. Er möchte die Menschen herausholen aus ihrer Enge und Angst, aus der Engstirnigkeit menschliches Denken. Wir sollen über den Brunnenrand unseres Lebens klettern und unser Herz für die Weite und Fülle des göttlichen  Lebens öffnen.

    Aber die Brunnenmenschen seiner Vaterstadt Nazaret wollen und können dem „Sohn des Zimmermanns“, dem Sohn ihrer Stadt, dies einfach nicht abnehmen. Gibt es denn so viel Weisheit…, solche Wunder…?; gibt es noch noch größeres als unser Brunnen? Sie können und wollen Jesus keinen Glauben schenken, solange sie die schreckliche Enge ihres Brunnens Nazaret als die letzte Heimat  sehen, solange sie auf ihrem Vorurteil beharren. 

    Hier wird deutlich, wie gefährlich, ja wie vernichtend unser Vorurteil werden kann bei unseren zwischenmenschlichen Beziehungen; wie sehr ein Vorurteil im letzten den Unglauben hervorruft.

 

    Das Geschehen von Nazaret ist keine Episode! Das Anstoßnehmen an Jesu Sendung und Auftrag zieht sich wie ein roter Faden durch sein ganzes Leben, angefangen mit der Geburt in Betlehem bis hin  zu seinem Tod am Kreuz.

 

    Der Unglaube lebt auch heute weiter. Das Evangelium Jesu, die Botschaft von der Liebe und Menschenfreundlichkeit Gottes und der Wille Gottes in den Zehn Geboten Gottes, für die Jesus eintritt, stößt auch in unserer Zeit immer wieder auf Unglauben und Ablehnung.

    Jesus lebt auch heute in menschlicher Gestalt in uns und unter uns. Er lebt in der Gemeinschaft, im sichtbaren Leib der Kirche fort. Und da gilt immer wieder: „Sie nahmen Anstoß an Ihm“.

Es ist das Ärgernis, das Menschen nehmen an der offiziellen Kirche, an den Strukturen der Kirche und vor allem an ihren Vertretern, weil sie auch, wie wir alle, sündige Menschen sind; auch Ärgernis an den Mitarbeitern unserer Kirchengemeinden. Beispiele dafür gibt es zuhauf – auch in unserer Umgebung – besonders in den letzten Jahren des Missbrauchs im Bereich der Macht und der Sexualität.

    In vielen Fällen ist es leider auch ein versuchtes Vertuschen, ein Alibi für die eigene Verschlossenheit, die Herzenshärte und den eigenen Unglauben, für das Verbleiben im Liebgewonnenen und Altgewohnten…

 

3. Der Christ hat Heimvorteil.

    

    Die Geschichte von Nazaret macht uns heute bewusst: Die unbedingte Voraussetzung für alles, was Jesus mit uns Menschen tun will, ist unser Glaube, unser vorbehaltloses und vorurteilsloses Vertrauen! Wir müssen einfach den Brunnen unserer selbst gezimmerten Sicherheiten und trügerischen Erdverbundenheiten aufgeben und verlassen,

    Wer sich auf dieses Vertrauen auf Gott selbst loslassen kann, den führt Gott aus seiner Enge und Angst heraus, der spürt  festen Boden unter den Füßen, der erfährt die Weite des Herzens Gottes, die Größe der Heimat und Geborgenheit, die Er uns allen anbietet.

Wir Christen haben wahrhaftig Heimvorteil: Gott hat unter uns Wohnung genommen, damit wir in ihm eine  letzte und wirkliche Heimat finden.

    Danken wir für dieses Heimrecht bei Gott und ermuntern wir uns in der Gemeinschaft der Kirche zu diesem Glauben. Dann, wenn wir Gott und Jesus glauben, geschehen auch heute noch und heute wieder Zeichen und Wunder an uns und durch uns; dann, wenn wir jeden Tag neu aufstehen und aufbrechen zu unserem Menschendienst und Gottesdienst, dürfen wir die feste und frohe Hoffnung für heute und morgen haben, dass wir einmal für immer heimfinden bei Gott!

 

Dr. Jerzy Grzeskowiak, Pfr i. R.

Predigt zu  13. Sonntag im Jahreskreis B

 

Tod, wo ist dein Sieg?  

„Sie schläft nur“ (Mk 5,21-24, 35b-43)

 

Der Tod eines nahe stehenden Menschen löst immer Hilflosigkeit und Angst aus. Oft fragen die Menschen: Wie kann Gott das zulassen? Womit habe ich das verdient?

 

Wie steht Gott eigentlich zum Tod? Das Buch der Weisheit macht dazu heute eine verblüffende Aussage: „Gott hat den Tod nicht gemacht und hat keine Freude am Untergang der Lebenden“ (1 Lesung). Jesus bestätigt dies durch sein Verhalten. Er kämpft gegen Krankheit und Tod. Er heilt Kranke und weckt Tote auf. So wird sichtbar: Das letzte Wort über unserem Leben heißt nicht Tod, sonder Leben, ewiges Leben. Das Leben jetzt hier im Diesseits hat Bedeutung für das Zukünftige, als Vorzeichen, als Ankündigung, als Unterpfand.

 

Welche Gedanken und Gefühle weckt in uns das gerade vorgetragene Evangelium?

 

Was bedeutet es für Eltern, deren Kind gestorben ist, dass vor 2000 Jahren ein Kind erweckt wurde? Was heißt es für eine schwer kranke Frau, wenn sie von dem Glück der Heilung aus vergangener Zeit hört?

 

Wir alle wünschen Rettung und Heilung. Wir leiden darunter, dass unsere Bitten in dunkle Abgründe fallen. Gott macht uns die Hoffnung oft schwer. Wir schlagen Ihm täglich die Welt und unsere eigenen Nöte um die Ohren, und Er schweigt. Das ist eine der großen Schwierigkeiten unseres Glaubens. Gut, Gott hilft oft anders, als wir es erwarten – aber dennoch; das Leben geht nicht auf, auch für den Glaubenden nicht.

 

Was wir aber tun  können: die Wundergeschichten wie Formulare lesen, in die wir unsere Hoffnung nach Rettung eintragen.

 

Da ist die blutflüssige Frau: 12 Jahre Leid, Scham, Isolation… Aber sie räumt den Niederlagen keine Endgültigkeit ein, das ist ein Wunder vor dem Wunder. Ihre Hoffnung ist die Kraft, mit der sie Jesu Kraft hervorlockt und Ihn ermächtigt, sie zu heilen.. 12 Jahre krankes Leben fallen von ihr ab.

 

Und da ist die Heilung der 12 Jahre alten Tochter aus  angesehenem Haus. Jesus weigert sich, an den Tod zu glauben. Das ist seine eigentliche Größe. Er glaubt nicht an unseren Tod.

Unser Tod hat verschiedene Gesichter… Wenn ich in Schuld ertrinke, vergibt er; wenn ich verzweifelt bin, wenn alle Lebensaussichten schwinden, sagt er: Steh auf!

 

Jesus nachfolgen heißt, gegen den Tod aufstehen: indem wir vergeben, barmherzig sind, trösten. Das sind die mühseligen, kleinen Wunder des Alltags, mit denen wir uns gegenseitig aufrichten – mit ihnen müssen wir auskommen, weil wir noch nicht dort sind, wo der Tod endgültig keine Macht hat.

 

Jesus nachfolgen heißt es auch: gegen die auftreten, die die Tötung der Ungeboren Kinder befürworten. Es  ist eine Schande für Europa, dass am letzten Donnerstag das EU-Parlament leider für den sg. Matic-Bericht stimmte. Die Mehrheit der EU-Abgeordneten sprach sich damit für Abtreibung als „Menschenrecht“ und für Gender- und LGBT-Indoktrination in Schulen aus. Diese Entscheidung ist ein weiterer Tiefpunkt in einer langen reihe entsprechender Abstimmungen im EU-Parlament. Diese Entscheidung schafft noch kein geltendes Recht in der EU, aber sie wird dazu verwendet Druck auf die Mitgliedstaaten  auszuüben, damit die Beschlüsse dort dann in Gesetzform gegossen werden. EU verliert mit solchen Beschlüssen ihr christliches Fundament. Was würden dazu die Gründer der EU sagen: Schumann und Adenauer?

 

Mit Jesus gegen den Tod auftreten!

Kehren wir zur Erweckung der Tochter von Jair zurück.

Während die Leute aus dem Haus des Jairus kommen um ihm zu sagen; „Es ist bereits zu spät. Deine Tochter ist inzwischen gestorben!,  ermutigt Jesus hingegen den Synagogenvorsteher: „Sei ohne Furcht! Glaube nur!“ Er will den sinkenden Glauben ermutigen, um  Größeres als die Heilung einer Kranken, nämlich die Überwindung des Todes zu erwarten. Die Leute, die beim Sterben des Kindes anwesend waren, finden es lächerlich, dass Jesus von der Toten sagt: „Sie schläft nur:“ Ihr Gelächter weicht aber lähmenden Entsetzen als sie sehen, dass Er den Toten befiehlt aufzustehen und dass sie tatsächlich gehorcht und aufsteht. Für Ihn ist der Tod wirklich wie ein Schlaf, aus dem Er zu wecken vermag. Darin liegt die Kernbotschaft des heutigen Evangeliums für uns: Seit Jesus ist die Endgültigkeit des Todes gebrochen. „Steh auf!“ In seinem Wort äußert sich daher ein ungeheuerlicher Anspruch, nämlich der Anspruch Gottes, der nicht „Gott der Toten“, sondern „Gott der Lebenden“ ist.

 

„Sie schläft nur“, sagte Jesus von dem toten Mädchen. Die frühe Kirche hat dieses kostbare Wort Jesu gewählt, um ihr Verständnis des Todes auszudrücken. Der Tod ist für die gläubige Gemeinde wie ein Schlaf, aus dem der Herr erweckt. Die Friedhöfe der frühen römischen  Christengemeinden, die man später Katakomben nannte, hatten ursprünglich die Bezeichnung Koimäterion, zu deutsch „Schlafraum“.

 

Das häufigste Bild in diesen unterirdischen Friedhöfen ist das Bild des Guten Hirten, der die erlöste Menschheit wie ein Lamm auf seinen Schultern trägt und sie sicher geleitet in das Reich des Vaters. Sterbend hat Er die Arme, die das Lamm jetzt tragen, ausgebreitet, um sich dem Tod auszuliefern und den Tod für alle zu überwinden. Die frühe Christenheit, obwohl sie lange Zeit eine verachtete Minderheit war, folgte der Ermutigung Jesu aus dem heutigem Evangelium: „Seid ohne Furcht! Glaubt nur!“

 

Diese Aufforderung gilt auch uns angesichts der Krankheit und des Todes und angesichts der Ratlosigkeit so vieler vor dem Rätsel des Todes…

 

Feuerbach (und Marx) hat den Christen vorgeworfen, dass sie sich auf das Jenseits vertrösten und die Gerechtigkeit im Diesseits verschlafen. Ohne durch eine marxistische Schule gegangen zu sein, leben viele Menschen unserer Zeit, eigentlich die  Mehrheit, in der gegenteiligen Lebenshaltung. Sie leben in der „Vertröstung auf das Diesseits“.  Dies steigert die Erwartung an das Leben, an leidfreies Glück, lässt unvermeidbare Enttäuschungen erscheinen. Ein solches Leben ohne Hoffnung können Christen nicht führen. Jesu Worte und Handeln ist eine Aufforderung, auf die Zukunft zu setzen. Christen sollten „Nicht trauern wie die anderen, die keine Hoffnung haben“ (1 Thess 4,13). Der Gute Hirte wird die Seinen in die Herrlichkeit seiner unvergänglichen und unvorstellbaren Zukunft führen.

 

Dr. Jerzy Grzeskowiak, Pfr.

Ostatnia aktualizacja nastąpiła 28

28.07.2021 r.

w rubryce:

"Bliżej Boga".

Impressum

 

POLONIK MONACHIJSKI - niezależne czasopismo służy działaniu na rzecz wzajemnego zrozumienia Niemców i Polaków. 

Die unabhängige Zeitschrift dient der Förderung deutsch-polnischer Verständigung.

 

W formie papierowej wychodzi od grudnia 1986 roku a jako witryna internetowa istnieje od 2002 roku (z przerwą w 2015 roku).

 

Wydawane jest własnym sumptem redaktora naczelnego i ani nie zamieszcza reklam ani nie prowadzi z tego tytułu żadnej innej działalności zarobkowej.

 

Redaguje:

Dr Jerzy Sonnewend

Adres redakcji:

Dr Jerzy Sonnewend

Curd-Jürgens-Str. 2
D-81739 München

Tel.: +49 089 6257162

E-Mail: jerzy.sonnewend@polonikmonachijski.de

Ilość gości, którzy od 20.01.2016 roku odwiedzili tę stronę, pokazuje poniższy licznik:

Druckversion Druckversion | Sitemap
© Jerzy Sonnewend