Bliżej Boga

Ksiądz dr hab. Jerzy Grześkowiak

Kościół katolicki w USA a nowy prezydent

 

Jeśli nie będzie jasnego stanowiska biskupów, to działania świeckich w debacie publicznej, w polityce wyborczej i w zarządzaniu będą poważnie utrudnione. Utrudni to także działania osób świeckich na rzecz promowania kultury życia, a tym samym zdrowia państwa, poprzez ustawodawstwo i działania prawne – przypomniał na łamach portalu „The First Things” znany publicysta katolicki George Weigel. Wskazał zarazem na wyzwania, jakie przed katolikami świeckimi oraz biskupami stwarza nowa prezydentura.

 

Autor zaapelował o modlitwę, o zdrowie, siły i odwagę dla nowego prezydenta USA. „Modlimy się, aby otrzymał on dar, o który Salomon prosił Boga: mądrość w sprawowaniu władzy. Modlimy się o jego coraz głębsze nawrócenie do Chrystusa. Solidarność w modlitwie jest pierwszym obowiązkiem amerykańskich katolików wobec nowego prezydenta dzisiaj. To podstawy katolicyzmu” – napisał Weigel. Ocenił, że inauguracja prezydentury Bidena, drugiego ochrzczonego katolika w dziejach Stanów Zjednoczonych, stanowi punkt zwrotny dla katolicyzmu w Ameryce.

 

Autor przypomniał jednak hasła kampanii wyborczej Bidena, w których zapowiadał on powrót do praktyk z czasów Baracka Obamy – promowania aborcji w USA i w świecie, eutanazji, ataków na wolność sumienia lekarzy ale także pracodawców, w tym katolików zmuszanych do zapewnienia osobom zatrudnianym ubezpieczenia pokrywającego koszty antykoncepcji czy aborcji. „W takim przypadku pan Biden, jako prezydent, wykazałby, że nie jest w pełnej komunii z Kościołem katolickim, ponieważ celowo ułatwiłby to, co Ewangelia i Kościół, określają jako poważne zło moralne i niesprawiedliwość” – stwierdził George Weigel.

 

Autor podkreślił zarazem odpowiedzialność wiernych świeckich za skuteczne świadectwo w życiu publicznym. Zaznaczył, że żaden katolik nie może twierdzić, że prawdy ewangeliczne o prawie do życia i wolności religijnej są nieistotne dla jego głosu w wyborach ani dla jego działań. Tych obowiązków nie można zostawiać za drzwiami sprawowanego urzędu, w tym Białego Domu.

 

Weigel podkreślił odpowiedzialność biskupów za konsekwentne nauczanie i praktykę sakramentalną, aby nie stwarzać wrażenia w przestrzeni publicznej, że Kościół nie traktuje poważnie wagi niektórych kwestionowanych kwestii ładu publicznego. Jeśli nie będzie jasnego stanowiska biskupów, to działania świeckich w debacie publicznej, w polityce wyborczej i w zarządzaniu będą poważnie utrudnione. Utrudni to także działania osób świeckich na rzecz promowania kultury życia, a tym samym zdrowia państwa, poprzez ustawodawstwo i działania prawne.

Autor podkreślił ścisłe powiązanie odpowiedzialności świeckich za katolickie świadectwo w życiu publicznym, a zarazem odpowiedzialność biskupów za „integralność eucharystyczną Kościoła”. „Biskupi i katolicy świeccy wspólnie stawiają czoła temu punktowi zwrotnemu” – napisał na łamach „The First Things” George Weigel.

 

https://www.pch24.pl/weigel-o-ameryce-za-kadencji-bidena...

Ks. Jerzy Grześkowiak przebywa aktualnie w Szwajcarii. Zdjęcie zrobiono koło Muehlebach 2 km od Ernen, Jego obecnej parafii. Napis na krzyżu: "Von Gott kommen unsere Wurzeln". Nad tym dobrze byłoby pomedytować.

Boże Narodzenie wciąż aktualne

 

Święta Bożego Narodzenia niestety za nami!  Nawet Kościół zamknął ten radosny okres  w ubiegłą niedzielę świętem Chrztu Jezusa.  Z wielu świątyń zniknęły już szopki i choinki. Przed Soborem Watykańskim II żyliśmy nastrojem tych świąt aż do 2 lutego, czyli do święta Matki Bożej Gromnicznej dziś zwanego świętem Przedstawienia Pana (w świątyni jerozolimskiej). Warto jednak także w ciągu roku wgłębiać się w tajemnicę Wcielenia Boga w nasz świat, w nasze człowieczeństwo, w nasze życie i codzienność, by temu wszystkiemu nadać głębszy, nowy sens. Z tej racji proponuję  jako pomoc do refleksji i modlitewnej medytacji  wiersz, który przysłał mi na Gwiazdkowe Święta Jarosław Maćkiewicz z Łodzi, za co serdeczne dzięki także w imieniu naszego portalu „Polonik Monachijski”.  Aktualność tej poezji potęguje fakt, że papież Franciszek ten bieżący rok ogłosił Rokiem św. Józefa.

 

Ks. Jerzy Grześkowiak

 

 

 

Nocna rozmowa

 

Głodnym miłości niebo rzuciło okruszek

Manny jedno ziarenko pęczniejące mlekiem

Słowo stało się ciałem i pośród pieluszek

W Kościół rosło to ciało Bóg stał się człowiekiem

 

Padło manny ziarenko na dziewicze łono

Siedzi teraz zdumiona Dziewica i Matka

A dziecię w tok krowięcy śpiące położono

Owinięte przed chłodem w pieluchach i szmatkach

 

Józef nie wie co robić Drapie się po głowie

I spogląda co chwila na dziecko i żonę

Pasterze paść wrócili odeszli magowie

A dziecko śpi spokojnie sianem otulone

 

„Takie małe paluszki i nosek zadarty

I te oczka zamknięte takie To drobniutkie”

Myślał Józef noc całą o laskę oparty

„I te owce tak dziwnie patrzą tak ze smutkiem”

 

Maryja wtedy senne otworzyła oczy

I spostrzegła jak Józef płacze po kryjomu

Sprawdziła czy Jezusek pieluch nie przemoczył

(Akuszerki już były i poszły do domu)

 

„Co Ci – rzekła – Józefie, mój mężu kochany,

Stało się co że płaczesz w tym nocnym czuwaniu?”

A Józef tym pytaniem był zakłopotany

Że go żona nakryła na cichym płakaniu

 

„Widzisz – mówi po chwili – co to nas spotkało

Przecież ojcem dla niego i matką będziemy

I uczyć je będziemy by wszystkich kochało

Zrobimy to najlepiej jak tylko umiemy”

 

Wtedy Józef tak rzecze rozcierając skronie

„Ja mu ojca na ziemi będę zastępował…

I cóż ja mam powiedzieć kiedy moje dłonie

Stworzone abym ciosał a nie adorował”

 

Przystawiając do piersi swoje Pierworodne

Taką dała odpowiedź Maryja mężowi:

„Ciche życie prowadzisz i ono jest godne

Miłość Ojca objawić Odkupicielowi

 

Może mnie i nazywać będą pokolenia

Matką Boga na ziemi lecz twoim udziałem

Słowo Ojciec dla Niego bo z tego Imienia

Ciebie będzie wołało i Bogu da chwałę”

 

Jarosław Maćkiewicz

 

Wiceprezes Zarządu 

Stowarzyszenie Łódzkie Hospicjum dla Dzieci – Łupkowa w Łodzi

 

Rozważanie na Święto Chrztu Jezusa 

 

Solidarność Jezusa z nami

 

Po relacji o narodzeniu Jezusa Nowy Testament opisuje jeszcze tylko scenę 12- letniego Jezusa w świątyni jerozolimskiej, pomijając całkowitym milczeniem następne dwadzieścia lat Jego życia. Kolejne wyakcentowane wydarzenie to chrzest Jezusa, po którym rozpoczyna On publiczną działalność. Ze świętem Chrztu Jezusa kończy się w Kościele liturgiczny okres Bożego Narodzenia.

W Ewangelii są takie sceny, w których jak w soczewce skupia się istota Radosnej Nowiny Chrystusa. Jedną z nich jest Jego chrzest w Jordanie. Jest to na wskroś wydarzenie epifanijne. Jezusa, włączającego się w szeregi grzeszników proszących Jana o chrzest, a którego Jemu współcześni uważają za syna cieśli z Nazaretu, Bóg Ojciec nazywa swoim „umiłowanym Synem”. Na Niego zstępuje także Duch Święty, który najpierw prowadzi Go na pustynię, potem do Galilei, do Jerozolimy i na Golgotę. Tam w mocy tegoż Ducha Jezus złoży siebie w ofierze za grzechy świata. 

Chrześcijanin – idąc z Jezusem i wypełniając wolę Boga kroczy drogą prowadzącą do życia wiecznego. W chrzcie Jezusa objawia się zatem również nasze powołanie do dziecięctwa Bożego w łonie Chrystusowego Kościoła.

We Florencji naprzeciw zachodniego portalu potężnej i zachwycającej swym pięknem katedry znajduje się szturmowany przez wielojęzyczne tłumy turystów z całego świata i nękany hałasem trąbiących aut i skuterów dawny miejski kościół chrzcielny, czyli baptysterium. Jak wszystkie kaplice chrzcielne ta ośmiokątna budowla jest poświęcona św. Janowi Chrzcicielowi. Zwiedzający odnajduje na mozaice kopuły tego biblijnego proroka wzywającego do pokuty – ze zwichrzonymi włosami i przenikliwym spojrzeniem. Droga od Jordanu do różnorodnie ukształtowanych chrzcielnic w chrześcijańskich kościołach jest bardzo długa. A zaczyna się od wydarzenia, kiedy „otworzyło się niebo” nad Tym, o którym św. Paweł powie: „Zechciał Bóg, aby w Nim zamieszkała cała Pełnia, i aby przez Niego znów pojednać wszystko z sobą” (Kol 1,19-20).

Życie ludzkie jest naznaczone przełomami. Raz po raz coś się kończy i zaczyna coś nowego. Nie zawsze dzieje się to bez kryzysu. Konieczne są zmiany, przestawienie się, nowa orientacja. Niekiedy takim przełomom towarzyszą obrzędy i symboliczne akty. Przykładem tego może być zakończenie szkolnej edukacji lub zawodowego wykształcenia. Certyfikat lub świadectwo potwierdzają kompetencje i uprawniają do pracy w konkretnym zawodzie lub do podjęcia dalszych studiów. Czy ktoś jest w swoim fachu dobry, to okaże się dopiero w praktyce.  Przejściu w inny sposób życia lub do innej pracy, w inny stan, towarzyszą także jakieś znaki. Na przykład narzeczeni zakładają sobie na palce obrączki. W niektórych klasztorach osoby wstępujące do zakonu otrzymują w oficjalnym obrzędzie przyjęcia do wspólnoty nowe imię.

Chrzest Jezusa stanowi dla Niego takie właśnie „przejście”. On udaje się nad Jordan, gdzie do nawrócenia i pokuty nawołuje Jan Chrzciciel i prosi go o chrzest. Jest to inny chrzest niż ten, który przyjęliśmy. Jezus daje się ochrzcić, jak tylu innych Jemu współczesnych, którzy odczuwają potrzebę nawrócenia, zrywają z grzesznymi drogami i ufają głęboko, że Bóg przebaczy im popełnione winy. W ten sposób okazuje pełną solidarność z ludźmi. Jest całkowicie po stronie człowieka. Wstępując w rzekę Jordan zstępuje obrazowo w głębie naszej ludzkiej kondycji, jak to już uczynił przyjmując ludzkie ciało. Już samo usytuowanie Jordanu w geograficznej depresji – w najniżej położonym miejscu świata kilkaset metrów poniżej poziomu morza - jest głęboko symboliczne.

Jedna z greckich ikon z XIV wieku przedstawia chrzest Jezusa w następujący sposób. Pomiędzy dwoma grupami piętrzących się wysoko skał widać w głębi fale Jordanu. W tych czeluściach ciemnej wody zanurza się Jezus, wstępując niejako w ciemności naszego świata i w przepaści naszych serc, aby całym sobą przyjąć w siebie nasze rozdarcie, grzech i odmęty zła. Jezus jest „chrzczony” wodami doczesności, obmywany wodami tego świata, ale w ten sposób to właśnie On nas wszystkich obmywa, filtruje ciemne wody naszego życia i usuwa brudy tego świata - biorąc na siebie nasze grzechy.

Gdy wynurza się z wody, otwiera się nad Nim Niebo: „…ujrzał rozwierające się niebo i Ducha jak gołębicę zstępującego na siebie” (Mk 1,9). Duch Boży, który działał już w pierwszym dniu stworzenia, teraz objawia, kim jest Jezus. Głos Boga oświadcza: „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie” (Mk 1,11). Jezus, będąc człowiekiem jak my, jest także Bogiem. I tak potwierdzony przez Ojca i wyposażony w moc Ducha Świętego rozpoczyna swoją publiczną działalność.

Z Nazaretu, gdzie Jezus dorastał, do miejsca, gdzie Jan chrzcił, idzie się około dwóch dni. Jezus musiał zatem odbyć dość daleką podróż, by dotrzeć do Jana przy rzece Jordan. Dlaczego Jan naucza i chrzci właśnie tam? Przecież mógł iść od wioski do wioski jako wędrowny kaznodzieja i chrzciciel. Dlaczego ludzie muszą opuszczać ich domostwa i wędrować do niezamieszkałych stepów Jordanu? 

Wiąże się to z nawróceniem, do którego wzywa św. Jan. Nawrócenie to coś więcej niż jakaś mglista chęć zmiany stylu życia, dobre chęci i „worek” pełen dobrych postanowień. Orędzie Jana Chrzciciela cechuje radykalizm. On stawia warunki, nawet grozi: Jeżeli nie zmienicie waszego sposobu życia, nie odmienicie go u samych fundamentów poczynając, nie unikniecie katastrofy - „Już siekiera do korzenia drzew jest przyłożona” (Mt 3,10).

Nawrócenie – przemiana życia, która sięga głębi, aż do korzeni, nie jest łatwa do zrealizowania w warunkach domowych. Tam otaczają człowieka te same ściany, te same zwyczaje i rytuały. Zacząć na nowo może tylko ten, kto odważy się na Exodus – czyli na wyjście z dotychczasowego, „odejście od starego”. Dlatego Jan wzywa ludzi na stepy Jordanu, gdzie analizują i oceniają swoje dotychczasowe życie i publicznie wyznają swoje grzechy. U siebie w domu byłoby o to trudniej.

Do chrztu Janowego należy zatem radykalne nawrócenie i rytualne zanurzenie w wodach Jordanu. Dlaczego właśnie w Jordanie? Przecież źródła z ożywczą wodą znajdowały się też w wielu w innych miejscach. Czy nie mógł chrzcić na przykład w głębokich wodach jeziora Genezaret? Dlaczego akurat w Jordanie, a do tego w określonym miejscu, które łatwo dziś zlokalizować? Odpowiedź jest zaskakująca: Jan chrzci dokładnie tam, gdzie przed setkami lat Jozue przeprowadził Izraelitów przez Jordan do Ziemi Obiecanej. Nawrócenie i exodus nie są więc dla św. Jana celem samym w sobie. One są początkiem czegoś o wiele większego.

Jan Chrzciciel jest przekonany: jeżeli Lud Wybrany odrzuci swe fałszywe bożki i zabezpieczenia, jeżeli porzuci dotychczasowy grzeszny sposób życia, jeżeli nawróci się i otrzyma od Boga przebaczenie win, wtedy dokona się na nowo wejście do Ziemi Obiecanej.

Wielu Izraelitów usłyszało wołanie Jana i poszło za Jego głosem. Jezus słysząc o tym, co się dzieje, opuszcza swój rodzinny dom w Nazaret, udaje się do Jana i zanurza w wodzie Jordanu, aby wejść jak wielu innych na próg Ziemi Obietnicy – tam, gdzie zaczyna się nowe życie pod panowaniem Boga.

Zdumiewa, że Jezus nie zaczyna swej misji tylko sam, w pojedynkę.  On idzie za innymi i słucha Janowych kazań wzywających do pokuty.  W ten sposób daje Bogu, swemu Ojcu, możliwość rozpoczęcia tego, co Nowe, gdzie nawet „najmniejszy” jest większy od Jana Chrzciciela (Mt 11,11). Gdyby Jezus pozostał w Nazaret, albo gdyby powiedział: „Ja sam określę i wyznaczę swoją drogę”, Boży plan zbawienia z ludźmi nie mógłby być kontynuowany.

Kościół współczesny cierpi z tego powodu, że jest w nim wielu pojedynczych działaczy, ale zbyt mało wspólnie wyrusza w drogę. A jeszcze bardziej dlatego, że wielu dokładnie „wie”, jak Kościół należy zreformować, ale za mało takich, co pytają, jak sam Bóg zamierza odnowić swój Lud!

Fakt, że Jezus poszedł na pustynię, by dać się ochrzcić w Jordanie jak inni, sprawiało pierwotnemu Kościołowi spore trudności. Jak On, większy od Jana, mógł pójść do niego, przyłączyć się do jego ruchu odnowy, włączyć się w szereg potrzebujących nawrócenia? Jak bezgrzeszny mógł przyjąć chrzest dla odpuszczenia grzechów? O tym, jak znaczne to były trudności, świadczy fakt, że Mateusz w scenę chrztu wkomponował krótki dialog, w którym Jan najpierw odmawia Jezusowi chrztu.

„Wtedy przyszedł Jezus z Galilei nad Jordan do Jana, żeby przyjąć chrzest od niego; Lecz Jan powstrzymywał Go, mówiąc: „To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie? Jezus mu odpowiedział: „Pozwól teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe”. Wtedy mu ustąpił.” (Mt 3,13-15)

Dlaczego Syn Boży prosi o chrzest? Dawniej rozwiązywano ten problem prostą odpowiedzią: Jezus chciał dać ludziom dobry przykład. Taka odpowiedź jest jednak niewystarczająca. Jezus idzie do Jana Chrzciciela, bo wie: przez niego działa Bóg. Izrael wstępuje teraz w decydującą fazę swojej historii, w czas, w którym wypełni się „wszelka sprawiedliwość” (Mt 3,15). A to znaczy dla Jezusa: On musi i chce być tam, gdzie decydują się losy ludu Bożego. Musi być na tym miejscu, gdzie Bóg aktualnie działa i wypełnia swe obietnice, gdzie Izrael stoi na progu Ziemi Obiecanej. Moralne pytanie, czy Jezus czuł się jako grzesznik, nie dotyczy w ogóle sprawy zasadniczej. Jezusowi idzie o wolę i plan Boga. Przez chrzest oddaje się całkowicie w służbę temu zbawczemu planowi. Gdy Jezus wychodzi z wód Jordanu, otwiera się niebo: 

„A oto otworzyły Mu się niebiosa i ujrzał Ducha Bożego zstępującego jak gołębicę i przychodzącego na Niego. A głos z nieba mówił: „Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie.” (Mt 3, 16-17)

„Otwarte niebo” - to znaczy: niebo i ziemia są znowu złączone, bo oto jest w końcu Ktoś, na którym spoczywa całe upodobanie Ojca i który jest całkowicie Jemu posłuszny. I tak zostaje przekroczony próg do Ziemi Obiecanej. Ci zaś, co gromadzą się wokół Jezusa i idą Jego śladami, mogą odtąd żyć „pod otwartym niebem”.

Wielu wierzącym trudności sprawia symbol gołębicy. Gołąb pojawia się po raz pierwszy już w czterdziestym dniu życia Jezusa podczas ofiarowania Go Bogu w świątyni jerozolimskiej.  Gołąb jest darem ludzi biednych. Nim rodzice wykupują niejako od Boga pierworodnego syna (Łk 2, 22-24).

Podczas każdej Paschy Jezus czytał Pieśń nad pieśniami, a w niej także o tym, że Bóg, Jego Ojciec, troszczy się o swój lud i stara się pozyskać jego względy podobnie jak czynią to gruchające gołębie.

„Powstań, przyjaciółko ma, piękna ma, i pójdź! 

Gołąbko ma ukryta w zagłębieniach skały, w szczelinach przepaści, 

ukaż mi swą twarz, daj mi słyszeć Twój głos! 

Bo słodki jest głos twój i twarz pełnia wdzięku.” (Pnp 2,13-14)

W historii o potopie gołąb przynosi w dziobie świeży listek z drzewa oliwnego jako znak końca kary i nastania pokoju między Stwórcą i stworzeniem (Rdz 8, 10-11)

Bardzo ważne w tym znaku jest również fakt, że gołąb po hebrajsku to „Jona”. Jonasz zaś jest pierwszym prorokiem, z którym niejako „przestrzennie” spotyka się Jezus, ponieważ jego grób znajduje się tylko osiem kilometrów od Nazaret. Podobnie jak Jonasz, Jezus zostaje posłany w podległy grzechowi świat, aby przepowiadać miłosierdzie Boga i wzywać do nawrócenia. O swojej generacji powie, że będzie jej dany tylko „znak Jonasza”, a jest nim uratowanie „z trzech ciemnych dni”, czyli Zmartwychwstanie.

Gołąb - zwierzę ofiarne, symbol pokoju, znak miłości, los proroka – to wszystko zostaje poprzez gołębia symbolicznie przeniesione na osobę Jezusa. I On słyszy z Nieba słowa Ojca: „Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie” (Mt 3,17).

Sedno chrztu Jezusa wyraża doskonale współczesne pojęcie „solidarność”. Jezus jest bezwarunkowo solidarny z całą ludzkością. W Janowym obrzędzie nawrócenia bierze On na siebie nasze grzechy, aby zostały z nas zmyte w wodzie chrztu. A daleko na horyzoncie rysuje się już kształt krzyża: „Chrzest mam przyjąć, i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie” (Łk 12, 49-50).

 

Ks. Jerzy Grześkowiak 

Rozważanie na  Nowy Rok

 

„Niech cię Pan błogosławi i strzeże!”

 

W sylwestrową noc i w pierwszym dniu nowego roku nie ma chyba nikogo, kto nie pyta: Co mi ten nowy rok przyniesie? Co nowego mnie czeka?  Jakie przeżycia, radości, niespodzianki są mi pisane? Dla wielu wiąże się to również z lękiem, z obawami? Czy nie spotka mnie poważna choroba, jakieś nieszczęście, konflikty w rodzinie, problemy w pracy, nie daj Boże śmierć bliskiej osoby…?

Jako „lekarstwo” na tego rodzaju lęki proponuję dwa środki zaradcze: błogosławieństwo Boga i pośrednictwo Maryi – Bożej Rodzicielki i Matki Kościoła.

W liturgii eucharystycznej na Nowy Rok jedno z czytań przekazuje tzw. błogosławieństwo aaronowe. Bóg mówi przez Mojżesza do Aarona, jak ma błogosławić Izraelitów: 

„Powiecie im: Niech cię Pan błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą, niech cię obdarzy swą łaską. Niech zwróci ku tobie oblicze swoje i niech cię obdarzy pokojem.” (Lb 6,23-25) 

To błogosławieństwo zawiera w sobie niezwykłe piękno i moc. Jest słowem Boga, który mówi do mnie: „Jesteś ze wszystkich stron otoczony i ogarnięty moim błogosławieństwem, czyli moją troskliwą miłością, a więc zanurzony w pełnię mojego Bożego życia”.

Każde błogosławieństwo wyraża życzenie i prośbę. Często przypomina ono w swym sformułowaniu o Bożej pomocy w dziejach zbawienia. Od pokoleń są ludzie w drodze - z Bogiem. I On swego ludu nie opuści. Taką obietnicę wyraża każde błogosławieństwo – przed podróżą, przed pójściem dzieci do szkoły, przed trudną operacją, w ramach liturgii, w sakramentach i sakramentaliach.

Życzenie błogosławieństwa jest zawsze odnoszone osobiście do jakiejś konkretnej osoby lub grupy osób. Natomiast prośba skierowana jest do Boga, jest wstawienniczym błaganiem Boga „za kogoś”. Wyraża to gest błogosławiących rąk.  Wyciągnięte nad kimś lub położone na jego głowie przypominają chroniący dach. Ten, co błogosławi, chce danego człowieka powierzyć w sposób szczególny Panu Bogu. W ten sposób błogosławieństwo łączy niebo z ziemią i wskazuje na obecność Boga pośród ludzi.

Błogosławieństwo aaronowe zwraca się do ludu Izraela w liczbie pojedynczej, ale każdy człowiek może czuć w tych słowach, że Bóg mówi do niego osobiście. Bóg chce każdemu w jego życiu i w planach udzielić Dobra. Szczególnie wymowny choć trudny do wyjaśnienia jest obraz „rozpromienionego” oblicza Boga, który swą miłością chce życie człowieka uczynić „jasnym”, „świetlistym”. Kto trwa w bliskości Boga, na tego zawsze pada blask Jego promieniującego oblicza. Błogosławieństwo wyprostowuje człowieka, podnosi go i umacnia na drogach życia. Odpowiednikiem naszego polskiego słowa „błogosławić” jest w języku łacińskim słowo „benedicere”. Znaczy ono: „dobrze mówić”, „mówić coś dobrego”, „mówić dobre słowo”, czyli w dalszym sensie także: wielbić, chwalić, wysławiać. Błogosławieństwo - patrząc od strony człowieka - oznacza zatem „wielbienie Boga”, „wysławianie Boga”. Uwielbiamy Boga, gdy „dobrze o Nim mówimy”, gdy Go wielbimy i wychwalamy, gdy dziękujemy Mu za wszelkie dobro, które zdziałał w naszym życiu.   To właśnie czynili pasterze z dzisiejszej Ewangelii: „A pasterze wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to było powiedziane.” (Łk 2,20).

Patrząc wstecz na miniony rok odkryjemy z pewnością przeplatające się – jak złota nić - przeróżne interwencje Boga w naszym życiu, Jego wyraźne ślady. Często dopiero po jakimś czasie, z odpowiedniego dystansu, zauważamy, że wszystko, co się wydarzyło, miało na celu nasze dobro. Dla człowieka wierzącego w Boga wszystko w życiu ma jakiś głęboki sens.

„Błogosławić”, czyli „dobrze mówić” – oznacza także prośbę kierowaną do Boga o Jego błogosławieństwo, o Jego „dobre słowo dla mnie”, o Jego obecność, wsparcie, siłę i pociechę. Bóg nas błogosławi, to znaczy Bóg „mówi do nas dobre słowo”, dobrze nam życzy i udziela potrzebnych na każdy dzień łask.

Otrzymać błogosławieństwo od Boga nie oznacza oczywiście, że wszystko już jest załatwione, że nie muszę o nic zabiegać, o nic się troszczyć, że mogę żyć lekkomyślnie w przekonaniu: „Pan Bóg jako dobry Tatuś wszystko szczęśliwie w moim życiu zarządzi i załatwi”. Wierzyć w moc błogosławieństwa Bożego, to znaczy czynić wszystko, co w mojej mocy, ale z ufnością, że Bóg do naszych małych czynów dołoży swoje dzieło przewyższające wszystko, co ludzkie, małe i niedoskonałe. Innymi słowy żyć i postępować tak, jak gdyby wszystko w życiu ode mnie zależało, ale ufać tak głęboko, jak gdyby wszystko zależało tylko od Boga. Tylko w takiej perspektywie można zacząć nowy rok bez lęku i w pełnym zaufaniu Bogu. Wtedy każdy dzień będzie otulony Bożym błogosławieństwem.

Drugim środkiem przeciw lękom to ufne spojrzenie na Maryję – Matkę Jezusa, zawierzenie Jej i powierzenie siebie, swojego życia i wszystkich spraw i wydarzeń tego nowego roku. Ona jest w szczególny sposób przez Boga „błogosławiona”, to znaczy „pełna łaski” – jak sformułował to Anioł Gabriel przy Zwiastowaniu, że zostanie Matką Bożego Syna. Podobnie mówi do Niej i o Niej jej krewna Elżbieta, gdy Maryja ją odwiedza: „Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła w to, co powiedział ci Pan”.

Maryja jest „błogosławiona” i pokazuje nam, jak mamy żyć i co mamy czynić, by zasłużyć na miano „błogosławionych”. Dzisiejsza Ewangelia akcentuje, że Maryja zachowywała wszystko, co się wydarzyło, w sercu swoim, i o tym intensywnie rozważała.

Chcąc pójść drogą Maryi dobrze byłoby poświęcić w każdym dniu nieco miejsca na modlitwę i duchową refleksję. Rankiem rozpocząć dzień z Bogiem - przez medytację: z jaką motywacją zaczynam ten dzień, jakie obowiązki i zadania stoją przede mną, co mi ten dzień może przynieść, kogo spotkam, komu mogę pomóc? Następnie proszę Boga o błogosławieństwo.

Coś podobnego winno mieć miejsce również wieczorem: spoglądam na miniony dzień, cieszę się z dokonań i sukcesów, mówię Bogu „dziękuję” za wszelkie dobro, którego zaznałem i które uczyniłem, proszę o Jego miłosierdzie i przebaczenie za zaniedbania i winy, i o błogosławieństwo na dobrą noc.

Jeżeli obierzemy Maryję za wzór i powierzmy się Jej macierzyńskiemu pośrednictwu i wstawiennictwu, to możemy ufać, iż nowy rok będzie rokiem błogosławionym. Przypomnijmy sobie słowa św. Jana Pawła II:

„Dzisiaj uwaga Kościoła – pełna najwyższej czci i miłości – koncentruje się na Macierzyństwie Bogarodzicy – Theotokos: Tej, która Synowi Bożemu dała ludzką naturę i ludzkie życie. Przez Nią wypowiadamy dzisiaj Imię Jezus – gdyż w tym dniu nadano to Imię Synowi Maryi. Przez Nią też – i z Nią razem – wołamy w tym Imieniu na początku Nowego Roku: „Bóg miłosierny niech nam błogosławi!” Pragniemy tym wołaniem w jedności z Bogarodzicą uprosić wszelkie dobro w wielkiej rodzinie ludzkiej, a uprzedzić zło – wszelkie zło. Wołamy więc w Imię Jezusa, które znaczy „Zbawiciel” – i wołamy w jedności z Matką, którą tradycja Kościoła nazywa „Wszechmocą błagającą” (Omnipotens suplex). Czcimy to Macierzyństwo w pierwszy dzień Nowego Roku. Pragniemy bowiem, aby na tym nowym etapie ludzkiego czasu Maryja otwierała  Chrystusowi drogę do ludzkich serc, jak otwarła w noc Bożego Narodzenia.” (Homilia, 1.01.1984)

 

Ks. Jerzy Grześkowiak

Ostatnia aktualizacja nastąpiła 22.1.2021 r.

w rubryce:

"Bliżej Boga".

Impressum

 

POLONIK MONACHIJSKI - niezależne czasopismo służy działaniu na rzecz wzajemnego zrozumienia Niemców i Polaków. 

Die unabhängige Zeitschrift dient der Förderung deutsch-polnischer Verständigung.

 

W formie papierowej wychodzi od grudnia 1986 roku a jako witryna internetowa istnieje od 2002 roku (z przerwą w 2015 roku).

 

Wydawane jest własnym sumptem redaktora naczelnego i ani nie zamieszcza reklam ani nie prowadzi z tego tytułu żadnej innej działalności zarobkowej.

 

Redaguje:

Dr Jerzy Sonnewend

Adres redakcji:

Dr Jerzy Sonnewend

Curd-Jürgens-Str. 2
D-81739 München

Tel.: +49 089 6257162

E-Mail: jerzy.sonnewend@polonikmonachijski.de

Ilość gości, którzy od 20.01.2016 roku odwiedzili tę stronę, pokazuje poniższy licznik:

Druckversion Druckversion | Sitemap
© Jerzy Sonnewend