Bliżej Boga

Ks. Dr hab. Jerzy Grześkowiak

Jeszcze raz święty Tomasz

 

Nie mogę odmówić sobie przyjemności podzielenia się fascynującym obrazem św. Tomasza pędzla wielkiego mistrza Caravaggio, z krótkim dotykającym sedna sprawy wierszem Jarosława Maćkiewicza (Łódź). Jego medytacje do Drogi Krzyżowej publikowaliśmy na naszym portalu w okresie Wielkiego Postu. Poniżej także jego „wielkanocne pozdrowienie”. Panu Jarkowi Maćkiewiczowi dziękujemy serdecznie za cenną współpracę. A wszystkim Przyjaciółkom i Przyjaciołom życzymy w dalszym ciągu „Radosnego Alleluja!”

 

ks. Jerzy Grześkowiak


Tegoroczne Święta powinny za patronów mieć Uczniów z Emaus: "A myśmy się spodziewali..." Wierzyliśmy, że czas pandemii się skończy, że wrócimy do normalności, że wyjdziemy z grobów izolacji. A tu przyszły kolejne święta w zamknięciu, z zakazem spotkań, nawet śpiewów gdzieniegdzie zabronili... 
Może tym bardziej powinniśmy usłyszeć przyganę: "Jak nieskore są wasze serca do wierzenia!"
Niech nas zatem prowadzą po drogach wiary i niewiary święci wątpliwi: Kleofas, Łukasz i Tomasz, zwłaszcza Tomasz, który na własnej skórze przekonał się, jak cennym darem jest łaska wiary.
Załączam wierszyk sprzed lat, trochę w stylu księdza Twardowskiego... Niech czas Wielkiej Nocy przepełnia nasze serca miłością i pokojem.

 

Jarosław Maćkiewicz

 Tomasz „niewierny”? – wątpiący? - szukający?...

        

            Przez zamknięte drzwi wszedł Chrystus

            I położywszy dłoń na mojej głowie, rzekł:

            „To ty jesteś dowodem mojego istnienia,

            Tomaszu, gdyż jesteś moja otwartą raną,

            Miejscem cierni, gwoździ i włóczni”

                        Roman Brandstaetter

 

W drugą niedzielę Wielkanocy tradycyjnie słyszymy w kościele Ewangelię o Apostole Tomaszu, któremu trudno dać wiarę kolegom relacjonującym mu z pasją, że ukrzyżowany Jezus zmartwychwstał i ukazał się im zgromadzonym w wieczerniku.  „Widzieliśmy Pana!” Tomasz nie może uwierzyć, podobnie jak przedtem oni sami nie wierzyli słowom Marii Magdaleny i jej przyjaciółek.

Tomasz miał przydomek Didymos, czyli „bliźniak” - bliźniak w realu, ale także w przenośni: „bliźniak naszych wątpliwości”! Tomasz - ktoś kto chce wszystko wiedzieć, wszystko i bardzo dokładnie, precyzyjnie, kto potrzebuje namacalnych dowodów. To, że inni mówią, iż Jezus wyszedł z grobu i przenika także przez zamknięte drzwi – nie ma dla niego znaczenia, jemu to nie wystarcza. On musi zobaczyć Jezusa na własne oczy, musi widzieć Jego rany i ich dotknąć. Bo tylko takiemu Bogu może uwierzyć, który nosi na sobie rany i zna ból człowieka poranionego przez życie.

Tomasz, widząc potem własnymi oczami rany Jezusa, już nie czuje potrzeby ich dotykania. Już samo widzenie dokonało w nim przemiany. Wątpliwości pierzchły, ich miejsce zajęła wiara. Już nie chodzi tu więcej o Tego, którego można widzieć, dotknąć i wziąć w ramiona, lecz o Tego, który z tymi ranami jest uwielbiony, wywyższony u Boga, który jest Bogiem. To głębokie duchowe przeżycie i doświadczenie wypowiada Tomasz w słowach: „Pan mój i Bóg mój!”. Ten okrzyk jest wyznaniem wiary, wypowiedzianym z głębin poznania nie rozumem, lecz sercem. Tu kłania się Blaise Pascal: „Wiara to doświadczać Boga sercem, nie rozumem”.

Jezus poprzez stojącego przed nim Tomaszem widzi także nas, tych, którzy „nie widzieli”, których przy tamtym Jego objawieniu się nie było. I ogłasza nas „błogosławionymi”! Jesteśmy błogosławieni, jeżeli nie polegamy tylko na tym, co dotykalne, sprawdzalne, lecz ukierunkowujemy całą naszą egzystencję na Niego i z Nim. Jemu można zaufać i zawierzyć, bo jako naszemu Bratu nie są Mu obce nasze zranienia, a jako Zmartwychwstały przynosi nam Boży Pokój!

Może mówisz: „Chciałbym wierzyć, ale nie potrafię, stale napadają mnie wątpliwości”.  Kto tak mówi, już jest wierzącym. Wiara i wątpienie należą do siebie. Nie ma wiary bez pytań. Wiara nie wyklucza zwątpień, lecz je implikuje. Kto jeszcze nigdy nie wątpił, nie jest prawdziwie wierzącym. Wątpienie jest drogą do wiary.

Wierzyć, po łacinie credere – pochodzi od cor dare, czyli „dać komuś, powierzyć komuś serce”.  Tomasz swoim zachowaniem mówi: „Moje serce mogę tylko wtedy komuś powierzyć, gdy wiem: Jemu nie są obce moje ciemności i moje rany. Wierzyć mogę tylko temu, kto może i chce dzielić moje życie. Chrystus unoszący się gdzieś w niebieskich przestworzach, który nie zna cierpienia tego świata – jakie znaczenie mógłby On mieć dla mnie, dla mojego życia?” 

Tomasz pytał zatem w duchu, czy Zmartwychwstały Jezus jest nadal tym, który wie, co znaczą zranienia, łzy i cierpienie? Czy stoi nadal – jak wtedy, gdy z Nim przemierzali palestyńska ziemię słuchając Jego Dobrej Nowiny - po stronie małych, słabych, chorych, ubogich, wykluczonych?

 Chrystus zrozumiał to pytanie Tomasza zawarte w stwierdzeniu: „Jeżeli nie włożę mego palca w Jego bok, nie uwierzę”. Każe mu zatem dotykać swoje już teraz chwalebne rany. One są dla Tomasza niejako „dowodem osobistym” Jezusa, trwałym „znakiem rozpoznawczym”. Jezusowe rany mówią: „Także po moim Zmartwychwstaniu jestem po stronie wszystkich poranionych przez życie, przez los, przez ludzką podłość i okrucieństwo!

Czy Tomasz faktycznie dotykał ran Jezusa, tego nie wiemy. Załóżmy, że tak. To dotknięcie uleczyło jego wątpienie. Odtąd nie jest on „na zewnątrz’ wspólnoty Apostołów, lecz wewnątrz niej,  My też należymy do „wspólnoty Jezusa”, jeżeli poruszają nas, wzruszają „zranienia powstałe z miłości”, jeżeli naszym życiem kieruje prawo miłości. Do tego potrzebny jest mocny punkt oparcia. „Dajcie mi mocne oparcie, a ruszę z posad, z zawiasów, świat” – mówił Archimedes. Tym punktem oparcia w naszym życiu jest Jezus Chrystus. Czerpiąc z tego centrum mogę kochać i odkryć moje posłannictwo i zadania, i być może wtedy „rany miłości” przemienią się  w „cud miłości”.

I jeszcze jedna myśl: Zmartwychwstały przychodzi do Swoich z pokojem – do wspólnoty złożonej z wierzących, niepewnych, wątpiących, zawiedzionych, pytających, szukających, ufających. 

Dobrze jest wiedzieć, że Zmartwychwstały Pan ogarnia nas zawsze swoim miłosierdziem i pokojem, nawet wtedy, jeżeli nie jesteśmy tacy, jakimi być powinniśmy. Wątpiącego Tomasza bierze Jezus całkiem na serio. To, że Tomasz doszedł do wiary, było jednak też zasługą wspólnoty Apostołów. Nie odrzucili go z jego wątpliwościami. Nie wykluczyli. Potraktowali poważnie jego pytania i problemy. Taka postawa decyduje o autentyczności chrześcijańskich wspólnot: wzajemnie się akceptować i przyjmować - mimo wątpliwości, różnic w poglądach, mimo  grzechu i win. We wspólnocie wiary jeden dźwiga brzemiona drugiego.

Wątpienie nie jest grzechem – jest drogą do wiary. „Panie wierzę, ale wesprzyj mnie w mojej niewierze!”

 

Chryste, bądź dla nas jak Tomasz niewierny

Taki ciekawy i niemiłosierny

Dotknij naszego boku, spróbuj go otworzyć

I na krwi ciepłej palce swe położyć

Spróbuj domacać się, czy myśmy żywi

Czy już pomarli dawno - nieprawdziwi

Zechciej doszukać się chociażby drgnienia

Półmyśli, półpragnienia – najmniejszego cienia

Co własne w nas zostało…

Co się nie poddało…

Co nie zmieniło się w kamień kamienia

 

Ernest Bryll

 

Ks. Jerzy Grześkowiak

Świat i moje życie w świetle Wielkanocy

 

Nie umiem być srebrnym aniołem –
i gorejącym krzakiem –
Tyle Zmartwychwstań już przeszło –
a serce mam byle jakie.

Tyle procesji z dzwonami –
tyle już alleluja –
a moja świętość dziurawa
na ćwiartce włoska się buja.


Ks. Jan Twardowski


W latach 80-tych XX wieku wyprodukowano w USA film pt. „Świat w ciemnościach”. Opowiada on o archeologu prowadzącym wykopaliska w Jerozolimie. Sceptycznie nastawiony do Zmartwychwstania Jezusa przekopał wzgórze kalwaryjskie i cmentarz, na którym według świadectwa św. Jana złożono martwe ciało Jezusa. Pewnego dnia podał on do publicznej wiadomości, że znalazł zwłoki Jezusa. Pokazał ludziom zmumifikowane ciało, z ranami na rękach i nogach, z przebitym bokiem. Przy tej prezentacji jedna z kobiet woła: „A więc to prawda: ukrzyżowany, umarły i pogrzebany”. A archeolog dopełnia: „Ukrzyżowany – tak; zmartwychwstały – nie. Tu leży zmarły Jezus z Nazaret”. Następnie film pokazuje, jak konkretna wioska stopniowo przekształca w „wieś bez Wielkanocy”: kapłan gasi wieczną lampkę przed tabernakulum i zamyka kościół. Milkną kościelne dzwony. Usuwa się krzyże. Ludzie odchodzą od łóżek chorych, likwidują dom opieki. Gasi się światła na grobach, które dotąd wierzący zapalali dla swoich kochanych zmarłych jako znak ich nadziei na życie wieczne. Krótko mówiąc: „Świat w ciemnościach”.


Pod koniec filmu archeolog popada w ciężką chorobę i zbliża się jego śmierć. Woła więc dawnego kapłana do siebie i wyznaje ze skruchą, że oszukał ludzi, że spreparował czyjeś zwłoki i złożył je w grobie Jezusa.  I znowu zmienia się życie w tej wiosce. „Świat w ciemnościach” zamienia się w „świat wielkanocny”. Ludzie przychodzą znowu do kościoła i zapalają świece. Biją dzwony wielkanocne, a ulice rozjaśniają się dzięki  wielkanocnym świecom świętujących mieszkańców.


Ta wymyślona przez reżysera historia pokazuje, jak ważne w skutki jest pytanie, co wydarzyło się w Jerozolimie owego wielkanocnego poranka?


A co się wydarzyło? Dla ludzkich oczu i innych zmysłów jest to zakryte. Nikt tego osobiście nie przeżył. Nikogo nie było przy tym zdumiewającym wydarzeniu, gdy Jezus   - ukrzyżowany, zabity i złożony do grobu - został przez Ojca wskrzeszony do nowego życia. Nawet, gdyby jakiś naoczny świadek był przy tym obecny, to i tak nie mógłby tego pojąć. Bo jak może człowiek zrozumieć coś, co leży poza granicą jego zmysłowych doświadczeń?


Zmartwychwstanie nie oznacza, że zabity i martwy Jezus znów powraca do ziemskiego życia, jak wskrzeszony przez Niego Łazarz, lecz że On wkroczył teraz w inne życie, w nowy świat Boga. To nowe życie przerasta doświadczenia naszego widzialnego świata, jest nieuchwytne dla naszych zmysłów. A mimo to Zmartwychwstały, który już nie jest poddany granicom przestrzeni i czasu, naprawdę cieleśnie ukazał się swoim uczniom i Marii Magdalenie, w ciele i z ciałem należącym już do świata Boga, które było identyczne z jego ciałem ziemskim, o czym świadczą ślady ran na rękach, nogach i w boku.

 
A reakcja uczniów Jezusa? Przed tym spotkaniem byli załamani, bez okruszyny nadziei. Bo przeżyli ukrzyżowanie i haniebną śmierć. Teraz po spotkaniu ze Zmartwychwstałym wiedzą z absolutną pewnością: „On żyje. Spotkaliśmy Go”. To przekonanie niosą w świat i za nie umierają śmiercią męczeńską.


Ponieważ Chrystus żyje, żyjemy „w świecie wielkanocnym”. I słusznie palą się w naszych świątyniach paschalne świece – symbole Zmartwychwstałego. Słusznie dzwony głoszą na całym świecie wielkanocne orędzie. Słusznie w wielu publicznych miejscach miast i wsi, na skrzyżowaniach dróg i na szczytach gór stawia się krzyże, które przypominają nam Tego, który swoją śmiercią pokonał śmierć. I słusznie na grobach naszych bliskich często zapalamy światło jako znak naszej nadziei na życie wieczne i na spotkanie.

 
Wielkanoc to Pascha Chrystusa i moja osobista Pascha. Pascha znaczy „przejście”. A zatem Wielkanoc to moje osobiste „Przejście” - od śmierci do życia, - od grzechu do istnienia w miłości Boga, - od ciemności do światła, - od utrapień i ucisków do pokoju i radości, - od Wielkiego Piątku do Niedzieli Zmartwychwstania.


Ileż w moim życiu osobistych Wielkich Piątków! Ale zamiast się skarżyć, użalać, jęczeć i biadolić lepiej po prostu stanąć przed Bogiem w całej prawdzie i pokorze i Go poprosić: „Dobry Boże, pozwól mi choć trochę skosztować Wielkanocy i Zmartwychwstania, bo tak głęboko tkwię w Wielkim Piątku!”


Jak bardzo Wielkanoc oznacza osobistą Paschę, osobiste „przejście” i „przemianę”, to pokazuje obrazowo zwyczaj w Piemoncie we Włoszech.  W niektórych miejscowościach przy pierwszych dzwonach wielkanocnych ludzie biegną do studni pośrodku wioski i tam obmywają starannie swoje oczy: „oczy - chcę wszystko posiadać”, „oczy - pożądam ciebie”, „oczy - zejdź mi z oczu”, „oczy zwodzące - zróbmy jakiś niegodziwy interes”!  Oni są spragnieni oczu wielkanocnych! Dlatego zmywają zimne, żądne, chytre, nieufne spojrzenia. Zmywają z tych oczu strach, nienawiść, zazdrość, gniew. A ta zimna źródlana woda – jak tam powiadają – zmywa błoto całego długiego minionego roku.
 

Panie Zmartwychwstały, 
daj mi, proszę, 
takie wielkanocne oczy! 
I nie tylko oczy, lecz także 
wielkanocne uszy, 
usta, 
ręce i 
nogi. 
A przede wszystkim 
wielkanocne serce!

 

Ks. Jerzy Grześkowiak

Twoim Zmartwychwstaniem żyję!
Ono śmierć mojego życia
W Twoje życie zmienia –
I Tyś jest we mnie
a ja w Tobie, Panie.
I żyję Twoim wielkim Zmartwychwstaniem!”
                              
- Wojciech Bąk –

Stacja XIII   Zdjęcie ciała Jezusa z krzyża
 
Zjełczałe progi praw krain arkadyjskich
Utopione idee recepty na cuda
Olśnienia polityczne i sukcesu błyski
Wszystko – wklęsłość wyżyny – idzie jak po grudach
 
Idee nie są wieczne – podlegają prawom
Podaży i popytu „niewidzialnej ręki”
Określa się ich ceny nadaje podstawom
Właściwości niezmienne wręcz boskiej poręki
 
I tak przeminąć muszą wyparte nowymi
Nawet idee świętsze niż wszystkie nam znane
Jedną właśnie zdejmują a my to widzimy
 
Tylko nieco zdziwieni że w ciało ubrane
Krócej żyją niż inne potworzone prawa
Skąd jednak w naszych sercach o powrót obawa
 
 
Stacja XIV   Grób Jezusowy
 
Utopić w wodzie kamień nie jest wydarzeniem
Chyba że kamień z szyją złączony powrozem
Albo wodą miał zgasić piekielne pragnienie
Albo wargi nawilżyć komuś po narkozie
 
Spalić książkę też nie jest przymnażaniem kosztów
Gorzej gdy książkę czytał niedołężny starzec
Wyrwać złotą pszenicę spośród szarych ostów
I zamiast ostów spalić w sobotnim pożarze
 
Nie złożono do ziemi aby kiełkowało
Ziarno życia na wieki co nam sens przywraca
Wolano aby ziarno cnie się zmarnowało
 
Bo ludziom nie na rękę to się nie opłaca
Szukać w świecie miłości i miłości służyć
Skały serc porozkruszać i wrogość wyburzyć

 

Jarosław Maćkiewicz

O autorze rozważania


Autorem poniższego rozważania o krzyżu jest  sługa Boży, ks. Aleksander Zienkiewicz, pseudonim „Wujek”, duchowny katolicki,  duszpasterz akademicki, pedagog, teolog. 
Urodził się 12 sierpnia 1919 roku w Lembówce na Wileńszczyźnie. Filozofię i teologię studiował w Wyższym Seminarium Duchownym w Pińsku. Miejsca jego duszpasterskiej działalności to Nowogród, Syców, Gorzów, Wrocław. Był rektorem Seminarium Duchownego we Wrocławiu, długoletnim ulubionym duszpasterzem akademickim, rektorem kościoła św. Piotra i Pawła we Wrocławiu, kanonikiem wrocławskiej kapituły katedralnej. Zmarł 21 listopada 1995 roku roku we Wrocławiu w opinii świętości. Jego grób znajduje się na cmentarzu św. Wawrzyńca we Wrocławiu.  Pani mgr Joannie Lubienieckiej, zaangażowanej w procesie beatyfikacyjnym,  redakcja „Polonika Monachijskiego” dziękuje za udostępnienie tego pięknego, pisanego przed prawie 70 laty, a przecież także dziś aktualnego tekstu.


Ks. Jerzy Grześkowiak
 

Mowa krzyża


„O cichy, milczący krzyżu, jakże nieskończenie wiele umiesz nam powiedzieć, jak potężnie poczynasz uczyć nas wówczas, gdy milkną już wszyscy inni nauczyciele, a wszelka mądrość mądrych staje u swego kresu” (Foerster – „Chrystus a życie ludzkie”).


Gdy po wstrząsającym wołaniu: „Eloi, Eloi, lema sabachthani” – „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” (Mk 15, 34) i po słowach: „Ojcze, w ręce twoje oddaję ducha mego” (Łk 23, 46) opadła Chrystusowi głowa na piersi i zamilkły zsiniałe usta, zdawało się wrogom Dobrej Nowiny, że ta skrwawiona Szubienica będzie stała na straży wieczystego milczenia nad Jego dziełami i nauką.


A tymczasem stało się wręcz coś przeciwnego. Gdy zamarły na ustach Jezusa ostatnie słowa, zrozumiałe tylko dla Żydów, zaczął donośną przemowę krzyż, najpierw skąpany w krwawych promieniach okrywającego się zaćmieniem słońca, a potem olśniony blaskiem Zmartwychwstania Ukrzyżowanego. I przemawia dotychczas językiem zrozumiałym dla wszystkich ludzi i dla wszystkich czasów. Wystarczy tylko przystanąć przy nim i zapytać, kto i za co na nim umiera, a wnet usłyszymy przedziwną i wstrząsającą naukę o wielkich dziełach Boga i zbrodniach człowieka, o naszych losach doczesnych i wiecznych. Przede wszystkim zaś krzyż Chrystusowy mówi nam o nieskończonej wartości duszy ludzkiej, o złości grzechu, o niepojętej miłości Boga dla człowieka i o triumfie zbawienia.


Nie ma człowieka, który by stojąc przed krzyżem z otwartymi oczyma i zdrowym słuchem serca nie usłyszał wołania: „Patrz, jak wielka i bezcenna jest twoja dusza”… i który by tej mowy zgoła nie pojął.


Gdyby wartość i wielkość duszy ludzkiej dawały się zamknąć w ograniczonych dniach ludzkiego życia na ziemi, czyż warto by było ponosić aż tak wielką ofiarę za prawdę i sprawiedliwość? Czyż nie mądrzej byłoby obrać wtedy drogę bardziej „życiową”, drogę kompromisu lub najmniejszego oporu? Wtedy bowiem ofiara i cierpienie za sprawy duszy nie miałyby przecież bezwzględnego dalekosiężnego sensu. Ale krzyż te mniemania i wahania prostuje – prostuje i bez żadnych niedomówień, jasno i bezwzględnie: dusza ludzka jest większa niż cały świat materialny i droższa niż wszystkie jego skarby, nie będzie za wiele oddać za jej zbawienie całe morze bólu, całą swoją sławę, wszystką krew swoją i życie.


Jezus Chrystus dobitnie i jasno podkreślał wielkość i wartość duszy, idąc przez wsie i miasta Palestyny, przemawiając do apostołów i tłumu z uroczych wzgórz galilejskich: „Co za pożytek człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, a na duszy swej szkodę poniósł?” (Mt 16, 26). Ale dopiero teraz mowa krzyża z Góry Golgoty czyni tę prawdę wyrazistą i jaskrawą jak purpura krwi spływającej z ran Ukrzyżowanego.


Krzyż zbryzgany krwią Chrystusa nieustannie opowiada światu również o tym, jak wielkim złem, jak straszną przygodą jest grzech. Człowiek skłonny jest ustawicznie łagodzić sąd o złości grzechu, skłonny jest sprowadzać grzech do roli błahostki, bagateli, która niknie w przepaści między małością człowieka a wielkością Boga.


Są i tacy, którzy skłonni są uważać grzech za przygodę wzbogacającą i potęgującą życie. A tymczasem Krzyż mówi jasnym i potężnym jak piorun językiem zgoła coś innego o grzechu… Mówi, jak wielką siłą jest grzech, skoro potrzeba było potęgi ofiary Boga-Człowieka, aby go przezwyciężyć. Jak wielkim tyranem jest grzech, skoro potrafi ujarzmionego przez siebie człowieka przyprowadzić do zbrodni okrucieństwa nad dobrocią, sprawiedliwością i miłością, skoro potrafi zepchnąć opętanych przez siebie ludzi na niziny upodlenia, a nawet pchnąć do zbrodni bogobójstwa! Jakże straszną gangreną duszy jest grzech, skoro potrzeba było Boskiej Krwi Jezusa, aby go zmyć ze zbrukanych ludzkich serc!


Patrząc na krzyż uświadamiamy sobie jasno, że dziełem grzechu są skamieniałe serca, zabite sumienia, zwierzęce upodlenie, łzy pokrzywdzonych, przekleństwa torturowanych; dziełem grzechu są rozwalone domy, pożary i zgliszcza, jęki rannych, poszarpane ciała i stosy trupów na pobojowiskach. Tak, każdy Chrystusowy krzyż, wiszący w moim pokoju, stojący na rozstaju dróg czy strzelający w niebo z wieży świątyni mówi każdemu człowiekowi: „Patrz, jak straszny jest grzech!”.


Ale równocześnie z wrażeniem wstrętu i lęku, jaki budzi w nas grzech, wizerunek krzyża rodzi w duszy naszej uczucie niezrównanej otuchy i radości. Krzyż bowiem z rozpostartymi ramionami i rozpiętym na nim Chrystusem woła do całego świata: „Patrzcie ludzie, jak bezgranicznie wielka jest miłość Boga do człowieka”.


Prawdziwa miłość wyraża się ofiarą, poświęceniem. Im większe jest poświęcenie, tym większą miłość wyraża. Jezus na krzyżu spełnia najwyższą Ofiarę: poświęca wszystko, co przedstawia najwyższe wartości na ziemi: dobrą sławę (umiera na szubienicy pośród zbrodniarzy), zdrowie, krew, życie. A nie ma większej miłości nad tę, kiedy ktoś życie swoje oddaje za duszę bliźniego swego. I Syn Boży po przyjęciu ciała ludzkiego nie mógł już dać wyższego i doskonalszego wyrazu swojej miłości nad śmierć swoją na krzyżu.


Wprawdzie i słowa Pana Jezusa, zwłaszcza w przypowieściach, dobitnie i jasno podkreślały miłość Boga do człowieka. Wzruszająca przypowieść o dobrym Pasterzu i synu marnotrawnym wskazywały na niezrównaną miłość Stwórcy nawet do grzesznego człowieka. Ale te nauki i wyjaśnienia nabrały niezrównanej mocy oraz nadludzkiego wyrazu i blasku przez pieczęć krwawej Ofiary na krzyżu. Gdy Jezus zapłakał nad grobem Łazarza, żałobni goście Betanii szeptali między sobą: „Oto jak go miłował”. Jakiejże niezachwianej pewności i siły nabierają te słowa wobec krwawych ran Jezusa na krzyżu! Patrząc na to wijące się w bólu ciało, na te cierpiące lecz z niewymowną dobrocią patrzące na świat oczy, na te broczące krwią rany, słyszeć winniśmy przejmujący szept idący z krzyża przez wieki: „Oto jak umiłował człowieka”…


Gdybyśmy się dalej wsłuchiwali w tę niemą lecz donośną mowę krzyża, dowiedzielibyśmy się jeszcze niejednej prawdy i otrzymalibyśmy niejedną cenną wskazówkę dla naszego życia i działania. I tak winniśmy czynić. Krzyż Chrystusowy nie powinien być tylko wspomnieniem historycznym ani sprzętem w naszym mieszkaniu, ani dekoracją kościołów, ani tylko znakiem ochrzczonych. Krzyż winien być dla nas symbolem życia i aktualnych najwyższych spraw. Krzyż winien być dla nas skróconą codzienną Ewangelią, główną amboną, głównym nauczycielem i przewodnikiem. Słuchając go osiągniemy taką mądrość życia, jakiej nie dadzą nam najlepsi nauczyciele, posługujący się najpiękniejszą mową ludzką. Szczęśliwi będziemy, jeżeli nad naszym grobem stanie krzyż, którego mowy słuchaliśmy pilnie i szliśmy za nią. On nie będzie wtedy strażnikiem naszej nicości ani rozpaczy, lecz kotwicą szczęśliwej jasności wiekuistej, znakiem zwycięstwa.


Wielki Piątek jest dniem szczególnego kultu Krzyża. Nie przejdźmy obok tego wielkiego dnia. Ucałujmy z czcią i miłością wizerunek Chrystusa, ale na tym nie poprzestańmy…


Ks. Aleksander Zienkiewicz
„Wrocławski Tygodnik Katolicki” 1955 nr 13, s. 1 i 4.

Ostatnia aktualizacja nastąpiła 21.04.2021 r.

w rubryce:

"Bliżej Boga".

Impressum

 

POLONIK MONACHIJSKI - niezależne czasopismo służy działaniu na rzecz wzajemnego zrozumienia Niemców i Polaków. 

Die unabhängige Zeitschrift dient der Förderung deutsch-polnischer Verständigung.

 

W formie papierowej wychodzi od grudnia 1986 roku a jako witryna internetowa istnieje od 2002 roku (z przerwą w 2015 roku).

 

Wydawane jest własnym sumptem redaktora naczelnego i ani nie zamieszcza reklam ani nie prowadzi z tego tytułu żadnej innej działalności zarobkowej.

 

Redaguje:

Dr Jerzy Sonnewend

Adres redakcji:

Dr Jerzy Sonnewend

Curd-Jürgens-Str. 2
D-81739 München

Tel.: +49 089 6257162

E-Mail: jerzy.sonnewend@polonikmonachijski.de

Ilość gości, którzy od 20.01.2016 roku odwiedzili tę stronę, pokazuje poniższy licznik:

Druckversion Druckversion | Sitemap
© Jerzy Sonnewend