Bliżej Boga

Wobec choroby (1)

Fenomen choroby – osobiste świadectwo

 

Cierpienie przemija,

ale to, co się przecierpiało, nie przemija nigdy.

Ks. Wacław Hryniewicz

 

Choroba jest zjawiskiem powszechnym. Pesymiści powiadają: Ludzi można podzielić na dwie grupy, na chorych i na takich, którzy będą chorzy. Każdy, kto jest życiowym realistą, musi przyjąć to do wiadomości, bo choroba jest czymś oczywistym. Aczkolwiek jest ogólnym doświadczeniem, uderza to, że wszyscy – tu nie ma prawie wyjątków – jesteśmy zaskoczeni lub zszokowani, gdy nagle zachorujemy.

Życie człowieka jest nierozdzielnie cielesne i duchowe zarazem. Ciało ludzkie to nie tylko tkanki, mięśnie, kości, narządy czy funkcje organiczne, to istotna część  osoby, która przez nie się objawia i wyraża. Ciało jednak, aczkolwiek uczestniczy w ponadczasowej wartości osoby, w swym kształcie i w biologicznej dynamice ma swój początek i koniec, jest poddane przemijaniu. Ta tymczasowość i przemijalność cielesności człowieka uwidacznia się szczególnie w cierpieniu i w chorobie. 

Choroba jest zjawiskiem powszechnym. Każdy człowiek może zachorować. Nie tylko lekko zachorować, czyli odczuć, że się ma ciało, doznać słabości organizmu z powodu przeziębienia lub wirusa grypy, bólu gardła, żołądka, kolana, kręgosłupa czy innych dolegliwości. Często są to małe zaburzenia, które sama natura wspomagana przez człowieka kompensuje i leczy. Gorzej jest, kiedy stajemy nagle wobec faktu, że pewien organ ciała nie funkcjonuje, jak powinien, i że może to być stan przewlekły albo nawet zagrażający życiu. Bywają też bardzo poważne choroby, które przypominają o naszej śmiertelności. Od urodzenia kroczymy przecież ku śmierci. 

„Przykro mi, że muszę panu/pani zakomunikować taką niepomyślną diagnozę: niestety to jest rak!” Taka diagnoza lekarza to jak uderzenie obuchem. Jakby ziemia zapadała się pod nogami. Co dalej? Co mnie czeka? Operacja, naświetlania, chemia? Czy będą to bóle do zniesienia? Ile czasu mi jeszcze zostało? Co w tej nowej sytuacji jest jeszcze do zrobienia i co jest najważniejsze? Jak żyć z takim wyrokiem? Ile czasu, cierpliwości i duchowych energii potrzeba, by poważną chorobę zaakceptować, oswoić się z nią i nad nią, o ile się da, zapanować. Nie teoretyzuję - już dwakroć usłyszałem taki ”wyrok”. Pierwszy raz przed szesnastu laty, drugi przed ośmiu. W tym ostatnim przypadku zakomunikowano mi – i to jako „dobrą wiadomość” - że mam przed sobą „jeszcze pięć lat życia”! Tak dokładnie wiedziała owa okulistka. Zatem już od trzech lat jestem zaprzeczeniem medycznej wiedzy i moje ciało powinno być w grobie. Ale Bóg jest ponad lekarską wiedzą i nadal mogę służyć w doczesności Jego królestwu i ludziom oraz cieszyć się urokami tego świata, 

 Przy pierwszym wspomnianym kryzysie zdrowotnym pisałem w klinice list do moich monachijskich parafian, obchodzących w święto Chrystusa Króla główną uroczystość patronalną naszego kościoła pod wezwaniem: „Powtórne Przyjście Pana” (czyli według polskiej nomenklatury tzw. główny odpust), z prośbą o odczytanie go na początku uroczystej Eucharystii: 

Kochana wspólnoto parafialna! 

Te słowa piszę do Was na szpitalnym łóżku w godzinie, w której w naszym kościele rozpoczyna się „Wieczysta Adoracja” jako duchowe przygotowanie na podniosłą uroczystość patronalnego święta, a zarazem pamiątki poświęcenia świątyni właśnie w święto Chrystusa Króla. Te mistyczne godziny adoracji – podobnie jak te w noc Wielkiego Czwartku podczas „Czuwania z Jezusem w Ogrójcu” - są dla mnie osobiście zawsze jakby duchowym ładowaniem akumulatora, z którego energii z wdzięcznością  czerpię potem przez następne miesiące. Boleśnie odczuwam dziś brak tych godzin łaski przed eucharystycznym Jezusem, jak również przykro mi niezmiernie, że nie mogę razem z Wami celebrować jutro uroczystej liturgii w święto Chrystusa Króla – po świętach Zmartwychwstania Pana największa przecież uroczystość naszej parafialnej rodziny. Boleję też, że nie mogę uczestniczyć w pozostałych formach naszego świętowania, zwłaszcza w koncercie religijnych pieśni chóru z Ukrainy.

Boże myśli, Boże plany i Boże drogi są tak często całkiem inne niż nasze. Ale zawsze są słuszne, właściwe i dla nas dobre, nawet gdy ich zrazu nie pojmujemy, lecz dopiero później, z perspektywy czasu. Trzeba tylko w wydarzeniach naszego życia umieć odczytywać ukryte zamiary Boga, „znaki na drodze życia” tłumaczyć w świetle Ewangelii oraz odkrywać w nich i rozumieć Bożą miłość. W tym sensie moją ciężką chorobę i przebytą operację percypuję jako „Bożą niespodziankę”, jako Jego „prezent”, który mnie w pewnym sensie ubogacił.

Dziękuję wszystkim, którzy indywidualnie czy grupowo przekazali mi w różny sposób znaki więzi, życzenia urodzinowe i życzenia powrotu do zdrowia, a zwłaszcza za modlitwę. Proszę Was, nie martwcie się o mnie, bo przecież jestem w dobrych rękach lekarzy i pielęgniarek, a szczególnie w miłujących i wiernych dłoniach Boga, a przez chorobę i cierpienie teraz tak blisko przy naszym Chrystusie Królu - Królu na Krzyżu. Zjednoczony z chorymi w naszej parafii oraz z Wami wszystkimi daję wyraz memu wewnętrznemu spokojowi, mojemu zaufaniu Bogu i mojej nadziei korzystając ze słów drogiego mi psalmu, który chętnie też recytuję odwiedzanym chorym: „Panie, Ty jesteś moim pasterzem, nie brak mi niczego. (…) Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną” (Ps. 23, 1. 4).

On, mój Król, mój Pasterz, mój Przyjaciel jest teraz i zawsze ze mną i z Wami – także w tej godzinie Eucharystii, w której celebrujecie Pamięć Jego cierpienia, śmierci i zmartwychwstania – i to tak długo, aż On przyjdzie w chwale! Życzę Wam cudownie pięknego, radosnego i błogosławionego świętowania. Wraz z Wami śpiewam radośnie i z mocą „Maranatha! Przyjdź, Panie Jezu!”  – Wasz duszpasterz 

Monachium, Klinikum rechts der Isar, 20.11.2004.

Ks. Jerzy Grześkowiak

Ks. dr hab. Jerzy Grześkowiak

Ks Jerzy Grześkowiak opublikował w "Studiach Teologiczno-Historycznych Śląska Opolskiego" 40 (2020), nr 2 bardzo ciekawy artykuł pod tytułem "W kleszczach koronawirusa".
Tekst ten w formacie pdf można ściągnąć sobie do przeczytania naklikając na poniższy link.

W kleszczach koronawirusa
Grzeskowiak_Coronavirus SSHTh.pdf
PDF-Dokument [346.0 KB]

Dlaczego cierpienie (9)

Gdzie człowiek cierpi, tam jest Bóg.

Jan Paweł II mówiąc o cierpieniach Jezusa na krzyżu akcentuje Jego słowa: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?”. Świadczą one o całej głębi zła tkwiącego w doświadczanym przez Chrystusa cierpieniu. 

Można powiedzieć, że te słowa o opuszczeniu rodzą się na gruncie nienaruszalnego zjednoczenia Syna z Ojcem, rodzą się zaś dlatego, że Ojciec „zwalił na Niego grzechy wszystkich nas” (Iz 53,6), w ślad za czym św. Paweł powie: „Tego, który nie znał grzechu, Bóg uczynił grzechem dla nas” (2 Kor 5,21). Wraz z tym straszliwym brzemieniem, mierząc się z „całym” złem odwrócenia się od Boga, jakie zawiera się w grzechu, Chrystus poprzez boską głębię synowskiego zjednoczenia z Ojcem doznaje w sposób po ludzku niewyrażalny tego cierpienia, jakim jest odłączenie – odtrącenie od Ojca, zerwanie z Bogiem. Ale właśnie przez takie cierpienie dokonuje Odkupienia – i może konając powiedzieć: „Wykonało się” (J 19,30). Można też powiedzieć, że wykonało się Pismo, że zostały wypełnione definitywną rzeczywistością słowa Pieśni cierpiącego Sługi: „Spodobało się Panu zmiażdżyć go cierpieniem” (Iz 53,10). Cierpienie ludzkie osiągnęło swój zenit w męce Chrystusa. Równocześnie zaś weszło ono całkowicie w nowy wymiar i w inny porządek: zostało związane z miłością – z tą miłością(...), która tworzy dobro, wyprowadzając je również ze zła, wyprowadzając przez cierpienie tak, jak najwyższe dobro Odkupienia świata zostało wyprowadzone z krzyża Chrystusa i stale z niego bierze swój początek. (SD 18) 

Tak więc w krzyżu i zmartwychwstaniu Chrystusa cierpienie ludzkie znalazło się w nowej sytuacji – doznało odkupienia. Odtąd też w każdym cierpiącym człowieku obecny jest realnie sam Bóg. I dlatego na piekące wielu ludzi pytanie stawiane w obliczu ogromu cierpienia w świecie: „Gdzie jest Bóg”, jest tylko jedna odpowiedź: „Bóg jest tam, gdzie właśnie cierpi człowiek”. Już bardziej dramatycznie niż uczynił to Elie Wiesel, który przetrwał gehennę Oświęcimia, nie można tego wyrazić. W książce „Noc” pisze:

Esesmani powiesili na oczach zebranych więźniów trzech Żydów: dwóch mężczyzn i jednego dorastającego chłopaka. Mężczyźni skonali szybko, walka ze śmiercią tego młodego trwała pół godziny. „Gdzie jest Bóg? Gdzie On jest?” –„krzyczał” stojący obok mnie więzień. Gdy po jakimś czasie skazany nadal jeszcze męczył się na stryczku, usłyszałem, jak ów człowiek znowu wołał: „Gdzie teraz jest Bóg?” I usłyszałem w swoim wnętrzu głos odpowiedzi: „Gdzie On jest? On jest tutaj… On wisi tam na szubienicy….

Usłyszaną w sercu pisarza-noblisty odpowiedź można zrozumieć tylko w kontekście żydowskiej myśli religijnej, odwołując się do pojęcia schekhinah, które znaczy tyle, co „obecność Boga w naszym świecie”, „oślepiający blask żywej obecności”. Abraham J. Heschel tak wyjaśnia to fundamentalne dla judaizmu pojęcie:

Chwała jest obecnością, a nie istotą Boga; bardziej aktem niż cechą; procesem, nie substancją. Chwała objawia się przede wszystkim jako moc wszechogarniająca świat. Domagając się hołdu, jest mocą, która zstępuje, aby kierować i przypominać. Chwała odzwierciedla obfitość dobra i prawdy; to moc, która działa w naturze i historii.

Cała ziemia pełna jego chwały. Nie oznacza to, iż chwała wypełnia ziemię w taki sposób, jak eter wypełnia przestrzeń albo woda wypełnia ocean. Oznacza to, że cała ziemia pełna jest Jego obecności.

Świata, który „po upadku” cierpi i potrzebuje odkupienia, Bóg nie pozostawia samemu sobie, lecz „Jego chwała” zstępuje na świat, wchodzi w świat, mieszka w nim, pośród strwożonych cierpiących stworzeń, ich braków i grzechów. Bóg w uniżonej, wyniszczonej postaci dzieli cierpienia swojego ludu na wygnaniu, w niewoli, w męczeństwie. Jego „zamieszkiwanie w rzeczach” niejako wędruje i błąka się po świecie i czeka na „odkupienie”. A zatem tam, gdzie cierpią ludzie, cierpi Bóg. Bóg musi zostać odkupiony przez ból. Kontynuując tę myśl można powiedzieć, że Bóg w swej postaci schekhinah wisi na szubienicy w Oświęcimiu i czeka, by rozpoczęty w świecie „ruch ku zbawieniu” spełnił się do końca. Nie z zewnątrz ani z góry przychodzi zbawienie do człowieka. Bóg potrzebuje człowieka (bo tak zechciał) do „dopełnienia świata”, do doprowadzenia do pełni dzieła stworzenia. I dlatego Bóg musi także z człowiekiem cierpieć. 

Przenosząc te judaistyczne myśli na grunt chrześcijański można powiedzieć tak: To Jezus Chrystus jest tym, który cierpi i umiera z człowiekiem i ze światem. Istotą pasji Jezusa jest to, że Ten, którego Bóg „opuścił”, jest też Bogiem. Jezus nie umiera jak dziecko czekające bezradnie na ojca. Wołanie „Eli, Eli, lamma sabacthani” jest krzykiem stania się dorosłym, bólem podobnym do krzyku przy narodzinach. W zdaniu wypowiedzianym przez E. Wiesel: „On tutaj jest, On wisi na szubienicy” możemy właściwie słyszeć słowa rzymskiego setnika wyznającego pod krzyżem po śmierci Chrystusa: „Prawdziwie, ten człowiek był Synem Bożym” (Mk 15,38). Bóg jest zawsze po stronie cierpiących - Bóg jest obecny w cierpiących.

 

Zaiste prawy byłbyś w naszych sporach wielu,

O Panie; lecz i ja mam prawo do pytania.

Czemu drogi grzeszników kwitną – a starania

Moje z przegraną muszą spotkać się u celu?

Gdybyś był moim wrogiem. Ty, mój przyjacielu

Mógłżebyś znaleźć sroższy sposób zadawania

Ran, razów? Och, ten, kogo żądza  otumania,

Przez parę godzin w większym pławi się weselu,

Niż ja przez całe życie, służąc Ci! Spójrz: gaje

W jakim gąszczu listowia! Jakie znów zielenie

W ziół strzępiastej koronce drżą, gdy wietrzyk wstaje

Świeży; ptak gniazdo stwarza; ja – tylko zmęczenie

Tworząc, jak eunuch czasu, martwy płód wydaje.

Ześlij deszcz, władco życia, na moje korzenie.

Gerard Manley Hopkins

 

Wiem, że potrzebne mi są doświadczenia, ażeby czysta stała się moja najgłębsza istota. Jeżeli te doświadczenia pozostają w Twoich rękach, jeśli – jak to było w przypadku Hioba – pozostawiasz złu trochę wolnej drogi, to pamiętaj, proszę, o moich ograniczonych możliwościach. Nie licz za bardzo na mnie. Nie przesuwaj zbyt daleko granic, w których mogę doznawać pokus, i bądź w pobliżu z Twoją opiekuńczą ręką, gdy moja miara zaczyna już dobiegać końca.

Benedykt XVI

Ks. Jerzy Grześkowiak

Dlaczego cierpienie (8)

 

Cierpienie zbawione przez miłość

 

Skrót myśli Jana Pawła II o cierpieniu w piękny poetycki sposób, wyraziła Alina Dorota Paul:

znowu czytam

Twój list do mnie

„Salvifici Doloris”

widzę drogi cierpienia

Twojego

mojego

ludzkiego

dotykam bolesnych ran

nieśmiało

jak się dotyka tajemnicy

zgłębiam sens

bezradności niewinnego Hioba

ufności Najświętszej Matki

miłości krzyżowanego Boga

wchodzę w przestrzeń

lęku i samotności

Ogrójca i Golgoty

jak Ty staram się

czerpać ze źródła

wzmacniam siły

w Eucharystii

i w Komunii

 

proszę pomóż

bym dobrnęła

do Alleluja

 

Jedynym sposobem rozszyfrowania zagadki bólu i cierpienia jest zatem droga miłości. To miłość jest zdolna przemienić „nic” (brak) w pełnię rzeczywistości; tylko miłość jest w stanie brak sensu, sprzeczności, śmierć, radykalną anty-kulturę przemienić w pełnię sensu, w celowość, w wartości kulturowe, w radość, w życie. Taka jest moc wewnętrzna miłości, która - solidaryzując się z okrutnym, bolesnym, a nawet śmiercionośnym cierpieniem - zmartwychwstaje. Jest to zwycięstwo nad śmiercią. I tak ponura zagadka staje się misterium - radosną i rozjaśnioną tajemnicą pełni szczęścia. To paradoks, który przez wszechmocną miłość Boskiego Ojca staje się czymś zdroworozsądkowym.

Bóg nie stworzył cierpienia. Ból i śmierć przyszły na świat wraz z upadkiem człowieka. Cierpienia nie można odrywać od grzechu pierworodnego, od tego, co Jan Apostoł nazywa „grzechem świata” (J 1,29), od grzesznego podłoża działań osobistych i procesów społecznych. Chociaż człowiek sam wybrał ten stan, stawiając inne wartości wyżej niż szczęście zjednoczenia z Bogiem, to jednak Stwórca w swej miłości do człowieka znalazł rozwiązanie tego ludzkiego dramatu i cierpienie przemienił w drogę wiodącą do Niego. Zbawcze dzieło Chrystusa, którego Ojciec „dał, aby każdy, kto w niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,16) polegało na ostatecznym przezwyciężeniu zła i największego cierpienia - jakim jest utrata życia wiecznego - u samych jego transcendentnych korzeni, z których zło wyrasta. Jan Paweł II uczył:

Owe transcendentne korzenie zła tkwią w grzechu i śmierci, one bowiem znajdują się u podstaw utraty życia wiecznego. Posłuszeństwo Jednorodzonego Syna polega na przezwyciężeniu grzechu i śmierci. Przezwycięża grzech swoim posłuszeństwem aż do śmierci. Przezwycięża zaś śmierć – zmartwychwstaniem. (SD 14)

Dobrowolność i posłuszeństwo Chrystusa, zaznaczające się wielokrotnie w czasie jego publicznej działalności, objawiają się w pełni w Jego modlitwie w Ogrójcu. W niej wyraża się również całe zło cierpienia, przed którym wzdryga się i broni każdy człowiek: 

Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech mnie ominie ten kielich! Wszakże nie jak ja chcę, ale jak Ty (Mt 26,39).I krótko potem: Ojcze mój, jeśli nie może ominąć mnie ten kielich, i muszę go wypić, niech się stanie wola Twoja (Mt 26,42) 

Słowa Jezusa: ”muszę go wypić” akcentują jakiś „mus”. Co znaczy ten historio-zbawczy „mus”? Czy takiego cierpienia chciał Bóg Ojciec? Absolutnie nie! Bóg posłał na świat swego Syna, by Ten objawił człowiekowi, jak Bóg bardzo go kocha, zawsze i mimo jego grzeszności, że chce mieć do czynienia także z grzesznikami, z odrzuconymi na margines społeczności. Ta zadziwiająca Dobra Nowina, którą Jezus głosił, została odebrana przez przedstawicieli ówczesnego systemu religijnego w Izraelu jako niebezpieczna i wywrotowa, jako zagrożenie, co więcej jako bluźnierstwo. Bo Jezus nie straszył i nie groził Bogiem, lecz pozbawiał lęku „maluczkich i ubogich”. W ten sposób Jezus popadł w konflikt z przywódcami religijnymi i politycznymi. Ponieważ widzieli, jak przez Jego naukę tracą duchowe i materialne przywileje, zlikwidowali Go. Na tym polegała ofiara Jezusa: Jego ofiara to pro-egzystencja, bycie dla innych W takim sensie całe życie Jezusa było „byciem dla innych”, a krzyż jego radykalizacją. Ów „mus” cierpienia i śmierci Jezusa nie leży zatem po stronie Boga, lecz w ludzkim oporze wobec Jego Ewangelii, w ludzkiej niewierze, która sprawiła, że Jezus już tylko przez drogę na krzyż mógł pozostać wierny swej swojej misji, swej Dobrej Nowinie.

Chrystus wziął zatem dobrowolnie na siebie cierpienie, świadom, że ono w ostatecznym efekcie będzie miało moc zbawczą. Cierpiał w czasie publicznej działalności, doznając trudu pracy, nauczania, bezdomności, niezrozumienia, braku akceptacji, wrogości, nastawania na jego życie. Proroctwo Izajasza o „mężu boleści” (Iz 53, 2-6) spełnia się zwłaszcza wtedy, gdy Chrystus podejmuje zbawczą mękę – pojmanie, policzkowanie, oplwanie, niesprawiedliwy sąd, biczowanie, koronowanie cierniem, naigrawanie, poniżenie godności przez obnażenie z szat, dźwiganie krzyża, ukrzyżowanie i konanie. „Pan zwalił na niego winy nas wszystkich” (Iz 53,6) – te słowa Izajasza dowodzą, że faktyczną przyczyną cierpień Chrystusa był grzech człowieka. W Jego zaś cierpieniu zostało pokonane zło grzechu.

Wiecie bowiem, że z waszego, odziedziczonego po przodkach, złego postępowania zostaliście wykupieni nie czymś przemijającym, srebrem lub złotem, ale drogocenną Krwią Chrystusa, jako Baranka niepokalanego i bez zmazy (1 P 1,18-19).

Ks. Jerzy Grześkowiak

Ostatnia aktualizacja nastąpiła 22.10.2020 r.

w rubrykach:

"Bliżej Boga".

Impressum

 

POLONIK MONACHIJSKI - niezależne czasopismo służy działaniu na rzecz wzajemnego zrozumienia Niemców i Polaków. 

Die unabhängige Zeitschrift dient der Förderung deutsch-polnischer Verständigung.

 

W formie papierowej wychodzi od grudnia 1986 roku a jako witryna internetowa istnieje od 2002 roku (z przerwą w 2015 roku).

 

Wydawane jest własnym sumptem redaktora naczelnego i ani nie zamieszcza reklam ani nie prowadzi z tego tytułu żadnej innej działalności zarobkowej.

 

Redaguje:

Dr Jerzy Sonnewend

Adres redakcji:

Dr Jerzy Sonnewend

Curd-Jürgens-Str. 2
D-81739 München

Tel.: +49 089 6257162

E-Mail: jerzy.sonnewend@polonikmonachijski.de

Ilość gości, którzy od 20.01.2016 roku odwiedzili tę stronę, pokazuje poniższy licznik:

Druckversion Druckversion | Sitemap
© Jerzy Sonnewend