Z notatnika redagującego - Jerzego Sonnewenda

Dr Jerzy Sonnewend

17.12.2016

 

Dziś w radiowych wiadomościach "B5 aktuell" doznałem zaskoczenia. Otóż red. Jarczyk, niemiecki korespondent z Warszawy, sformułował swą relację (o dziwo!) w miarę obiektywnie, choć i tak me wyczulone ucho wychwyciło jego sympatie.

 

- Ale to już jest postęp!

 

A BR na swym portalu internetowym już dziś opublikowało też audycję, którą słuchcze pewnie usłyszą dopiero jutro, bo z takową datą ją opatrzono...

 

Aby się o tym przekonać, można nakliknąć na poniższy link:

 

http://www.br.de/nachrichten/polen-pis-nationalkonservative-100.html

15.12.2016

 

Mija właśnie 30 lat od wydania pierwszego numeru "Polonika Monachijskiego". To już tyle lat, że aż rzadko kto o tym jeszcze pamięta. Mnie samemu ani nie chce się tej okrągłej rocznicy świętować ani nie mam na to środków i możliwości. Niech więc tak pozostanie.

14.12.2016

 

Dziś dowiedziałem nieco więcej o Arcybiskupie Antonim Baraniaku – biskupie niezłomnym.

 

Biskup Antoni Baraniak w okresie stalinowskim spędził ponad dwa lata w mokotowskim więzieniu na Rakowieckiej, gdzie okropnie Go torturowano.

 

- Jak mogli ludzie, którzy mienili się Polakami, torturować w tak okrutny sposób swego Rodaka?

 

Dwa dni temu abp Stanisław Gądecki poświęcił celę w miejscu, gdzie przetrzymywano bp. Baraniaka oraz odprawił Mszę św. w więziennej kaplicy.

 

Sam osobiście raz miałem styczność z Arcybiskupem Baraniakiem – krótko po tym jak 2 lipca 1957 objął rządy w archidiecezji poznańskiej, przyjąłem od Niego sakrament bierzmowania.

 

Pamiętam też, jak wówczas, w okresie poprzedzającym bierzmowanie ćwiczyliśmy Apel Jasnogórski – „Maryjo, Królowo Polski JESTEM PRZY TOBIE PAMIĘTAM, CZUWAM!“
Księdzu Proboszczowi bardzo zależało na tym, by wypadło to jak najlepiej.

 

                             *          *           *

Dziś wyczytałem też w niewygodne.info.pl, że odchodzący za tydzień z funkcji prezesa Trybunału Konstytucyjnego Andrzej Rzepliński otrzyma ponad 100 tys. zł. Okazuje się bowiem, że Rzepliński tak ciężko harował dla dobra obywateli, że nie zdążył odebrać 114 dni urlopu.

 

Teraz w zamian otrzyma pieniężny ekwiwalent.

 

Co ciekawe - prezesowi TK urlopu udziela wiceprezes a wiceprezesowi - prezes. Tak się akurat złożyło, że wiceprezes Stanisław Biernat również ma do odebrania mnóstwo dni urlopu i także będzie mógł liczyć na potężny wstrzał gotówki...

13.12.2016

 

Trzydzieści pięć lat temu PZPR-owscy bandyci w wojskowych mundurach, by utrzymać się przy władzy, wprowadzili stan wojenny. Grażyna, moja Żona, była wtedy w zaawansowanej ciąży. Anita, nasza Córka, która urodziła się w stanie wojennym - 17 lutego 1982 roku, do dziś cierpi na dolegliwości, które prawdopodobnie związane z tamtym okresem czasu...

12.12.2016

 

Dziś wieczorem w państwowej telewizji niemieckiej, w ARD, w audycji „Hart aber fair” po raz pierwszy podano kilka danych dotyczących napadów dokonanych przez imigrantów w noc sylwestrową ubiegłego roku w Kolonii.

 

Otóż wniesiono przeszło 1200 aktów oskarżenia, ofiar było 662, do dziś skazano 3 osoby (słownie: trzy)!

 

Kilka minut później w audycji „Tagesthemen“ prowadząca Caren Miosga  (nota bene bliska krewna mego kolegi z pracy) podała, iż skazano tylko dwie osoby (słownie: dwie)!

 

W audycji utyskiwano też, jak to policja zawiodła.
A ja dobrze pamiętam, jak krótko po tych wydarzeniach na facebooku wystąpił przewodniczący związku zawodowego policjantów oznajmiając, iż właśnie przed tymi wydarzeniami zwolniono z pracy około tysiąc policjantów!

 

- I kto tu zawiódł?

Niedziela, 4 grudnia 2016 roku

 

Dziś kilka słów więcej o generale George’u S. Pattonie.

 

 

 

 

Kilka lat temu amerykański dziennikarz Robert Wilcox opublikował książkę “Cel Patton” wskazującą, że legendarny generał został zabity w zamachu.

Wilcox dotarł do jednego z zabójców: agenta OSS Douglasa Bazaty.

Bazata, snajper i bokserski mistrz z marines, po raz pierwszy zetknął się ze służbami specjalnymi w latach
’30-tych, gdy przełożeni z marines wciągnęli go do spisku przeciwko kubańskiemu dyktatorowi Fulgencio Batiście.

W 1944 r. Bazata odznaczył się jako dywersant z OSS we Francji a po wojnie pracował jako zabójca dla amerykańskich służb specjalnych.

 

Po jakimś czasie zaczęło go gryźć sumienie, więc podzielił się swoimi przeżyciami, przed śmiercią dając dostęp Wilcoxowi do swoich dzienników. Z relacji Bazaty wynika, że w 1945 r. kilkakrotnie spotkał się z szefem OSS Williamem “Dzikim Billem” Donovanem. Donovan zlecił mu zabójstwo Pattona uzasadniając to tym, że Patton jest szaleńcem, który chce wywołać nową wojnę.

 

Do zamachu zostało doraźnie  wynajętych kilku kombinatorów i maruderów z US Army. Na umówiony sygnał ich ciężarówka zajechała drogę samochodowi Pattona. Wówczas Bazata (ukryty przy znajdującym się w przydrożnym rowie wraku ciężarówki) strzelił do Pattona ze specjalnego karabinu pneumatycznego.

Bazata wyjaśniał, że można było z tego strzelić kawałkiem kamienia czy nawet kubkiem). Strzał nie był śmiertelny ale sparaliżował generała od szyi w dół. Druga ekipa zabójców otruła Pattona w szpitalu.

 

I jeszcze jedna notatka, którą podaję za stroną niepoprawni.pl

 

W niedzielę 9 grudnia 1945 roku o godzinie 11.45, w wypadku samochodowym bardzo ciężko ranny został najwybitniejszy amerykański generał II wojny światowej – George Patton. W kilkanaście dni potem, 21 grudnia 1945 roku Generał zmarł w szpitalu wojskowym w Heidelbergu.

 

George Patton w rekordowo krótkim czasie w 1942 roku zaprowadził dyscyplinę w amerykańskich oddziałach w Afryce Północnej, po dotkliwej klęsce poniesionej w bitwie z Afrika Korps na przełęczy Kasserine w Tunezji.

 

Następnie wraz z Brytyjczykami wyparł Niemców z Afryki Północnej, zostając zarządcą wojskowym części podbitych terenów.

 

Jedną z pierwszych decyzji Roosevelta w polityce zagranicznej po przejęciu władzy w USA, było uznanie Związku Sowieckiego i nawiązanie z nim stosunków dyplomatycznych. Władze sowieckie wykorzystały nowy status aby rozszerzyć infiltrację szpiegowską i wywoływać niepokoje społeczne w Stanach Zjednoczonych, szczególnie za pośrednictwem związków zawodowych.

 

Roosevelt odrzucał raporty wskazujące na prawdziwe zamiary Sowietów i nadal wypowiadał przychylne opinie na temat komunistycznego państwa. W 1939 roku nie wykazał żadnego zainteresowania raportem Adolfa Berle, swojego doradcy do spraw bezpieczeństwa, w którym przedstawiono dowody na szpiegowską działalność na rzecz Kremla Harry’ego Dextera White, współpracownika sekretarza skarbu Morgenthaua oraz Lauchlina Curie, osobistego doradcy ekonomicznego prezydenta.

 

Sowieckimi agentami byli również m.in. Alger Hiss z Departamentu Stanu, Laurence Duggan i Harold Glasser z Departamentu Skarbu, Natan Silvermaster z Departamentu Rolnictwa

 

Po ataku Hitlera na ZSRS, niezwłocznie wysłał do Moskwy swojego zaufanego współpracownika, o prosowieckich poglądach Harry’ego Hopkinsa, aby przygotował objęcie Związku Sowieckiego programem Lend-Lease.
 

Gdy Stany Zjednoczone i Związek Sowiecki zostały sojusznikami, przychylność Roosevelta wobec Stalina była bezgraniczna. Amerykański prezydent podkreślał na każdym kroku, iż na Związek Sowiecki spada największy ciężar walki z Niemcami, alianci więc powinni być mu bezgranicznie wdzięczni.

 

Szefowi OSS Williamowi  Donovanowi powiedział: „Bill, musisz Rosjan traktować z takim samym zaufaniem, jakim obdarzasz Brytyjczyków. Wiesz, oni każdego dnia zabijają Niemców”.

 

Gdy sekretarz marynarki wojennej, Frank Knox, sprzeciwił się zatrudnianiu komunistów jako radiotelegrafistów, Roosevelt upomniał go, twierdząc, że komunizm „w praktyce przestał w Rosji istnieć. Obecnie ich system przypomina raczej formę starego socjalizmu”.

 

Patton był zdecydowanym przeciwnikiem takiej polityki. I dał temu wyraz podczas rozmów z prezydentem, podczas jego pobytu w Casablance w styczniu 1943 roku. Być może nie było tylko przypadkiem, że na początku lutego 1943 roku, Eisenhower zakazał podległym mu generałom jakiejkolwiek krytyki Związku Sowieckiego.

 

Latem 1943 roku Patton po brawurowym natarciu przez górzysty rejon zajął Palermo, a następnie dotarł do Mesyny – doprowadzając do wyparcia Niemców z Sycylii.

 

W lipcu 1944 roku Patton został dowódcą 3 armii amerykańskiej, na czele której doprowadził do klęski Niemców pod Falaise, a następnie uratował aliantów przed katastrofą podczas kontrofensywy niemieckiej w Ardenach.

 

Po zwycięskiej bitwie o Ardeny chciał wedrzeć się w głąb Niemiec, aby zadać im decydujący cios prosto w serce, jednak jego plan został odrzucony przez Eisenhowera.

 

Potem gdy jego 3 Armia była około 80 km od Berlina, Eisenhower  skierował go na południe,  gdzie miał tropić domniemane niemieckie siły, które utworzyły w Alpach ostatni bastion – „redutę narodową”. Na początku maja 1945 roku gdy był o krok od wkroczenia do Pragi, Eisenhower uległ presji sowieckiej i nakazał mu wycofać się.

 

(...)

 

Gdy w czerwcu 1945 roku po raz pierwszy od prawie trzech lat poleciał do ojczyzny na urlop, przemawiając do wiwatujących tłumów, domagał się utrzymania powszechnej służby wojskowej, aby pokonać Związek Sowiecki. Osobiście nie miał jednak złudzeń i był przekonany, że „tchórzliwe waszyngtońskie sukinsyny przeprowadzą demobilizację. Powiedzą, że znów zapewnili bezpieczeństwo demokracji na świecie. Ale Rosjanie nie są aż takimi durniami. Odbudują potęgę”.

 

Mimo nalegań o skierowanie go na Pacyfik, gdzie mógłby walczyć z Japończykami, został mianowany wojskowym gubernatorem Bawarii. Po objęciu stanowiska wywołał kolejną kontrowersję – wystąpił przeciwko repatriacji „faszystowskich zdrajców”, jak Stalin nazwał rosyjskich jeńców służących w oddziałach niemieckich. Równocześnie sprzeciwiał się koncepcji, lansowanej m.in. przez Morgenthaua, przekształcenia Niemiec w państwo rolnicze.

 

Pod koniec września 1945 roku – po pretekstem hamowania procesu denazyfikacji – Pattona pozbawiono stanowiska wojskowego gubernatora Bawarii, oraz – co było zapewne dla niego ważniejsze – funkcji dowódcy ukochanej 3 Armii. Generał uważał bowiem, iż władze okupacyjne w celu zaprowadzenia porządku w Niemczech winny wykorzystywać również pomniejszych funkcjonariuszy partii nazistowskiej na stanowiskach w administracji.

 

Chodziło mu – jak pisał – o „dbanie o to, aby Niemcy nie stały się komunistyczne. Obawiam się, że nasza nierozważna i kompletnie głupia polityka w stosunku do Niemiec spowoduje, że Niemcy staną po stronie Rosjan, a przez to powstanie państwo komunistyczne obejmujące całą Europę Zachodnią”.

 

Został dowódcą 15 Armii, liczącej w rzeczywistości kilkudziesięciu żołnierzy i historyków piszących o działaniach US Army w czasie wojny w Europie. Równocześnie został pozbawiony ochrony i rozbudowanego aparatu wywiadowczego, który wcześniej go informował o niebezpiecznych sytuacjach.

 

Generał Patton pozostawał pod obserwacją agentów OSS oraz służb sowieckich, które posiadały w tej agencji licznych agentów – sowieckim szpiegiem był np. Donald Wheeler oraz Duncan Lee, bliski współpracownik Donovana.
Jego telefon był na podsłuchu, korespondencja otwierana i cenzurowana. Mimo tego w liście do swego byłego adiutanta, Charlesa Codmana napisał: „Bardzo obawiam się konsekwencji, do których dojdzie tej zimy i jestem pewien, że zostaniemy oszukani przez zdegenerowanych potomków Czyngis-chana. 
Ci którzy mówią o pokoju, powinni przyjechać do Europy, do której odnoszą się słowa Pana, że przynosi nie pokój, lecz miecz.  (…) Mógłbym powiedzieć znacznie więcej, ale obawiam się cenzury, choć podobno jej nie ma, więc poczekam, aż się zobaczymy”.

 

 

W liście do żony z 15 października zapowiadał swoją rezygnację w końcu grudnia. „Nie cieszy mnie to, ale przez całe życie mnie kneblowano. Niezależnie od tego, czy zostaną docenieni, Amerykanie potrzebują uczciwych facetów, którzy powiedzą, co myślą, a nie będą wypowiadać poglądów, których w ich mniemaniu oczekują od nich inni”.

 

W innym liście do swego przyjaciela, gen. Jamesa Harborda otwarcie stawiał sprawę: „Nie odejdę na emeryturę, ale zrezygnuję, Bi gdybym przeszedł na emeryturę, ciągle byłbym zakneblowany. (..) Nie będę zaczynał ograniczonego kontrnatarcia, (…) lecz poczekam, aż będę mógł rozpocząć ofensywę na pełną skalę”. Patton podjął więc już decyzję powrotu do Stanów Zjednoczonych i zapowiadał, iż publicznie ujawni wiele skrywanych tajemnic. Jako człowiek zamożny, nie potrzebował emerytury, chciał być niezależny od rządu, z którego polityką zdecydowanie nie zgadzał się.

 

Był świadomy zagrożenia, starzy przyjaciele informowali go o nastrojach w Waszyngtonie. Generał Charles Summerall ostrzegał go w listopadzie 1945 roku : „Twój sukces wzbudził zazdrość i spowodował, ze masz wrogów w tych, którzy czerpali korzyści z Twoich zwycięstw. Nie potrzebują już Ciebie, więc teraz chcą Cię zniszczyć.”

 

Dla prosowiecko nastawionych członków administracji oraz Stalina, Patton stanowił poważny problem, który należało rozwiązać, nie licząc się z kosztami.

 

Wcześniej Patton przeżył dwa, tajemnicze wypadki.
Do pierwszego doszło 20 kwietnia, gdy jego mały samolot, którym leciał na inspekcję swych oddziałów, został zaatakowany przez myśliwiec, podobny do spitfire’a .

Dwa tygodnie później, 3 maja, gdy Patton jechał w odkrytym dżipie na polowanie, prawie ucięła mu głowę kosa wystająca z chłopskiego wozu.

 

Źródło: http://niepoprawni.pl/blog/wilre/legenda-wolnosci-i-prawdy-gen-george-s-patton

Kilka lat temu amerykański dziennikarz Robert Wilcox opublikował znakomitą książkę “Cel Patton” wskazującą, że legendarny generał został zabity w zamachu. Wilcox dotarł do jednego z zabójców: agenta OSS Douglasa Bazaty. Bazata, snajper i bokserski mistrz z marines, po raz pierwszy zetknął się ze służbami specjalnymi w latach ’30-tych, gdy przełożeni z marines wciągnęli go do spisku przeciwko kubańskiemu dyktatorowi Fulgencio Batiście. W 1944 r. Bazata odznaczył się jako dywersant z OSS we Francji a po wojnie pracował jako zabójca dla amerykańskich służb specjalnych. Po jakimś czasie zaczęło go gryźć sumienie, więc podzielił się swoimi przeżyciami, przed śmiercią dając dostęp Wilcoxowi do swoich dzienników. Z relacji Bazaty wynika, że w 1945 r. kilkakrotnie spotkał się z szefem OSS Williamem “Dzikim Billem” Donovanem. Donovan zlecił mu zabójstwo Pattona uzasadniając to tym, że Patton jest szaleńcem, który chce wywołać nową wojnę. (Przypomina to trochę “Czas Apokalipsy” i rozkaz likwidacji płka Kurtza). Do zamachu zostało doraźnie  wynajętych kilku kombinatorów i maruderów z US Army. Na umówiony sygnał ich ciężarówka zajechała drogę samochodowi Pattona. Wówczas Bazata (ukryty przy znajdującym się w przydrożnym rowie wraku ciężarówki) strzelił do Pattona ze specjalnego karabinu pneumatycznego (czegoś podobnego jak w “To nie jest kraj dla starych ludzi”, Bazata wyjaśniał, że można było z tego strzelić kawałkiem kamienia czy nawet kubkiem). Strzał nie był śmiertelny ale sparaliżował generała od szyi w dół. Druga ekipa zabójców otruła więc Pattona w szpitalu.

Źródło: http://niepoprawni.pl/blog/wilre/legenda-wolnosci-i-prawdy-gen-george-s-patton

©: autor tekstu w serwisie Niepoprawni.pl | Dziękujemy! :). <- Bądź uczciwy, nie kasuj informacji o źródle - blogerzy piszą za darmo, szanuj ich pracę.
Kilka lat temu amerykański dziennikarz Robert Wilcox opublikował znakomitą książkę “Cel Patton” wskazującą, że legendarny generał został zabity w zamachu. Wilcox dotarł do jednego z zabójców: agenta OSS Douglasa Bazaty. Bazata, snajper i bokserski mistrz z marines, po raz pierwszy zetknął się ze służbami specjalnymi w latach ’30-tych, gdy przełożeni z marines wciągnęli go do spisku przeciwko kubańskiemu dyktatorowi Fulgencio Batiście. W 1944 r. Bazata odznaczył się jako dywersant z OSS we Francji a po wojnie pracował jako zabójca dla amerykańskich służb specjalnych. Po jakimś czasie zaczęło go gryźć sumienie, więc podzielił się swoimi przeżyciami, przed śmiercią dając dostęp Wilcoxowi do swoich dzienników. Z relacji Bazaty wynika, że w 1945 r. kilkakrotnie spotkał się z szefem OSS Williamem “Dzikim Billem” Donovanem. Donovan zlecił mu zabójstwo Pattona uzasadniając to tym, że Patton jest szaleńcem, który chce wywołać nową wojnę. (Przypomina to trochę “Czas Apokalipsy” i rozkaz likwidacji płka Kurtza). Do zamachu zostało doraźnie  wynajętych kilku kombinatorów i maruderów z US Army. Na umówiony sygnał ich ciężarówka zajechała drogę samochodowi Pattona. Wówczas Bazata (ukryty przy znajdującym się w przydrożnym rowie wraku ciężarówki) strzelił do Pattona ze specjalnego karabinu pneumatycznego (czegoś podobnego jak w “To nie jest kraj dla starych ludzi”, Bazata wyjaśniał, że można było z tego strzelić kawałkiem kamienia czy nawet kubkiem). Strzał nie był śmiertelny ale sparaliżował generała od szyi w dół. Druga ekipa zabójców otruła więc Pattona w szpitalu.

Źródło: http://niepoprawni.pl/blog/wilre/legenda-wolnosci-i-prawdy-gen-george-s-patton

©: autor tekstu w serwisie Niepoprawni.pl | Dziękujemy! :). <- Bądź uczciwy, nie kasuj informacji o źródle - blogerzy piszą za darmo, szanuj ich pracę.

Kilka lat temu amerykański dziennikarz Robert Wilcox opublikował znakomitą książkę “Cel Patton” wskazującą, że legendarny generał został zabity w zamachu. Wilcox dotarł do jednego z zabójców: agenta OSS Douglasa Bazaty. Bazata, snajper i bokserski mistrz z marines, po raz pierwszy zetknął się ze służbami specjalnymi w latach ’30-tych, gdy przełożeni z marines wciągnęli go do spisku przeciwko kubańskiemu dyktatorowi Fulgencio Batiście. W 1944 r. Bazata odznaczył się jako dywersant z OSS we Francji a po wojnie pracował jako zabójca dla amerykańskich służb specjalnych. Po jakimś czasie zaczęło go gryźć sumienie, więc podzielił się swoimi przeżyciami, przed śmiercią dając dostęp Wilcoxowi do swoich dzienników. Z relacji Bazaty wynika, że w 1945 r. kilkakrotnie spotkał się z szefem OSS Williamem “Dzikim Billem” Donovanem. Donovan zlecił mu zabójstwo Pattona uzasadniając to tym, że Patton jest szaleńcem, który chce wywołać nową wojnę. (Przypomina to trochę “Czas Apokalipsy” i rozkaz likwidacji płka Kurtza). Do zamachu zostało doraźnie  wynajętych kilku kombinatorów i maruderów z US Army. Na umówiony sygnał ich ciężarówka zajechała drogę samochodowi Pattona. Wówczas Bazata (ukryty przy znajdującym się w przydrożnym rowie wraku ciężarówki) strzelił do Pattona ze specjalnego karabinu pneumatycznego (czegoś podobnego jak w “To nie jest kraj dla starych ludzi”, Bazata wyjaśniał, że można było z tego strzelić kawałkiem kamienia czy nawet kubkiem). Strzał nie był śmiertelny ale sparaliżował generała od szyi w dół. Druga ekipa zabójców otruła więc Pattona w szpitalu.

Źródło: http://niepoprawni.pl/blog/wilre/legenda-wolnosci-i-prawdy-gen-george-s-patton

©: autor tekstu w serwisie Niepoprawni.pl | Dziękujemy! :). <- Bądź uczciwy, nie kasuj informacji o źródle - blogerzy piszą za darmo, szanuj ich pracę.

Piątek, 2 grudnia 2016 roku

 

Wczorajszy felieton Bogdana Żurka

(  http://www.polonikmonachijski.de/tak-to-widzę-redaktor-bogdan-żurek/ ), z którego dowiedziałem się o przehandlowaniu przez Churchila i Trumana Prus Wschodnich z Królewcem włącznie, bardzo mną poruszył. Nie znałem tego fragmentu naszej niedawnej historii, choć interesuję się nią co nieco.

- Widać ciągle jeszcze niezbyt należycie...

 

W kontekście tego epizodu warto chyba przypomnieć jeszcze kilka innych oraz przytoczyć słowa amerykańskiego generała George’a S. Pattona.

 

Otóż gen. Patton już na początku maja 1945 roku znalazł się ze swoją III Armią niemal tuż pod Berlinem - 80 km od tego miasta.

Wówczas to głównodowodzący siłami USA gen. Dwight Eisenhower uświadomiając sobie, że wkroczenie żołnierzy amerykańskich do Berlina przed Rosjanami doprowadzi do poważnych kłopotów dyplomatycznych na linii Roosvelt-Stalin, zdecydował pod pretekstem zdobycia tzw. Alpejskiej Reduty skierować czołgi krewkiego generała na południe.

 

Patton jednak część swych sił skierował do objętej powstaniem Pragi, wyzwalając przy okazji całkiem spory kawałek Czech.

 

Wtedy Eisenhower wstrzymał mu dostawy paliwa!

 

A teraz kilka cytatów z wypowiedzi generała George’a S. Pattona.

 

8 maja 1945 roku w dniu podpisania bezwarunkowej kapitulacji Niemiec Patton na konferencji prasowej powiedział m.in. tak:

 

Pozwolili nam wykopać w cholerę jednego gnoja, a jednocześnie zmusili, żebyśmy pomogli usadowić się następnemu, równie złemu albo jeszcze gorszemu niż tamten.

(...)

Wygraliśmy tylko szereg bitew, nie wojnę o pokój.

(...)

Będziemy potrzebowali nieustającej pomocy Wszechmogącego, jeśli mamy żyć na jednym świecie ze Stalinem i jego morderczymi zbirami.

(...)

Zastanawiam się, jak się czują, wiedząc, że w naszych czasach nie będzie pokoju, a Amerykanie, także ci, którzy się dopiero urodzą, będą musieli walczyć z Rosjanami jutro albo za piętnaście czy dwadzieścia lat.

(...)

Dzisiaj powinniśmy powiedzieć Rosjanom, że mają iść w cholerę, zamiast ich słuchć, kiedy nam mówią, że mamy się cofnąć."

 

Na koniec stwierdził otwarcie:

 

Niestety, niektórzy z naszych przywódców są po prostu cholernymi durniami i nie mają pojęcia o historii Rosji. Cholera, mam wątpliwości, czy wiedzieli chociaż tyle, że Rosja jeszcze niecałe sto lat temu zajmowała Finlandię, wyssała krew z Polski i zrobiła z Syberii więzienie dla swojego narodu. Wyobrażam sobie, jak szydził Stalin, kiedy uzyskał od nich wszystko podczas tych niby-konferencji."

Generał George S. Patton

Swoje poglądy jeszcze dobitniej generał George S. Patton wyraził 11 maja 1945 r. podczas spotkania dowódców alianckich w Paryżu. Zdecydowanie skrytykował wówczas politykę USA wobec narodów Europy Środkowej. Padły wówczas kolejne znamienne słowa:

 

Każdego dnia do mojego sztabu przychodzą jacyś biedni czescy, austriaccy, węgierscy, a nawet niemieccy oficerowie i ze łzami w oczach proszą: «Na Boga, generale, przyjdź ze swą armią zająć resztę naszego kraju. Daj nam szansę utworzyć własny rząd. Daj nam tę ostatnią szansę, żebyśmy mogli żyć, zanim będzie za późno, zanim Rosjanie zrobią z nas wiecznych niewolników». Mówią mi coś takiego i każdy z nich proponuje, że będzie walczył pod moim sztandarem i przyprowadzi swoich ludzi. (...) Na Boga, chciałbym ich do tego wykorzystać. Jeśli tego nie zrobię, będę się czuł jak zdrajca. Ci ludzie mają rację. Nie będą mieli szansy. Spisaliśmy ich na straty. Na Boga, powinniśmy podrzeć te cholerne, podłe porozumienia z Sowietami i ruszyć na wschodnie granice.

 

Cytaty z płomiennych przemówień generała George’a S. Pattona zaczerpnąłem z majowego miesięcznika „wSieci Historii”. Natomiast encyklopedia wikipedia podaje też kilka bardzo ciekawych szczegółów z jego życia.

 

Okazuje się, że był on człowiekiem pełnym sprzeczności – głęboko religijny, interesował się historią sztuki i literaturą, a z drugiej strony był niezwykle gwałtowny, porywczy i stosował wulgaryzmy językowe. Pod stworzoną na użytek kariery wojskowej maską macho krył się wrażliwy człowiek, który potrafił szczerze opłakiwać poległych podkomendnych. 

 

Po kapitulacji Niemiec Patton został gubernatorem wojskowym Bawarii. Tu bardzo szybko znalazł się w konflikcie politycznym ze swoimi przełożonymi. Jego zdaniem oficjalna polityka denazyfikacji była błędem i automatyczne wykluczenie z życia publicznego wszystkich osób, które były członkami partii nazistowskiej było zbyt restrykcyjne. Porównał on to do sytuacji panującej w Stanach Zjednoczonych, w której obywatele czasami zostają członkami partii demokratycznej czy republikańskiej tylko po to, aby ułatwić sobie dalszą karierę zawodową, a nie ze względów ideologicznych. Jego słowa zostały zniekształcone przez niektóre media, które doniosły, że Patton porównuje demokratów i republikanów do nazistów. Po wybuchu powszechnego oburzenia opinii publicznej Eisenhower przeniósł Pattona do 15 Armii (w rzeczywistości była to grupa kilkunastu wojskowych, zajmująca się pisaniem oficjalnej historii II wojny światowej).

 

Patton zmarł 21 grudnia 1945 w szpitalu w Heidelbergu w wyniku obrażeń odniesionych w wypadku samochodowym, do którego doszło 9 grudnia 1945.

 

Po śmierci Pattona pojawiły się plotki i teorie, iż został on zabity przez agentów NKWD na rozkaz Stalina we współpracy z agentami OSS i za zgodą niektórych wyższych polityków rządu Stanów Zjednoczonych.

 

Powodem dokonania zamachu na Pattona miała być jego odmowa wydania w ręce sowieckie żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej oraz wcielenie jej w całości w szeregi armii amerykańskiej jako kompanii wartowniczej.

 

Patton również dość głośno wyrażał swoje poglądy antysowieckie (m.in. krążyła plotka, iż chciał doprowadzić do konfliktu z Armią Czerwoną, aby w ten sposób wywołać z ZSRR wojnę. W tym celu miał podobno utrzymywać w gotowości całe oddziały jeńców niemieckich). Dodatkowo swoją wiedzą na temat nieudolności swoich przełożonych (Dwight Eisenhower) i współpracowników (Bernard Law Montgomery), mógł zaszkodzić w budowaniu ich późniejszych karier zawodowych i politycznych.

Na potwierdzenie swoich teorii, ich twórcy wysuwają szereg faktów (m.in. zaginięcie dokumentów ze śledztwa, brak jakichkolwiek ran czy nawet zadrapań u kierowcy i drugiego pasażera, zeznania Douglasa Bazata – agenta OSS, brak sekcji zwłok, podmieniony samochód Pattona w muzeum mu poświęconym).

Wtorek, 22 listopada 2016 roku

 

Ciągle jestem ciekaw szczegółów afery reprywatyzacyjnej.

 

- Ostatnio znalazłem nieco danych dotyczących warszawskiej willi przy ulicy Foksal 3/5. Ulicy, o której się mówi, iż jest jedną z najelegantszych ulic Europy. Mówi się, ale pisze nieco mniej i w ogóle jakby wstydliwie. Ma tam bowiem swą siedzibę Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich.

 

Mieszkający obecnie w Szwajcarii 88-letni książę Antoni Bourbon deux Siciles stara się ją odzyskać już od wielu lat. Nieruchomość przepisała mu w 1938 roku babka matki, Małgorzaty Czartoryskiej. Jego nazwisko widnieje też w księdze wieczystej.

 

Po II wojnie światowej babka Antoniego wydzierżawiła willę Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich. Przez 20 lat Stowarzyszenie zwolnione było z czynszu w zamian za wyremontowanie nieruchomości.

 

Później próbowało się na niej uwłaszczyć. W końcu udało się tego dokonać w 1975 r., bo 3 lata wcześniej Prezydium Rady Narodowej wydało orzeczenie, odrzucające wniosek właściciela o zwrot uważając, iż „nieruchomość została przeznaczona na cele publiczne“.

 

W latach 90. XX wieku właściciel ponowił starania o odzyskanie swojej własności. Długo trwało zanim w roku 2002 Samorządowe Kolegium Odwoławcze stwierdziło nieważność orzeczenia z 1972 roku.

 

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich składało jednak odwołania i to nawet do Naczelnego Sądu Administra-cyjnego włącznie. I ten właśnie Sąd w roku 2015 uchylił decyzję SKO z 2002 r. No i wszystko zaczęło się od nowa.

 

Nie wiadomo, śmiać się czy płakać. W każdym razie Antoni Bourbon deux Siciles ponoć nie zamierza zaprzestać ubiegania się o swą własność.

Piątek, 18 listopada 2016 roku

 

Wczoraj media obiegła wiadomość o zgwałceniu w Dubaju młodej Brytyjki a potem o oskarżeniu jej przez miejscowe władze o seks pozamałżeński. Wynotowałem sobie tę wiadomość, bo to kuriozalne a poza tym powinno mnie, jak to niektórzy tu w Niemczech przekonują, "wzbogacić kulturowo".

 

"Brytyjkę, która twierdzi, że została zbiorowo zgwałcona, aresztowano w związku z "pozamałżeńskimi kontaktami seksualnymi". A napastnicy wyszli na wolność. 

 

Przerażona kobieta pozostaje uwięziona w kraju, po tym, jak władze zatrzymały jej paszport. 25-letnia kobieta, której tożsamość nie może być ujawniona ze względów prawnych, spędzała w ubiegłym miesiącu wakacje w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, kiedy została rzekomo zaatakowana przez dwóch Brytyjczyków.
 
Kiedy zgłosiła gwałt na komisariat, została aresztowana za złamanie prawa Emiratów Arabskich, które zabrania seksu pozamałżeńskiego. W tym czasie, jej napastnicy odlecieli do Wielkiej Brytanii. Kobieta na razie została zwolniona za kaucją, jednak jej paszport został zatrzymany, co oznacza, że nie może opuścić kraju. Kara, która ją czeka obejmuje m.in. karę więzienia, deportację lub nawet ukamieniowanie.
 
Kobieta obecnie przebywa u brytyjskiej rodziny mieszkającej w Emiratach, ale jest przerażona

- powiedział "The Sun" przyjaciel rodziny.
 
Kobieta, choć poszła, by zgłosić jedno z najbardziej ohydnych przestępstw, jest traktowana jak kryminalistka...
 
Radha Stirling, założycielka i dyrektor Centrum Osób Zatrzymanych w Dubaju, powiedziała, że przypadek jest "ogromnie niepokojący" i jest to przykład długotrwałych nadużyć w wakacyjnym kurorcie.
 
Policja nie rozróżnia współżycia seksualnego za obopólną zgodą a brutalnym gwałtem - dodała

 
Rzecznik Foreign and Commonwealth Office powiedział The Independent, że jest świadom sprawy oraz że zapewni wsparcie dla kobiety i jej rodziny. Poza tym pozostaje w kontakcie z władzami lokalnymi.

 

W Zjednoczonych Emiratach Arabskich  zabroniony jest seks pozamałżeński, a ofiary gwałtu są surowiej traktowane niż sami sprawcy. W Wielkiej Brytanii funkcjonuje nawet stowarzyszenie „Zatrzymani w Dubaju”. Walczy ono o prawa kobiet i pomaga w czasie procesów.

Nie jest to pierwszy przypadek, takiego potraktowania zgwałconej kobiety w Dubaju."

 

Dodam w tym miejscu za Jackiem Pałkiewiczem, który w swej książce "Dubaj. Prawdziwe oblicze." (Zysk i s-ka. Poznań 2016), iż zgwałcona kobieta aby udowodnić dokonanie gwałtu musi przedstawić co najmniej czterech świadków (!), którzy muszą być wyznawcami islamu.

 

Jako człowiek z wykształceniem prawniczym czuję się niezwykle wzbogacony kulturowo!

 

Warto w tym miescju przypomnieć, iż w czerwcu 2015 roku Rada Praw Człowieka ONZ mianowała w Genewie ambasadora Arabii Saudyjskiej Faisala bin Hassana Trada przewodniczącym "Panelu niezależnych ekspertów do spraw ochrony praw człowieka na świecie, mającego na celu promowanie i zapewnienie najwyższych standardów".

 

Krótko potem na ONZ spadła lawina krytyki ze strony mediów i opinii publicznej. Ale cóż z tego - pamięć opinii publicznej jest bardzo krótka, bo nieustannie zalewana nowymi informacjami i to tylko takimi, jakie jej zaserwują zazwyczaj stronnicze media...

 

Zastanawia jedynie odpowiedź na pytanie, do jakich celów służy ONZ, skoro o losach świata decydują jak zwykle, ropa naftowa, pieniądze i polityka (też zresztą od nich uzależniona)...

Piątek, 11 listopada 2016 roku

 

Dziś Narodowe Święto Niepodległości.

 

- Historia o odzyskaniu polskiej niepodległości musi naturalnie zawierać ogromny rozdział poświęcony pamięci Józefa Piłsudskiego. To jeden z polskich polityków i przywódców, dla którego niepodległość zawsze była celem nadrzędnym i najważniejszym. Tak się składa, że mój Dziadek – Stefan Sonnewend był też Legionistą i w tamtych czasach walki o niepodległość blisko Piłsudskiego. Poniżej kilka pamiątek.

 

Nie wolno jednak popadać w megalomanię i zapominać o innych, którzy też - nawet walnie - przyczynili do sprawy Niepodległości.

 

Choćby Ignacy Paderewski, genialny polski pianista i kompozytor, którego wiara w Polskę uczyniła ambasadorem jej Niepodległości. Dosłownie setkom koncertów tego wielkiego artysty towarzyszyły setki przemówień poświęconych sprawie polskiej. Agitował, zbierał ogromne środki finansowe na pomoc dla cierpiących wojnę Polaków, prowadził własną, prywatną dyplomację, przekonując do sprawy polskiej polityków francuskich, włoskich, brytyjskich  i amerykańskich. Jednym z tych ostatnich był nawet prezydent Stanów Zjednoczonych Woodrow Thomas Wilson.

 

Ulegając wpływowi Paderewskiego prezydent Wilson w styczniu 1918 roku ogłosił światu swych 14 punktów, w których ujęty był cały powojenny program pokojowy.

Punkt 13 głosił, że "...należy stworzyć niezawisłe państwo polskie, które winno obejmować terytoria zamieszkane przez ludność niezaprzeczalnie polską, i któremu należy zapewnić swobodny i bezpieczny dostęp do morza a którego niezawisłość polityczną i gospodarczą oraz integralność terytorialną należy zagwarantować paktem międzynarodowym..."

W 14 punkcie swego programu amerykański prezydent wzywał do powołania Ligi Narodów. Konferencja pokojowa w Wersalu - jak wiadomo - uwzględniła jego postulaty no i powstała Liga Narodów oraz niepodległa Polska oraz inne niepodległe państwa.

- Ironia losu chciała jednak, że Kongres Stanów Zjednoczonych nie ratyfikował ani "tworu Wilsona" - Traktatu Wersalskiego ani nie zgodził się na przystąpienie USA do Ligi Narodów. Tę swą polityczną klęskę prezydent Wilson przypłacił załamaniem nerwowym i przedwczesną śmiercią.

 

- Szkoda, że w Kraju mało się pamięta o tym Prezydencie, który w tamtych trudnych czasach bardzo nam pomógł...

Prezydent Woodrow Thomas Wilson
Ignacy Paderewski - genialny pianista i kompozytor, w 1919 roku sprawował funkcje premiera i ministra spraw zagranicznych RP

Niedziela, 6 listopada 2016 roku

 

Przez media nieustannie przewija się problem reprywatyzacji. Z bałaganu prawnego korzystają nie tylko sprytni handlarze roszczeniami, najczęściej adwokaci, ale i osoby często powiązane z urzędnikami publicznymi. Wykorzystują nieświadomość właścicieli, których przodków lub ich samych, w przeszłości dotknęły niegodziwe i bezprawne działania władz komunistycznych. Osoby te wykorzystują jedną z podstawowych zasad prawa, wywodzącą się jeszcze z prawa rzymskiego a brzmiącą po łacinie „ignorantia iuris nocet” czyli: „nieznajomość prawa szkodzi”. 

 

Ot, choćby przykład zamku i majątku Lesko, o którego zwrot bój w sądach toczy się już od 18 lat.
Zarówno dziadek jak i pradziadek hrabiego Kacpra Krasickiego byli bardzo do niego przywiązani i od czasu, gdy weszli w jego posiadanie w 1799 roku nigdy nie były sprzedawane. Co najwyżej poprzez małżeństwa przechodziły z rodziny na rodzinę. Zamek położony w Bieszczadach traktowany był jako „odwieczne” gniazdo, a należące do majątku liczącego 8 tys, hektarów lasy słynęły z polowań.

 

Bibliotekę z cennym księgozbiorem w 1939 roku w 90 procentach zniszczyli bolszewicy. Zbiór portretów sarmackich, rodzinnych, meble z XVIII w. przepadły po tym, jak z majątku brutalnie wyrzucono część rodziny, która tam przebywała. Wiele pamiątek rozgrabili mieszkańcy Leska. I choć właściciele gotowi są nawet je wykupić, nikt się do sprzedaży nie kwapi. Kto by się chciał przyznać, że miał dziadka lub pradziadka złodzieja?

 

Po zakończeniu wojny zamek leski na mocy dekretu o reformie rolnej został przejęty przez państwo. Bezprawnie, bo nawet w niezgodzie z przepisami dekretu – zespół pałacowo-parkowy w Lesku nie miał przecież żadnego związku z nieruchomością rolną! W 2009 roku, po trwającym już wtedy 10 lat postępowaniu, minister rolnictwa orzekł, iż zamek leski istotnie nie podlega działaniu dekretu o reformie rolnej. Ówczesne władze nie zdecydowały się jednak na oddanie go prawowitym właścicielom i swej własnej decyzji nie wprowadziły w życie. 

 

Obecnie zamek znajduje się w użytkowaniu Gliwickiej Agencji Turystycznej. Zdążyła ona już sprzedać wszystkie obiekty, którymi zarządzała w czasach PRL. Lesko też wystawiła na sprzedaż. Ale chętnych do kupna nie było... poza Krasickimi. Im jednak sprzedać nie zechciała mimo, że obiekt jest deficytowy...

 

Ponoć największym przeciwnikiem odsprzedaży zamku prawowitym właścicielom jest niejaka mgr inż. Barbara Jankiewicz, burmistrz Leska, której babce przyszło kiedyś pracować u Krasickich...

 

- No i niech mi kto powie, że postkomuna nie istnieje.

Piątek, 4 listopada 2016 roku

 

Dziś na spacerze z mym niemieckim owczarkiem - Leo obaj stwierdziliśmy, że w nocy ani chybił musiał chwycić mrozek, bowiem jeszcze przed południem widać było na pobliskim polu jego ślady.

 

Ten fakt pewnie każdemu normalnemu człowiekowi skojarzyłby się z pięknem przyrody, z zachodzącymi w niej zmianami, czy też jeszcze z czymś innym, a mnie mrozek skojarzył się z Mrozkiem, Profesorem Antonim Mrozkiem – nauczycielem wf w liceum, do którego chodziłem.

 

U Profesora Mrozka od początku cieszyłem się wielkimi względami. A dlaczego, o tym zaraz, po małej dygresji.

 

Była to bodaj jesień 1962 roku. Do „mojej” sekcji pływackiej klubu AZS dołączył były olimpijczyk z Rzymu – Jerzy Tracz. Przyjechał do Poznania na studia prawnicze no i zdecydował się trenować u nas. Dla wszystkich wielki zaszczyt. A ja marzyłem, by mu kiedyś dorównać. Trenowałem codziennie wieczorem jak opętany, nawet częściej niż on sam. Gdy przychodziło nam na przykład trenować pracę nóg, starałem się ile wlezie, żeby mu dorównać. W kraulu, jego specjalności, nie udawało się to nikomu, również i mnie, ale w pracy nogami do delfina...
Często obracał się, by zobaczyć, kto też płynąc za nim ośmiela się go ponaglać i zmuszać do maksymalnego wysiłku. W moim przypadku przyniosło to efekty.

 

I tu wróćmy do względów u Profesora Mrozka. Obsesją dyrektora naszego I Liceum Ogólnokształcącego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu było, by było ono rzeczywiście „pierwsze” pod każdym względem, również sportowym. Stąd, gdy doszło do pływackich mistrzostw szkół średnich w Poznaniu, Profesor Mrozek bardzo się zatroskał – w silnej drużynie, którą skompletował zachorował Mu właśnie jeden z najlepszych pływaków.
Żalił się z tego powodu wszystkim, również i nam gołowąsom z pierwszej, czyli ósmej klasy. Gdy zgłosiłem się na ochotnika do „wzmocnienia drużyny” spojrzał na mnie z lekkim politowaniem ale i z dobrotliwym uśmiechem przystał.
 

Nie wyglądałem na osiłka a On biedny nie wiedział, że w pływaniu liczy się w pierwszym rzędzie technika a dopiero potem siła.

 

Przyszedł dzień mistrzostw. Wszyscy w drużynie walczyli jak lwy a właściwie rekiny, ale i tak pod koniec zawodów, Profesor był niemal załamany – w punktacji ogólnej plasowaliśmy się bowiem „dopiero” na drugim miejscu za „jakimś tam technikum”. A tu chodziło o miejsce pierwsze!

 

„- Choljera psjakrew! (Tak zwykł był sobie trochę z wileńskim czy też lwowskim akcentem przeklinać.) - Jak ja się z takim wynikiem naszemu dyrektorowi na oczy pokażę?”

 

Ostatnią konkurencją było 50m motylkiem, koronny dystans akurat tego, który zachorował. To on zawsze i to wyraźnie tę konkurencję wygrywał...
- Przysunąłem się trochę do Profesora i zaproponowałem, że może pozwoliłby mi spróbować. Jestem rezerwowym, jeszcze żadnej konkurencji nie pływałem, to jestem przynajmniej świeży i wypoczęty...
 

- Spojrzał na mnie i zupełnie zrezygnywany machnąwszy ręką i powiedział: „No to idź. Chuchro jesteś, ale jak już z nami tu przyszedłeś, to chociaż się zamoczysz.”
A na odchodnym dodał jeszcze: „A czy ty chociaż wiesz, jak się tym motylkiem pływa?”

- Tego to już prawie nie słyszałem, biegłem już bowiem jak szalony na start.

 

Tuż przy słupku startowym czekając na komendy, też przez chwilę zwątpiłem. Z lewej chłopak o głowę ode mnie wyższy, którego nawet trochę znałem, nazywał się Gendera i był z jakiegoś technikum. Pływał jak ja wyczynowo w Olimpii. Wiedziałem jednak, że ostatnio nie przykłada się do treninów i to dodawało mi nieco nadziei.
Z prawej też jakiś dryblas z technikum. Niedobrze, Profesor miał słuszne obawy – pomyślałem. Zamknąłem przez chwilę oczy i postanowiłem: popłynę tak jak zawsze na treningach za Jurkiem Traczem. Zamknę oczy i wyobrażę sobie, że go jak zwykle ponaglam.

 

Tak też uczyniłem. Gdy dobiłem jako pierwszy do ściany i jeszcze przez chwilę przyszło mi obserwować dopływających przeciwników, wiedziałem, że uratowałem nasze Liceum oraz „honor Profesora i dyrektora”. Okazało się też potem, że uzyskałem czas lepszy od tego, który zachorował i pobiłem nawet rekord Liceum!

 

Od tego czasu aż do matury na lekcjach wf Profesor Mrozek nawet nie zmuszał mnie do przebierania się. „Choljera psjakrew! Ty i tak ciężko dzień w dzień harujesz w tej wodzie, poucz się czegoś.”

- No i uczyłem się, odpisując zadania domowe z matmy, którą mieliśmy po wuefie.

- Dopiero po latach przyszło mi stwierdzić, że do matmy nadaję się lepiej niż do prawa (już pracę magisterską na prawie pisałem w Zakładzie Prawniczych Zastosowań Logiki) a przez to nieprzebieranie się do dziś nie umiem nawet porządnie kozłować piłką...

Poniedziałek, 31 października 2016 roku

 

Przed kilkoma dniami Pan Prezydent RP Andrzej Duda awansował pośmiertnie pułkownika Ryszarda Kuklińskiego do stopnia generała brygady.

 

Ryszard Kukliński – jak wiadomo – dzięki swej wysokiej pozycji w Ludowym Wojsku PRL (świadomie nie piszę Ludowego Wojska Polskiego, choć tak się nazywało), jako jeden z niewielu, posiadał pełny dostęp do tajnych planów operacyjnych Układu Warszawskiego. Wiedział, że jedną z sowieckich opcji było błyskawiczne uderzenie na Europę Zachodnią. Jedyną obroną dla Zachodu, aby powstrzymać przerzut głównych sił sowieckich, mogło być wówczas użycie taktycznej broni nuklearnej na obszarze Polski i Czechosłowacji. A to oznaczałoby zagładę ludności na tych terenach.

 

Kukliński zdobył się więc na czyn heroiczny – aby zapobiec ewentualnej zagładzie postanowił odebrać Moskwie możliwość zaskoczenia i zaoferować Amerykanom gotowość szczegółowego informowania o sowieckich przygotowaniach. Przez dziesięć lat przekazał im tysiące cennych dokumentów, płacąc w końcu za to bardzo wysoką cenę – stracił bliskie sobie istoty.

 

Uważam, że jest Polskim Bohaterem. Wdepnął kiedyś w zbrodnicze bagno, zrozumiał swój błąd i postanowił go naprawić, by ratować Ojczyznę. I chwała Mu za to!

 

Są jednak i tacy, kórzy po dziś dzień uważają Go za zdrajcę. I tym właśnie - w imię wyższej sprawy - polecam dwa poniższe fragmenty książki Marii Nurowskiej „Mój przyjaciel zdrajca“ będącej zapisem zwierzeń Pułkownika podczas spotkań w 1999 roku. Ryszard Kukliński postawił wtedy tylko jeden warunek: książka może się ukazać dopiero po jego śmierci.
Zmarł 11 lutego 2004 a książka ukazała się niedługo potem.

Fragmenty ksiazki.pdf
PDF-Dokument [23.2 MB]

Środa, 6 października 2016 roku

 

Jutro wchodzi na ekrany kin w Polsce film "Wołyń" w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego. Ale już dziś w tygodniku "W sieci" (Nr 40 (201) 2016 3-9 października 2016) na stronach 46-47 czytam wywiad z jego reżyserem. W rozmowie z Łukaszem Adamskim powiedział on m.in. tak:

 

"W tym filmie nie chodzi o zemstę. Chodzi o pamięć.
(...)
Nie jestem w stanie odpowiedzieć na pytanie, skąd takie barbarzyństwo. Dlatego właśnie chciałem robić ten film. Uważam jednak, że dzikość nie idzie ze Wschodu. Dzikość idzie z człowieka. Przecież do takich zbrodni doszło w różnych częściach świata: w Nankinie, na Bałkanach, w Rwandzie, Syrii itd.
I jaki z tego wniosek?
Taki, że nie wyciągamy żadnych wniosków z tych historii. Nie można zataić prawdy o zbrodni to prosta droga do nowych zbrodni.

(...)

Podobno połowa Polaków nie wie, co się wydarzyło na Wołyniu. A połowa, która deklaruje, że wie, wie źle. Film ma otworzyć im oczy. (...)"

 

                            *          *           *

Ze wspomnianego wyżej tygodnika "W sieci" ze strony 71 wynotowuję sobie jeszcze jeden fragment. Jest to fragment wypowiedzi generała Włodzimierza Nowaka, pełnomocnika ds. cyberbezpieczeństwa w Ministerstwie Cyfryzacji:

"W infrastrukturze państwowej mamy ok. 5 mln komputerów, a w domach mamy ich 50 mln. Jakieś 15-20 proc. z nich jest zainfekowane. Wyobraźmy sobie, że wirusy z komputerów domowych atakują systemy państwowe. Musimy stworzyć mechanizmy, które obligowałyby zwykłych obywateli do przestrzegania zasad zapewniających bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni."

Poniedziałek, 3 października 2016 roku

 

Kłopoty z językiem ojczystym mają nie tylko emigranci polscy w Niemczech. Okazuje się, że ma go też władca Dubaju i w ogóle władcy Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

 

W Dubaju na dziesięciu mieszkańców, dziewięciu to obcokrajowcy. Siłą rzeczy obserwuje się zatem, iż językiem Emiratu staje się właściwie arabish – mieszanka łamanego arabskiego z łamanym angielskim.

 

Badania nad wczesnym dzieciństwem Emiratczyków ujawniły, że tylko 2% personelu zatrudnionego w żłobkach to obywatele Emiratów a dalsze 5% wywodzi się z innych krajów arabskich. Poza tym wielu tubylców jest bardzo zamożnych, stać ich więc na wychowawców a ci władają angielskim. Sprawia to, że język arabski, który muzułmanie darzą powszechnym szacunkiem, jest w Dubaju coraz mniej używany. Ten trend obserwuje się również na dalszych szczeblach edukacji. Na portalach społecznościowych używa się alfabetu łacińskiego do pisania w języku arabskim. W szkołach prywatnych uczniowie uczą się arabskiego z liter łacińskich.

 

Na początku 2015 roku Krajowa Rada Federalna Zjednoczonych Emiratów Arabskich zatwierdziła plan stworzenia prawa do zachowania języka arabskiego. Okazało się bowiem, iż trzy lata wcześniej 3% uczniów w szkołach publicznych a 18% w szkołach prywatnych, których jest dwa razy mniej zostało ocenionych z języka arabskiego na ocenę „mniej niż dopuszczalną“. Za to ocena z angielskiego była bardzo dobra. Reszta uczniów znała arabski nieco lepiej ale tylko nieco.

 

Język arabski – jeden z sześciu języków oficjalnych ONZ, staje się zatem w Zjednoczonych Emiratach Arabskich wyłącznie językiem religii i folkloru.

 

Ostatnia aktualizacja nastąpiła 27.07.2017 r.

w rubryce:

"Z notatnika redagującego - Jerzego Sonnewenda".

Impressum

 

POLONIK MONACHIJSKI - niezależne czasopismo służy działaniu na rzecz wzajemnego zrozumienia Niemców i Polaków. 

Die unabhängige Zeitschrift dient der Förderung deutsch-polnischer Verständigung.

 

W formie papierowej wychodzi od grudnia 1986 roku a jako witryna internetowa istnieje od 2002 roku (z przerwą w 2015 roku).

 

Wydawane jest własnym sumptem redaktora naczelnego i ani nie zamieszcza reklam ani nie prowadzi z tego tytułu żadnej innej działalności zarobkowej.

 

Redaguje:

Dr Jerzy Sonnewend

 

Adres redakcji:

Dr Jerzy Sonnewend

Curd-Jürgens-Str. 2
D-81739 München

Tel.: +49 089 6257162

E-Mail: jerzy.sonnewend@polonikmonachijski.de

Ilość gości, którzy od 20.01.2016 roku odwiedzili tę stronę, pokazuje poniższy licznik:

Druckversion Druckversion | Sitemap
© Jerzy Sonnewend