Bliżej Boga

Bernard Margueritte 

 

Demoralizacja Zachodu zagrożeniem
dla naszego bezpieczeństwa

 

Skorumpowane społeczeństwa nie są już w stanie się bronić. Bo czego miałyby bronić? Jakich wartości? Musimy mieć świadomość, że nasze bezpieczeństwo zależy bardziej od naszej odnowy moralnej i duchowej niż od siły naszego uzbrojenia. Dlaczego się o tym zapomina?

 

Stephens pisze, że Biden stał się „symbolem naszego czasu: uparty, ale słaby, ambitny, ale niezdolny”. Patrząc na niego, nie można nie myśleć o sztuce Dürrenmatta „Romulus Wielki”. Każdy ma w oczach niezapomniane kreacje Jana Świderskiego (1966) czy Gustawa Holoubka (1985). Reżyserując tę samą sztukę w 2009 r., Krzysztof Zanussi wypowiadał prorocze słowa, podkreślając, iż pojawiła się tu również „współczesna perspektywa, w której pod rzymskie imperium możemy sobie podstawić całą naszą współczesną euroatlantycką cywilizację i kulturę. Widz, idąc tropem Dürrenmatta, może zapytać o to, czy aby w naszych czasach nie dokonuje się zdrada ideałów, na których bazowała przez wieki potęga naszej Europy”.

 

Otóż to. Ale jak doszliśmy do tego? Droga była prosta. Możni z Zachodu postanowili rozpowszechniać neoliberalny kapitalizm. Pieniądz jako absolutny król. Bogaci coraz bogatsi. Delokalizacja przemysłu tam, gdzie siła robocza była najtańsza (na razie w Chinach). Bezrobocie w krajach macierzystych. Żeby to się kręciło, człowiek musiał być zredukowany do konsumenta, zdegradowany moralnie. Należało więc prowadzić wojnę ze  wszystkim, co było utożsamiane z wartościami moralnymi czy duchowymi.

 

A więc walka z patriotyzmem, z historią narodów, z Kościołem i wiarą chrześcijańską, z rodziną. Trzeba było również propagować cywilizację śmierci, hedonizm niczym nieskrępowany, relatywizm w każdej dziedzinie. Bardzo ważne jest zrozumienie, że bój o degrengoladę moralną jest częścią integralną neoliberalnego programu ekonomicznego. Skądinąd gospodarczo neoliberalizm umiera już na naszych oczach.

 

Chiny, które miały być klientem, stały się potentatem i wielkim konkurentem.  Przemysł w krajach zachodnich nie potrafi już produkować ani maski antycovidowej, ani półprzewodników, których brak, gdy Azja przestaje je wysyłać, stoją całe branże, jak teraz część przemysłu samochodowego.

 

Upadek moralny pożywką dla ekstremistów

 

Ale dewastacja moralna jest już faktem i otwiera szeroko drogę terrorystom. Mamy narody słabe, które nie widzą perspektyw, nie mają wizji na przyszłość, nie mają ideałów. Zatraciły ducha. Jeśli talibowie zaatakują Brukselę jutro, kto będzie jej bronić? Ile czasu trzeba będzie, aby zdobyli siedzibę władz europejskich? Jeden dzień, jak w Kabulu, czy pół godziny?

 

Można o ekstremistach muzułmańskich powiedzieć, że są okrutni, zacofani, barbarzyńscy. Na pewno tak, ale wierzą w swoje niby-racje, mają entuzjazm i wolę walki. A my? W dodatku dżihadyści mają już swoje przyczółki w Europie, całe dzielnice czy nawet miasta we Francji, setki tysięcy potencjalnych zwolenników w Niemczech.

 

Dwa razy Europa zatrzymała muzułmańską nawałnicę: król Charles Martel w Poitiers w 732 r. i król Jan III Sobieski pod Wiedniem w 1683 r. Kto zatrzyma  nawałnicę trzecią? Nasze słabe narody, zdeprawowane przez pseudokulturę neoliberalizmu? Upokorzenie w Kabulu pokazuje dobitnie, że siły materialna ani wojskowa nie wystarczą. Nie nadają się na nic, jeśli nie ma woli walki, woli zwycięstwa, wiary, że nasza sprawa jest warta, by się o nią bić.

 

Dochodzimy do sprawy, o której się właściwie nigdy nie mówi. Upadek cywilizacyjny neoliberalizmu zachodniego zakończy się klęską ekonomiczną i degradacją moralną. Ale co za tym idzie, zagraża dramatycznie naszemu najbardziej podstawowemu bezpieczeństwu, bezpieczeństwu naszych narodów i naszych rodzin.

 

Skorumpowane społeczeństwa nie są już w stanie się bronić. Bo czego miałyby bronić? Jakich wartości? Musimy mieć świadomość, że nasze bezpieczeństwo zależy bardziej od naszej odnowy moralnej i duchowej niż od siły naszego uzbrojenia. Dlaczego się o tym zapomina?

 

Gdzie szukać nadziei?

 

Upadek kapitalizmu zachodniego  miał nastąpić, i to nie jest złą rzeczą.

 

Prymas Tysiąclecia zawsze powtarzał, że komunizm i kapitalizm są właściwie po tej samej stronie barykady, propagując systemy „materialistyczne i pogańskie”. Jeden już implodował. Drugi imploduje. A więc gdzie jest nadzieja?

 

Św. Jan Paweł II dawno pokazał nam drogę. Napisał już w 2005 r. w książce „Pamięć i tożsamość”, że kraje Europy Zachodniej zatraciły swoją tożsamość, kiedy kraje Europy Środkowo-Wschodniej ją zachowały, umacniając się duchowo w walce z komuną. Jak te kraje, które tak długo walczyły przeciwko wielkiemu bratu w Moskwie, mogłyby nie walczyć z wielkim bratem w Brukseli, który stara się im dyktować  każde działanie? Jak kraje, które dzięki rodzinom i kościołom walczyły przeciwko próbom komunistów pozbawienia  ich własnej tożsamości, własnej  patriotycznej dumy, własnej kultury  i wartości chrześcijańskich, mogłyby dziś nie bronić się przed atakami na te wartości z Brukseli czy Berlina?

 

Nie przestanę o tym pisać. Nadzieja nie tylko Europy, ale cywilizacji zachodniej broni się dziś na Węgrzech i w Polsce. Już nieraz w historii te kraje pokazały drogę. Bo nigdy nie zatraciły ducha i godności. Tego, czego innym brakuje. Od wyniku tej walki zależy nie tylko nasz dobrobyt, nie tylko nasza tożsamość, ale także nasze podstawowe bezpieczeństwo i obrona przed barbarzyńcami naszych czasów.

 

Bernard Margueritte

20–26.09.2021

Cisza i milczenie a słowo i międzyludzka komunikacja

Cisza i słowo to dwa równie ważne elementy komunikacji społecznej, które winny się  równoważyć, następować po sobie i się dopełniać, i w ten sposób budować prawdziwy dialog i głęboką bliskość między ludźmi. Gdy milczenie i słowo się wykluczają, proces komunikacji podlega zubożeniu, jej klimat się oziębia; jeżeli się wzajemnie uzupełniają, komunikacja zyskuje na intensywności i znaczeniu. Milczenie jest istotnym elementem komunikacji, ponieważ bez niego nie ma bogatego w treść słowa. Słowo rodzi się w milczeniu. Rainer M. Rilke mówi o „słowie, co jeszcze w milczeniu dojrzewa” 

W ciszy i milczeniu słyszymy i lepiej poznajemy samych siebie, rozwija się i pogłębia nasze myślenie, pełniej uświadamiamy sobie, co chcemy powiedzieć i czego oczekujemy od innych, decydujemy, w jaki sposób chcemy coś wyrazić. Milcząc daje się zarazem szansę partnerowi rozmowy, by mógł się wypowiedzieć, przez co umożliwiamy stosowną wymianę myśli. W ten sposób stwarzamy przestrzeń dla wzajemnego wsłuchiwania się i dla zaistnienia głębszych relacji międzyludzkich. Milczenie pozwala ludziom kochającym się wyrazić i percypować typowe momenty komunikacji np. gesty, wyraz twarzy, mowę ciała, w której to wyraża się osoba. Radość i szczęście, troski i cierpienie właśnie w ciszy znajdują obszar, w którym możliwe jest ich szczególnie intensywne odczucie, przeżycie, zinterpretowanie i przepracowanie. Cisza jest nieodzowna szczególnie przy kumulacji ogromnej ilości informacji, aby móc odróżnić to, co ważne, od spraw ubocznych. Gruntowna refleksja w ciszy pomaga poznać związek pomiędzy różnymi wydarzeniami, których na pierwszy rzut oka nie widać, ułatwia analizę i ocenę informacji, co umożliwia wyrobienie sobie zrównoważonej i rzeczowej opinii oraz dojście do prawdy. Stąd konieczne jest tworzenie jakiegoś „pola”, pewnego rodzaju „ekosystemu”, w którym możliwa będzie równowaga pomiędzy milczeniem, słowem, obrazami i dźwiękami..

Pewien mnich prawosławny tak głosił pochwałę ciszy: „Tylko cisza zapładnia słowa. Czyni z człowieka drzewo spokoju, drzewo u brzegu rwących wód. Masakrowano drzewa. Mówiono, że niczemu nie służą, – aż okazało się, że tam, gdzie ich nie ma, ziemia przestaje być żywicielką. Naszym czasom potrzeba ludzi jak drzewa. Trzeba im uciszonego spokoju. Wszyscy ciągną do człowieka, przy którym czują się prawdziwi”..

Cisza jako podstawowa wartość antropologiczna jest dziś „bardzo poszukiwanym towarem”. Wychodząc naprzeciw tym potrzebom instytucje ochrony środowiska i ruchu turystycznego tworzą tzw. rejony i strefy ciszy, w których obowiązuje ścisły zakaz korzystania z radioodbiorników i innych źródeł hałasu (np. motorówki). Specjalne „przestrzenie ciszy” (kaplice, miejsca medytacji) znajdziemy już na wielu lotniskach świata, przy autostradach lub w centrach uzdrowiskowych .W wysoko cywilizowane społeczeństwa europejskie przenika coraz silniej wschodnioazjatycka technika medytacji (zen).. Musi cieszyć także coraz bardziej popularny zwyczaj ucieczki od codzienności i udawania się choćby na kilka dni do klasztoru lub eremu, które przez właściwy im klimat spokoju i ciszy stwarzają idealne warunki dla psychicznego relaksu, wewnętrznego uciszenia i refleksji. 

Bardzo wymowny jest fakt, że sekretarz generalny ONZ Dag Hammarskjöld już w 1957 r. w siedzibie ONZ w Nowym Jorku polecił urządzić tzw. salę medytacji, czyli specjalne miejsce ciszy i skupienia, przeznaczone dla wszystkich, niezależnie od światopoglądu i przekonań religijnych. Sens zaprojektowanego przez niego samego miejsca skupienia, które znajduje się w westybulu przed wejściem na salę posiedzeń plenarnych, wyjaśnił następująco:

Każdy z nas nosi w sobie jądro spokoju, osłonięte milczeniem. Ten dom poświęcony pracy i wymianie poglądów w służbie pokoju, powinien też mieć miejsce poświęcone ciszy i pokojowi wewnętrznemu.

Chodziło o to, by w tej niewielkiej salce stworzyć miejsce, otwarte ku nie mającym granic regionom myśli i modlitwy. Będą się tu spotykali ludzie wielu wyznań; dlatego nie można tu było zastosować żadnego z symboli, do jakich nawykliśmy w swych medytacjach.

Są jednak rzeczy proste, które do nas wszystkich przemawiają tym samy językiem. Poszukiwaliśmy tych rzeczy i zdaje się, że znaleźliśmy je w promieniu słońca, padającym na gładką, połyskliwą powierzchnię ciężkiego głazu. Dlatego to widzimy pośrodku tej salki ten symbol; symbol tego, że co dzień światło z nieba udziela życia ziemi, na której stoimy; dla wielu spośród nas symbol tego, że światło ducha udziela życia materii.

Ale kamień pośrodku salki ma nam mówić coś jeszcze więcej. Możemy nań patrzeć jak na ołtarz – pusty nie dlatego, że nie ma wcale Boga, i nie dlatego, że jest to ołtarz poświęcony Bogu nieznanemu, ale dlatego, że jest poświęcony Bogu, którego ludzie czczą pod wieloma imionami i pod wieloma postaciami.

Kamień pośrodku sali przypomina nam też, co jest stałe i trwałe w świecie ruchu i przemiany. Blok rudy żelaznej ma wagę i stałość tego, co wieczne. Jest przypomnieniem kamienia węgielnego wytrwałości i wiary, który musi być fundamentem wszelkich dążeń ludzkich.

To, że kamień jest rudą wydobytą z ziemi, prowadzi nasza myśl do konieczności zrobienia wyboru między zniszczeniem i odbudową, między wojną i pokojem. Z żelaza wykuwał człowiek miecze, z żelaza też wytwarzał lemiesze do pługa. Z żelaza budował wozy wojenne, ale żelaza też używał do budowy mieszkań dla ludzi. Ten blok rudy żelaznej jest częścią bogactwa, jakie odziedziczyliśmy na tej naszej ziemi. W jaki sposób mamy go używać?

Promień światła pada na kamień w salce, pełnej największej prostoty. Nie ma tu innych symboli, nie ma nic, co by rozpraszało uwagę albo przeszkadzało wewnętrznemu spokojowi. Gdy oko przenosi się od tych dwóch symboli ku przeciwległej ścianie, spotyka proste dzieło malarskie, które zdaje się otwierać salę ku harmonii przestrzeni, ku wolności i równowadze.

Jest stare powiedzenie, że sens statku jest nie w jego szkielecie, lecz w pustce jego wewnętrznych pomieszczeń. Tak jest i z tą salą. Tym, którzy będą do niej wstępować, przypadnie zapełnić jej pustkę tym, co znajdą w głębi ciszy swego wnętrza.

Ks. Jerzy Grześkowiak

Kard. Gerhard Müller do Polaków: 

„Przeżywamy farsę, w której europejskie instytucje krytykują Polskę. Nie pozwólcie na taką zarozumiałość.”

„Żaden europejski trybunał i politycy nie mają moralnego prawa, mówić że Polacy źle głosowali, dlatego musimy ich zastraszać tak długo, aż zagłosują według naszych preferencji” – powiedział ks. kard. Gerhard Ludwig Müller, były prefekt Kongregacji Nauki Wiary w rozmowie z TV Trwam.

Duchowny odniósł się do słów św. Alfonsa Marii Liguori, doktora Kościoła i założyciela redemptorystów, który mówił, że „Rajem Boga jest serce człowieka”.

Nasza religia nie jest próbą wyjaśniania świata, lecz opisuje relację Boga do człowieka oraz człowieka do Boga. Jesteśmy stworzeni, odkupieni i przeznaczeni do życia wiecznego z Bożej miłości (…). Dlatego ludzie nie są jakąś biomasą. Nie powinniśmy mówić, że na świecie żyje za dużo ludzi, których trzeba się pozbyć poprzez tzw. aborcję lub eutanazję. Każdy człowiek jest umiłowany i upragniony przez Boga. Musimy ukształtować właściwą relację pomiędzy ludzką godnością i światem. Nie możemy mówić, że dla ratowania klimatu muszą umierać ludzie – powiedział kardynał Müller.

Bóg stworzył zwierzęta, rośliny, minerały i całe środowisko naturalne, by służyło człowiekowi. Bóg stworzył nas na swój obraz i podobieństwo. Obdarzył nas chwałą i powołał do życia wiecznego. Istotą człowieka jest miłość, dlatego powinniśmy sprzeciwiać się fałszywym antropologiom mówiącym, że prawo stoi po stronie silniejszych – dodał.

Duchowny odniósł się też wartości życia poczętego.

Życie ludzkie nie powinno być przedmiotem dyskusji. Powinniśmy otaczać troską każde życie, ponieważ każdy człowiek od momentu poczęcia jest osobą ludzką. Nikt nie ma prawa, by mu odebrać życie. Jest to podstawowa prawda, której nie można relatywizować – stwierdził.

Ks. kardynał przestrzegł Polaków przed ideologią gender.

Ideologia gender, używając pseudoargumentu o sprawiedliwości płciowej, w rzeczywistości niszczy właściwy związek pomiędzy mężczyzną i kobietą, którzy są stworzeni dla siebie. Mogą oni stać się rodzicami, a przez to mieć udział w drodze ku pełni człowieczeństwa – powiedział.

Atak na Polskę

Kardynał (z Niemiec) zwrócił uwagę na sposób, w który instytucje unijne traktują nasze państwo.

Przeżywamy tragiczną farsę, w której europejskie instytucje krytykują Polskę i Węgry w imię wartości europejskich. Te tzw. wartości generują prawo do mordowania nienarodzonych dzieci lub zmiany płci. Jeśli takie prawa są uznawane za wartości europejskie, a kraje opowiadające się za godnością człowieka od momentu poczęcia do naturalnej śmierci są za to zwalczane, to jest to postawienie na głowie systemu wartości – mówił.

Ks. kardynał pytany był m.in. o zarzuty wobec duchownych, które pojawiają się w przestrzeni publicznej.

Jezus zapowiedział, że zawsze będą skandale i zgorszenia. Nawet wśród dwunastu Apostołów był Judasz, który zdradził Chrystusa. Dlatego w przyszłości znajdą się wśród księży, biskupów i zakonników pojedyncze osoby grzeszące z ludzkiej słabości lub świadomie i ze złej woli. Gdyby każdy katolik przestrzegał nauki moralnej Kościoła, nie doszłoby do tego, nad czym teraz trzeba nam ubolewać. Musimy również zauważyć, że ideologia moralnego permisywizmu w zakresie moralności seksualnej przeniknęła także do kręgów kościelnych i przyniosła katastrofalne skutki. Trzeba jednak wyraźnie powiedzieć, że to konkretna osoba odpowiada za to, co uczyniła zarówno wobec prawa świeckiego, jak i kościelnego. Dlatego nie ma podstaw, by wykorzystywać wykroczenia pojedynczych osób do oskarżania całego stanu duchowego i mówienia, że uczynił to cały Kościół – stwierdził były prefekt Kongregacji Nauki Wiary.

Teraz w Polsce chcą doprowadzić do podziałów w państwie, społeczeństwie, rodzinach i Kościele. Zauważam, że chodzi tu o ruchy finansowane przez zagranicznych sponsorów, którzy uważają, że muszą sprowadzić Polskę na „odpowiednią drogę” prowadzącą do wyznawanych przez nich ideologii. Jest to wielki skandal, jakiego dopuścili się zachodni politycy. (…). To Polska w ciągu ostatnich 200 lat wycierpiała najwięcej i poświęciła ogromną liczbę ludzkich istnień za wolność, praworządność oraz demokrację. Dlatego jako wielką niesprawiedliwość postrzegam fakt, że ludzie na Zachodzie, którzy nie mają pojęcia o tym, co tak naprawdę dzieje się w Polsce i zgarniają ogromne pieniądze z unijnych instytucji, pouczają waszych obywateli. Apeluję do wszystkich Polaków, abyście nie pozwalali na taką zarozumiałość i bezczelność. Polska nie jest nieletnim dzieckiem, które powinno być upominane przez niekompetentnych polityków z Zachodu. Trzeba spojrzeć na katastrofę, jaką ci krzykliwi politycy spowodowali w Afganistanie (…). Polska zachowała swoją kulturę, język, tożsamość etniczną i wiarę katolicką, która jest spoiwem i sercem tego narodu. Dlatego wielką niesprawiedliwością jest to, że ignoranci na Zachodzie projektują własne kategorie nacjonalizmu – dodał.

Szantaż wobec Polski

Zdaniem kardynała Müllera Unia nie może szantażować naszego kraju wstrzymaniem środków.

To nie są pieniądze polityków europejskich, lecz europejskich podatników. Polska składa się z wolnych obywateli i jest w stanie w wolnych wyborach zaakceptować lub odrzucić dany rząd. Żaden europejski trybunał i politycy nie mają moralnego prawa, mówić że Polacy źle głosowali, dlatego musimy ich zastraszać tak długo, aż zagłosują według naszych preferencji – powiedział.

mly/radiomaryja.pl

Łaska ciszy

 

Dalekie wybrzeża ciszy zaczynają się tuż za progiem.

Nie przefruniesz tamtędy jak ptak.

Musisz stanąć i patrzeć coraz głębiej i głębiej,

aż nie zdołasz już odchylić duszy od dna.

Karol Wojtyła (z wiersza „Pieśń o ukrytym Bogu”).

 

Cisza jest jednym z warunków umożliwiających prawidłowy rozwój ludzkiej osobowości. Pełnia osobowej egzystencji wymaga umiejętności skupienia i milczenia. Czołowy przedstawiciel personalizmu Emmanuel Mounier pisze: 

Skupienie człowieka nie poszukuje ciszy dla samej ciszy, ani samotności dla samotności; szuka ono ciszy, bo w niej przygotowuje się życie, samotności, bo tam znajduje się człowieka.

Kiedyś kilkoro Europejczyków w wędrówce po Wschodzie odwiedziło samotnego mnicha i zapytało go, w czym widzi on sens swojego życia w odosobnieniu i w ciszy. Ponieważ był właśnie zajęty czerpaniem wody, poprosił ich, by zajrzeli w głąb studni. „Co tam widzicie? – zapytał. Zaciekawieni pochylili się nad nią głęboko. „Nic nie widzimy” – odparli. Po jakimś czasie mnich ponownie polecił im jeszcze raz spojrzeć aż do dna studni. Tym razem zobaczyli w lustrze wody swoje twarze, samych siebie.

Mnich zakończył swój eksperyment słowami: „Gdy czerpałem wodę, była ona ruchliwa, niespokojna. Teraz jest spokojna, jak ogromne zwierciadło. Takie jest doświadczenie ciszy – w niej poznaje się samego siebie”.

„Cisza” to słowo-klucz narodowego wieszcza Cypriana K. Norwida, które bezustannie pojawia się w jego twórczości poetyckiej i w rezultacie odnajdujemy je także w jego estetyce i poglądach filozoficznych. Znamienne, że najwcześniejszy znany wiersz Norwida, sonet „Samotność”, zaczyna się od słowa „Cisza”. Drugim ważnym słowem dla tegoż poety był najistotniejszy składnik ciszy – milczenie, którego pochwałę znajdujemy zaraz w drugiej zwrotce wspomnianego sonetu:

Jak niewolnik, co ciężkie siłą więzy skruszy

I zgasłe życie w sercu na nowo poczuje,

Tak ja, na chwile zwolniony z natrętnych katuszy,

Wdzięk i urok milczenia czuje i pojmuję

Św. Matka Teresa z Kalkuty doświadczyła w swoim niesłychanie aktywnym życiu, jakie znaczenie mają cisza i milczenie w osobistym rozwoju i w służbie miłości wobec potrzebujących. Mówi ona z głębokim przekonaniem:

Na początku modlitwy stoi cisza.(…) Bóg jest przyjacielem ciszy. Musimy znaleźć Boga, a nie można go znaleźć w hałasie i w pośpiechu. Popatrzcie: drzewa, kwiat, zioła rosną w ciszy. Gwiazdy, słońce, księżyc poruszają się w ciszy. Im więcej otrzymamy w ciszy modlitwy, tym więcej możemy dać w aktywnym życiu.

Dzięki ciszy widzimy wszystko nowymi oczyma. Potrzebujemy ciszy, aby móc poruszyć dusze ludzi. Nie chodzi o to, co my mówimy, lecz o to, co Bóg mówi do nas i przez nas.

Jezus stale czeka na nas w ciszy. W niej słucha nas, mówi do nas, tu słyszymy Jego głos. W ciszy znajdujemy nowa siłę i jedność.

Starotestamentalny mędrzec stwierdza na podstawie życiowego doświadczenia: Mówienie jest wysiłkiem: nie zdoła człowiek wyrazić wszystkiego słowami. Nie nasyci się oko patrzeniem ani ucho napełni słuchaniem.” (Koh 1,8)

To dlatego właśnie człowiekowi są potrzebne przerwy w działaniu, aby mógł doświadczyć ciszy. W szturmie wizualnych i akustycznych bodźców, którym jesteśmy nieustannie poddani, potrzebujemy oprócz odpoczynku nocy także duchowego doświadczenia ciszy, aby ocalić siebie, swoje zdrowie, nie ulec specyficznym dla naszej cywilizacji chorobom. Cisza jest bowiem tym dla ducha, czym sen dla ciała. Ileż czasu poświęcamy na jedzenie, picie, sen, pielęgnację ciała, pracę…? A ile pozostaje go na modlitwę, milczenie, spokój, co przecież sam Bóg zamierzył dla człowieka w siódmym dniu stworzenia? Dla zachowania zdrowej równowagi, jest konieczne, abyśmy obok naszych codziennych obowiązków siódmą część naszego czasu przeżywali w spokoju i ciszy uświęconej przez Boga. Jeżeli odejmie się godziny nocne, to na każdy dzień przypada jeszcze około 1,5 godziny, które – podzielone na dwie lub trzy jednostki – należałoby poświęcić dla spokoju i doświadczenia ożywczej ciszy.

„Bez ciszy serca jesteśmy jak okręt bez kompasu i bez steru” – mawiał bł. Karol de Foucauld. Nie wszystko można uchwycić zmysłami. Oko i ucho nie wystarcza dla zrozumienia świata i siebie. Są sprawy dostępne tylko na fundamencie osobistego „przeżycia”. Właściwym zaś klimatem przeżycia, wewnętrznego doświadczenia, a zarazem warunkiem wewnętrznego rozwoju człowieka i właściwych relacji międzyludzkich jest cisza i milczenie. Poeta M. Kononowicz wyrazi to w ten sposób:

nasze milczenie

to sposób zwierzeń

rozmowa

najczystsze

ze wszystkich wcieleń słowa.

 

Ks. Jerzy Grześkowiak

 

Prośba o ciszę

Skrawka ciszy szukam

ocalonego ze zgiełku

 

czy wiecie, że nawet

przedmioty krzyczą

gdy nie ma ciszy

 

Proszę was

o skrawek ciszy

niektórzy moi bliźni

lwy hieny i szakale

hałasu codziennego

 

ale ostrzegam

nie oddam tanio

kości moich złudzeń

jeśli nie będzie 

można inaczej

wejdę w siebie

i tam ocalę

skrawek ciszy

 

Łucja Danielewska

Apoteoza głupoty

 

Jesteśmy świadkami i uczestnikami tworzenia światowej przestrzeni, gdzie mądrość nie jest żadną wartością. Znana jest maksyma: „Nie rozmawiaj z głupcem, ściągnie

cię do swojego poziomu i pokona doświadczeniem”.

 

Ostatnio sieć obiegła sentencja: „Mam wrażenie, że już niedługo tolerancja dojdzie do takiego momentu, w którym mądrym ludziom zabronią myśleć, aby nie urazić uczuć ludzi głupich” (Noam Chomsky).

Chyba już doszła. Mamy wręcz terror w imię tolerancji. Środowisko LGBTQ i coś tam jeszcze nie dość, że okazało się największym osiągnięciem ewolucji, to jest to grupa

agresywna i nieznosząca żadnych krzywych spojrzeń. Tych hetero trzeba tępić, a gej to brzmi dumnie i basta. 

Podobnie z Black Lives Matter. Nagle się okazało, że będąc białasem, jest się czemuś winnym, co więcej – kimś gorszym. Przed meczami Premier League piłkarze klękali w geście skruchy i przeprosin. W drużynach angielskich gra wielu czarnoskórych piłkarzy, świetnie opłacanych i cieszących się popularnością. W NBA Murzyni stanowią znamienitą większość, więc czy jest faktycznym problemem ucisk z powodów rasowych? Wykorzystano nieszczęśliwy wypadek podczas interwencji policji w USA, by sformatować rzeczywistość.

 

Za to sekowanie księży i katolików jest bardzo trendy. Kształtowany jest człowiek globalny o narzuconym jednolitym systemie wartości. Technologia cenzurą wspiera zniewolenie ideologiczne. Każdy wirtualny okrzyk: „Król jest nagi”, wyszydzi chór

głupców. 

Zamiast dążyć do mądrości, trzeba być skoncentrowanym, żeby nie dać się ogłupić.

 

Ryszard Makowski

Ksiądz kanonik Józef Aszkiełowicz / autor: screen youtube.com

Wywiad z kapłanem z Wilna

Ks. kanonik Józef Aszkiełowicz 

Proboszcz  w parafii w Butrymańcach i  Podborzu na Wileńszczyźnie

„Kochamy Polskę i każdego dnia o nią walczymy. Dla nas polskość jest świętością”

 

wPolityce.pl: Jaka była księdza droga do kapłaństwa? Jak ksiądz trafił na Wileńszczyznę?

Ks. Józef Aszkiełowicz: Urodziłem się w 1955 r. w Wilnie. Rodzice pochodzą z Turgiel. Tu jest moja Ojczyzna. Do kapłaństwa powołał mnie Pan Bóg w 1977 r., kiedy odbywałem zasadniczą służbę w sowieckim wojsku. Byłem radiomechanikiem na lotnisku. Pewnej nocy szedłem po zapasowym pasie startowym i nagle mnie olśniła wielka miłość Pana Boga. Trwało to sekundy. Upadłem na kolana, zacząłem się modlić słowami „Ojcze nasz”. Wtedy przyszła mi do głowy myśl, że powinienem iść do seminarium. Byłem w nieziemskiej euforii. Czułem się wyjątkowo. Nigdy czegoś takiego nie przeżywałem. Zrozumiałem, że to jest powołanie. Doszedłem do wniosku, że Pan Bóg lepiej ode mnie wie, co dla mnie dobre. Nie mogłem jednak zrozumieć dlaczego miałbym być księdzem. 

Chodził ksiądz wcześniej do kościoła?

Chodziłem, ale nigdy nie ośmieliłem się marzyć, aby być księdzem. Nawet ministrantem nie byłem. Nie znałem nawet żadnego księdza. Nie przeczytałem nawet żadnej książki o wierze. Wtedy nie potrafiłem jeszcze czytać po polsku, skończyłem rosyjską szkołę. I nagle Pan Bóg mnie zawołał. Myślę sobie – Panie Boże zrobiłeś błąd. Ksiądz powinien być człowiekiem bardzo inteligentnym, pobożnym, kulturalnym. Oceniałem, że mimo znaku od Boga nie nadaję się do kapłaństwa. Uczyłem się w rosyjskiej szkole. Trzeba było bić się, żeby przetrwać. U Rosjan liczy się tylko siła. Silni byli szanowany, słabi deptani. 

Boks czy zapasy decydowały o pozycji w szkole?

Boks. 

Dobrze ksiądz boksował?

Średnio. Dzięki Bogu nie jestem wybitnym pięściarzem. 

Ale radził ksiądz sobie?

Nigdy nie przegrywałem. 

Czuł ksiądz znak od Boga, ale z drugiej strony uważał, że nie nadaje się do stanu duchownego. Jak ksiądz rozwiązał sprawę swojego powołania?

Tłumaczyłem Panu Bogu, że powołując mnie popełnił błąd. Ale czułem, że nie można Mu odmawiać, bo On lepiej wie, co dla nas dobre. Nie mogłem zrozumieć, dlaczego zostałem powołany. Widzę z perspektywy czasu, że Pan Bóg jeżeli kogoś powołuje, pracuje nad nim. Jest jak rzeźbiarz, który dłutem i młoteczkiem stopniowo usuwa niepotrzebne rzeczy, wady, grzechy. Upiększa człowieka. Z niekształtnej bryły stara się zrobić piękną figurę. Kiedy Michała Anioła pytali, jak stworzył Pietę, mówił, że była już w kamieniu, a on tylko usunął to, co niepotrzebne. Pan Bóg z każdego chce zrobić piękną osobę. Może to uczynić tylko, jeżeli człowiek z Nim współpracuje. Mówi się o mężczyźnie, że jest to twardy materiał do modelowania. Być może coś w tym jest, bo mężczyzn jest mniej w Kościele. Uparci, chcą wszystko pojąć swoim rozumem. A tu trzeba prostej mądrości. Zrozumienia, że jest się prochem przed Bożym obliczem. Jeżeli człowiek zrozumie, że nie wie wielu rzeczy, to znaczy, że jest mądry. Głupiec wie wszystko. Pan Bóg jest wielką siłą. Kieruje całym kosmosem i procesami zachodzącymi w nas. To nie jest sympatyczny, starszy pan, który siedzi na obłoczku. 

W 1977 r. wraca ksiądz z sowieckiej armii do domu. I co się dalej dzieje? Mówi ksiądz rodzicom o znaku od Boga o powołaniu do kapłaństwa?

Nie mówiłem o tym. Zastanawiałem się, czy czegoś sobie nie ubzdurałem. Poczekałem dwa lata, zastanawiałem się. Liczyłem, że mi przejdzie, ale ciągnęło do kościoła. Mieszkałem na Buforowej Górze w Wilnie. Kościoły są położone w dole. Wieże kościelne wołały mnie do siebie. Słyszałem głos – to twoje miejsce w kościele. Kiedy zaczynałem myśleć o Kościele, ogarniało mnie błogie uczucia, czułem niesamowity spokój. 

W 1979 r. słuchałem Polskiego Radia. Wtedy po raz pierwszy papież Jan Paweł II odwiedził Warszawę. Odprawił słynną Mszę św. na Placu Zwycięstwa. Wtedy pogodziłem się z moim powołaniem i  zdecydowałem, żeby iść do  seminarium. Gdyby mi  ktoś powiedział, że za osiem lat będę koncelebrował Mszę św. z Ojcem Świętym przy ołtarzu na błoniach krakowskich, nigdy bym w to nie uwierzył. Kiedy papież podawał mi rękę, powiedziałem, że jestem z Wilna. Uśmiechnął się i powiedział – „co dzień jestem z wami w Ostrej Bramie, pamiętam o  was”. Ale wrócę do  moich początków kapłaństwa. W 1979 r. poszedłem do litewskiego seminarium w Kownie, jedynego na całej Litwie. Pan Bóg ma duże poczucie humoru. Jego drogi są  niezbadane. Skoro Związek Sowiecki się rozpadł to  znaczy, że wszystko w życiu jest możliwe. 

Księdza wątpliwości wtedy zniknęły?

Pan Bóg mnie powołał i wyleczył z kompleksów. Jako młody człowiek miałem kompleks niższej wartości. Uważałem, że wszyscy są rozumniejsi ode mnie. Zastanawiałem się z czego będę żyć. Ale okazało się, że mam zdolności filozofowania. Wtedy myślałem, że jestem jedynym głupim człowiekiem na świecie. A teraz patrzę, że ludzie nie chcą Boga, nie chcą zbawienia. Zdziwiłem się, że aż tyle jest głupich ludzi, którzy nie dbają o swoje zbawienie. Wyleczyłem się z  kompleksu niższości. Jestem szczęśliwy i wdzięczny Panu Jezusowi, że jestem kapłanem. Ci, którzy wyrzekają się kapłaństwa, nie zrozumieli, czym ono jest. 

Czym jest dla księdza kapłaństwo?

Oddaniem Bogu. Ale oddanie Stwórcy nie dotyczy tylko kapłanów, dotyczy wszystkich. Można powiedzieć tak – Ty oddajesz Bogu to, co masz, a Bóg przekazuje ci to, co On ma. Co ma człowiek? 80 lat do przeżycia. Mi do osiemdziesiątki zostało jeszcze siedemnaście lat. Oddaję Bogu swoją resztę, te siedemnaście lat. Porównując to do pieniędzy, przekazuję Bogu 17 euro, a On mi za to daje miliardy euro, czyli wieczność. To dobry geszeft z Bogiem. Boży bank daje najlepsze procenty. Bóg oszalał z miłości do nas. Tylko prosi, żebyśmy dali coś od siebie. Przypomnijmy sobie, jak Chrystus rozmnażał chleb. Poprosił o kilka, a najadła się ogromna rzesza ludzi. Dobry Łotr włożył w ten bank tylko jedną godzinę, a otrzymał wieczność.

Długo ksiądz jest na parafii w Butrymańcach?                                                                                  

Dopiero drugi rok. 

A wcześniej gdzie ksiądz pełnił posługę duszpasterską?

Byłem z księdzem, naszą legendą, słynnym księdzem Józefem Obrembskim. To był Mojżesz, który przeprowadził naród polski na Wileńszczyźnie przez Morze Czerwone komunizmu. Był wielkim autorytetem. Teraz sam muszę prowadzić, kontynuować jego pracę. Pracowałem z nim czternaście lat, później dwanaście lat w Turgielach, sześć w Ejszyszkach. Teraz jestem proboszczem w parafiach w Butrymańcach i w Podworzu. To parafie na Wileńszczyźnie. Czterdzieści cztery lata kapłaństwa za mną, ale ciągle uczę się wiary i poznawania Boga. Bóg jest życiem. Na ile człowiek zna Pana Boga, na tyle poznaje życie. Jeżeli człowiek ma Boga, jest sobie przyjacielem. Jeżeli go nie ma, jest swoim wrogiem. Nie ma większego wroga dla człowieka niż on sam. Nikt tyle nie zaszkodzi, jak człowiek sobie sam. Bardzo szybko mi życie przeleciało. Mam już 63 lata. Jestem coraz bliżej prawdziwego życia. Wierzę, że prędko do mnie przyjdzie prawdziwe szczęście. Tam będzie wieczne Wilno. Tak, jak dla Żydów jest wieczne Jeruzalem, tak dla mnie wilniuka, będzie wieczne Wilno. Wilno to miasto miłosierdzia. Trafią do niego ci, którzy byli miłosierni, kto był niemiłosierny, zostanie stamtąd wypędzony przez Pana Boga. Miłosierdzie wraca jak bumerang do człowieka. Jeżeli człowiek kocha Boga i bliźniego, kocha również siebie i nie jest dla siebie wrogiem. Dlatego Bóg zwraca się do człowieka i mówi – zlituj się sam nad sobą! 

Ilu Polaków mieszka w parafiach w Butrymańcach i w Podborzu?

W obu parafiach mieszka po 2 tysiące Polaków. W Butrymańcach Polacy stanowią 95 proc., w Podborzu 98 proc. mieszkańców. Nabożeństwa są tylko po polsku. W niedzielę odprawiam cztery Msze św., w tygodniu po jednej w każdym kościele. 

Jakie tu są główne problemy Polaków?

Utrzymanie polskości i utrzymanie polskich szkół. Kto odchodzi od polskości, odchodzi od Kościoła, traci tradycję, kulturę, język. U nas na pierwszym miejscu jest wiara, Chrystus i zbawienie duszy. Jeżeli dziecko nie umie modlitw po polsku, nie zna pieśni religijnych po polsku, jeżeli nie potrafi zaśpiewać w naszym języku kolęd, staje się duchowo biedne. Czego Sowieci nie zdołali zrobić ze swoim brutalnym ateizmem, teraz robi to diabeł. Widzimy, co dzieje się w Europie. Obserwujemy ataki na Polskę. Tam, gdzie diabeł atakuje, jest coś dobrego i wartościowego. W Europie przy wartościach chrześcijańskich trwa jeszcze tylko Polska, która jest jak Jasna Góra broniąca się przed najazdem szwedzkim. Jeżeli nasza ojczyzna utrzyma się przy wartościach, uratuje całą Europę. Myślę, że tak się stanie. Pan Bóg nie opuści nas. Polska ma misję do spełnienia. Naród musi znać tę misję, jeżeli jej nie zna, staje się bezkształtną masą.

Ma ksiądz na myśli tę iskrę, która ma wyjść z Polski, o której Chrystus powiedział św. Faustynie?

Tak. Każdy z nas może być taką iskrą. Bóg przemawia nie tylko przez Kościół, również przez poezję, sztukę, muzykę, przyrodę, naukę. Cały czas mówi do nas, trzeba tylko znać jego język. Przemawia także przez historię. Trzeba tylko wyciągać z niej wnioski. Krzyż łączy ziemię z niebem, pozioma belka łączy przeszłość z przyszłością. Kto dobrze zna przeszłość, może wnioskować, co wydarzy się w przyszłości. Ale wszystko łączy się w Chrystusie. Bez Chrystusa nie można zrozumieć samego siebie, ani drugiego człowieka. Dlatego mówimy z Chrystusem, w Chrystusie i przez Chrystusa. W 1920 roku Polacy rozbili Sowietów. Żaden inny naród tego nie zrobił. Czy byłoby to możliwe bez wiary i zrozumienia swojej misji?

Jak Polacy mogą wam pomóc?

Ważne dla nas są media. Dostęp do telewizji publicznej, Radia Maryja, TV Trwam. Niezwykle ważna jest łączność z Polakami z kraju. Niech ich tu przyjeżdża jak najwięcej. Jesteśmy sobie nawzajem bardzo potrzebni. Odwiedzając Wileńszczyznę, głębiej poznaje się historię Polski. Z naszych stron pochodził mąż opatrznościowy, Józef Piłsudski. Stąd wywodzi się wiele postaci podziemia niepodległościowego, chociażby Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka” czy rotmistrz Witold Pilecki. Z każdej polskiej rodziny na Wileńszczyźnie ktoś był w polskiej partyzantce, z każdej rodziny ktoś zginął z rąk Sowietów czy został wywieziony na Sybir. To za Polskę ginęliśmy w Ponarach. Kochamy Polskę i każdego dnia o nią walczymy. Dla nas polskość jest świętością. Do tej świętości trzeba dorosnąć. Nie każdemu się to udaje. Oprócz wizyt i modlitwy rodaków potrzebujemy książek, szczególnie dla dzieci i młodzieży. Potrzebujemy m.in. dzieł Sienkiewicza, książek religijnych, literatury o żołnierzach niezłomnych. Język polski jest dla nas najważniejszy, dlatego walczymy o polskie szkoły na Wileńszczyźnie. Kiedy przeczytałem książkę Edmunda Banasikowskiego „Na zew Ziemi Wileńskiej” zrozumiałem całą historię. Dziadkowie i rodzice kiedyś o tym opowiadali po cichu, ale kiedy to przeczytałem, zrozumiałem nasze dzieje. Młodzieży trzeba tłumaczyć jak bogata, szlachetna i piękna jest nasza historia. Należy im mówić, jak była i jest zwalczana. Polskość jest ciągle opluwana. Jeden polityk powiedział, że polskość to jest nienormalność. Dał tym świadectwo o sobie. Wszystko co szlachetne jest opluwane, Chrystus też jest opluwany, krzyżowany i cierniem koronowany, niesie krzyż. Historia sprzed dwóch tysięcy lat ciągle się powtarza. A każdy z nas decyduje czy głosuje za Chrystusem czy za Barabaszem. Ale po śmierci każdy będzie z tym, za kim głosował. 

Rozmawiał Tomasz Plaskota

[Ten wywiad był wyemitowany w Radiu Wilno]

Portal: wPolityce.pl  (22 kwietnia 2019)

Refleksje na czas urlopu i wczasów

Człowiek potrzebuje ciszy i milczenia

 

Milczę jak przystoi mężowi, który wie,
że ludzkie serce więcej pomieści niż mowa.

 

Czesław Miłosz

 

Można tyle pięknych rzeczy powiedzieć o milczeniu, 
ale to, co najważniejsze, można tylko przemilczeć.
Adrianne von Speyr

 

Duński pisarz religijny i filozof, twórca egzystencjalizmu, Sören Kierkegaard (1813-1855), w którego twórczości odbijają się jak w zwierciadle przeróżne aspekty ludzkiej egzystencji, podzielił się także następującym spostrzeżeniem:

„Gdybym był lekarzem i zapytano by mnie: Jak sądzisz, co należy przede wszystkim uczynić?, to odpowiedziałbym: Pierwszym bezwzględnym warunkiem jakiegokolwiek czynu, czyli to, co należy przede wszystkim uczynić, to: „Zadbaj o milczenie” (Schaffe Schweigen). Słowo Boże nie może być usłyszane w hałasie; nawet gdyby chciało się je wykrzyczeć przy pomocy hałaśliwych środków, by wybiło się ponad otaczający nas hałas, i by można je usłyszeć, to nie będzie to już słowo Boga. Stwórz milczenie! Wszystko wokół hałasuje. I jak mówi się o gorącym napoju, że on rozgrzewa krew, tak w naszych czasach wszystko, nawet najmniej ważne przedsięwzięcie, każda, nawet niewiele znacząca informacja, są na to obliczone, by pobudzić zmysły, albo podniecić tłum, wywołać hałas. Człowiek, ta niby „rozsądna głowa”, nie ustaje w wynajdywaniu stale nowych środków, by „mnożyć hałas”, by możliwie jak najszybciej i najskuteczniej rozpowszechniać to, co i tak nie ma większego znaczenia. Nic nie rozchodzi się tak głośno i tak szybko jak plotka! Stwórz milczenie!”.

Te celne słowa czyta się, jakby były pisane dziś, w czasach, które można nazwać „epoką zorganizowanej, agresywnej inwazji słowa, dźwięku i hałasu”. Są one bardzo bliskie rozważaniom Regera, bohatera zabawnej, acz gorzkiej powieści austriackiego pisarza Thomasa Bernharda (+1989) pt. „Dawni mistrzowie”, który wysiadując całymi dniami na tej samej ławce wiedeńskiego muzeum historii sztuki (Kunsthistorisches Museum) snuje wielogodzinne monologi niemal na każdy temat. W jednym z nich Reger mówi z oburzeniem:

„Przemysł muzyczny będzie miał ludzi na sumieniu, nie tylko chemia i odpady. Niebawem człowiek o wrażliwym słuchu nie będzie mógł wyjść na ulicę; wejdzie pan do kawiarni, wejdzie pan do gospody, wejdzie pan do domu towarowego, wszędzie, czy chce pan, czy nie, musi pan słuchać muzyki; jedzie pan pociągiem, leci pan samolotem, wszędzie pana ściga muzyka. Ta nieustanna muzyka jest czymś najbardziej brutalnym, co musi znosić i tolerować obecna ludzkość. Zakrawa na cud, że w Kunsthistorisches Museum jak dotąd nie słyszy się nieustannie muzyki, tego by tylko brakowało. Choćby pan nie wiem gdzie poszedł, i tak nie umknie pan tej torturze”.

Pisarz Paweł Huelle pisząc o swoich polskich doświadczeniach w dziedzinie „zorganizowanej inwazji dźwięku” w pociągu, w pubach, kawiarniach, restauracjach, centrach handlowych dochodzi do smutnego wniosku, że to jest typ i charakter naszej cywilizacji. I jeżeli w tym zakresie człowiek nie zmądrzeje, to będzie trzeba przyznać rację jego „proroctwu”: 

„Być może w odległej przeszłości nasza cywilizacja scharakteryzowana zostanie niekoniecznie jako epoka lotów kosmicznych czy Internetu, ale właśnie jako era nieustannej obecności muzycznych dźwięków wtłaczanych przymusowo do ucha każdej jednostki: od sali porodowej po dom pogrzebowy. Zapach spalin samochodowych w XIX wieku był na ulicach miast czymś egzotycznie nowym, opiewali go nawet poeci. Pod koniec XX stulecia w wielkich metropoliach powstały tlenowe budki i bary. Być może to samo czeka nas w dziedzinie dźwiękowej, choć trudno sobie wyobrazić ten rodzaj luksusu. Przeciętny, statystyczny mieszkaniec mega polis, kiedy milknie muzyka mechaniczna, odczuwa niepokój”.

Jedną z najbardziej dotkliwych plag naszych czasów jest hałas. Atakuje nas zewsząd, osacza wszędzie: na ulicy, w pracy, podczas wypoczynku; przenika ściany prywatnych mieszkań, zakłóca nocny spokój, wdziera się do biur, szpitali, kościołów. Już w XIX wieku nagrodzony nagrodą Nobla mikrobiolog Robert Koch przewidywał, że ludzkość będzie zmuszona walczyć z hałasem tak samo, jak za jego czasów walczyła z dżumą i cholerą. Z tymi strasznymi chorobami skutecznie się uporano, natomiast „epidemia hałasu” rozprzestrzenia się w zatrważający sposób.

Ks. Jerzy Grześkowiak

Cisza

Mówią, że jestem głucha i niema – że wiszę

W tumanach nikłej rosy, jak mżysta kotara

Nad kolebką marzenia. – Ludzie znają c i s z ę

Po szumie drzew, po  d r u m l i  włóczęgi komara,

Ale nie znają wcale po jej niemym śpiewie;

Bo oni tylko w dźwięku zapoznali mowę,

Wielce głośną a małą – i prawie nikt nie wie,

Że nieraz stokroć lepiej prowadzić rozmowę

Z  c i s z ą  niżeli z człowiekiem.

Cyprian K. Norwid

Recenzja książki
Recenzja-Grzeskowiak Franik, kwiaty.pdf
PDF-Dokument [215.6 KB]

Słowo na Święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny       15.08.2021

 

Wezwani do pełni życia

(Tekst biblijny: Obj 11,19a; 12,1-6a. 10ab)

Najbardziej rozpowszechnione życzenia dotyczą zdrowia. Z okazji Nowego Roku, urodzin lub imienin najczęściej wypowiadane są słowa: „Wszystkiego najlepszego, a przede wszystkim zdrowia, bo zdrowie jest najważniejsze!”. 

Zdrowie – najwyższe dobro? Czy tak jest naprawdę? Bo jeżeli tak, to wszystkie wysiłki życiowe trzeba inwestować w tym kierunku. Niemiecki lekarz, psychiatra i teolog Manfred Lütz prowokująco powiada tak: „Ponieważ wielu ludzi stale ucieka przed śmiercią, tracą już przed nią swoje życie”. I dodaje: „Jeżeli ktoś stale koncentruje się tylko na swoim zdrowiu, to właściwie wcale nie żyje w pełni. Jego lęk przed chorobą, strach przed niepełnosprawnością, a zwłaszcza jego paniczne przerażenie na myśl o śmierci nie pozwalają mu cieszyć się życiem i w pełni go kosztować.”

By uniknąć nieporozumień: zdrowie jest ważne, nawet bardzo ważne, to bez wątpienia wielkie dobro. I troska o właściwy i odpowiedzialny sposób życia wspierający zdrowie to przecież poważny obowiązek moralny. Ale zdrowie nie stoi na szczycie skali wartości, nie jest dobrem najwyższym.

Żyjąc idziemy niejako po grani. Z jednej strony pragnienie stabilnego zdrowia, trwałego piękna, wiecznej młodości. Z drugiej - groźba ciężkiej choroby (rak, aids, Parkinson, alzheimer, Covid) wywołuje przerażenie, paraliżuje nasze myślenie i działanie. Człowiek współczesny lawiruje pomiędzy ubóstwianiem ciała i pogardzaniem nim. Właśnie w tym rozdarciu, w szpagacie „pomiędzy”, dobrze jest spojrzeć na Maryję, Matkę Jezusa. Bóg przyjął Ją w niebo, w Siebie, z jej ciałem, z całą złożoną i skomplikowaną historią jej życia, z jej lękami, niepokojem, cierpieniem i radościami, z wszystkim, co tworzyło codzienną tkankę jej życia.

Ufamy w wierze, że to, co wypełniło się na Maryi, dotyczy również nas. Wszystkie wzloty i upadki, drogi, pobłądzenia i zaułki naszej życiowej historii zostaną przyjęte przez Boga i spoczną w Jego miłujących dłoniach i w sercu. Bóg jest naszym Stwórcą; On pragnie dla nas życia wiecznego - poza granicami tego doczesnego. Nie blokujmy zatem swej aktywności strachem, że nasze życie przebrzmi bez echa i zasypie je piach. Bóg jest mocniejszy niż lęki, strach i śmierć. Taką pewność rozbudza w nas świąteczne mszalne czytanie z księgi Apokalipsy św. Jana.

Ta ostatnia, najbardziej tajemnicza księga Nowego Testamentu powstała w czasie kryzysu, politycznych zawieruch i prześladowania chrześcijan. Aby nieść chrześcijanom pociechę i oparcie św. Jan pisząc na wyspie Patmos sięga po mocne obrazy istniejące w mitach Babilonu, Egiptu, Grecji, Małej Azji i w religiach astralnych: niewiasta obleczona w słońce, u jej stóp księżyc i zagrażający jej złowrogi smok. W jego wizji jest to wielki znak na niebie! Kobieta jest niejako obleczona w słońce, przeniknięta światłem Bożym. To znaczy: Ona, Maryja, mieszka w Bogu, a Bóg w Niej. Człowiek i Bóg wzajemnie się przenikają. Niebo spotyka się z ziemią. Wieniec z dwunastu gwiazd (które przejęła Unia Europejska na swej fladze, ale których symboliczne chrześcijańskie znaczenie nie odgrywa już prawie żadnej roli!) na Jej głowie oznacza nową rodzinę Boga; one są odpowiednikiem dwunastu synów Jakuba i dwunastu Apostołów Jezusa, a zatem Kościoła – Ciała Jezusa Chrystusa.

Księżyc z racji jego zmienności i „zmniejszania się” (w naszym odbiorze) widziany jest w relacji do sił demonicznych, do zła. Wielki smok o barwie ognia z siedmioma głowami i dziesięcioma rogami jest w Apokalipsie obrazem szatana. Jest symbolem sił niszczycielskich, wrogich, demonicznych.

W takiej to zagrażającej życiu scenerii kobieta rodzi syna. Dziecko zostaje porwane przed tron Boga. Ważne tu jest to powiązanie narodzin z „uprowadzeniem” do Boga, czyli z wywyższeniem Mesjasza. Przez długi czas we wspólnotach chrześcijan w Małej Azji poczęcie i wywyższenie Chrystusa w śmierci krzyżowej obchodzono w tym samym dniu. Niewiasta ucieka na pustynię, gdzie znajduje przygotowane dla niej przez Boga specjalne miejsce - schronienie. Ta wskazówka jest bardzo ważna. Matka Mesjasza to nie tylko pojedyncza osoba. Starotestamentalny naród Izraela, z którego wyszedł Mesjasz i zarazem nowotestamentalny Lud Boży – Kościół, wycofuje się podczas nieszczęść i prześladowań z życia publicznego i szuka pomocy jedynie u Boga. Bóg sam zapewnia schronienie i ratunek. Z Jego pomocą można przetrwać wszelkie zagrożenia, nawet śmierć. Tą wizja św. Jana Bóg obiecuje Kościołowi ostateczny triumf.  Wizja, w której centrum stoi Maryja, jest wskazaniem również dla nas, że aczkolwiek nasz dzisiejszy świat jawi się jako kumulacja problemów,  zawirowań, nieszczęść, wojen, moralnej nędzy, przejawów dehumanizacji, to jednak kiedyś cierpienie, nieszczęścia i ból  ustaną,  i czeka nas niezniszczalne szczęście w niebie.

Zakończę  słowami św. Jana Pawła II  o naszej Wniebowziętej Matce Maryi:

Nam pielgrzymującym przez świat i zmierzającym do chwały niebios, Maryja jako jaśniejąca gwiazda wskazuje drogę do ojczyzny, ku której podążamy. Upewnia nas, że dotrzemy do celu, jeżeli będziemy niestrudzenie i nieustannie poszukiwać „rzeczy z wysoka” z żywą wiarą, niezłomną nadzieją i gorliwą miłością. Nie tylko wskazuje nam drogę, ale sama nam towarzyszy i jest dla nas „niebios błogą bramą”

Ks. Jerzy Grześkowiak

 

Lecz dosyć już! Zmartwychwstanie

Brzmi pobudką dla serca! Precz smutek, szarych dni strudzenie stroskane.

Znów światło przewodnie, czyste

I wieczne, omiotło mój pokład tonący. Niech śmierć śmieciem ciała

Karmi robaki, niech w popiół obróci się ziemia cała:

Blask zapałał, trąba zagrzmiała.

I staję się tym, czym jest Chrystus, bo On tym, czym ja był;

i wiem: ten

Głupi Jaś, pośmiewisko, śmieć niski, strzęp, nic – jest diamentem,

Jest nieśmiertelnym diamentem.

Gerard Manley Hopkins

 

Aby powiększyć wystarczy nakliknąć.

Słowo na Święto Przemienienia Pana     (6.07.2021)

             Na szczycie i w dolinie…

Góry uchodzą we wszystkich religiach za szczególne miejsce bliskości Boga. Zawsze wydaje się, że Niebo jest o wiele bliżej, gdy po trudach wspinaczki wreszcie staje się na szczycie. Po drodze mozół, pot na czole i napięcie mięśni. A na szczycie: błękit nieba, rześkie powietrze, uczucie wolności i fantastyczne widoki na wyniosłe szczyty, granie, osady w dolinach i hen daleko ku innym łańcuchom gór.

W życiu Jezusa góry też odgrywały ważną rolę. Na górze wygłosił swoje błogosławieństwa – czyli esencję swojej Ewangelii, program dla człowieka, jak ma żyć.  Z kolei górę Tabor wybrał na miejsce ukazania trzem wybranym uczniom, kim On naprawdę jest. To wydarzenie nazywamy „Przemienieniem”. Ponadziemskie zjawisko otwiera uczniom oczy ciała i serca na cel i sens życia Jezusa.

„Panie, dobrze nam tu być!” –  woła w zachwycie Piotr.  Jest tak cudownie, pięknie, wspaniale, wszystko takie jasne, przemienione, niech już tak zostanie na zawsze. Nic dziwnego, że Piotr chce to wydarzenie zatrzymać, utrwalić - „postawić trzy namioty”. Nic też dziwnego, że uczniów Jezusa poraża lęk i padają na ziemię, bo tak przemienionego Jezusa w światłości i chwale jeszcze nie widzieli. Tu spotykają się ziemia i Niebo, człowiek i Bóg. Wydarzenie przekraczające możliwości ludzkiego pojmowania. Dopiero gdy Jezus ich niejako „dotyka” słowami: „Powstańcie, nie bójcie się” - mogą z Nim zstępować z góry.

 Zaś w drodze ku dolinie następuje otrzeźwienie: już nie ma obłoku skrywającego bliskość Boga, nie ma „trzech namiotów”, wymarzonych w głowie i oczach Piotra, a zamiast głosu Boga z obłoku jest „tylko” głos Jezusa, nakazujący uczniom milczeć o tym, co przeżyli - dopóki On po męce i śmierci nie zmartwychwstanie.

 A gdy zejdą w dolinę - na równinie dzieje się wszystko, jak dawniej: wędrowanie od wsi do wsi, od miasta do miasta, przykra konfrontacja ze sprzeciwem przedstawicieli władzy religijnej wobec Jezusa i Jego orędzia, i ich osobiste wątpliwości i niepokoje,  lęk z powodu tego, co może wydarzyć się w Jerozolimie?

W życiu każdego człowieka, także wierzącego, są dni „na górze” i dni „w dolinie”. Jedno i drugie jest nieuniknione, a nawet konieczne. W dolinach i na równinach codzienności każdemu są potrzebne dobre i piękne wspomnienia z przeżyć „na szczytach” oraz siła serca i ducha jako antidotum na monotonię codziennej egzystencji, pracy zawodowej i wszystkich trosk np. o rodzinę oraz jako źródło nadziei, gdy pojawiają się wątpliwości w sens życia lub symptomy zawodu i porażek, gdy serce ogarnia lęk, co będzie dalej i dokąd to wszystko prowadzi? 

To samo dotyczy naszych lęków i pytań o przyszłość chrześcijaństwa w Europie, która coraz więcej traci ze swego judejsko-grecko-rzymsko-chrześcijańskiego dziedzictwa, w której Bóg i wiara w Niego idą w niepamięć, albo stają się przedmiotem satyry i kpin.

W takich kryzysowych sytuacjach jest rzeczą zbawienną umieć odświeżyć w sobie wspomnienia różnych „przeżyć na szczytach”, „chwil bycia w siódmym niebie”, godzin uniesienia i przemienienia, i z nich czerpać siłę dla serca i woli, by na nowo wierzyć Ewangelii o przemieniającej mocy Chrystusa. Z trzema świadkami z góry Tabor możemy wtedy wpatrywać się w „dopełnienie” drogi Jezusa. Jego droga jest także naszą drogą i Jego zmartwychwstanie i uwielbienie po męczeńskiej śmierci bę również naszą drogą.

 Szczęście na ziemi nigdy nie jest trwałe. Chrystus przyobiecał nam po życiu doczesnym trwałe szczęście. Ale zanim to się stanie, trzeba stale „zstępować na ziemię”, a drogi po niej prowadzą nieuchronnie ku śmierci. Dla każdego. I dla każdego inaczej. Najważniejsze jednak: śmierć nie jest końcem – jest bramą wejścia na Tabor niezmierzonego szczęścia!

Ks. Jerzy Grześkowiak

 

Przemienienie

 

góry

teofanie

objawienia

szczęście

 

rozsuwają się mgły

i dobrze nam

z Tobą Panie

 

nie stawimy namiotów

wracamy w kamienne

doliny codzienności

 

jednak już rozświetleni

Bożą mocą

i na zawsze napełnieni

nieziemskim blaskiem

 

Alina Dorota Paul

Polski artykuł ks. Oko.pdf
PDF-Dokument [571.2 KB]
Aby powiększyć, wystarczy nakliknąć.

Modlitwy na czas urlopu

 

Wreszcie od dawna i z radością wyczekiwany czas urlopu i wakacji.  Czas szczególnej wolności: wolność od codziennej pracy zarobkowej, od obowiązkowych zajęć na studiach i w szkole, wolność od wczesnego wstawania z łóżka, od służbowych terminów, zobowiązań, spotkań, rozmów, telefonów, komórki, facebooka i tylu innych współczesnych uzależnień i zniewoleń. Tylko z jednego uzależnienia nie wolno nam w tym czasie się wyzwalać – z więzi z Bogiem, naszym Stwórcą i Zbawicielem. Nigdy nie powinno być „wakacji od Boga”, „wakacji od modlitwy i niedzielnej Eucharystii”.  Poniżej propozycja kilku modlitw na cudownie piękny czas zasłużonego urlopu, ferii szkolnych i wypoczynku.

 

 

Modlitwa urlopowicza

 

Panie, walizki są spakowane,

dopływ gazu i wody zakręcony,

wszystkie okna pozamykane,

a klucz już w zamku na zewnątrz.

Zostawiamy tu naszą codzienność 

  i wyruszamy w drogę:

Prosimy, pobłogosław nas!

 

Zaplanowaliśmy dużo na ten urlop:

chcemy czas darować i być nim obdarzonym,

cieszyć się tymi pięknymi dniami,

mieć więcej zaufania do naszych uczuć niż do zegara,

jeść, gdy jesteśmy głodni, 

a pić, gdy jesteśmy spragnieni,

spać, gdy powieki są ciężkie.

Prosimy, pobłogosław nas!

 

Panie, otwórz nasze zmysły na wszystko, 

co piękne, co jeszcze jest do odkrycia, 

byśmy mogli podziwiać dzieła Twojego stworzenia, 

w lasach i na polach, w mieście i na wsi.

Pozwól nam znaleźć ciszę i spokój, 

znaleźć Ciebie między niebem i ziemią 

oraz wśród ludzi, których spotkamy:

Prosimy, pobłogosław nas!

Amen

Bernhard Riedl

 

 

Modlitwa poranna

 

Gwiazdy pobladły i noc dobiega końca,

ale nie blednie światło Twojej miłości 

i nie przemija Twoja obecność pełna mocy i błogosławieństwa.

 

U progu dnia przychodzę do Ciebie, Panie i proszę!

Nie proszę o wiele, ale o jedno:

spraw, bym Tobie zaufał.

Daj mi także dość zaufania do siebie i pewności siebie, 

tyle, ile potrzebuję na dzisiaj, 

na ten jeden dzień.

Pomóż mi wierzyć, że Ty mnie tak dobrze wyposażyłeś, 

iż nie pogubię się w oparach zadufania i pychy,

że nie zubożeję z powodu braku odwagi,

że nie zginę w czeluściach smutku i zgorzknienia 

oraz braku chęci do życia.

 

Proszę Cię spraw, bym ufał tym, którzy są ze mną w drodze,

abyśmy umieli ze sobą rozmawiać 

i kiedy trzeba – milczeć.

Daj, byśmy pośród obowiązków dnia sobie pomagali.

Spraw, byśmy poznali, że zawsze służymy Tobie, 

gdziekolwiek jesteśmy.

Pomóż, bym zaufanie okazał również tym, którzy są mi obcy,

bym nie zagubił się w gęstwinie podejrzeń i nieufności.

 

A ponad to wszystko proszę Cię: 

daj mi ufność,

że wszystkie moje drogi są przez Ciebie przemyślane 

i dla mnie dobre,

że Ty poprowadzisz ku dobremu wszystko, 

co zadecydowałem i zacząłem, 

co zdobyłem i utraciłem, 

moje wzloty i upadki.

I bym zawsze 

– w całym moim życiu i we wszystkich staraniach i wysiłkach –

miał pewność:

wszystkie moje źródła są w Tobie, 

wypływają z Ciebie,

w Tobie mają swój początek 

i do oceanu Twojej Miłości zmierzają!

Amen.

Jerzy Grześkowiak

 

 

Modlitwa na  każdą chwilę

Panie,

potrzebuję Ciebie każdego dnia.

 

Daj mi jasność i klarowność sumienia, 

bym mógł Cię wyczuć i pojąć.

 

Moje uszy są głuche, 

nie potrafię usłyszeć Twojego głosu.

 

Moje oczy są zamglone, 

nie potrafią dostrzec Twoich znaków.

 

Ty jeden możesz otworzyć  moje uszy 

i  rozjaśnić moje spojrzenie, 

a moje serce oczyścić i odnowić.

 

Nucz mnie, 

jak mam siedzieć u Twoich stóp 

i wsłuchiwać się w Twoje słowo!

 

Błog. Kard. John Henry Newmann

 

 

Modlitwa przy odwiedzeniu kościoła

 

Dobry Boże,

przyszedłem do Twojego domu,

drzwi wejściowe zamknęły się za mną.

Na zewnątrz zostawiłem niepokój, hałas, zgiełk i pośpiech.

Jeszcze czuję  w sobie ten niepokój i lęk.

Tyle różnych myśli przeszło mi dzisiaj przez głowę 

i nadal mnie jeszcze zajmują.

 

Dobry Boże, napełnij mnie sobą.

Pozwól mi się uciszyć w Twoim domu.

Niech poczuję Twoją rękę i Twoją siłę,

która wszystko podtrzymuje i ochrania.

Pozwól mi znaleźć w Tobie spokój,

a w Twojej miłości bezpieczeństwo,

zaś wszystkie moje troski weź w Twoje ręce.

Daj mi siłę i odwagę, by żyć!

Amen.

 

 

Modlitwa przy zapaleniu świecy

 

Panie, spraw, by światło tej świecy było Twoim światłem, 

które będzie mi pomocą w moich potrzebach i decyzjach.

 

Spraw, by ten ogień był Twoim ogniem, 

który mnie oczyści z fałszywej dumy, zarozumiałości i grzechu.

 

S[paw, by ten płomień był Twoim płomieniem, 

który rozpali moje serce do większej miłości 

dla mojej rodziny, sąsiadów oraz tych, których codziennie spotykam.

 

Wysłuchaj za pośrednictwem naszej Matki, Dziewicy Maryi, 

moją modlitwę za tych, o których tu myślę.

Spraw, by ta świeca po moim odejściu 

była częścią mnie w Tobie, Panie.

Niech Twoja łaska sprawi, by ta modlitwa 

towarzyszyła mi we wszystkich dzisiejszych zamierzeniach.

Amen.

(z kościoła św. Patryka i św. Kiliana w Clara Valley, Irlandia).

 

 

Modlitwa wieczorna

 

Kończę ten dzień i jestem niezmiernie wdzięczny.

Nie wszystko osiągnąłem i nie wszystko zrealizowałem, co zamierzałem.

Ale mimo to jestem zadowolony.

Mogłem myśleć, poruszać się, chodzić, pracować, pomagać innym.

Ten dzień był pełen niespodzianek.

Moje ręce mogły pracować, wspierać, pocieszać i dodawać odwagi.

Bicie mojego serca zdradza największą tajemnicę:

Jestem bogaty, obdarowany, szczęśliwy i błogosławiony, 

bo mogę żyć, kochać i wielbić Boga,

bo ze mną w drodze są bliscy mi ludzie,

bo Ty sam jesteś ze mną i we mnie, dobry Boże.

Przyjmij moje słowa zdumienia, uwielbienia i wdzięczności.

Dzięki Ci za wszystko, 

dobry i miłosierny Boże!

 

  *   *   *

Dobry i wierny Boże, 

także dziś obejmowałeś nas swoimi ramionami 

poprzez wszystko, co przeżywaliśmy – co piękne i co trudne.

We wszystkim kryła się oferta Twojej miłości.

Chcę zakończyć ten dzień podziękowaniem 

za Twoją obecność w naszym świecie, 

w życiu wszystkich ludzi i w moim osobistym  

i powierzyć się całkowicie Tobie.

Czuwaj nad naszym odpoczynkiem i snem 

i racz nam dać spokojna i dobrą noc.

 

Jerzy Grześkowiak

Aby powiększyć, wystarczy nakliknąć.

„Mam zamiar ratować kleryków przed homoseksualnymi predatorami, nawet za cenę osadzenia w niemieckim więzieniu”

 

Wywiad 

zamieszczony na portalu wPolityce.pl (27.07.2021) z ks. prof. Dariuszem Oko skazanym po skardze ks. dra Wolfganga Rothe (Monachium) przez Sąd w Kolonii na karę pieniężną lub więzienie za krytykę lobby LGBT

wPolityce.pl: Jak wygląda sytuacja jeśli chodzi o wolność debaty akademickiej i prowadzenia badań naukowych w Niemczech? Wiem, że artykuł Księdza Profesora był opatrzony bibliografią, był zastosowany aparat krytyczny i spełnione wszystkie wymogi pracy naukowej, a mimo tego postawiono Księdzu Profesorowi zarzuty.

Ks. prof. Dariusz Oko: Były spełnione, ponieważ artykuł ukazał się w najlepszym piśmie niemieckim „Theologisches”, gdzie jest recenzja. W dodatku pierwsze oskarżenie do prokuratury było po pierwszej części artykułu – on był w dwóch częściach ze względu na jego długość – więc redakcja się zastanawiała, przejrzała drugą część. Mówiłem, że jestem otwarty na zmiany, jak chcą coś zmienić, złagodzić, to proszę bardzo, mogłem popełnić błędy. Ale oni będąc już pod groźbą sądu i więzienia bez zmian opublikowali drugą część, na co przyszło drugie oskarżenie ze strony księdza Wolfganga Rothe – prominentnego przedstawiciela lawendowej mafii, twarzy homoseksualizmu w niemieckim Kościele, bardzo promowanego i popieranego.

O wolności tu nie można mówić. Zresztą ja nie jestem pierwszy, bo prof. Ulrich Kutschera, wielki biolog, jeden z największych niemieckich genetyków, który też został oskarżony o to, że obraził gejów, że szerzy mowę nienawiści, bo mówi prawdę o nich. Ten biolog śmiał się z gender, z ich 56 płci. Można powiedzieć, że to są 56-płciowcy – na Facebooku jest już tyle genderów do wyboru, a podobno może być i 200. On jako biolog kpił z tego, mówił, że to jest czysta ideologia, absurd i za to też poszedł do sądu już kolejnej instancji. Był oskarżany, przegrywał. Teraz chyba został uniewinniony, ale to jeszcze nie jest prawomocne, więc proces będzie trwał.

Nie ma mowy o żadnej wolności naukowej. To jest czysty terror polityczny, ideologiczny, bo jeżeli za artykuł naukowy jest się skazanym na 4 miesiące więzienia, kiedy ja w tym artykule pokazuję machinacje przestępcze, to właściwie sąd powinien mnie w tym wspierać. Pokazuję, że tak jak mafia rządzi na Sycylii, tak w Kościele w dużym stopniu rządzi lawendowa mafia. Staram się uchronić przed zbrodniami i gwałtami, jakich dokonują na ludziach, na chłopcach, klerykach, młodych duchownych. Przecież sąd powinien mnie w tym wspierać, a sąd mnie za to posyła do więzienia, zamiast tamtych. To jest przykład terroru politycznego. Sąd poddaje się już ideologii gender i niszczy całkowicie wolność naukową. Niemcy już stali się wyznawcami ideologii gender tak jak wcześniej byli wyznawcami ideologii narodowego socjalizmu na Zachodzie a na Wschodzie – ideologii socjalizmu bolszewickiego z takim skutkiem, że zupełnie prawie stracili wiarę. Tam już jest pustynia religijna. Niemcy niestety są bardzo podatni na takie ideologie narzucone przez państwo, a tam do tych dogmatów ideologii należy, że homoseksualizm jest czymś świętym, nienaruszalnym i nie można tego krytykować. Nie można homoseksualistów krytykować, jakby byli bogami. Tylko Boga nie można krytykować.

Nawet jeżeli popełniają najcięższe przestępstwa, nie można mówić, że to są homoseksualiści i z motywów homoseksualnych to popełniają. Ja naruszyłem ten dogmat ideologii, dlatego muszę iść do więzienia. Proste. Ideologia ponad naukę. Niestety w Niemczech rządzi ideologia genderowa, a nie nauka.

Tak samo jest łamana wolność religijna. Przecież ja staram się ratować Kościół. Dla mnie Kościół to jest największe, najświętsze, co mamy, a ta mafia zamienia Kościół w Sodomę i Gomorę, w miejsce piekielne. Staram się to ratować i Niemcy mi tego zabraniają. Staram się bronić kleryków, chłopców, młodych duchownych przed tymi jak to się mówi homoseksualnymi drapieżnikami, predatorami, którzy chcą ich zmusić do współżycia, i muszę powiedzieć coś złego o homoseksualistach, ale tego nie wolno. Niemcy mi przeszkadzają w ratowaniu przed molestowaniem i gwałceniem młodych chłopaków i kleryków i widać stoją po stronie homoseksualnych predatorów.

Ale historia się powtarza, bo mój dziadek i babcia w czasie wojny ratowali Żydów, szczególnie żydowskie dzieci w Krakowie. Mieszkali koło getta w Płaszowie i robili to mimo zakazu Niemców. Niemcy zabraniali ratowania Żydów – za to była kara śmierci. Moja babcia także dlatego umarła – została zamordowana przez Niemców. Dziadek też raz wpadł w kocioł Gestapo w rodzinie żydowskiej i o mały włos zostałby zamordowany, a jednak oni nie posłuchali Niemców i ratowali Żydów. I ja też na ich wzór nadal mam zamiar ratować młodych mężczyzn, kleryków przed tymi homoseksualnymi predatorami w Kościele, nawet gdybym miał dużo czasu spędzić w niemieckim więzieniu, na co się zanosi. Ale to jest nieuniknione – tam, gdzie panuje ideologia, a w Niemczech zaczyna panować kolejna ideologia, socjalizm genderowy, to nieuniknione są absurdy i zbrodnie i totalitarny terror, który niszczy, unicestwia wolność naukową, wolność religijną w imię totalnego panowania ideologii. Na takim jesteśmy etapie i mam nadzieję, że moje więzienie będzie miało dobry efekt, bo może uświadomi przynajmniej Europie Środkowej, co dzieje się w Niemczech, jakim śmiertelnym zagrożeniem politycznym stają się Niemcy, takim znowu imperium zła dla Europy i świata, bo znowu są poddani kolejnej strasznej ideologii. Też tu u nas w Polsce może to ludzi bardziej przebudzić, zmobilizować. Musimy się tym bardziej bronić przed kolejną straszną ideologią, absurdalną, antychrześcijańską.

My, Polacy, mamy szczególną szansę, bo jesteśmy najbardziej wierzącym narodem i przez to szczególnie mądrym i też nasze doświadczenia historyczne – mordowali nas wyznawcy ideologii i niemieccy wyznawcy socjalizmu narodowego i sowieccy wyznawcy socjalizmu bolszewickiego, to my najlepiej doświadczyliśmy przez ich mordy na nas, czym są te ideologie, a są to zbrodnicze i absurdalne teorie - dlatego jesteśmy szczególnie uodpornieni na tą kolejną zbrodniczą ideologię, jaką jest ideologia genderowa. A to że Niemcy wymordowali 3 tys. polskich księży, z czego 2 tys. w obozach koncentracyjnych – św. Maksymilian Maria Kolbe to jest tylko kropla tej kapłańskiej krwi – a teraz na oczach świata znowu zamykają w więzieniu, zapewne na długo, polskiego księdza, ale też niemieckiego księdza, który stara się bronić Kościół i społeczeństwo przed tą ideologią, to nam uświadamia, że historia zatacza koło. Niemcy znowu popadli w straszną ideologię i dlatego będą ludzi zamykać w więzieniach, będą niszczyć wolność naukową, religijną, będą łamać prawa człowieka w imię ideologii i to może wywołać u nas dobry efekt przebudzenia, w naszym społeczeństwie, ale też w społeczeństwie europejskim, na co liczymy.

Czy można powiedzieć, że w niemieckim Kościele nastąpił marsz homoseksualistów przez Kościoły na wzór marszu neomarksistów przez instytucje?

Tak, jak najbardziej. Ksiądz Rothe, który nas wsadza do więzienia to jest ksiądz, który był wicerektorem w seminarium w St. Pölten, w którym był najbardziej znany skandal homoseksualny pod jego rządami. On oczywiście twierdzi, że jest całkowicie niewinny, ale jednak chyba sam Kościół mu nie wierzy, bo go usunięto z tego seminarium, także musiał potem uciekać z diecezji, bo biskup chciał go w ogóle usunąć z kapłaństwa. Znalazł schronienie w Monachium i tam jest twarzą homoseksualizmu Kościoła niemieckiego. Można popatrzeć na jego Twitter, na jego działania – publicznie błogosławi pary homoseksualne, wychwala homoseksualizm, wyśmiewa się z papieża, z nauczania Kościoła na ten temat. To jest po prostu taki frontman Kościoła niemieckiego, widać, że cieszy się poparciem niemieckich duchownych. To jakby taki nowy Luter – homoseksualny – który chce „nawrócić” cały Kościół na homoseksualizm i dlatego jest tam gloryfikowany. On jest również apostołem Whisky, bo oprócz homoseksualizmu uwielbia picie Whisky – organizuje pielgrzymki do gorzelni w Szkocji. Tak mu to jakoś ładnie pasuje. Ale taki człowiek jest w Niemczech uwielbiany – jemu włos z głowy nie spadnie. Natomiast ks. prof. Johannes Stöhr, 90 lat, pójdzie do więzienia i ja pójdę do więzienia.

Kościół niemiecki jest już na takim etapie, a większość niemieckich księży popiera ks. Rothe’a, a większość polskich księży i biskupów – mnie. Czyli widać, że księża niemieccy są już gotowi zamykać polskich księży i biskupów do więzienia. To nam uświadamia, jak upadli Niemcy, że to jest druga reformacja – jeszcze gorsza może, bardziej antychrześcijańska. I ksiądz Rothe triumfujący, cieszący się teraz, szczęśliwy, dumny, że wsadził dwóch księży do więzienia to jest taki symbol tego, co dzieje się w Kościele niemieckim. Tak jak obroniliśmy się przed szaleństwem Lutra w XVI wieku, tak teraz trzeba się bronić przed szaleństwem Kościoła niemieckiego dzisiaj, który niejako oszalał na punkcie homoseksualizmu, poddał mu się. Właściwie Kościół niemiecki tańczy wokół homoseksualizmu jak Żydzi wokół cielca na pustyni pod Synajem, ale w ogóle wokół ideologii genderowej. Przecież jak homoseksualizm jest OK, to i kazirodztwo jest OK – według genderyzmu wszystkie działania seksualne, poza pedofilią, są super. Są już związki kazirodcze, związki poliamoryczne dwóch, trzech, pięciu osób – sama logika to narzuca. Tak też będzie w Kościele niemieckim, takie związki też będą błogosławione – według całej ideologii LGBTQ+. Widać, że oni seks stawiają ponad wszystko, ponad Boga i to szczególnie w osobie ks. Rothe’a jest widoczne i jego radości. Duma, że nas wsadził do więzienia pokazuje, co się dzieje w Kościele niemieckim. Efekt może być taki, że tym bardziej będziemy odporni na tę truciznę z Niemiec, na ten kolejny upadek Niemiec i Kościoła niemieckiego.

Czy widzi Ksiądz Profesor szansę na to, żeby wierny Magisterium katolicyzm ocalał w Niemczech, przynajmniej szczątkowo?

Tak jak pani mówi – szczątkowo. Po ludzku biorąc, to nie ma szans. Tak jak myśli ks. Rothe, myśli ponad 80 proc. niemieckich biskupów, chociaż może nie mówią tego otwarcie. Jak widać ks. Rothe jest bezkarny, może brylować, chociaż chyba się mu do końca nie ufa, bo ma dwa doktoraty, 54 lata i ciągle jest tylko wikarym. Nawet proboszczem nie został, czyli nawet Kościół w Niemczech mu nie bardzo dowierza, co musi być dla niego upokarzające i zawstydzające, a więc udziela się na innych polach. Po ludzku to już nie jest do ratowania – ci ludzie tak są już przeżarci ideologią gender, że już niewiele da się zrobić. Na dodatek uważają, że są najmądrzejsi na świecie. Patrzą na nas z pogardą, z lekceważeniem, tak jak ks. Rothe pisał i mówił o mnie. Oni uważają się za nadludzi. Nie pamiętają swoich zbrodni. Dobrze by było, gdyby ks. Rothe zamiast jeździć na pielgrzymki do gorzelni w Szkocji, pojechał do Dachau, kilkanaście kilometrów od Monachium – tam było 1900 polskich księży i połowę z tego jego bracia, Niemcy, ojcowie zamordowali. Może by to trochę na niego wpłynęło, chociaż wątpię.

Jak już ludzie poddadzą się ideologicznemu szaleństwu, jak oni podeptali Chrystusa i Jego nauczanie, to kto ma im pomóc? Oni uważają się za mądrzejszych od Chrystusa – myślą według Hegla, bo Hegel myślał – ich „wielki filozof” – że jest mądrzejszy od Chrystusa i że on wszystko wie najlepiej i podobnie Kościół niemiecki uważa się za mądrzejszego od Chrystusa, twierdzi, że Chrystus się mylił. Według Kościoła niemieckiego, ks. Rothe’a życie w rozpuście homoseksualnej i innych zachowaniach seksualnych, rozpustnych jest bardzo dobre, byleby się płaciło podatek kościelny, bo to jest ważne do ich funkcjonowania.

Na takim etapie jesteśmy i ciężko to uratować po ludzku, to tam jest tylko garstka, może 10-20 proc. ludzi i to raczej starszych, która stara się być wierna Chrystusowi, nauczaniu Kościoła. Jak widać, oni w twarz się sprzeciwiają papieżowi, Kościołowi. Papież wyraźnie im zakazał błogosławienia par homoseksualnych, a oni ze śmiechem, z rechotem, z wyśmiewaniem się z papieża błogosławią te pary. To jest działanie podobne do działania Lutra, który spalił bullę papieską – papież wyraźnie go bullą napomniał, potępił, a Luter publicznie kpił, wyśmiewał się z tego i spalił to. Też wzywał do mordowania papieża i księży, zakonników i zakonnic, chłopów, z nienawiścią mówił o Żydach. To jest Kościół reformowany bis – niesamowita pycha, pewność siebie, kiedy się robi rzeczy dokładnie przeciwne do nauki Chrystusa i mówi się, że jest się najlepszym chrześcijaninem. Organizuje się pielgrzymki do gorzelni w Szkocji jako szczyt chrześcijaństwa.

Luter też miał słabość do alkoholu – mocno nadużywał.

To się tak wiąże. To bardzo zaciemnia umysł, niestety. Nie da się być dobrym chrześcijaninem i wielbicielem alkoholu. To nie idzie w parze.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Anna Wiejak

pastedGraphic.png

Słowo na niedzielę (25.07.2021)

Opowieść chasydów o wierze 

 

Do rabina przychodzi uczeń i pyta, czym jest wiara. 

Rabin prowadzi go do okna i pyta: „Co tam widzisz? 

Uczeń odpowiada: „Widzę ludzi, domy, drzewa…” 

Rabbi prowadzi go przed lustro i pyta: „A co widzisz teraz?” 

Uczeń odpowiada: „Teraz widzę siebie samego”.

 - „Popatrz - mówi rabin – jeżeli życie ujmujesz takim, jakim ono jest, widzisz jak przez szkło cały świat aż po jego Stwórcę. Ale jeżeli szkło ci nie wystarcza i nałożysz na nie choć trochę srebra, wtedy widzisz już tylko siebie.”

 

Kto wierzy, widzi dalej -  i głębiej - i wyraźniej!

 

Ludzie wierzący nie poprzestają na patrzeniu w lustro, czyli w siebie, lecz patrzą przez okno na świat. Wychodzą ze swojego małego „Ja” i otwierają się na otoczenie, na świat, rozglądają się wokół siebie, aby widzieć także innych i zainteresować się ich losem, potrzebami, cierpieniem. Ludzie wierzący mają szeroki horyzont, który rozciąga się poza własne JA, poza osobiste interesy i granice. Ludzie wiary definiują swoje życie poprzez relację do Boga, zwłaszcza gdy wchodzą z Nim w dialog modlitwy i wszystkiego od Niego oczekują,  nie poprzestając czynić wszystkiego, co w ich mocy.

 

Nie trać czasu!

Żeby docenić wartość jednego roku, porozmawiaj ze studentem, który oblał końcowe egzaminy.

Żeby docenić wartość miesiąca, spytaj matkę, której dziecko przyszło na świat za wcześnie.

Żeby docenić wartość godziny, zapytaj zakochanych czekających na to, żeby się zobaczyć.

Żeby docenić wartość minuty, zapytaj kogoś, kto przegapił pociąg, autobus lub samolot.

Żeby docenić wartość sekundy, zapytaj kogoś, kto przeżył wypadek.

Żeby docenić wartość setnej sekundy, zapytaj sportowca, który na olimpiadzie zdobył srebrny medal.

Czas na nikogo nie czeka. 

Łap każdy moment, który co został, bo jest wartościowy. 

I dziel go z człowiekiem w potrzebie – będzie jeszcze więcej wart.

Nie marnuj czasu!

 

Ks. Jerzy Grześkowiak

Lubię i cenię rzetelną, odważną i celną publicystykę jezuity Ojca Dariusza Kowalczyka, profesora teologii na Wydziale Teologicznym Papieskiego Uniwersytetu Gregorianum w Rzymie. Zapraszam dziś do lektury jego świetnego artykułu na temat podziału Kościoła w Polsce na „Kościół otwarty” i „Kościół zamknięty” jaki - niechybnie za wzorem „postępowej Europy” - dokonał się także w Polsce, właściwie już od kilkunastu lat. Każdy niech sam osądzi, do jakiego należy lub chce należeć. A może najlepiej  należeć po prostu do „Kościoła Chrystusowego” – ze wszystkimi tego konsekwencjami?!!!

Ks. Jerzy Grześkowiak

Mowa Piotra „otwartego”

 

pastedGraphic.png

Środowiska zwane „Kościołem otwartym”, „katolewicą” lub „katolicyzmem liberalnym” zdają się propagować katolicyzm, który nikogo i niczego nie krytykuje, ale stara się dotrzeć z pozytywnym przesłaniem o Bogu, który kocha każdego. Nie do końca jednak tak jest, bo „katolicy otwarci” są otwarci tylko na liberalno-lewicowe ideologie oraz zakorzenioną w nich politykę. Tych, którzy nie są z ich ogródka, „otwarci” ganią surowo za byle co i oskarżają o różne rzeczy, np. „upolitycznianie religii”, nacjonalizm, ksenofobię, nienawiść. Dla tego rodzaju katolików polityk, który na przykład chce ograniczyć aborcję, „wykorzystuje” religię, a polityk propagujący radykalny aborcjonizm jest okej. Wystarczy popatrzeć na stosunek katolewicy do Trumpa i Bidena.

O prawdziwej chrześcijańskiej otwartości mówił w jednym z ostatnich wywiadów abp Marek Jędraszewski: „Kościół jest otwarty od momentu zesłania Ducha Świętego. To wtedy apostołowie przestali się bać, otwierając na oścież drzwi Wieczernika. Warto sięgnąć do pierwszej wygłoszonej wtedy katechezy św. Piotra, jak bardzo była ona mocna. Piotr z całą otwartością mówił Żydom, że przyczynili się do śmierci Chrystusa. Jednakże Pan zmartwychwstał, okazał miłosierdzie, dał nadzieję życia wiecznego”. Rzeczywiście! W pierwszym swym wystąpieniu apostoł Piotr zwraca się do słuchaczy w mocnych słowach: „[Jezusa] przybiliście rękami bezbożnych do krzyża i zabiliście. […] Nawróćcie się i niech każdy z was ochrzci się w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych. […] Ratujcie się spośród tego przewrotnego pokolenia!” (Dz 2, 23. 38. 40).

A jak by mogła wyglądać pierwsza mowa Piotra, gdyby prezentował on idee „Kościoła otwartego”? Może byłoby to mniej więcej tak: Żydzi i poganie! Wierzący i niewierzący! Stajemy dzisiaj przed wami, by pokornie wysłuchać tego, co macie nam do powiedzenia. Jesteśmy bowiem przekonani, że możemy się od was wiele nauczyć. Uważamy się za uczniów Jezusa z Nazaretu, ale nie chcemy nikomu niczego narzucać. Nie myślcie, że przychodzimy, by kogokolwiek nawracać. Nasze przekonania nie są przecież w niczym lepsze od waszych przekonań i jakże szacownych wierzeń. Chcemy natomiast razem z wami w duchu dialogu i tolerancji budować nowy, lepszy świat, bez narzucania gotowych recept.

Ważnym elementem takiej mowy „otwartej” byłoby pokajanie się za grzechy i winy. Bracia i siostry! – mówiłby Piotr „otwarty” – nie chcemy wracać do tego, co dzieli, a mianowicie do śmierci Jezusa Chrystusa. Sytuacja była skomplikowana. Pojawiały się różne, złożone racje. Nie chcemy więc urządzać polowania na czarownice. Najważniejsze jest teraz, by budować zgodę i jedność. Wiemy jednak, że warunkiem jedności jest to, byśmy najpierw my sami uderzyli się w piersi. Wszak był wśród nas zdrajca, Judasz. W dodatku złodziej. I co? Czy nikt o tym nie wiedział? Czy sam Jezus o tym nie wiedział? A jednak nie zrobiliśmy nic! Ta sprawa nie może być zamieciona pod dywan. Dlatego obiecuję, że powołamy komisję, w której skład wejdą przedstawiciele różnych środowisk, by sprawę wyjaśnić do końca. Nie chodzi nam jednak o Judasza, bo któż z nas może osądzać jego serce. Chodzi raczej o pozostałych z grona Dwunastu, o to, byśmy uderzyli się w piersi i prosili was o wybaczenie.

Wierzymy, że Jezus zmartwychwstał i że wstąpił do nieba, gdzie jest miejsce dla każdego i każdej z nas, bez względu na wyznawaną wiarę i poglądy. Bo Bóg kocha i nikogo nie osądza, jak by tego chcieli niektórzy fundamentaliści. Dlatego też nie ma sensu tracić czasu na podszyte lękiem dywagacje o karze i nagrodzie po śmierci. Trzeba zająć się z odnowionym entuzjazmem rozwiązywaniem palących problemów społecznych, jak np. grożące nam w dużych miastach przeludnienie, niezdrowe powietrze czy też stosy nieposegregowanych śmieci. Nawiasem mówiąc, w Jerozolimie też nie jest za czysto.

Na szczęście pierwsza mowa Piotra była jaka była. Kościół był i ma pozostać apostolski. A każda prawdziwa odnowa Kościoła jest twórczym powrotem do apostolskiego dziedzictwa, a nie zakompleksionym gonieniem za modami „głównego nurtu” i naiwnym robieniem z siebie chłopca do bicia

Dariusz Kowalczyk SJ

piątek, 2 lipca 2021.

Idziemy nr 26 (817), 27 czerwca 2021 r.

Dariusz Kowalczyk SJ 

dkowalczyk@jezuici.pl

Pozwy i kampania w obronie dobrego imienia Wielkich Polaków.

List od Ordo Iuris

Pozwy i kampania w obronie dobrego imienia Wielkich Polaków.

Szanowny Panie,

dni, w których cała Polska towarzyszyła umierającemu Janowi Pawłowi II, wydawały się być czasem narodowego pojednania. Jednak dziś – zaledwie 16 lat później – pamięć Papieża Polaka jest szargana, a my znaleźliśmy się na pierwszej linii obrony Jego dobrego imienia. W wielu mediach oraz internecie zapanowała „moda” na obrażanie Jana Pawła II, a w szkalowaniu biorą udział znani celebryci oraz politycy zasiadający w europarlamencie i polskim Sejmie.

Pomówienia i drwiny mają zatrzeć w świadomości młodych ludzi prawdziwe przesłanie pontyfikatu Jana Pawła II, wzywającego do nawrócenia oraz samopoświęcenia dla rodziny i Ojczyzny. Sfabrykowane zarzuty mają obrzydzić postać Papieża, przez wiele lat przestrzegającego rodaków przed „ideologią zła”, która „usiłuje wykorzystać prawa człowieka przeciwko człowiekowi oraz przeciwko rodzinie” i dalekowzrocznie przewidującego naciski „Parlamentu Europejskiego, aby związki homoseksualne zostały uznane za inną postać rodziny, której przysługiwałoby również prawo adopcji”.

W obliczu rosnącej skali kłamliwych ataków podjęliśmy decyzję o uruchomieniu „Programu obrony dobrego imienia Jana Pawła II”, który ma uświadomić oszczercom i ich naśladowcom, że dobre imię zmarłych może podlegać ochronie przed nieprawdziwymi atakami. Wszczynane procesy planujemy bardzo starannie, aby reakcję prawa skierować przeciwko liderom opinii, których nieprawdziwe i obraźliwe słowa pod adresem Jana Pawła II mają najszerszy zasięg i przynoszą największą szkodę. Pierwsze pozwy złożyliśmy już przeciwko radykalnym politykom – Joannie Senyszyn i Robertowi Biedroniowi, którzy w publicznych wypowiedziach kłamliwie oskarżyli Papieża Polaka o udział w przestępczości pedofilskiej, a nawet o czerpanie korzyści materialnych z tego typu procederu.

Nasi prawnicy przygotowują także zawiadomienie do prokuratury w związku z działalnością popularnego instagramowego profilu, który publikował fałszywe, wulgarne cytaty na temat homoseksualizmu, przypisując je św. Janowi Pawłowi II i wprost sugerując, że Ojciec Święty sam dopuszczał się wykorzystywania seksualnego dzieci.

Okazuje się jednak, że żądni popularności celebryci atakują nie tylko pamięć i nauczanie św. Jana Pawła II, ale bez jakichkolwiek zahamowań niszczą autorytet kardynała Stefana Wyszyńskiego – kapłana, który może być wzorem męstwa i odwagi w najtrudniejszych momentach dziejowych.

Do Ordo Iuris wpłynęło zgłoszenie, w którym opisano osiągający rekordowe zasięgi internetowy film zawierający wulgarne i obsceniczne sceny oraz kryminalne sugestie pod adresem Jana Pawła II i kardynała Stefana Wyszyńskiego. Pomimo naszej reakcji, prokuratura zaniechała wszelkich czynności, nawet nie podejmując próby ustalenia danych autorów materiału gorszącego setki tysięcy dzieci. Chociaż podjęte przez nas kroki pozwolą na wznowienie zarzuconego dochodzenia, to widzimy wyraźnie, że musimy ciężar obrony Wielkich Polaków wziąć na własne barki.

Wobec oczywistej bierności organów ścigania, jedyną skuteczną reakcją może być pozew o ochronę dóbr osobistych osób żyjących lub fundacji oddanych promowaniu pamięci o życiu i nauczaniu naszych Rodaków. Również w tych sprawach wystąpimy przeciwko autorom odrażającego materiału w imieniu katolickich organizacji i wspólnot.

Skala agresji, jaka uderza w postać Prymasa Tysiąclecia, przekonała mnie, że musimy poszerzyć program chroniący pamięć po Janie Pawle II i już dzisiaj zadbać o dobre imię kard. Stefana Wyszyńskiego. Tym bardziej, że zbliżająca się beatyfikacja Prymasa może stać się okazją do kolejnych serii zniewag i politycznych ataków.

O ile nasze precyzyjnie przeprowadzone działania prawne będą skutecznym narzędziem przeciwko cynicznym politykom i celebrytom, to inne instrumenty będą potrzebne tam, gdzie w grę wchodzi zwykły młodzieżowy bunt wymierzony przeciwko niezręcznemu „upomnikowieniu” postaci Jana Pawła II i kardynała Wyszyńskiego w przekazie mediów i wielu ludzi Kościoła. Dlatego już wkrótce uruchomimy specjalną stronę i otwartą społeczność internetową, dzięki którym w prosty sposób będzie można alarmować o atakach na dobre imię naszych wielkich Rodaków oraz wspólnie z członkami społeczności planować i podejmować adekwatne działania. W tym projekcie podejmujemy współpracę nie tylko z młodzieżowymi wspólnotami katolickimi, ale zapraszamy do niego stażystów i wolontariuszy, dla których może to być pierwsza okazja do zetknięcia się z ekspertami Ordo Iuris.

Tylko przez współdziałanie Darczyńców Ordo Iuris, wolontariuszy oraz prawników Instytutu będziemy w stanie zatrzymać falę rosnącej nienawiści wobec chrześcijan, przejawiającej się również poprzez zniesławianie najważniejszych dla nas autorytetów. Wierzę, że z Pana pomocą będziemy mogli skutecznie przeciwstawić się aktywistom i celebrytom szargającym dobre imię Jana Pawła II i kard. Stefana Wyszyńskiego. Bez tych dwóch przewodników dzisiejszej wolnej Polski po prostu by nie było.

 

pastedGraphic.png

Kard. Józef Ratzinger w książce przed 35 laty (Służyć prawdzie. Myśli na każdy dzień, tłum. ks. Albert Warkotsch, Wrocław 1986, s. 32) kreślił cytowaną niżej  wizję Kościoła. Zapewne przez ułamek sekundy nie przeszło mu na myśl, że kiedyś zostanie papieżem i będzie głównym odpowiedzialnym za urzeczywistnianie tej wizji. Zdumiewające, jak jego prawie prorocze i zobowiązujące słowa aktualne są dziś w gorącej dyskusji nad kształtem Kościoła i jego ewangelizacyjną misją w Polsce, w Niemczech, w całej Europie, zwłaszcza w obliczu bezlitosnej krytyki z powodu nadużyć w zakresie władzy i seksualności, postępującego  totalnego liberalizmu, odrzucania chrześcijańskich wartości, pogardy dla życia i opuszczania Kościoła.

Ks. Jerzy Grześkowiak

Wizja Kościoła przyszłości.

Kościół przyszłości. Kościół, który nie będzie się ubiegał o żaden mandat polityczny i nie będzie uprawiał flirtu ani z lewicą, ani z prawicą, będzie Kościołem uduchowionym. Będzie miał trudne zadanie, albowiem proces krystalizacji i oczyszczenia będzie go kosztował wiele sił. Stanie się Kościołem ubogim, Kościołem maluczkich.

Proces ten będzie trudny, gdyż trzeba będzie pogrzebać zarówno sekciarską ciasnotę, jak i samouwielbienie. Można przewidywać, że wszystko to będzie wymagało czasu. Proces ten będzie długi i żmudny, podobnie jak długa była droga od fałszywego progresizmu w przeddzień rewolucji francuskiej – kiedy to nawet wśród biskupów uchodziło za rzecz modną kpić sobie z dogmatów i dawać do zrozumienia, że nie bierze się za pewnik nawet istnienia Boga – aż do odnowy Kościoła w dziewiętnastym wieku.

Lecz po zakończeniu tego procesu z Kościoła uduchowionego będzie promieniowała wielka siła. Albowiem ludzie w totalnie zaplanowanym świecie staną się niewymownie samotni. Gdy Bóg zniknie dla nich, doświadczą swojej  straszliwej pustki. Odkryją wówczas, być może, w małej garstce chrześcijan, coś zupełnie nowego: nadzieję, której pragnęli, odpowiedź, której w skrytości serca zawsze szukali.

Uważam to za pewnik, że przed Kościołem stoją trudne czasy. Właściwy kryzys jeszcze nie nadszedł.  Lecz jestem absolutnie pewny tego, co zostanie na końcu: nie Kościół kultu politycznego, jeno Kościół wiary. Zapewne nie będzie Kościół już nigdy taką siłą panująca w społeczeństwie, jaką był dotychczas. Ale zakwitnie na nowo i stanie się dla ludzi widzialną Ojczyzną, dająca im życie i nadzieję sięgającą poza grób.

Kard. Józef Ratzinger

Das Wort zum 14 Sonntag im Jahreskreis B  (2021)

 

Jesus und die Engstirnigkeit der Menschen.

 

1. Der Frosch im Brunnen.

 

Ein Frosch lebte schon seit längerer Zeit in seinem Brunnen. Dort war er geboren und aufgewachsen und war immer noch ein kleiner und unbedeutender Frosch, Nun kam eines Tages ein anderer Frosch, der im Meer lebte, zu ihm in den Brunnen. 

- „Woher kommst du? – fragte der Frosch im Brunnen. 

- „Ich komme aus dem Meer“ - sagte der andere Frosch. 

- „Wie groß ist dieses Meer? Ist es so groß wie mein Brunnen? – fragte der Frosch und machte einen Satz vor der einen Seite des Brunnens auf die andere.

- „Mein Freund“ - sagte der Frosch vom Meer – „wie kannst du das große Meer mit deinem kleinen Brunnen vergleichen? Was sagst du da für einen Unsinn?“

- „Nun denn“ – sagte der Brunnenfrosch – „Nichts kann größer sein als mein Brunnen, Es kann einfach nichts Größeres geben! Du bist ein Lügner! Scher dich hinaus aus meinem Brunnen!“

 

    In dieser Tiergeschichte ist sehr viel menschliches Leben eingefangen und dargestellt: der Mensch, der sich in seiner Engstirnigkeit und Engherzigkeit verfangen und verschlossen hat, der nichts und niemanden außer sich anerkennen will, der sich selbst genügt und sich selbst zum Maßstab setzt für alles andere.

Der Brunnenfrosch kennzeichnet den Menschen, der jedes und alles nur aus seinem eigenen Blickwinkel betrachtet und von seinem eigenen Standpunkt aus beurteilt bzw. verurteilt. Und das ist schließlich der „Stoff“, aus dem wir uns unsere Vorurteile zurechtmachen.

    Mehr Himmel, als er aus dem Brunnen schauen kann, gibt es für den Frosch nicht: Es ist der Mensch, der nur das als Wirklichkeit anerkennt, was er sieht, was er kennt, was ihm gehört. Was außerhalb des Brunnens seiner Welt, seines begrenztes Horizonts liegt, zählt und existiert einfach nicht.

 

2. Jesus und die Brunnenmenschen.

 

Und nun zum Evangelium.

Da kommt jemand aus der Weite und der Herrlichkeit des Himmels und erzählt von dem Meer der Liebe Gottes, von seiner großen Sehnsucht zu uns Menschen: Jesus Christus – Gottes Sohn. Er spricht von der großen Hoffnung, die wir haben dürfen, von der Fülle des Lebens und der Freude, die uns zuteil wird. Er möchte die Menschen herausholen aus ihrer Enge und Angst, aus der Engstirnigkeit menschliches Denken. Wir sollen über den Brunnenrand unseres Lebens klettern und unser Herz für die Weite und Fülle des göttlichen  Lebens öffnen.

    Aber die Brunnenmenschen seiner Vaterstadt Nazaret wollen und können dem „Sohn des Zimmermanns“, dem Sohn ihrer Stadt, dies einfach nicht abnehmen. Gibt es denn so viel Weisheit…, solche Wunder…?; gibt es noch noch größeres als unser Brunnen? Sie können und wollen Jesus keinen Glauben schenken, solange sie die schreckliche Enge ihres Brunnens Nazaret als die letzte Heimat  sehen, solange sie auf ihrem Vorurteil beharren. 

    Hier wird deutlich, wie gefährlich, ja wie vernichtend unser Vorurteil werden kann bei unseren zwischenmenschlichen Beziehungen; wie sehr ein Vorurteil im letzten den Unglauben hervorruft.

 

    Das Geschehen von Nazaret ist keine Episode! Das Anstoßnehmen an Jesu Sendung und Auftrag zieht sich wie ein roter Faden durch sein ganzes Leben, angefangen mit der Geburt in Betlehem bis hin  zu seinem Tod am Kreuz.

 

    Der Unglaube lebt auch heute weiter. Das Evangelium Jesu, die Botschaft von der Liebe und Menschenfreundlichkeit Gottes und der Wille Gottes in den Zehn Geboten Gottes, für die Jesus eintritt, stößt auch in unserer Zeit immer wieder auf Unglauben und Ablehnung.

    Jesus lebt auch heute in menschlicher Gestalt in uns und unter uns. Er lebt in der Gemeinschaft, im sichtbaren Leib der Kirche fort. Und da gilt immer wieder: „Sie nahmen Anstoß an Ihm“.

Es ist das Ärgernis, das Menschen nehmen an der offiziellen Kirche, an den Strukturen der Kirche und vor allem an ihren Vertretern, weil sie auch, wie wir alle, sündige Menschen sind; auch Ärgernis an den Mitarbeitern unserer Kirchengemeinden. Beispiele dafür gibt es zuhauf – auch in unserer Umgebung – besonders in den letzten Jahren des Missbrauchs im Bereich der Macht und der Sexualität.

    In vielen Fällen ist es leider auch ein versuchtes Vertuschen, ein Alibi für die eigene Verschlossenheit, die Herzenshärte und den eigenen Unglauben, für das Verbleiben im Liebgewonnenen und Altgewohnten…

 

3. Der Christ hat Heimvorteil.

    

    Die Geschichte von Nazaret macht uns heute bewusst: Die unbedingte Voraussetzung für alles, was Jesus mit uns Menschen tun will, ist unser Glaube, unser vorbehaltloses und vorurteilsloses Vertrauen! Wir müssen einfach den Brunnen unserer selbst gezimmerten Sicherheiten und trügerischen Erdverbundenheiten aufgeben und verlassen,

    Wer sich auf dieses Vertrauen auf Gott selbst loslassen kann, den führt Gott aus seiner Enge und Angst heraus, der spürt  festen Boden unter den Füßen, der erfährt die Weite des Herzens Gottes, die Größe der Heimat und Geborgenheit, die Er uns allen anbietet.

Wir Christen haben wahrhaftig Heimvorteil: Gott hat unter uns Wohnung genommen, damit wir in ihm eine  letzte und wirkliche Heimat finden.

    Danken wir für dieses Heimrecht bei Gott und ermuntern wir uns in der Gemeinschaft der Kirche zu diesem Glauben. Dann, wenn wir Gott und Jesus glauben, geschehen auch heute noch und heute wieder Zeichen und Wunder an uns und durch uns; dann, wenn wir jeden Tag neu aufstehen und aufbrechen zu unserem Menschendienst und Gottesdienst, dürfen wir die feste und frohe Hoffnung für heute und morgen haben, dass wir einmal für immer heimfinden bei Gott!

 

Dr. Jerzy Grzeskowiak, Pfr i. R.

Predigt zu  13. Sonntag im Jahreskreis B

 

Tod, wo ist dein Sieg?  

„Sie schläft nur“ (Mk 5,21-24, 35b-43)

 

Der Tod eines nahe stehenden Menschen löst immer Hilflosigkeit und Angst aus. Oft fragen die Menschen: Wie kann Gott das zulassen? Womit habe ich das verdient?

 

Wie steht Gott eigentlich zum Tod? Das Buch der Weisheit macht dazu heute eine verblüffende Aussage: „Gott hat den Tod nicht gemacht und hat keine Freude am Untergang der Lebenden“ (1 Lesung). Jesus bestätigt dies durch sein Verhalten. Er kämpft gegen Krankheit und Tod. Er heilt Kranke und weckt Tote auf. So wird sichtbar: Das letzte Wort über unserem Leben heißt nicht Tod, sonder Leben, ewiges Leben. Das Leben jetzt hier im Diesseits hat Bedeutung für das Zukünftige, als Vorzeichen, als Ankündigung, als Unterpfand.

 

Welche Gedanken und Gefühle weckt in uns das gerade vorgetragene Evangelium?

 

Was bedeutet es für Eltern, deren Kind gestorben ist, dass vor 2000 Jahren ein Kind erweckt wurde? Was heißt es für eine schwer kranke Frau, wenn sie von dem Glück der Heilung aus vergangener Zeit hört?

 

Wir alle wünschen Rettung und Heilung. Wir leiden darunter, dass unsere Bitten in dunkle Abgründe fallen. Gott macht uns die Hoffnung oft schwer. Wir schlagen Ihm täglich die Welt und unsere eigenen Nöte um die Ohren, und Er schweigt. Das ist eine der großen Schwierigkeiten unseres Glaubens. Gut, Gott hilft oft anders, als wir es erwarten – aber dennoch; das Leben geht nicht auf, auch für den Glaubenden nicht.

 

Was wir aber tun  können: die Wundergeschichten wie Formulare lesen, in die wir unsere Hoffnung nach Rettung eintragen.

 

Da ist die blutflüssige Frau: 12 Jahre Leid, Scham, Isolation… Aber sie räumt den Niederlagen keine Endgültigkeit ein, das ist ein Wunder vor dem Wunder. Ihre Hoffnung ist die Kraft, mit der sie Jesu Kraft hervorlockt und Ihn ermächtigt, sie zu heilen.. 12 Jahre krankes Leben fallen von ihr ab.

 

Und da ist die Heilung der 12 Jahre alten Tochter aus  angesehenem Haus. Jesus weigert sich, an den Tod zu glauben. Das ist seine eigentliche Größe. Er glaubt nicht an unseren Tod.

Unser Tod hat verschiedene Gesichter… Wenn ich in Schuld ertrinke, vergibt er; wenn ich verzweifelt bin, wenn alle Lebensaussichten schwinden, sagt er: Steh auf!

 

Jesus nachfolgen heißt, gegen den Tod aufstehen: indem wir vergeben, barmherzig sind, trösten. Das sind die mühseligen, kleinen Wunder des Alltags, mit denen wir uns gegenseitig aufrichten – mit ihnen müssen wir auskommen, weil wir noch nicht dort sind, wo der Tod endgültig keine Macht hat.

 

Jesus nachfolgen heißt es auch: gegen die auftreten, die die Tötung der Ungeboren Kinder befürworten. Es  ist eine Schande für Europa, dass am letzten Donnerstag das EU-Parlament leider für den sg. Matic-Bericht stimmte. Die Mehrheit der EU-Abgeordneten sprach sich damit für Abtreibung als „Menschenrecht“ und für Gender- und LGBT-Indoktrination in Schulen aus. Diese Entscheidung ist ein weiterer Tiefpunkt in einer langen reihe entsprechender Abstimmungen im EU-Parlament. Diese Entscheidung schafft noch kein geltendes Recht in der EU, aber sie wird dazu verwendet Druck auf die Mitgliedstaaten  auszuüben, damit die Beschlüsse dort dann in Gesetzform gegossen werden. EU verliert mit solchen Beschlüssen ihr christliches Fundament. Was würden dazu die Gründer der EU sagen: Schumann und Adenauer?

 

Mit Jesus gegen den Tod auftreten!

Kehren wir zur Erweckung der Tochter von Jair zurück.

Während die Leute aus dem Haus des Jairus kommen um ihm zu sagen; „Es ist bereits zu spät. Deine Tochter ist inzwischen gestorben!,  ermutigt Jesus hingegen den Synagogenvorsteher: „Sei ohne Furcht! Glaube nur!“ Er will den sinkenden Glauben ermutigen, um  Größeres als die Heilung einer Kranken, nämlich die Überwindung des Todes zu erwarten. Die Leute, die beim Sterben des Kindes anwesend waren, finden es lächerlich, dass Jesus von der Toten sagt: „Sie schläft nur:“ Ihr Gelächter weicht aber lähmenden Entsetzen als sie sehen, dass Er den Toten befiehlt aufzustehen und dass sie tatsächlich gehorcht und aufsteht. Für Ihn ist der Tod wirklich wie ein Schlaf, aus dem Er zu wecken vermag. Darin liegt die Kernbotschaft des heutigen Evangeliums für uns: Seit Jesus ist die Endgültigkeit des Todes gebrochen. „Steh auf!“ In seinem Wort äußert sich daher ein ungeheuerlicher Anspruch, nämlich der Anspruch Gottes, der nicht „Gott der Toten“, sondern „Gott der Lebenden“ ist.

 

„Sie schläft nur“, sagte Jesus von dem toten Mädchen. Die frühe Kirche hat dieses kostbare Wort Jesu gewählt, um ihr Verständnis des Todes auszudrücken. Der Tod ist für die gläubige Gemeinde wie ein Schlaf, aus dem der Herr erweckt. Die Friedhöfe der frühen römischen  Christengemeinden, die man später Katakomben nannte, hatten ursprünglich die Bezeichnung Koimäterion, zu deutsch „Schlafraum“.

 

Das häufigste Bild in diesen unterirdischen Friedhöfen ist das Bild des Guten Hirten, der die erlöste Menschheit wie ein Lamm auf seinen Schultern trägt und sie sicher geleitet in das Reich des Vaters. Sterbend hat Er die Arme, die das Lamm jetzt tragen, ausgebreitet, um sich dem Tod auszuliefern und den Tod für alle zu überwinden. Die frühe Christenheit, obwohl sie lange Zeit eine verachtete Minderheit war, folgte der Ermutigung Jesu aus dem heutigem Evangelium: „Seid ohne Furcht! Glaubt nur!“

 

Diese Aufforderung gilt auch uns angesichts der Krankheit und des Todes und angesichts der Ratlosigkeit so vieler vor dem Rätsel des Todes…

 

Feuerbach (und Marx) hat den Christen vorgeworfen, dass sie sich auf das Jenseits vertrösten und die Gerechtigkeit im Diesseits verschlafen. Ohne durch eine marxistische Schule gegangen zu sein, leben viele Menschen unserer Zeit, eigentlich die  Mehrheit, in der gegenteiligen Lebenshaltung. Sie leben in der „Vertröstung auf das Diesseits“.  Dies steigert die Erwartung an das Leben, an leidfreies Glück, lässt unvermeidbare Enttäuschungen erscheinen. Ein solches Leben ohne Hoffnung können Christen nicht führen. Jesu Worte und Handeln ist eine Aufforderung, auf die Zukunft zu setzen. Christen sollten „Nicht trauern wie die anderen, die keine Hoffnung haben“ (1 Thess 4,13). Der Gute Hirte wird die Seinen in die Herrlichkeit seiner unvergänglichen und unvorstellbaren Zukunft führen.

 

Dr. Jerzy Grzeskowiak, Pfr.

Ostatnia aktualizacja nastąpiła 17.10.2021 r.

w rubryce:

"Bliżej Boga",

"Kącik Pani Marzeny"

oraz

"Z notatnika redagującego - Jerzego Sonnewenda".

Impressum

 

POLONIK MONACHIJSKI - niezależne czasopismo służy działaniu na rzecz wzajemnego zrozumienia Niemców i Polaków. 

Die unabhängige Zeitschrift dient der Förderung deutsch-polnischer Verständigung.

 

W formie papierowej wychodzi od grudnia 1986 roku a jako witryna internetowa istnieje od 2002 roku (z przerwą w 2015 roku).

 

Wydawane jest własnym sumptem redaktora naczelnego i ani nie zamieszcza reklam ani nie prowadzi z tego tytułu żadnej innej działalności zarobkowej.

 

Redaguje:

Dr Jerzy Sonnewend

Adres redakcji:

Dr Jerzy Sonnewend

Curd-Jürgens-Str. 2
D-81739 München

Tel.: +49 089 6257162

E-Mail: jerzy.sonnewend@polonikmonachijski.de

Ilość gości, którzy od 20.01.2016 roku odwiedzili tę stronę, pokazuje poniższy licznik:

Druckversion Druckversion | Sitemap
© Jerzy Sonnewend