Kącik Pani Marzeny

Marzena Żylińska

Nazywam się Marzena Żylińska. Z wykształcenia jestem nauczycielką języka polskiego, absolwentką Uniwersytetu Wrocławskiego i jedną z pierwszych magistrantek z językoznawstwa, której recenzentem pracy magisterskiej i egzaminatorem był profesor Jan Miodek. Język polski zawsze mnie fascynował. Wierszyki dla moich dzieci zaczęłam pisać od niedawna. Powstają one z potrzeby serca i wielkiej miłości do moich wnuków, które utrzymują język polski i polską kulturę w swoim domu w Monachium. Pragnieniem moim jest poprzez publikację moich wierszyków przybliżyć język polski wszystkim dzieciom żyjacym na emigracji. Tak jak przed laty uczyłam polskie dzieci współtworząc polską szkółkę przy Polskiej Misji Katolickiej przy Hesstrasse i Polskim Punkcie Konsultacyjnym przy Konsulacie RP w Monachium, organizując wieczory poezji mówionej i śpiewanej dla dzieci, młodziezy i dorosłych, pomagając polskim dzieciom w aklimatyzacji w niemieckich szkołach, wspierając w nauce i w przejściu do gimnazjum dzisiaj pragnę przemówić inaczej poprzez lekką, rymowaną formę i zabawę ze słowem.
Może przeczyta moje wierszyki swoim dzieciom któryś z moich dawnych uczniów i zakręci mu się łezka w oku.

 

÷Wycieczka rowerowa    
 

Wczesnym rankiem, tak o świcie
Lampa świeci na suficie.
Nie wiem czy mi uwierzycie,
Ciastem pachnie znakomicie
        Tata w kuchni niewyspany
        Szepce coś do ucha mamy.
        Robi minę tajemniczą.
        Razem coś na palcach liczą.
Do lodówki zagladają,
Smakołyki podziwiają.
Szafek drzwi się otwierają
I butelki już stukają.
        Bułki są zapakowane 
        I kiełbaski w folii zgrzane
        Jabłka na talerzu leżą
        Pomarańcze pachnńą świeżo
Gdzie jest torba na rowery? 
Czy my mamy kubki cztery? 
Spakowane są serwetki?
Może zabrać też lornetki?
        Dzieci jeszcze smacznie spią
        O przygodzie tylko śnią
        Emanuel cicho chrapie
        Aurelka się po nosie drapie
O wycieczce każdy wie
Ale gdzie pojadą….nie
W góry, w lasy, czy nad morze?
Gdzie najlepiej o tej porze?
Naleśniki już zjedzone
I rowery przyczepione
Czy siodełko mocno trzyma?
Niepotrzebna kwaśna mina
        Dzieci dzisiaj nie kapryszą
        Polecenia lepiej słyszą
        Anabelka śmieje się
        Do Aureli tuli się
Słonko już na niebie świeci
Tak jak lubią wszystkie dzieci
Plusk jeziora słychać w dali
Dwie żaglówki mkną po fali
        Droga najpierw asfaltowa
        Równa, gładka, jak sportowa
        Tata mocno pedałuje 
        A Aurelia mu wtóruje    
Nie ma aut i motocykli 
Tylko kury, krowy, byki
Kotek grzeje się na słonku
Piesek szczeka na postronku
        Przejechany kawał spory
Znikły auta i motory
Zamiast pola widać las
Odpoczynku nadszedł czas
Kanapeczki dziś smakują
Dzieci wszystko pałaszują
Tata z mamą śmieją się
Widząc jak Aurelia je    

        Torba z zapasami duża
        Niespodzianka się wynurza
        Oczy błyszczą, ślinka leci
        Na lody się cieszą dzieci
W dalszą drogę ruszać czas
Przesmyk wąski, wkoło las
Trasa w góre wije się
Słonko świeci? Ale gdzie?
        Coraz ciemniej i wilgotniej
        Tata staje….co to?    stopnie?    
        Anabelka stracha ma    
        Dobrze, że choć radio gra
Chyba drogę pomylili
Nie w tą stronę gdzieś skręcili
Mama na to radę ma
GPS im pomoc da
        Na ekranie mapę sledzą
        Zaraz wszystko się dowiedzą
        Cztery skręty, jeden zwrot
        Naprawiony taty błąd
Do parkingu szybko pędzą
Pedałami dzielnie kręcą
Samochody widać w dali
Ludzie przy nich jeszcze mali
        Pożegnajmy wodę, las
        Już do domu wracać czas
        Chociaż bardzo są zmęczeni
        Śmieją się zadowoleni
        Ksieżyc już na niebie świeci i do snu utula dzieci

 


Wiosenna burza

 

Słonko na niebie mocno świeci,
Piłka szybko w góre leci,
Na boisku zgiełk i wrzawa,
Pierwszorzędna dziś zabawa.
         Nagle ciemno robi się,
         Zimny wiatr we włosy dmie,
         Liście tańczą na chodniku,
         Kropla deszczu na guziku.
Grzmoty słychać tam w oddali.
Głos syreny!!! Gdzie się pali?
Błyskawica ciemność tnie,
Trzeba szybko schować się.
        Buuuuuuummmmm…pioruny uderzają,
         Co sekundę się wzmagają,
         Deszcz ulewny z nieba leci,
         Czas do domu zmykać dzieci
Zgrzyty, trzaski, iskry lecą,
To sweterki dzieci świecą,
Grad po główkach wszystkich grzmoci,

Śnieżny dywan już się złoci.
          Emanuel siostrę łapie
          I na plecy jej się drapie.
          Mały jest, więc stracha ma          
          Bliskość Aurelki pewność da.
Niebezpiecznie tutaj stać,
Z przerażenia lepiej wiać.
Mama już przed domem stoi,
Bo się o nich troszkę boi.
         Aurelka o burzy dużo wie.
          Jak zachować trzeba się.
          W ksiażkach o niej gdzieś czytała
          I obrazki oglądała.    
Teraz razem tulą się,
Stach już zniknął gdzieś we mgle.
Tęcza barwna się pojawia
Do zabawy znów namawia.

 

 

Muszki

 

Na kwiatuszkach siedzą muszki,
bo smakują im kwiatuszki.
Słodki nektar sobie piją,
delikatne nitki wiją.
          Pobzykują coraz głośniej,
          przepychając się radośnie.
          Jedna drugiej opowiada,
          gdzie rodzinę swą zakłada.
Tutaj w liściach znajdziesz cień,
możesz przespać cały dzień.
A na dole przy korzeniu
usiądź sobie na kamieniu.
          Na śniadanko ci polecam
          młode listki, prosto z pieca.
          Są cieplutkie i mięciutkie,
          od słoneczka rumieniutkie.
Nie dostaniesz bólu brzuszka,
bo je szybko trawi muszka.
Możesz najeść się do syta!
Miła, nie bądź taka skryta.
          Mówisz brzuszek masz za duży
          i zielony ci nie służy.
          To na biale kwiatki leć!
          A jak nie, to głodna siedź!!!

 

 

Wróbelki

 

Rozmawiają wróble dwa:
ćwir,cwirk,ćwir i ćwirk ,ra,ra...
Witaj mały szary puszku,
Białą plamkę masz na brzuszku.
Pewnie farbą się bawiłeś
i swe skrzydła poplamiłeś.
Mama będzie złościć się.
Powie:”Obcyś, nie znam cię”.
Do kałuży wróbel wskoczył,
dwa skrzydełka sobie zmoczył.
Kąpiel nie jest taka zła.
Każdy ptaszek frajdę ma.
Już do gniazda czysty leci
pozdrawiając grzecznie dzieci.

 

 

Niedzielny obiad

 

Duży widelec na stole leży
i zębiska do góry strzeży.
Nikogo nie widzi i nie chce znać,
chce leniuchować i ciągle spać.
Kiedy zbliżaja się rączki dzieci,
fuczy i prycha i srebrem świeci.
      Mała łyżeczka do herbaty,
      wpadła w wielkie tarapaty,
      pod serwetkę się schowała,
      nic na oczy nie widziała.
Łyżka do zupy z wielkim brzuchem
słyszy tylko lewym uchem.
Spogladając w kąt
pokazuje zębów rząd.
          Nóż najlepiej wszystko wie,
          rządzi na stole, tak jak chce.
          Rozkazuje tu i tam,
          ostrzem błyska, wielki pan.
Wnet talerze położone
i już rządy są zmienione.
Deserowy i stołowy wyruszają wnet na łowy.
Salaterki zaczepiają, tym do zupy w drodze stają.

          Nagle waza postawiona
          i zabawa jest skończona.
          Zupa pachnie smakowicie,
          z makaronem szepce skrycie.
Łódka kurze na półmiskach
i ziemniaczki pachną w miskach.
Dzieci śmiech przy stole słychać.
Emanuel krzyczy: Pycha!
          Do jedzenia zasiadają,
          językami już mlaskają.
          Aurelka radość ma na twarzy,
          o deserze skrycie marzy.

 

 

Bal u księżniczki

 

Dziś na zamku wielki bal,
przystrojonych dziesięć sal.
Girland kolorowych moc,
światło swiec rozjaśnia noc.
          W drzwiach do komnat lokaj stoi,
          gości wita, miny stroi.
          Wkrąg rękami wymachuje,
          muzykantom w takt wtóruje.
U księżniczki w przebieralni
zgiełk i popłoch jak w bawialni.
Pięć służących krząta się,
Każda wszystko lepiej wie.
          Która suknię ma założyć?
          Czy falbanek tu dołożyć
          A kokarda gdzie jest? Gdzie?
          Z koronkami, czy też nie?
Już buciki wyczyszczone,
rękawiczki założone,
włosy w lokach wiją się,
oczy błyszczą gwiazdy dwie.
          Pary już się dobierają,
          polonezem zaczynają.
          Król z królową wodzą rej,
          córce szepcą: „Śmiej się, śmiej“
          Jej partnera akceptują,
          w ręce żwawo poklaskują,
          piruety wywijają
          i do walca zapraszają.
Czas balowy szybko leci,
zaraz słonko im zaświeci,
zegar bije szósta wnet,
wszędzie słychać krzyk: „Adieu“
          Bileciki wymieniają
          i do karet już wsiadają.
          Konie pięknie zaprzężone
          odjeżdżają w świat szalone…..

 

 

Leśne zaślubiny
 

Na gałęzi siedzi ptaszek,
z liści ma nad głową daszek.
Podgwizduje, podświstuje,
toaletą się zajmuje.
Kolorowe piórka czyści,
o wybrance swojej myśli.
Dziubkiem pod skrzydełko sięga,
Przecież nie jest niedołęga.
Dziś dla niego wielki dzień,
smutki, troski idą w cień.
Gniazdko ma przygotowane
i robaczki pozbierane.
Z rodzicami narzeczonej
wszystko już jest ustalone.
Cały las o ślubie wie,
Na wesele śpieszy się.
Ptaszki leśne przyfruwają
i dziubkami w pień stukają.
Zięba, sójka, rudzik, sowa,
jemiołuszka też gotowa.
Wróbel, dzięcioł, puchacz, kruk
Też przyjaciel a nie wróg.
Gwar od lasu idzie w dal,
rozpoczęty wielki bal.
Rozbawione wrzaski, krzyki 
Doszły aż do ‘Ameryki.

 


Czerwona truskawka
Truskawka sobie na polu rośnie,
codziennie rankiem wygląda radośniej.
Skąpana w słonku uśmiecha się,
z zielonym listkiem flirtować chce.
Lecz słów brakuje i serce drży,
Tylko rumieniec na twarzy skrzy.
Urody swojej nieświadoma
robi się coraz bardziej czerwona.
Dojrzała, piękna, malinowa
pod listkiem skrycie się chowa.
Zapach jej słodki rozchodzi się,
pewnie ktoś ją wkrótce zje.
Przedszkolaki się zbliżają,
z krzaczka sprytnie ją zrywają.
Truskaweczki im smakują
Więc je chętnie palaszują.

 

 

Chora myszka

 

Mała myszka bardzo chora,
mama dzwoni do doktora,
szalik już jej zawiązuje
i do auta ją pakuje.
Doktor stary, z wąsikami, 
czeka na nie tuż za drzwiami.
Dwa binokla ma na nosie,
roztrzepany, coś nie w sosie.
Mierzy jej temperaturę
dotykając ręką skórę.
W gardło patrzy i do ucha,
głową kiwa:”W uchu mucha”
Stąd zawroty, bóle głowy
i ambaras jest gotowy.
Mdłości, złości i gorączka
myszce aż się trzęsie rączka.
Dwie kropelki na wzmocnienie,
załagodzą przerażenie.
Doktor rękawice wkłada
i z pincetką już się skrada.
Muchę z ucha jej wyjmuje
i radośnie pomrukuje.
Myszka szybko wyleczona
Piszczy w głos zadowolona.

 


Odwiedziny burego kotka
 

Drzwi się rankiem otworzyły,
zaraz dzieci doń wskoczyły,
gwar się zrobił szybko w środku,
koniec spania bury kotku.
Kotek dalej w kątku spał,
mrukną cicho: miaau, miaau, miaau,
łapką zakrył sobie oczka,
marząc, że to dalej nocka.
Dzieci już go zobaczyły,
na paluszkach się zbliżyły
Zosia do nich rzekła: Sza!
koniec tego Trarara.
Już w kółeczku wszyscy siedzą,
każdy ruch koteczka śledzą,
paluszkami pokazują
i główkami potakują.
Buruś dosyc spania miał
i na cztery łapy wstał,
sierść na grzbiecie już nasrożył
i do skoku się przyłożył.
Zobaczywszy wdzięczne twarze
myśli....Ja im tu pokażę,
moje figle każdy zna,
niech przyjemność dalej trwa.
Figlarnymi oczętami, 
piruetem i skokami 
do zabawy już zaprasza,
dzieci krzyczą: Sala nasza!
Śmiechy, wrzawa i kuksańce,
skoki, zwroty, przepychańce,
Jola w ręce poklaskuje,
do fikołka się szykuje.
Mały Jasiu jej wtóruje
i do lustra już pozuje.
Przedszkolaki mają raj.
Hela piszczy: W to mi graj!
Zegar bije: Bim, bam, bom!!!
Juz 12.00 róbmy rząd.
Obiad pachnie wyśmienicie.
Buruś usnął w kątku skrycie.

Zawody pływackie
 

Na tablicy przy basenie
wisi wielkie ogłoszenie:
Zwierzakowy klub sportowy
nowy brodzik ma gotowy.
Kto tężyznę dobrą ma
na zawody niechaj gna.
Pływających zapraszamy!
Już nagrody ładne mamy.
Wśród zwierzaków popłoch duży,
ruch każdemu dobrze służy.
Miauki, piski i szczekania
słychać wszędzie od zarania.
Pieski, kotki i króliki
zakładają kostiumiki.
Woda pluska i zaprasza,
głośny gwizdek start ogłasza.
Pieski płyną bardzo sprawnie.
Królik kuli się zabawnie.
Kotek sierść do góry jeży,
i zębiska do nas strzeży.
Burek w takt łapami macha,
mknie do przodu, nie ma stracha.
Dystans w czasie pokonany,
wcale nie jest zadyszany.
Już zwyciezcą ogłoszony
i kosteczką nagrodzony.
Dyplom dostał kolorowy
Ma do dumy powód nowy.

 

 

Owocowe sprzeczki

 

Dziś od rana na straganie
wśród owoców zamieszanie.
Jabłka gruszki przepychają,
ze śliwkami się sprzeczają.
Czerwonością swą się puszą,
swym zapachem wszystkich kuszą.
Gruszki nie są od nich gorsze
i do kłótni jeszcze skorsze.
W pasie wcięte doskonale,
patrzą się zarozumiale. 
Śliwki skromnie sobie leżą,
z owocami się nie mierzą.
Lila kolor w słońcu skrzy,
cienka skórka lekko drży.
Koniec sporu o urodę.
Kto zdobędzie dziś nagrodę?
Dzieci śliwki wybierają.
Z apetytem je zjadają.
Babcia wybór tak kwituje:
„Słodka śliwka im smakuje!”

Ostatnia aktualizacja nastąpiła 22.10.2020 r.

w rubrykach:

"Bliżej Boga".

Impressum

 

POLONIK MONACHIJSKI - niezależne czasopismo służy działaniu na rzecz wzajemnego zrozumienia Niemców i Polaków. 

Die unabhängige Zeitschrift dient der Förderung deutsch-polnischer Verständigung.

 

W formie papierowej wychodzi od grudnia 1986 roku a jako witryna internetowa istnieje od 2002 roku (z przerwą w 2015 roku).

 

Wydawane jest własnym sumptem redaktora naczelnego i ani nie zamieszcza reklam ani nie prowadzi z tego tytułu żadnej innej działalności zarobkowej.

 

Redaguje:

Dr Jerzy Sonnewend

Adres redakcji:

Dr Jerzy Sonnewend

Curd-Jürgens-Str. 2
D-81739 München

Tel.: +49 089 6257162

E-Mail: jerzy.sonnewend@polonikmonachijski.de

Ilość gości, którzy od 20.01.2016 roku odwiedzili tę stronę, pokazuje poniższy licznik:

Druckversion Druckversion | Sitemap
© Jerzy Sonnewend