Bliżej Boga

29.06.2018

 

Amazonia - nadzieja na odważne decyzje w zakresie posług kościelnych

 

Stolica Apostolska ogłosiła niedawno dokument przygotowawczy Zgromadzenia Specjalnego Synodu Biskupów dla Amazonii, które odbędzie się w październiku 2019 r. pod hasłem: „Amazonia: nowe drogi dla Kościoła oraz na rzecz ekologii integralnej”.

Podkreślono w nim potrzebę wsłuchania się w pierwotnych mieszkańców Amazonii. Na tym terenie mieszka ok. 3 milionów autochtonów, należących do prawie 390 różnych ludów i narodowości. Jedną z niesłychanie ważnych spraw dla tych chrześcijan jest Eucharystia, a właściwie jej dojmujący brak. Synod ma być przestrzenią „wzajemnego słuchania”, konieczne jest zatem otwarcie się i wsłuchanie „w skargę tysięcy wspólnot przez długie okresy pozbawionych niedzielnej Eucharystii”. 

W związku z tym nieodzowne jest przemyślenie sprawy posług kościelnych, dokładniej mówiąc problemu bezwzględnego wiązania święceń kapłańskich z celibatem. Obowiązkowy celibat jako jedyna droga do kapłaństwa powstrzymuje wielu przed decyzją pójścia za głosem powołania do służenia Bogu w kapłaństwie Jezusa Chrystusa. Zatrważająco malejąca liczba kapłanów jest przyczyną, że wierni w różnych miejscach na świecie są pozbawieni nieraz przed dłuższe okresy czasu Eucharystii. W ten sposób Kościół mówiąc przysłowiowo „podcina gałąź, na której siedzi”. Kościół z jednej strony głosi permanentnie i jednoznacznie, że Eucharystia jest istotnym elementem struktury Kościoła, jego centrum, „źródłem i szczytem” jego działalności, Kościół „żyje z Eucharystii”, ona go „buduje”, z drugiej zaś nie dopuszczając do święceń ludzi żonatych, zdolnych i chętnych do służby kapłańskiej, Kościół pokazuje niejako, że ważniejszy dla niego jest sam celibat sakrament Eucharystii - pamiątka śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. 

Wierni świeccy w Amazonii błagają władze Kościoła (papieża Franciszka) o zgodę na święcenie tzw. „viri probati”, czyli mężczyzn posiadających rodzinę, ugruntowanych w wierze, którzy od lat są katechetami i animatorami chrześcijańskich wspólnot. Czas najwyższy, by w naszym Kościele zwyciężyła logika i rozsądek, a nie brały góry nad dobrem Kościoła ideologia i surowe ciasne prawo kościelne, bo celibat nie jest z prawa boskiego, lecz ludzkiego!

We wspomnianym dokumencie wskazano zatem „nowe drogi”, które mają doprowadzić do Kościoła o „amazońskim obliczu”, a także stanowić odpowiedź na niesprawiedliwości w regionie, w tym na „narzucanie modeli kulturowych i gospodarczych obcych życiu ludów”. Powołując się na papieża Franciszka, autorzy wyjaśniają, że „wszyscy musimy pozwolić się ewangelizować” przez ludy tubylcze i ich kultury. Ich nauki mogą wskazać priorytetowe kierunki dla nowych dróg Kościoła w Amazonii. Nowe drogi duszpasterskie „wymagają wzmożenia działalności Kościoła na tym terenie i pogłębienia procesu inkulturacji, który wymaga od Kościoła w Amazonii przedstawienia odważnych propozycji”.

Ks. Jerzy Grześkowiak

W sobotni wieczór…

 

Panie, oto stajemy w ten wieczór soboty

przed Twoim świętym Obliczem.

Dziękujemy dziś Tobie za błogosławieństwo
           tygodnia, 
który minął –

za wszystkie dowody Twej miłości,

za słowo Dobrej Nowiny,

i za Sakrament zbawienia, któryś nam dał -

za tę wielką wspólnotę 

jednej wiary i jednej miłości,

w którąś nas – tak często samotnych – 

włączyć raczył.

Dziękujemy Ci też za wszystkie ofiary tych,

których powołałeś, 

by dźwigali dla Ciebie i bliźnich

codzienny krzyż - ból, smutek, cierpienie.

 

Oto stajemy teraz przed Tobą,

by przygotować się na Twój Dzień,

wielki Dzień Pana - Jezusa Chrystusa.

Oczyść nas, Najświętszy, 

przebacz nam wszystko, 

złe uczynki i zaniedbania.

Dokończ w nas i pośród nas to,  

czemu dałeś początek.

 

Daj nam być sługami Twymi, 

których biodra są przepasane 

w oczekiwaniu Pana.

Daj nam mądrość pięciu mądrych panien, 

trzymających w ręku lampy

i oliwę w dzbanach.

 

Prosimy też Ciebie,

pobłogosław tych wszystkich, 

którzy jutro będą głosić Słowo twoje 

i udzielać Twych świętych tajemnic.

Niech przyniesie owoc to, co posiejesz.

Obdarz jutrzejszą niedzielę 

blaskiem Twej wiekuistej światłości, 

aby świeciła nam -

nad pracą, trudem i troską 

nadchodzących dni.

 

Pomóż nam zwrócić spojrzenie 

ku Twemu wiecznemu Królestwu,

gdzie słońce, którym Ty jesteś, 

nigdy nie zachodzi.

I każ nam u kresu żywota

doświadczyć świtu wiekuistej Niedzieli

w twym nowym stworzeniu.

 

O to prosimy za przyczyną 

Najświętszej Dziewicy i Matki

i wszystkich Świętych Twoich,

i Aniołów:

przez Chrystusa naszego Pana. 

Amen.

 

Ks. Jerzy Grześkowiak

16.06.2018

 

Słowo Życia na niedzielę

 

Tajemnica szczęścia - Trzy życzenia

 

Pewien mężczyzna naprzykrzał się stale Panu Bogu przedkładając Mu wszelkie możliwe prośby. Pewnego dnia Bóg rzekł do niego: „Dość tego. Trzy prośby i żadnej więcej. Spełnię trzy twoje życzenia i na tym koniec. Mów, czego chcesz!”. Ów człowiek wpadł w zachwyt: „Wszystko, czego chcę?”. Bóg odpowiedział: „Tak, trzy prośby i żadnej więcej”.

Dość długo myślał ów mężczyzna i w końcu rzekł: „Panie, Ty wiesz, właściwie to mi głupio, ale najchętniej chciałbym się uwolnić od mojej żony, bo ona jest głupia i zawsze… Panie, Ty wiesz, jak to jest. To nie do zniesienia! Nie mogę już z nią więcej żyć. Czy mógłbyś mnie od niej uwolnić?”.

„W porządku” – powiedział Bóg „Twoje życzenie będzie spełnione”. Wkrótce pojawiło się u tego człowieka poczucie winy, że było mu teraz tak lekko. Ale był szczęśliwy i pomyślał: „Ożenię się z piękniejszą i młodszą kobietą”.

Gdy rodzice i przyjaciele przybyli na pogrzeb, wszyscy płakali, modlili się za zmarłą i chwalili jej zalety. Wtedy to nagle uświadomił sobie, kogo stracił i zawołał. „Mój Boże, miałem taką wspaniałą żonę i nie doceniałem jej za życia”. Czuł się bardzo źle, więc zwrócił się do Boga błagając: „Panie, przywróć jej znowu życie”. Bóg oświadczył: „Dobrze, niech spełni się twoje drugie życzenie”.

I tak pozostało mu jeszcze tylko jedno życzenie. „Czego mam sobie życzyć? – zastanawiał się. Pytał swoich przyjaciół o radę. Jedni mówili: „Życz sobie pieniędzy; gdy będziesz miał pieniądze, możesz mieć wszystko, czego tylko zechcesz”. Inni natomiast: „Co ci pomogą pieniądze, jeżeli nie będziesz zdrowy?” Ktoś jeszcze inny powiedział: „A cóż ci ze zdrowia, jeżeli pewnego dnia umrzesz? Życz sobie nieśmiertelności!”.

Biedak już nic nie wiedział, czego naprawdę ma sobie życzyć, bo jeszcze inni powiedzieli: „Cóż ci pomoże nieśmiertelność, skoro nie masz nikogo, kogo możesz kochać? Życz sobie miłości”. Myślał i myślał i nie mógł się zdecydować, nie wiedział po prostu, czego chce. I tak mijały lata, pięć, dziesięć… Pewnego dnia Bóg powiedział: „Kiedy właściwie wyjawisz mi wreszcie twoje trzecie życzenie?”

Biedaczyna rzekł: „Panie, jestem bardzo zakłopotany, nie wiem, czego mam sobie życzyć! Czy nie mógłbyś mi pomóc i powiedzieć, czego powinienem sobie życzyć?”

Bóg roześmiał się: „A więc dobrze, powiem ci. Życz sobie, byś był szczęśliwy, cokolwiek ci się w życiu zdarzy. W tym leży tajemnica szczęścia!

 

Według Antony de Mello (Drei Wünsche, w: Wir leben, um zu lieben, Die Grundbotschaft des Christlichen, red. L.Hohn-Kemler, Freiburg i. Br. 1996, s. 100-101.)

 

Ks. Jerzy Grześkowiak

Ks. dr hab. Jerzy Grześkowiak

Słowo Życia z okazji Świąt Najświętszego Serca Jezusa (8.06.) i Niepokalanego Serca Maryi (9.06.2018)

 

Serce – od pradawna uważane było za najważniejszy, najbardziej tajemniczy organ ludzkiego ciała, centrum życia i osoby; z jednej strony za siedlisko afektów, emocji, namiętności i wrażliwości, z drugiej zaś za miejsce poznania, percepcji i rozumienia. Stąd słowo „serce” odnosi się do intymnej głębi człowieka, jedności jego istoty, z której pochodzi to wszystko, kim człowiek jest i co czyni. Serce niestrudzenie pracuje, nocą i dniem; cierpi wraz ze mną, gdy cierpię i cieszy się, gdy jestem szczęśliwy; w smutku, żałobie, bądź w stanach lękowych kurczy się i „ściska”, nieomal „staje”, albo z radości „skacze”, lub chce „wyskoczyć z piersi”. „Serce to najpiękniejsze słowo świata”– do dziś brzmią mi w uszach te słowa ze szlagieru M. Fogga, śpiewane przez moją mamę w domu rodzinnym, podczas codziennej krzątaniny. I tak już w życiu jest, że często kierujemy się w naszym postępowaniu bardziej sercem niż rozumem, nie bacząc na możliwe negatywne konsekwencje, bo jak powiedział B. Pascal: „Serce ma swoje racje, których nie zna rozum; widzimy to w tysiącu rzeczy”.Tę trudną do zgłębienia tajemniczość serca Chińczycy wyrażają w przysłowiu: „Można znać cały świat, ale tylko w małym stopniu serce”.

Współcześnie centralna symbolika serca to szeroki zakres znaczeń związanych ze sferą emocjonalną, uczuciową, a zwłaszcza z miłością w jej rozmaitych aspektach, czyli z wzajemną miłością mężczyzny i kobiety (partnerstwo, małżeństwo), z miłością człowieka do człowieka i z miłością do Boga. Niemal w zaniku jest, niestety, dawne powiązanie serca ze sferą poznania, tak dosadnie wyrażone przezCypriana K. Norwidaw słowach: „Serce – istotnym jest prawdy ogniskiem”. 

Dobrze, że ostatnio coraz częściej pojawiają się głosy o doniosłości serca w dziedzinie poznania. Na polskim gruncie czynią to arcybiskup Alfons Nossoli teolog-poeta ks. Jerzy Szymik, zapraszając znowu do „myślenia sercem” (J. Szymik. Być dla, czyli myśleć sercem. Z księdzem biskupem Alfonsem Nossolem rozmawia ksiądz Jerzy Szymik. Katowice 1999).

Do „serca” odwoływał się też często papież Benedykt XVI. Na przykład w posynodalnej Adhortacji apostolskiej Sacramentum caritatis(nr 2) pisze:

„Każdy człowiek niesie w sobie niezniszczalne pragnienie prawdy, ostatecznej i definitywnej. Dlatego Pan Jezus, który jest „Drogą, Prawdą i Życiem” (J14,6) zwraca się do wzdychającego serca człowieka, który czuje się pielgrzymem i spragnionym, do serca tęskniącego za źródłem życia, do serca, które żebrze o Prawdę. Jezus Chrystus istotnie jest Prawdą i jednocześnie Osobą, która pociąga do siebie świat”.

Zdumiewające, jak symbolikę serca rozumiał w racjonalnym XX w. tak wieki teolog, jakim był Romano Guardini, którego proces beatyfikacyjny wszczęto w Monachium w grudniu 2017 r.  „Serce jest duchem w pobliżu krwi”– to nieraz powtarzane przez niego zdanie streszcza jego osobistą „filozofię i teologię serca”. W książce poświęconej Błażejowi Pascalowi pisał: 

„Serce nie jest wyrazem tego, co emocjonalne, w przeciwieństwie do tego, co logiczne; nie jest uczuciem w przeciwieństwie do intelektu; nie „duszą” w przeciwieństwie do „ducha”. (…) Serce jest duchem biorącym od krwi żar i czucie, ale równocześnie wznoszącym się do jasności oglądu, wyrazistości kształtu i precyzji osądów.”. (Christliches Bewusstsein, Versuche über Pascal, München 1962, s. 16).

Ta w sformułowaniu i w treści niezwykła wypowiedź wyrosła z wielu doświadczeń niełatwego życia, z intelektualnych zmagań o prawdę o Bogu i człowieku, oraz z poszukiwań właściwych dróg i metod w duszpasterstwie (także liturgicznym), które to – sercem przepracowane – uczyniły Guardiniego autorytetem i nauczycielem co najmniej dwóch pokoleń. Bardziej niż słowo „sumienie” lubił on słowo „serce” jako właściwy organ słuchania, wsłuchiwania się i klarownego rozróżniania i osądu, prowadzącego do opowiedzenia się zawsze za dobrem. Ono ma w sobie coś z żaru namiętności, ale jest prześwietlone duchem. Umierając (1.10.1968) powtarzał stale słowa: „Niespokojne jest nasze serce, o Boże, dopóki nie spocznie w Tobie”.Przyjaciele kazali te słowa św. Augustyna wydrukować na pośmiertnym obrazku razem z krótkim, pomijającym wszystkie jego tytuły i stanowiska, a dobrze streszczającym całe jego życie sformułowaniem: „Romano Guardini – sługa Pana” 

Jak odczuwamy nasze serce? Pod wpływem przeżyć i związanych z nimi doznań i uczuć nasze serce bije mocno, szybko, gwałtownie, tłucze się w piersiach, skacze z radości. Serce może tęsknić i usychać; może być smutne, zatroskane, przytłoczone, zranione, rozdarte, rozbite, złamane, krwawiące. W relacjach międzyludzkich mówi się o sercu „dobrym”, „wielkim” lub „złotym”, co oznacza czyjąś uczynność, gotowość do pomocy, bezinteresowność, szlachetność, wspaniałomyślność, miłosierdzie. Przeciwieństwem tego jest serce „złe”, „małe” (małoduszność, tchórzliwość), „twarde” lub „kamienne” (nieczułość, okrucieństwo). Serce może symbolizować odwagę, siłę, animusz lub lękliwość, strach (serce, które „zamiera z trwogi”, „ucieka do pięt”). Serce może być „prawdziwe” i „szczere” („serce na dłoni”) lub „fałszywe”, „dwoiste”.

W Biblii wyraz serce występuje kilkaset razy i posiada niemal wszystkie wspomniane powyżej konotacje.

Gdy w początkach chrześcijaństwa zaczęto używać serca jako symbolu na sarkofagach i grobach, łączono je z krzyżem lub z monogramem Chrystusa. Takie serce wskazywało na chrześcijańskie usposobienie zmarłego. Św. Paweł pisząc o „miłości płynącej z czystego serca”(1 Tm 1,5), podjął prastare widzenie w sercu głębokiej symboliki miłości i religijności. W Starym Testamencie Bóg mówi do ludu pierwszego przymierza: „Moje serce bije dla niego”(Jr 31,20) i obiecuje przez proroka Jeremiasza nowe przymierze zapisane w sercu: „Umieszczę swe prawo w głębi ich jestestwa i wypiszę na ich sercu. Będę im Bogiem, oni zaś będą Mi narodem.” (Jr 31,33).

Równie plastyczny jest obraz zastosowany przez proroka Ezechiela, który mówi o wymianie serca ludu Starego Przymierza:

Dam im jedno serce i wniosę nowego ducha do ich wnętrza. Z ciała ich usunę serce kamienne, a dam im serce cielesne, aby postępowali zgodnie z moimi poleceniami, strzegli nakazów moich i wypełniali je. I tak będą oni moim ludem, a Ja będę ich Bogiem. (Ez 11,19-20)

Nie idzie tu wprawdzie o fizyczną transplantację serca, ale to porównanie przeniesione na grunt chrześcijaństwa, pozwala zrozumieć tajemnicę „nowości” i „nowego życia” w Bogu otrzymywanego przez Chrystusa mocą wiary i sakramentu chrztu. Po transplantacji serca niezbędne są różne medyczne zabiegi i przyjmowanie stosownych lekarstw, by pacjent mógł z tym nowym sercem żyć, by ono stało się „jego sercem”, a nie było nadal „sercem innego człowieka” (medycyna potwierdza tu występujące nieraz niezwykle traumatyczne przeżycia pacjentów po transplantacji serca). Podobnie w duchowej transplantacji, w której Pan wszczepia nam nowe serce, potrzebne jest otwarcie na Stwórcę i Jego wezwania i konieczne są odpowiednie „zabiegi i środki lecznicze”, aby ono stało się rzeczywiście „naszym sercem”. Doskonale wyraziła to Teresa Ferenc:

Jeśli nie jestem Twoim uderzeniem serca

Zaraz wyschnę i do nóg sobie spadnę

 

Z pokolenia na pokolenie beznadziejnie zabiegana

Lewą ręką podtrzymuję żywe i martwe

Prawa ręką podtrzymuję martwe i żywe

 

Pokochałam to moje w Tobie przetwieranie

Ten Twój we mnie skurcz serca

Pozwól mi jeszcze poumierać Panie

W chrześcijaństwie „serce z płomieniem” oznacza pobożność, oddanie się Bogu, religijną żarliwość. Serce jest symbolem miłości, czci, szacunku, życia wewnętrznego. Serce przebite strzałą – to serce pełne skruchy i żalu za grzechy, a w zakresie świeckim - miłość, namiętność, oddanie. Serce płonące otoczone cierniem i uwieńczone krzyżem to serce Jezusa. Rana powstała przy przebiciu Jego serca, gdy jeszcze wisiał na krzyżu, pozostała jako „pamiątka” na ciele Zmartwychwstałego Pana.Zbigniew Herbert pisze:

 

Tu przyłożono ostrze do ciała

Tu dokładnie

I pchnięto

I jest pamiątka

krzyczy we wszystkich językach ryby

-rana –

 

Ks. Jerzy Grześkowiak

4.06.2018

 

Modlitwa na nowy tydzień

 

Panie mój, Boże, 

 

spraw, bym spowolnił tempo mojego życia,

bym się tak nie spieszył,

bym umiał wolniej iść.

 

Zbyt szybie bicie mojego serca spowolnij 

przez wyciszenie mojej duszy.

 

Spraw, by moje nierówne, przyspieszone kroki zwolniły, 

ustabilizowały się 

przez patrzenie

na odległą bezbrzeżną, bezczasową wieczność.

 

Pośród zawirowań dnia 

daj mi pokój odwiecznych gór.

 

Napięcie moich nerwów i mięśni rozluźnij

przez łagodną muzykę i szemrząca wodę, 

które żywotne są w moich wspomnieniach.

 

Daj mi zaznać czarodziejskiej mocy snu,

który mnie odnawia i regeneruje.

 

Naucz mnie sztuki rozkoszowania się wolną chwilą.

 

Spraw, bym wolniej chodził,

abym widział kwiaty, łąki i drzewa, 

umiał zamienić kilka słów z przyjacielem,

pogłaskał pieska, 

poczytał kilka stron w książce.

 

Panie, spraw, bym szedł wolniej

i wzbudź we mnie pragnienie, 

by moje korzenie 
             
głębiej wrastały w grunt wieczności, 
             
i bym wzrastał ku mojemu
             
prawdziwemu przeznaczeniu.

 

ks. Jerzy Grześkowiak  
(według modlitwy z Południowej Afryki)

 

Słowo Życia na Niedzielę Trójcy Przenajświętszej (27.05.2018)

 

Całe nasze życie jest zanurzone w Bogu, który jest wspólnotą Boskich Osób nazywanych Świętą Trójcą. Chrzest, rozpoczynający naszą chrześcijańską egzystencję, jest udzielany „w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego”. Każda mama-chrześcijanka już od maleństwa uczy swoje dzieci, jak należy się „żegnać”, czyli jak czynić na sobie znak krzyża wypowiadając przy tym słowa: „W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen”.

 

W sakramencie pojednania kapłan udziela nam rozgrzeszenia w imię Troistego a przecież Jednego Boga. Każdą Eucharystię rozpoczynamy w imię Trójcy Świętej i kończymy otrzymując błogosławieństwo Ojca, Syna i Ducha Świętego. W naszych kościołach – gdy się dobrze rozejrzymy – odnajdujemy obrazy, figury, symbole Boga Ojca, Jezusa Chrystusa i Ducha Świętego. Boska Trójca to centrum naszej wiary. 

 

To wszystko jest tak oczywiste, ale gdy próbujemy wmyśleć się w tę Boską Wspólnotę, czujemy, że jest to niepojęta tajemnica – bez dna. Największe umysły i najlepsi teologowie usiłując wniknąć w jej głębię posługiwali się różnymi obrazami i porównaniami, Dla przykładu św. Patryk w misyjnej katechezie w Irlandii dla zobrazowania Trójcy Świętej pokazywał trójlistną koniczynę, w skutek czego stała się ona narodowym symbolem tego kraju. Gdy pierwsi iro-szkoccy misjonarze ewangelizowali terytoria zachodniej Europy, posługiwali się również ta analogią. O sukcesie tej poglądowej metody świadczy fakt, że budując kościoły sytuowano w nich trzy chóry w kształcie koniczynki, by także przez architekturę wyrazić myśl, iż kult tu składany odnosi się do Boga w Trzech Osobach.

 

Istnieje piękny obraz malarza Pinturicchio przedstawiający biskupa nad brzegiem morskiej zatoki. Pytająco wznosi on ręce ku górze, a jego oczy są wpatrzone w nieskończoną dal. Obraz nosi tytuł: „Św. Augustyn medytuje nad brzegiem morza o tajemnicy Trójcy Świętej”.

 

Św. Augustyn napisał wielkie tomisko o Trójcy Przenajświętszej, by pod koniec dojść do wniosku, że właściwe podjętemu zadaniu nie sprostał i że tej tajemnicy żaden człowiek zgłębić nie jest w stanie. Istotny tok jego dociekań można najkrócej tak streścić: Bóg poznaje samego siebie, swoją istotę w sposób tak intensywny, głęboki i doskonały, że to „poznawanie” zyskuje kształt stając się osobą Syna.  Z kolei to doskonałe odbicie i obraz swej własnej istoty Bóg miłuje tak bardzo, że owa miłość pomiędzy Ojcem i Synem również staje się osobą - jest nią Duch Święty.

 

Te głębokie analizy stanowią dla wierzącego człowieka niewątpliwie znaczną pomoc. Ale tylko pomoc, jakąś daleką analogię - nic więcej. Św. Augustyn dobrze zdawał sobie z tego sprawę. Natomiast z jego zmagań w tym zakresie zrodziła się legenda, której odbiciem jest wspomniany obraz Pinturicchio. Opowiada ona, że Augustyn spacerując nad Morzem Śródziemnym spotkał chłopca, który wykopał w nadmorskim piasku dół i muszlą przelewał doń morską wodę.  Na pytanie skierowane do chłopca, co robi, otrzymał odpowiedź: „Chcę tu przelać całe morze”. W tym momencie niejako łuski spadły z jego oczu i pojął: Wszelkie próby zrozumienia i wyjaśnienia małym ludzkim rozumem istoty Trójcy Świętej to to samo co usiłowanie przelania muszlą morza do dołka w morskim piasku. Człowiek stoi tu wobec przepastnej tajemnicy, której nigdy nie zgłębi ani ludzkim słowem nie wypowie. Zresztą jakiż to byłby Bóg, gdyby ludzki rozum mógł wniknąć w jego tajemnice?

 

A w rzeczywistości jest właśnie tak, że im bardziej pojmujemy, iż nasze próby wyjaśnienia tajemnicy Boga są nieudolne, niewystarczające i niepełne, tym bardziej przybliżamy się do Jego prawdziwej istoty. Boga nasza myśl nie dotknie i nie uchwyci. On nie jest „Bogiem matematyków i filozofów” (Blaise Pascal).

 

Bóg jako Trójca to Bóg-Wspólnota miłujących się Boskich Osób, posiadających tę samą naturę. Bóg jest miłością, która się wypowiada, ofiaruje, wydaje, rozprzestrzenia. Ponieważ człowiek nie może do Niego dotrzeć wysiłkiem swego umysłu, Bóg mu się objawia. Boga nie można zatem poznać i zgłębić, ale można Go znaleźć i doświadczyć. W międzyludzkich relacjach dzieje się przecież coś podobnego. Nie można zrozumieć istoty drugiego człowieka, a przecież ufamy mu, jeżeli on swoją postawą i zachowaniem udowodnił swoją humanitas, swoją dobroć, szczerość i spolegliwość.

 

Przez zachowanie poznajemy osobę. Istota bytu ujawnia się przez czyn (Operatio sequitur esse). „Po ich owocach poznacie ich” -mówi Jezus (Mt 7,20).

 

Z powyższego wynika: gdy mówimy, że tajemnicy Trójcy nie możemy zrozumieć, to nie znaczy to, iż Bóg jest tylko daleki, niedostępny i niepojęty.  Możemy Go przecież doświadczyć przez Jego działanie i czyny. I tak:

 

- przez działanie Boga w stworzeniach, w które On wszczepił prawa natury, poznajemy Ojca, Stwórcę nieba i ziemi, który stale wychodzi ku ludziom, który zawarł przymierze z Noem, Abrahamem i Mojżeszem;

 

- w Jezusie Chrystusie rozpoznajemy istotę Ojca – Miłość. On, Syn Boga, przyszedł na świat, by z miłości oddać życie „za swoich przyjaciół”;

 

- w dziejach Kościoła – wspólnoty Chrystusa - bezustannie doświadczamy Ducha Świętego, który „wieje, kędy chce” i który w najtrudniejszych sytuacjach doświadczany jest jako Twórcza Moc, Ożywiciel, Miłość i Jedność, Opiekun i Pocieszyciel.

 

Trójca Święta to znaczy: Bóg jest jeden, ale istnieje i przejawia się w Trzech Osobach, istnieje w potrójnej relacji miłości. Bóg jest Jeden i Jedyny i jest najwyższą Jednością. Ale ta najdoskonalsza Jedność nie jest jednością czegoś, co jest niepodzielne, lecz jednością, która powstaje przez dialog miłości. Jeden i Jedyny Bóg jest zarazem relacją Miłości w sobie samym, czyli Wspólnotą i dlatego stwarza stale relacje miłości w stworzonym przez siebie świecie.

 

Ks. Jerzy Grześkowiak

 

 

Wiara i humor

  • Teologiem, który posiadał poczucie humoru był Charles Journet (+1975), wykładowca na szwajcarskim uniwersytecie we Fryburgu, przedstawiciel teologii tradycyjnej, choć nie skostniałej. Surowy, rygorystyczny i bardzo wymagający. Studenci z obawą myśleli o egzaminie. Na ostatnim w semestrze wykładzie poruszył temat opracowanego przez siebie traktatu „De Trinitate”(O Trójcy Świętej), poświęconego tematom głęboko metafizycznym. Wystraszonym studentom zadał prowokacyjne pytanie: "Zrozumieliście?" 

Jeden ze studentów odważnie powiedział: „Tak, profesorze!”.

Journet popatrzył na niego z politowaniem i kiwając głową skonstatował:

„Głupiutki! Tych spraw się nie rozumie, w nie się wierzy!”.

 

  • Bóg stworzył mężczyznę. Obejrzał go bardzo dokładnie z bliska i z daleka. Na koniec podsumował”: „Mogę go ulepszyć”. 

– I stworzył kobietę.
 

  • Adam: „Co u ciebie?”

Ewa wzdychając: „A co ma być? Żadnych jabłek więcej…”

19.05.2018

 

Słowo Życia na Święto Zesłania Ducha Świętego

Ogień Ducha Bożego

 

Wydarzenie zstąpienia Ducha Świętego na pierwszą wspólnotę wyznawców Chrystusa i jego duchowe skutki opisuje św. Łukasz z pomocą trzech znaków: wichru, ognia i mówienia różnymi językami. Za przedmiot naszej medytacji weźmy dziś jedynie symbol ognia. „Ukazały się im też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden” (Dz 2,3).

Ogień – to wielka siła, potężny i groźny żywioł. Stanowi dobrodziejstwo dla człowieka, ale też wielkie niebezpieczeństwo. Potrafi stopić najtwardsze przedmioty i metale. Jego zastosowanie umożliwia tworzenie nowych przedmiotów i silnych konstrukcji. Ale jest również siłą niszczycielską - w żarze ognia płoną lasy i domy. Dawniej ogień pochłaniał całe wioski, osiedla i miasta.

W wielu kulturach ogień uchodzi za coś świętego. Woda wypływa z ziemi, a ogień pochodzi z nieba (błyskawice w czas burzy podpalające domy i lasy). Ogień to coś boskiego, stąd w wielu kulturach istniały bóstwa ognia i kult ognia. 

Ogień potrafi oczyszczać i odnawiać. Oczyszcza i uszlachetnia, co niedoskonałe. Złoto oczyszcza się w ogniu, który z wydobytych z ziemi grudek spala wszystkie nieszlachetne i zbędne elementy.  Ta symbolika mówi nam, że Duch Święty chce również w nas wypalić wszystko, co stoi na przeszkodzie w rozwoju pełni życia godnego człowieka i zamierzonego przez Boga. Jest w nas wiele „nieczystości” i „złych elementów” – skłonność do złego, złe namiętności, niezadowolenie, stany podenerwowania i gniewu, zgorzknienie, szybkie obrażanie się, zazdrość, mściwość. Na decyzje, które podejmujemy i na postępowanie wywierają znaczny wpływ nasze nieopanowane pożądliwości, kompleksy, poczucie niższości wobec innych, złe emocje złości, nienawiści.  Te wszystkie „nieczyste duchy” utrudniają rozwój życia duchowego.

Należy zatem budzić w sobie tęsknotę za ogniem Ducha, by spalił w nas wszystko, co złe i mroczne, wyprostował co skrzywione, ugiął, co harde, zmiękczył, co twarde, byśmy decyzje podejmowali jasnym umysłem i oczyszczonym sercem. Ogień Ducha przygotowuje niejako nowe narodziny na wyższym poziome. Gdy wypali się to, co stare i zużyte, może powstać w nas nowe życie.

Ogień jest bowiem znakiem żywotności i życia. Mówimy czasem o kimś, że ma „ogniste oczy”. Z takich oczu bije jakieś światło, niejako wydobywa się z nich iskra i przeskakuje na drugich.  One promienieją życiem, radością, czujnością… Trudno oprzeć się ich urokowi i pociągającej sile. I odwrotnie -  od niektórych oczu lub twarzy biją jakieś negatywne fale, promienie zła, zły i niszczycielski ogień, przed którymi się wzdrygamy, uciekamy, bo czujemy, że w tym człowieku jest coś nieokreślonego i nieobliczalnego, wprost złego. 

Błagając o ogień Ducha Bożego, prosimy o ogień budzący życie, który na nowo rozdmucha w nas dogasający żar ukryty pod szarą warstwą popiołu. Dziś tak wielu ludzi czuje wewnątrz pustkę, czują się wypaleni. Grasuje po świecie syndrom Bourn-aut, szczególnie pośród tych, którzy ofiarnie poświęcają się służbie dla drugich. Tylko kto się pali, może się wypalić. Prawdopodobnie wielu z nich zaniedbało troskę o „ogień wewnętrzny”. Może jest tak, że drzwi ich „paleniska i pieca” są stale „otwarte” i właśnie z tej racji ogień wygasł i pozostał już tylko popiół. Efektem jest wewnętrzne wypalenie, letniość lub oziębłość, zawód, rezygnacja, bezsilność. Nic żywotnego, energetycznego i pozytywnego nie może już z nich wyjść.

Zesłanie Ducha Świętego to orędzie, że w głębi naszych serc leży nie sam popiół, lecz żar, który jest w stanie na nowo zapalić nasze ciała i dusze.  Czerwony kolor szat liturgicznych tego święta przypomina o tym wewnętrznym żarze ukrytym pod warstwą spopielonego pyłu. Celebrujemy to święto, by ów żar na nowo wybuchnął w nas gorącym i jasnym płomieniem, przy którym będą mogli ogrzać się inni ludzie, przez co i oni odkryją w sobie Boży ogień prawdziwego życia.

Ogień ma jeszcze jeden wymiar -  pociąga, zaprasza ku siebie, skupia ludzi. Któż nie wspomina ognisk harcerskich, wieczornych ognisk na kajakowych spływach czy górskich obozach albo rodzinnych lub przyjacielskich spotkań przy grillowaniu. Usiąść wokół ogniska, śpiewać piosenki, wsłuchiwać się w dźwięki gitary, wpatrywać w buzujący ogień – to coś niezmiernie tajemniczego i fascynującego. Ogień jednoczy i tworzy wspólnotę.

W to święto prosimy zatem Ducha, by Jego ogień dotknął nie tylko poszczególnych chrześcijan, lecz by stał się centrum, wokół którego będą się gromadzić ludzie. W ten sposób Kościół Jezusa Chrystusa jako środowisko żaru, ciepła i światła Ducha stanie się miejscem, w którym ludzie skupiają się wokół ognia, by śpiewać pieśni pełne radości i tęsknoty za Transcendencją, pieśni uwielbienia i chwały ku czci prawdziwego Boga będącego Miłością i Życiem.

Zapraszam do refleksji: Jakie są moje doświadczenia z ogniem? Jakie przeżycia, odczucia, emocje łączę z nim? 

Zaufaj, że w Tobie pali się ogień Ducha Świętego, ogień miłości, żywotności, fantazji, mocy, braterstwa, jedności, wspólnoty, odpowiedzialności za siebie, za ludzkość, za Kościół i za świat.

Strzeż tego ognia w sobie, by nie zagasł! Dbaj, by palił się w Tobie, wszystko oczyszczał i odnawiał, innych ogrzewał. Wtedy Twoje i ich oczy będą promieniować pełnią życia i nieodpartym żarem miłości z Ducha Bożego!

 

Ks. Jerzy Grześkowiak

 

Humor i wiara

* Spotyka się dwóch proboszczów. Jeden z nich skarży się: 

 - Wiesz kochany współbracie, mam ogromny kłopot z nietoperzami w moim kościele. Na co jego kolega:

 - Otóż, ja miałem te same problemy. Ale wpadłem na dobry pomysł, wszystkie nietoperze wybierzmowałem, po czym już ich więcej w kościele nie widziałem.


* W niebie konferencja na najwyższym szczeblu – obraduje Trójca Święta, by podjąć decyzję, dokąd w zaplanowanej pielgrzymce na ziemię uda się każda z Trzech Boskich Osób. Bóg Ojciec postanawia zjawić się w Syrii, by zakończyć tę potworną wojnę. Jezus Chrystus chce znowu odwiedzić swoją Ojczyznę – Izrael. A Duch Święty oświadcza: „Ja udam się do Rzymu – na Watykan, bo tam jeszcze nigdy nie byłem!”

 

Ksiądz podczas kazania: „Każdy chciałby tak chętnie pójść do nieba, ale wielu żyje w nadziei, że do ich śmierci warunki przyjęcia zostaną złagodzone!”.

Słowo Życia na 7 niedzielę Wielkanocy B -  13.05.2018.

 

W świecie, ale nie ze świata
Ewangelia: Jan 17, 11-19.

 

Ewangelia tej niedzieli jest fragmentem modlitwy arcykapłańskiej Jezusa w Wieczerniku będąca pożegnaniem z uczniami przed Jego śmiercią.  Przeniknięta jest emocjami smutku, niepokoju i nadziei.  Jezus prosi w żarliwej modlitwie Ojca o to, by uczniowie i Jego przyszli wyznawcy zachowali jedność, o radość „w całej pełni” dla nich, o ustrzeżenie od złego w tym świecie i o uświęcenie ich w prawdzie.

 

W naszym rozważaniu ograniczymy się do tylko jednego aspektu: ustrzeżenie od złego. Istotne dla nas są następujące słowa Jezusa:

„Ja im przekazałem Twoje słowo, a świat ich znienawidził za to, że nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Nie proszę, abyś ich zabrał ze świata, ale abyś ich ustrzegł od złego. (…) Uświęć ich w prawdzie. Słowo Twoje jest prawdą. Jak Ty mnie posłałeś na świat, tak i ja ich na świat posłałem” (J 17, 14-18).

 

W Biblii słowo „świat” jest terminem wieloznacznym. Z jednej strony „świat” to dobre i wspaniałe dzieło Boga Stwórcy, nieopisanie piękne i wielokroć błogosławione na wielu stronicach Starego i Nowego Testamentu. Trafnie ktoś to określił mówiąc: „Biblia jest ciężka od zapachów ziemi”. I taki świat należy miłować i o niego się troszczyć, bo jest przez Jezusa odkupiony i obiecane mu jest odnowienie i chwalebne przemienienie stosownie do słów Apokalipsy: „I widziałem nowe niebo i nową ziemię”.

Z drugiej strony w Biblii pod pojęciem świat rozumiane jest zło, grzech i działanie szatana. Świat ma udział w tajemnicy zła, które się panoszy na ziemi; co więcej świat solidaryzujący się z grzesznym człowiekiem jest na usługach szatana, określanego jako „książe tego świata” (J 12,31; 14,30,16,11) i jako „bóg tego wieku” (2 Kor 4,4). Duch tego świata, nie będąc w stanie zrozumieć tajemnic i darów Bożych (1 Kor 2,12) przeciwstawia się Duchowi Bożemu.

 

Świat przez Boga ukochany („Bóg tak umiłował świat, że wydał zań własnego Syna” – J 3,16) i przez Jezusa zbawiony, z powodu wplecionego weń zła jest dla człowieka wierzącego miejscem groźnym, niebezpiecznym, czasem odrażającym i wrogim. Tej rzeczywistości zła nie da się wypreparować i oddzielić, podobnie jak częstokroć niemożliwe jest wypreparowanie komórek rakowych rozsianych już po całym ciele, które samo sobie jest dobre i piękne.

 

Świat jest zatem pojęciem ambiwalentnym i gdy Jezus mówi o uczniach, że nie są ze świata jak i On nie jest ze świata, to dobrze rozumiemy, o co tu chodzi. Tadeusz Żychiewicz, wspaniały komentator tekstów biblijnych umiejętnie i trafnie osadzający je w kontekście życia codziennego człowieka tak pisał o „tym świecie”:

„Stwierdzając eufemicznie „taki jest świat” – mamy w oczach nie tylko majestat galaktyk, ale także cmentarną pustkę przestrzeni; na ziemi nie tylko wielką urodę stworzeń i równie wielką mądrość instynktów, ale także i okrucieństwo praw. Rzeczywistość ludzkiego kręgu jest nie tylko rzeczywistością twórczej pracy, poezji, sztuki czy świętości; jest to także rzeczywistość odrażających wynaturzeń, okrucieństwa nie znanego światu zwierzęcemu, kłamstwa, przemocy, strachu, sprzedajności. Taki jest świat, zaś jego prawa, rzeczywiste prawa, realnie działające prawa świata – najczęściej nic wspólnego nie mają ani z Bożym prawem, ani też ze wzniosłymi wskazaniami i przykładami nauczycieli moralności.

To nie jest Jego świat. On nie jest z tego świata. I tych kilkunastu w Wieczerniku też nie było z tego świata. A nie musi się nosić stempelka na czole, aby być z nimi. Każdy dobry ludzki odruch i każda sprawiedliwość i czasem nawet zaniechanie zła sprzeciwiają się temu światu; i tak jest on w sobie podzielony i rozdarty” (Dom Ojca, Kraków 1983, 277-178).

 

Jeśli wejrzymy dokładnie i trzeźwo w historię ludzkości, stwierdzimy, że ani ruchom religijnym ani procesom kulturowym ani razu nie udało się pognębić lub zwyciężyć zła całkowicie.

 

Po drugie, widać też jasno także ową nienawiść, którą świat darzy tych wszystkich którzy się mu, tzn. światu zła sprzeciwiali. Kiedy zaś z równą trzeźwością liczy się na ograniczone ludzkie siły, kruchą wierność, niestałą wolę i zawodna mądrość, to trzeba się pytać, na co właściwie liczyli uczniowie Jezusa po Jego odejściu do Ojca i na co my dziś liczymy w tej walce ze złem w świecie?

 

Odpowiedź daje nam II czytanie tej niedzieli: „Myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam. Bóg jest Miłością: kto trwa w miłości trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim (…) W miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk” (1 J 4,16-18).

 

Zawierzyliśmy miłości!

Dlatego nie ma w nas lęku…

W modlitwie, by walka ze złem w świecie okazała się zwycięska, wspomaga nas poeta Lucjan Rydel:

Chwytam się Ciebie rękoma drżącymi,

Nie daj mi zginąć w ciemnościach bezbrzeżnych!

Prochem jest ziemia, a jam prochem ziemi,

Lecz mnie nie strącaj z bieli szat swych śnieżnych -

Stwórz we wnętrznościach moich serce czyste,

Nie daj mi zginąć w ciemnościach bezbrzeżnych,

Chryste, o Chryste!

 

Ks. Jerzy Grzeskowiak

 

 

Humor i wiara

  • Ojciec Vanucci powiedział: „Bardziej od niektórych spowiedzi robiących wrażenie panegiryku na swoją cześć podoba mi się spowiedź wieśniaka, który przyszedł do mnie i opowiadając o swoim życiu, mówił, co złe i co dobre, i o tym, co ważne i zbyteczne. Kiedy znudzony nieco, powiedziałem: „Ale mnie interesują tylko grzechy!”, odparł, także znudzony: „Albo ja się na tym znam? Ja mówię wszystko, a ksiądz wybierze sobie to, co mu potrzeba”.

 

  • Św. Teresa z Awila musiała kiedyś odbyć rozmowę z diabłem, ale nie chciała wymienić jego imienia, więc mówiła do niego:

- Biedny nieszczęśniku, którego nie mogę kochać…

  • Pewnemu człowiekowi, który chwalił się, że nigdy nie zrobił nic złego, biskup Ambroży powiedział:

- Zbyt często czyste sumienie jest tylko rezultatem marnej pamięci.

Proszę nakliknąć, aby powiększyć.

9.05.2018

 

Słowo Życia 

Święto Wniebowstąpienia Jezusa Chrystusa  (10.05.2018)

 

W starożytności wyobrażano sobie, że ziemia to coś w rodzaju płaskiego talerza, nad którym rozpostarta jest szklana półkula nieba. Odpowiednikiem tego wyobrażenia był obraz „wstąpienia Jezusa na chmurach do nieba”.

 

Ale takie naiwne niebo jako geograficzna strefa duchowych zaświatów zdobycze naukowe stopniowo demaskowały, czego niejako symbolem są słowa rosyjskiego astronauty Gagarina, który po pierwszym kosmicznym locie kpiąco oświadczył: „Leciałem tak wysoko i daleko i żadnego Boga nie spotkałem”.

 

Czyż nie jest zatem czymś logicznym i w pełni konsekwentnym, że odrzuca się te dawne archaiczne obrazy i święto Wniebowstąpienia przemianowuje i przekształca na „Dzień Ojca”?

 

Wniebowstąpienie – to mieszanka słońca, alkoholu i Dnia Ojca” – tak skomentował jeden z niemieckich policjantów demonstracje uliczne w jego rewirze przeciwko obcokrajowcom i azylantom.  

 

Jakaż potwornie przykra degradacja tego chrześcijańskiego święta!

 

Tak doniosłe w duchową treść zostało – że tak powiem - wyprzedane, bo większość społeczeństwa na chrześcijańskim Zachodzie nie ma o nim przysłowiowego „zielonego pojęcia”.

 

Próżnię, jaka przez to powstaje, wypełnia się innymi obrzędami i tradycjami. Świat, który chrześcijańskich świąt nie akceptuje i nie rozumie, traci to, co dla egzystencji człowieka takie ważne i doniosłe - najważniejsze: traci wiarę w Boga, zmysł dla Transcendencji, tęsknotę, wyczekiwanie, nadzieję.

 

Jaka jest treść i orędzie tajemnicy Wniebowstąpienia Pana?


W czasach antycznych popularne były mity opowiadające o tym, jak to niektórzy ludzie przez swoje heroiczne czyny zdobyli jako nagrodę wstąpienia do „nieba bogów”.

 

Ewangeliści podejmują ten mit w obrazie „wstąpienia Jezusa do nieba”, ale nadają mu fundamentalnie nowe treści, nowym sens. Zmartwychwstały Pan, który wstępuje do nieba, to Ukrzyżowany Jezus, z widocznymi jeszcze ranami na rękach, nogach i w boku, czyli właściwie nie jakiś heros, lecz „anty-bohater”.

 

Jezusowi była zawsze obca myśl o jakimkolwiek „ubóstwianiu człowieka” z racji jego bohaterskich dokonań. Jemu chodziło przede wszystkim o to, byśmy tu w doczesności - tutaj i teraz -  usiłowali odkryć coś z tej Wielkości, Wieczności i Miłości Boga, która została w nas przez Niego złożona, wszczepiona, ponieważ jesteśmy stworzeniami Boga według Jego obrazu.

 

Ten fakt napełnia nas niesłychaną godnością. Nie musimy zatem czynić z siebie bohaterów, bo ważniejsze jest to, że nasze życie ukierunkowujemy na Tego, który wstąpił do nieba i tam nas oczekuje, bo poszedł do Domu Ojca, jak przyrzekł „przygotować nam miejsca”.  Co nie znaczy, że tutaj jesteśmy niejako sierotami – sami bez Mistrza i Pana. On pozostał z nami „mocą przyobiecanego Ducha Świętego”.

 

I właśnie dlatego aniołowie pytają przygnębionych rozstaniem uczniów Jezusa: „Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba” (Dz 1,11). 

 

Wniebowstąpienie Pana przypomina chrześcijanom, że życie na ziemi to nie wszystko, że istnieje jeszcze coś innego, że „Najważniejsze jeszcze przed nami”.

 

Mamy zatem być świadkami, iż nadejdzie dzień i godzina Powtórnego Przyjścia Pana, kiedy to nasza wiara i nadzieja ustąpią miejsca wiedzy i oglądaniu Boga „twarzą w twarz”.


Ale zanim Pan przyjdzie mamy patrzeć nie tylko w niebo, lecz także troszczyć się o „tę ziemię, na której stoimy” patrząc w niebo. Tę dwubiegunowość wyraża najtrafniej indiańska rada: „Przyłóż jedno ucho do ziemi, a wtedy to drugie wskaże ci niebo!”. Wsłuchuj się zatem w jedno i w drugie…


To święto dodaje nam zatem odwagi do kroczenia drogą, którą szedł i którą ukazał nam sam Jezus. Polega ona na tym, by nasze istnienie rozumieć w kategorii tymczasowości jako mozolne niekiedy wspinanie się na szczyt, które poprzez wszystkie przeszkody i przeciwieństwa prowadzi nas do nieba. Na tej drodze ustawicznie wzrastamy w Boga.

 

Moment, który nazywamy śmiercią, jest pod tym kątem widzenia nie końcem, lecz ostatecznym i pełnym wejściem w rzeczywistość Boga, zapoczątkowanym i realizowanym cząstkowo już tu w doczesności. Bóg, który zechciał, byśmy zaistnieli, chce także, byśmy na zawsze byli z Nim i w Nim.


Ks. Jerzy Grześkowiak

 

 

Humor i wiara

  • Bardzo kochający się małżonkowie, którzy żyli dość skromnie, by nie powiedzieć, że na granicy ubóstwa, mieli to szczęście, że Pan Bóg odwołał ich do wieczności tego samego dnia. W nagrodę za dobre chrześcijańskie życie św. Piotr wprowadza ich do nieba. Tu zażywają wszelkich przyjemności i dotąd im niedostępnego luksusu: zastawione pysznościami stoły, wyszukane stroje, łazienka z biczami wodnymi, sauna, do dyspozycji auto najlepszej firmy, basen kąpielowy w ogrodzie itp. Jednego dnia mąż mówi kwaśno do żony: „To wszystko mogliśmy mieć już od dawna, gdyby nie te twoje przeklęte pigułki, które także mnie podsuwałaś!”
     
  • Pewien doktor był bardzo ceniony ze względu na swe kompetencje, ale w sprawach wiary nie odznaczał się gorliwością. Gdy nadeszły 60 urodziny postanowił uregulować swoje sprawy z Panem Bogiem i po raz pierwszy poszedł do spowiedzi. Trwała ona długo, niemal dwie godziny. Na koniec ze spuszczoną głową mówi: „Ojcze, wiem, jestem wielkim grzesznikiem, ale proszę, wstawcie się za mną u Boga, zróbcie wszystko, co w Ojca, bym nie poszedł do piekła!”  
    - Na to spowiednik: „Zrobię, co mogę. Ale coś za coś. Proszę mi przyrzec, że zrobi pan doktor dla mnie wszystko, bym nie za szybko poszedł do nieba!

     
  • I z całkiem innej beczki: 

Wkurzona żona do męża: - Znowu leżysz na kanapie…!

- No… i dzięki temu wiesz, gdzie mnie znaleźć!

Ks. Jerzy Grześkowiak podczas odprawiania mszy świętej.

6.05.2018

 

Słowo Życia na 6 niedzielę Wielkanocy   -  6.05.2018

 

Niedziela – czas dla Boga

Pewien słynny artysta otrzymał zlecenie na kolorowe witraże dla katedry. Jeden z jego młodych współpracowników zwrócił się do niego z prośbą, by pozwolił mu samodzielnie wykonać jedno z małych okien. Mistrz najpierw się wzbraniał, ale w końcu postanowił dać mu szansę i wyraził na to zgodę pod warunkiem, że sam zatroszczy się o materiał i będzie nad tym witrażem pracował tylko w swoim czasie wolnym. Ambitny uczeń zbierał pilnie wszystkie resztki porozbijanego szkła, które mistrz odrzucał i wykorzystał je do swego okna. Gdy katedra po renowacji została na nowo otwarta, zwiedzający zdumiewali się zachwyceni niezwykłym pięknem małego witraża z tysiącami fantastycznych kolorów wydobywanych ze szkła przez świecące z zewnątrz słońce. 

Podobnie jest w naszym życiu. Jeżeli znajdziemy czas dla siebie, by dobrze wykorzystać dla ducha drobne wydarzenia, urywkowe momenty czasu, okazje, sytuacje, spotkania, rozmowy, to stwierdzimy, że można z tego wszystkiego stworzyć coś naprawdę cudownie pięknego.

Anzelm z Canterbury, biskup i doktor Kościoła powiedział: „Zatrzymaj się, mały człowieku, wyhamuj, ogranicz nieco twoje zapracowanie i krzątaninę, spróbuj uciec choćby na krótko przed twoimi gorączkowymi i hałaśliwymi myślami! Znajdź czas dla Boga i uspokój się wewnętrznie!”

To najważniejsze i istotne, na co trzeba koniecznie znaleźć czas – to droga do źródeł, z których można czerpać duchowe moce. W pogoni za tysiącem różnych spraw człowiek zbyt łatwo traci z oczu zasadniczy cel.

Dlatego tak ważna jest dla naszego duchowego życia niedziela. Każdy dzień jest darem Boga. Ale jeden dzień jest dniem szczególnym i to o nim mówimy „Oto dzień Pański, dzień naszego Pana, Jezusa Chrystusa”.

 Jedna z żydowskich opowieści stawia pytanie: „Jak został ukarany Kain?” Odpowiedź brzmi: „Kain zapomniał, co to jest szabat?”

Kain, stale tułający się z piętnem mordercy, bez wewnętrznego spokoju, jest obrazem dzisiejszego zagonionego człowieka. Wielu współczesnych chrześcijan również zapomniało, co to jest niedziela i po co ona jest! 

Niedziela, znaczy nie tylko „nie działać”, ale również: mieć czas dla Boga! Mieć czas na modlitwę, na czytanie Pisma świętego, a przede wszystkim na celebrowanie we wspólnocie wierzących Eucharystii, czyli Pamiątki Śmierci i Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, będącej braterską Ucztą z Panem i uobecnieniem Jego Krzyżowej Ofiary dla nas.

Czy tym wszystkim, co zapominają o głównym sensie niedzieli, nie zagraża, że utracą to, co najważniejsze i decydujące o pełni człowieczeństwa odnajdującego ostateczny cel i wypełnienie w Bogu?

Ks. Jerzy Grześkowiak

 

Humor i wiara

* Don Michele Rua przebywał jednej niedzieli w górach, goszczony przez zaprzyjaźnionego proboszcza. W pewnym momencie stanęli w oknie i podziwiali wieniec górskich szczytów, ale ujrzeli też, że jakiś starszy wieśniak zbiera siano z łąki przed plebanią. Proboszcz przywołał go i oznajmił mu pół żartem pół serio:

- Francesco, czy nie wiesz, że nasz dobry Bóg trudził się przez sześć dni, a siódmego dnia odpoczywał?

- Pewnie, że wiem – odparł wieśniak. Potem wskazał na ciemne chmury na horyzoncie i dodał; - Tylko że On w sześć dni skończył, a ja nie…

 

* Podczas jakieś konferencji prasowej spytano arcybiskupa Palermo Pappalarda, czy modli się za rządzących.

- Nie – odparł sucho – spoglądam na rządzących i modlę się za kraj!

Ks. dr hab. Jerzy Grześkowiak

28.04.2018

 

Słowo Życia na 5 niedzielę Wielkanocy B

Ewangelia: Jan 15,1-8

Jezus i my – jak krzew winny i latorośle

W ogrodzie już na przedwiośniu wre praca pośród krzewów i drzew. Trzeba oczyścić pnie, wyciąć uschnięte gałęzie. W winnicach odcina się latorośle od krzewu winnego. Pozostaną tylko zdrowe gałązki, najlepsze cząstki rozgałęzień. Urosną nowe przynosząc potem owoc słodkich winogron. Gałązki odcięte od źródła ich życia schną, zamierają i jako bezużyteczne nadają się tylko do spalenia lub na kompost.

Jezus w przepowiadaniu posługiwał się często obrazami wziętymi z codziennego życia słuchaczy. Nie tylko znał smak dobrego wina; zapewne często rozkoszował swój wzrok obrazem bujnych winnic i dorodnymi kiściami dojrzewających winogron.  W drodze do Wieczernika być może padł Jego wzrok na winnicę i teraz w mowie pożegnalnej po Ostatniej Wieczerzy podejmuje tenże obraz opisując swoją wspólnotę z tymi, których musi opuścić, jako żywy organizm:

„Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, Ojciec mój jest tym, który go uprawia. Każdą latorośl, która we mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy” (J 15,1-2).

Jezus i uczniowie oraz wszyscy, którzy pójdą z Nim tą samą drogą do Ojca, to żywy organizm. Soki, które w nim płyną i utrzymują przy życiu, są tak samo niewidoczne jak boska siła życiowa w naszym wnętrzu i we wspólnocie wiary, a przecież bez nich krzew winny nie mógłby żyć. Kto z takiego organizmu się odizolowuje i odchodzi – uschnie. Kto zostaje i trwa, ten jest „zdrowym członkiem ciała Jezusa” i przynosi owoc. „Kto trwa we mnie a Ja w nim, ten przynosi owoc obity, ponieważ beze mnie nic nie możecie uczynić”. 

Więź z Jezusem to więź z Bogiem, źródłem wszelkiego życia. Stąd nadprzyrodzona moc owocowania. Tę moc duchową, nadprzyrodzoną nazywamy „łaską Bożą”. Ona jest życiem Bożym w nas i owocuje bogactwem dobra. Daje światło i siłę dla życia wiecznego. Pozostawieni sami sobie jesteśmy w porządku nadprzyrodzonym bezsilni. Nie potrafimy owocować dla życia wiecznego odcięci od źródła „wody żywej” – od Chrystusa.

A co odcina nas od tego źródła nadprzyrodzonego i pozbawia mocy owocowania? Wiadomo - grzech! Grzech sprowadza odejście z drogi zbawienia. Ale tu w doczesności jest zawsze możność odwrotu z drogi zatracenia. Jezus jest władny wszczepić znowu w krzew winny uschłą latorośl i na nową ja ożywić. Potrzebny jest tylko żal, ufne zwrócenie się do Boga, zerwanie z grzechem i pokuta.

By trwać w żywej łączności z Chrystusem Jego wyznawcy winni czynić to, „co się Jemu podoba”, a więc „zachować Jego przykazania”. A ono dotyczą wiary i miłości.

„Wytrwajcie w miłości mojej! Jeżeli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości” (J 15,9-10).

I jeszcze jedna obietnica Jezusa: „Jeżeli we mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni” (J 15,7).

Wielu powie: „Ileż razy prosiłem Boga o to i o tamto. Nic się nie spełniło”. Skuteczność modlitwy to trudny problem. Można na powyższy zarzut odpowiedzieć: „Może niezbyt intensywnie prosiłeś? Czy naprawdę wierzyłeś, że Bóg cię wysłucha? Może Twoja ufność jest zbyt słaba? A może prosiłeś o coś, co w dalszej perspektywie wcale nie służyłoby twojemu dobru? A może Bóg spełnił twoją prośbę, ale w zupełnie inny sposób niż tego oczekiwałeś i jeszcze tego nie dostrzegłeś?” Ostatecznej odpowiedzi na wymienioną trudność nie znamy. 

Modlitwa to nie tylko prośba, lecz także dziękowanie Bogu i uwielbianie. Może zbyt mało jest w naszym życiu tego ostatniego. Prosimy zawsze o rzeczy miłe i przyjemne. Ale czasem trzeba Boga prosić o pomoc w walce z sobą samym, z samolubstwem brakiem gotowości do ofiary i miłości. Do takiej modlitwy zachęcał ks. Jan Twardowski:

pomódl się o to czego nie chcesz wcale

czego się boisz (…)

przed czym uciekasz (…)

przed czym drżysz (…)

przed czym się bronisz (…)

zacznij się wreszcie modlić przeciw sobie

o to największe

 

W tym wysiłku oderwania się od siebie z miłości ku Bogu i bliźnim możemy liczyć na pomoc Chrystusa. „Za to, że jesteś z nami przeciwko nam samym, kochamy Cię Jezu”(K. Iłłakowiczówna).

Jezus mógł jako metaforę wybrać także drzewo lub krzew. Fakt, że mówi o winnym krzewie, który służy do produkcji napoju alkoholowego, może wskazywać także na inny aspekt. Należenie do Jezusa i Jego wspólnoty ma nie tylko przynosić korzyści dla ducha; ono winno sprawiać także radość dla ciała - podobną do skutków umiarkowanego picia wina.

 

Ks. Jerzy Grześkowiak

-------------------------------------------------------------------

Wiara i humor

* Pewien młodzieniec, który w swoim niedowiarstwie często odwiedzał ojca Vannucciego, w trakcie wizyt dzielił się z nim swoimi wahaniami i wątpliwościami. Raz kiedyś wieczorem, długo rozmawiali o radości, jakiej zaznaje ten, kto powierza siebie Bogu, aż młodzieniec, patrząc przed siebie w zamyśleniu, spytał:

- Czemu więc jest tylu nieszczęśliwych chrześcijan?

Zakonnik odpowiedział:

- Ponieważ zadowalają się tym, że są ludźmi porządnymi, zamiast dążyć do świętości.

 

*  Rafael, wezwany do Rzymu przez Juliusza II w celu namalowania fresków w apartamencie papieża, namalował również portret świętych Piotra i Pawła. Grupa kardynałów obejrzała ów obraz i stwierdziła, że twarze są zbyt czerwone.

- Zarumienili się, kiedy zobaczyli, że Kościołem rządzą ludzie tacy jak wy – wyjaśnił artysta.

22.04.2018

 

Słowo Życia na 4 Niedzielę Wielkanocy (B)

Jezus Chrystus –  Dobry Pasterz 

Ewangelia: Jan 10, 11-18

W Biblii obraz pasterza spełnia bardzo ważną rolę. Przywódcy Narodu Wybranego są porównywani do pasterzy – dobrych, jeżeli mają na uwadze dobro ludu, - złych, gdy dbają tylko o siebie. Znamienne, że w Starym Testamencie Jahwe rzadko nazywany jest pasterzem. Spotyka się jedynie dwa tego rodzaju określenia w Księdze Rodzaju (Rdz 48,15; 49,24) i dwa wezwania w Psałterzu (Ps 23,1; 80,21). Powyższy tytuł zdaje się być zarezerwowany dla Tego, który ma przyjść jako Mesjasz. Niemniej relacje istniejące między Bogiem a Jego ludem zostały opisane przy pomocy obrazu pasterza i owiec. Podczas wyjścia z Egiptu „lud swój wyprowadził jak owce i powiódł w pustyni jak trzodę (Ps 78,52).

 „Podobnie jak pasterz pasie swą trzodę, gromadzi ją ramieniem swoim, jagnięta nosi na swej piersi, owce karmiące prowadzi łagodnie” (Iz 40,11), tak Jahwe prowadzi ciągle swój lud (Ps 80,2).

W czasach Jezusa pasterze mieli różną opinię.
W imię Prawa, którego praktycznie wcale nie mogli zachowywać, przyrównywano ich do złodziei i bandytów. Pamiętano jednak ciągle o proroctwie zapowiadającym przyszłego Pasterza. Jezus wypełnił to proroctwo i powiedział o sobie: „Ja jestem dobrym pasterzem” (J 10,11).Co więcej wydaje się, że zaliczył nawet pasterzy do „maluczkich”, którzy jak np. celnicy i nierządnice, przyjmowali chętnie Dobrą Nowinę. Tak też należy rozumieć przyjęcie, jakie pasterze z Betlejem zgotowali Jezusowi, narodzonemu prawdopodobnie w ich stajni (Łk 2,8-20). 

Wierny tradycji biblijnej miłosierną troskę Boga przedstawia Jezus za pomocą obrazu pasterza, który idzie, by szukać zagubionej owcy (Ł 15,4-7). I podkreśla, że to właśnie w Jego osobie spełniają się oczekiwania na Dobrego Pasterza i to On również przekazuje niektórym ludziom funkcje dusz-pasterskie w Kościele – Jego owczarni. 

Jezus podkreśla, że jest „pasterzem dobrym” – w przeciwstawieniu do „najemnika”. Słowo „najemnicy” wyszło prawie z użycia, a jeśli je jeszcze tu i ówdzie spotkamy to w znaczeniu wyraźnie niepochlebnym (np. obcy najemnicy służący dyktatorom, wspomagający w zdobywaniu władzy lub w jej zachowaniu). Pracownicy najemni w naszej kulturze nie zawsze byli traktowani z szacunkiem i sprawiedliwie wynagradzani. Ale i oni sami, jako najemnicy właśnie, nie angażowali się zbytnio w wykonywanie swych zadań. Zwłaszcza gdy były to zadania trudne, a ich taktowano niemal jak niewolników. Nie dbali o narzędzia ani o wyniki pracy. Pracowali nie na „swoim”, a zatem inaczej niż właściciele. Nic dziwnego, że pracowali mało wydajnie, po prostu źle.

Najemnikowi pracującemu w zagrodzie pasterskiej przeciwstawia Jezus siebie jako dobrego pasterza, kierownika i opiekuna owiec: „Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce”.

Jezus mówiąc o owcach ma na myśli ludzi, dawnych słuchaczy i nas współczesnych. Tych wszystkich, którzy weń uwierzyli i należą do jego owczarni, czyli do Jego Kościoła. Ludzi, którzy mu się powierzyli jako Mistrzowi i Panu. A On jest ich troskliwym Opiekunem i wiernym Przyjacielem. On ich prowadzi, karmi i broni – to są podstawowe zadania Pasterza wobec owiec: prowadzić na pastwisko i bronić przed drapieżnikami. 

On przyszedł na ziemię i pozostał w swej owczarni. Przychodzi dziś do każdego w widzialnych znakach wspólnoty Kościoła, w znakach sakramentalnych, a zwłaszcza w Eucharystii, w której pod postacią Uczty, którą nas karmi, uobecnia swoją ofiarną miłość do nas aż do oddania życia na krzyżu.

Chrystus jako Dobry Pasterz jest naszym obrońcą. Nie odstępuje swych owiec, gdy zagraża im wielkie niebezpieczeństwo. Tylko „najemnik i ten kto nie jest pasterzem, którego owce nie są własnością, widząc nadchodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka. A wilk je porywa i rozprasza; najemnik ucieka, dlatego że jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach”.  Jezus przeciwnie – chroni, ostrzega, broni i ratuje. 

Na Niego zawsze możemy liczyć, bo nas umiłował ponad życie. „Życie moje oddaję za owce”.– Nie tylko tak powiedział. Został umęczony i ukrzyżowany za nas. By nas uchronić od śmierci wiecznej, sam dobrowolnie przyjął śmierć i ją uśmiercił swoim Zmartwychwstaniem. On żyje stając się życiem naszych dusz i ciał tu na ziemi i prowadzi nas przez Pasterzy Kościoła (papieża, biskupów, kapłanów, diakonów, zakony męskie i żeńskie, katechetów, współpracowników parafialnych) do pełni życia w ojczyźnie niebieskiej – w Domu Ojca. Przez swą śmierć i zmartwychwstanie zjednoczył nas bardzo blisko ze sobą. Stał się naszym przyjacielem i bratem. Obdarzeni Jego miłością, a przezeń miłością Ojca i Ducha, jesteśmy dziećmi Boga. Stąd słowa podziwu i zachwytu Jana Apostoła czytane również w dzisiejszą niedzielę we Mszy św.: „Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi i rzeczywiście nimi jesteśmy” (1 J 3,1).

Na nowy tydzień i na dalszą drogę - aż po jej Bogu tylko znany kres – warto zabrać jako prowiant dalsze słowa tegoż Apostoła:

„Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, 

ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy.

Wiemy, że gdy się objawi,

będziemy do Niego podobni,

bo ujrzymy Go takim, jakim jest.

Każdy zaś, kto pokłada w Nim tę nadzieję,

uświęca się, podobnie jak On jest święty” (1 J 3,2-3).

 

Ks. Jerzy Grześkowiak

 

Humor i wiara

Św. Jan Bosco kupił za trzydzieści tysięcy lirów willę Pinardi, która stała się siedzibą jego pierwszego oratorium dla młodzieży. Oczywiście nie miał pieniędzy na zapłatę, a musiał zdobyć je w ciągu dwóch tygodni pod karą grzywny w wysokości stu tysięcy lirów. Kiedy zobaczył, że jego matka bardzo przejęła się długiem, oświadczył:

- Czy dałabyś mi trzydzieści tysięcy lirów, gdybyś je miała?

- Oczywiście – odparła matka Margherita.

- A myślisz, że Pan Bóg będzie mniej szczodry niż Ty?

I rzeczywiście tydzień później miał już potrzebne pieniądze.

13.04.2018

 

Słowo Życia na 3 niedzielę Wielkanocy B.

Zmartwychwstały Pan i nasza cielesność

Ewangelia: Łukasz 24,35-48

Jeden ze słynnych filmów Ingmara Bergmanna nosi tytuł „Jajo żmiji”. Żydowski pisarz popełnia samobójstwo. Jego żona, chrześcijanka, czuje się współwinna tej okropnej decyzji. Swoje lęki i wyrzuty sumienia wyznaje duchownemu. Ten po dłuższej rozmowie wypowiada słowa, których by się po kapłanie nikt nie spodziewał: „Bóg jest od nas zbyt daleki. On nie może nam przebaczyć. - Ja odpuszczam Ci grzechy!” - Ale niepokój w tej kobiecie nie znika. Słowa księdza nie spowodowały prawdziwego pojednania. Dobra nowina, którą ksiądz chciał jej przekazać, przyniosła odwrotny skutek. Stale brzmią w jej uszach słowa: Bóg jest zbyt daleki! Ja nie mogę Go dotknąć, On nie może mnie osiągnąć!

Coś podobnego odczuwali przelęknieni wydarzeniami ostatnich dni uczniowie Jezusa w Wieczerniku. Opowiadanie dwóch uczniów z Emmaus brzmiało jak bajka. Jeszcze przed nimi przybyły też do nich kobiety utrzymując, że Jezus żyje. To pewnie próba, by pozbyć się dramatycznych i potwornych przeżyć. Uczniowie byli zgodni: Ktoś, kto po takich cierpieniach wprost udusił się na krzyżu, żyć nie może. Ich dyskusja zostaje nagle przerwana.  

Popuśćmy wodze wyobraźni. Oto nagle wchodzi do sali pewnym krokiem ktoś obcy. Staje pośrodku i mówi serdecznie: Schalom chevarim! - Pokój wam! Piotr szepcze do Jana: „Gdyby nasz Mistrz nie marł, powiedziałbym: To jest On!”.Ktoś inny powiada: „Co za zaskakujące podobieństwo!”. A Tomasz mówi energicznie: „Kto umarł, ten umarł - ten nie żyje”. To musi być duch. Wszystkich oblatuje strach, są przerażeni.

A Jezus, na dowód, że to jest On sam, prezentuje i oferuje bliskość cielesną: „Popatrzcie na mnie. Przyjrzyjcie mi się dokładnie. Czy to nie moje ręce, które tak często ku wam wyciągałem? Czy to nie moje nogi, które szły do was i które razem z wami były w drodze?  To ja jestem. Piotrze, podejdź, dotknij mnie. I każdy z was niech uczyni to samo i przekonajcie się – duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam”. Przy tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi. Ale oni „z radości” – jak powiada Ewangelista -  jeszcze nie wierzą. Dystans pozostaje. Nagle Jezus mówi: „Mam głód – Macie tu coś do jedzenia?Jakub podaje mu kawałek smacznej pieczonej ryby. Nie mogą uwierzyć swoim oczom. Tak to jest ON! To pewnie Jan jako pierwszy zakrzyknął: „To rzeczywiście nasz Pan!”

 I zaczyna się serdeczna rozmowa. „Wtedy oświecił ich umysły, aby rozumieli Pisma”. I rzekł do nich: „Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie, w imię Jego będzie głoszone nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jerozolimy. Wy jesteście świadkami tego” (Łk 24, 46-48).

Według świadectw Ewangelistów jest pewne: Wiara w Zmartwychwstanie rodzi się przez kontakt cielesny, przez bliskość, przez widzialne i słyszalne znaki – głos Jezusa, widzialne ciało z ranami, spotkanie z Marią Magdalena i próbę objęcia Go, obejrzenie przez Piotra i Jana miejsca, gdzie złożone było martwe ciało Jezusa, zaproszenie do Tomasza: „Włóż twój palec w moje rany”; uczniowie z Emmaus rozpoznają Jego ręce przy łamaniu chleba.  Dla bliskich Jezusowi mężczyzn i kobiet Wielkanoc wydarzyła się dopiero wtedy, gdy mieli przed sobą cielesnego Jezusa.

Podobny problem istnieje także dziś. Wielu odwraca się od prawdy o Zmartwychwstaniu, pozostają smutni jak uczniowie z Emmaus, uchodzący z Jerozolimy. Smutne przekonanie o „dalekim Bogu” zostaje przezwyciężone dopiero tam, gdzie Jezus staje się bliski poprzez przeżycia związane z naszą cielesnością i z naszymi zmysłami.

Wiemy z historii, że grecki dualizm oddzielający w człowieku radykalnie duszę od ciała wprowadził do chrześcijaństwa wrogie ciału tendencje. W filozofii greckiej (Platon) ważniejsze są idee, ważniejsza jest dusza; ciało natomiast stanowi przeszkodę dla ducha i należy się wyzwolić z ciała. Inaczej było w kulturze żydowskiej. Dla Semitów człowiek był niepodzielną jednością.  W konsekwencji według myśli biblijnej człowiek nie tyle ma ciało, lecz jest ciałem.

 To dotyczy także faktu, że Bóg stał się człowiekiem. Stał się człowiekiem przez „Wcielenie” – Bóg stał się ciałem. Dlatego św. Jan występuje przeciwko greckiej wrogości wobec ciała już na początku swojej Ewangelii: „Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nam” (J 1,14).

 Odkąd Syn Boży przyszedł na świat w ciele, podlega także prawom ciała: Jest widzialny i dotykalny. Stąd również nasze ludzkie ciało zyskało na godności. Ono jest święte, bo przez Boga stworzone, przez Chrystusa zbawione i przez Ducha Świętego uświęcone. Św. Paweł w 1 Liście do Koryntian dowodzi, że ludzkie ciało jest miejscem, w którym człowiek spotyka nie tylko drugiego człowieka, lecz także Boga.  „Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynia Ducha Świętego, który w was jest, a którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych siebie? Za wielką bowiem cenę zostaliście nabyci. Chwalcie więc Boga w waszym ciele!” (1 Kor 6,19-20).

Zmartwychwstały Pan apeluje do naszego ciała i do naszych pięciu zmysłów. Naszą cielesność winniśmy zatem widzieć i traktować w świetle cielesności Jezusa. Jego ciało było decydujące, by uczniowie mogli zawołać: On naprawdę zmartwychwstał! Odtąd zmartwychwstałe ciało Jezusa jest centrum doczesności, ziemi i punktem odniesienia naszej cielesności i wszystkich zmysłów. Nasze zmysły są też drogą do Boga. One biorą udział w liturgii, w celebrowaniu Eucharystii, a Chrystus je leczy, oczyszcza i zbawia.

Brat Roger Schütz ze Wspólnoty w Taize tak pisał o znaczeniu ciała w modlitwie: „Ja nie umiałbym modlić się bez ciała. Nie jestem Aniołem i nie skarżę się na to. W niektórych okresach czasu jestem świadom, że modlę się bardziej ciałem niż umysłem. Modlitwa na równej ziemi: uklęknąć, uderzyć czołem, spojrzeć ku miejscu, gdzie będzie się sprawować Eucharystia, korzystać z kojącej ciszy, a nawet z odgłosów dochodzących ze wsi. Ciało jest tu naprawdę obecne, żeby słuchać, rozumieć, kochać. Jakie to śmieszne – chcieć być kimś bez niego!”

Mahatma Gandhi (który nie został chrześcijaninem) odwołując się do cielesności Jezusa powiedział: „Chrześcijanie w Europie walczą nieraz przeciwko sobie aż do krwi. Jezus był Azjatą z arabskimi rysami twarzy i w długim opływającym stroju. Łagodny był jego wzrok i czułe jego dłonie. Wy chrześcijanie w Indiach: Czcijcie cielesnego Chrystusa w innych ludziach, w bliźnich!”

Ks. Jerzy Grześkowiak

7.04.2018

 

Słowo życia na Niedzielę Miłosierdzia

Miłosierdzie to istota chrześcijaństwa

 

Kościół nie jest na świecie po to, by potępiać,

lecz aby pozwolić na spotkanie z tą przenikającą do trzewi miłością,

 jaką jest Boże miłosierdzie.

Aby mogło się to zdarzyć – co często powtarzam - trzeba wyjść.

Wyjść z kościołów i z parafii, wyjść i pójść szukać ludzi tam,

gdzie żyją, gdzie cierpią, gdzie mają nadzieję.

Papież Franciszek

 

Miłosierdzie to istota chrześcijaństwa, sedno naszej wiary i nadziei. To podstawowe pojęcie Ewangelii i klucz chrześcijańskiego życia

 

Prawda o miłosierdziu Boga została objawiona już w Pierwszym Przymierzu. Stąd jest ona jednym z aspektów obrazu Boga także w Judaizmie i w Islamie. Stronice Starego Testamentu są przesycone miłosierdziem, ponieważ opowiadają dzieła, których Pan dokonał dla swojego ludu w najtrudniejszych momentach jego historii, bezustannie gotowy przebaczać mu jego niewierność. Islam ze swej strony, pośród imion przypisanych Stworzycielowi, przywołuje szczególnie dwa słowa: Miłosierny i Litościwy.  Miłosierdzie Boga stanowi też istotny rdzeń Ewangelii Jezusa.

 

Miłosierdzie w język hebrajskim wyraża słowo RaHaMim, które posiada silne zabarwienie uczuciowe, emocjonalne.  Ma ono swe korzenia w RHM – rehem, co znaczy „łono matki”, i w konsekwencji też „miłość matczyna”. Z tej najgłębszej, pierwotnej bliskości i więzi, jaka łączy matkę z dzieckiem, wynika szczególny do tegoż dziecka stosunek, szczególna miłość. Jest ona całkowicie darmowa, niezasłużona, stanowi jakąś wewnętrzną konieczność: przymus serca. Na tym podłożu psychologicznym RaHaMim oznacza też całą skalę uczuć: dobroć, tkliwość, czujność, cierpliwość, wyrozumiałość, gotowość przebaczenia. I takie właśnie cechy Stary Testament przypisuje Bogu, ilekroć mówiąc o Nim posługuje się tym wyrażeniem RaHaNim. Na przykład Izajasz pisze: „Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta która kocha syna swego łona? A nawet gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie! (Iz 49, 15). „Miłosierdzie” w Biblii oznacza zatem dobroć, tkliwość, serdeczność, współ-czucie, ekspresję pełnego miłości zwrócenia się do kogoś, zainteresowania i troski, cierpliwość i przebaczenie. 

 

Miłosierdzie Boga nie jest projekcją ludzkich uczuć na tajemnicę Boga, nie jest jakimś subiektywnym antropomorfizmem, ale szczególnym i największym pośród przymiotów i doskonałości Boga, objawionym i uobecnionym w Chrystusie. Z serca Przenajświętszej Trójcy, z nieprzeniknionych głębokości tajemnicy Boga, wytryska i nieprzerwanie płynie wielka rzeka miłosierdzia. To źródło nigdy się nie może wyczerpać, bez względu na to, jak wielu do niego przyjdzie.

 

Miłosierdzie należy do istoty Boga i natury ekonomii zbawienia. Wiąże się ono ściśle z grzeszną kondycją człowieka, z jego skłonnością do zła.

Chrystus jako wcielony Syn Boży objawia i uobecnia Boże Miłosierdzie. On objawia Boga, który jako Ojciec jest „miłością” (1 J 4, 8.16)) i który jest „bogaty w miłosierdzie” (św. Paweł). I to, co objawia, to też realizuje. On czyni miłosierdzie jednym z głównych tematów swego nauczania (przypowieści o zagubionej owcy i monecie – Łk 15, 1-10, o marnotrawnym synu i miłosiernym ojcu – Łk 15, 11-32, o miłosiernym Samarytaninie – Łk 10, 30-37) i urzeczywistnia je ze szczególną siłą wobec cierpiących, chorych, pokrzywdzonych i grzeszników.

Jezus nie tylko mówił o Bożym miłosierdziu, nie tylko sam był wzorem miłości i miłosierdzia wobec drugich (Jego postawa wobec cudzołożnej kobiety – J 8,1-1), on stawiał ludziom wymagania, aby w życiu kierowali się miłością i miłosierdziem: „Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników” (Mt 9, 13). Jezus przedstawiał miłosierdzie jako ideał życia i jako kryterium wiarygodności naszej wiary: „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” (Mt 5,7). I wzywał: „Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny” (Łk 6, 36).

Miłosierdzie Boga ma zatem „twarz”. Kto patrzy w twarz Chrystusa, ten widzi oblicze Boga Ojca. Tam – w Jego obliczu, w Jego osobie, w myśleniu, w nauce i w działaniu miłosierdzie Boga staje się bardzo konkretne. W pocieszaniu Marii i Marty po śmierci brata Łazarza, w przywracaniu życia córce Jaira i młodzieńcowi z Naim, w uciszaniu burzy na jeziorze, w przepędzaniu demonów, w uzdrawianiu sparaliżowanych i trędowatych, głuchych i niewidomych, w błogosławieństwach w kazaniu na górze – jak i na wszystkich innych miejscach, gdzie Jezus się publicznie pojawia – uwidacznia się za każdym razem inny aspekt Bożego miłosierdzia.

           

Dla papieża Franciszka „Miłosierdzie to imię Boga”. Taki tytuł nosi jego najnowsza książka (Miłosierdzie to imię Boga. Rozmowa z Andreą Torniellim, Kraków 2016). Tyle w niej pięknych i głębokich słów, obrazów, wspomnień o zdarzeniach, w których objawiło się miłosierdzie Boga i człowieka.

 

Człowiek z natury chce być sprawiedliwy, a Bóg z natury jest miłosierny i „nie może być inny” - pisze Franciszek. Miłosierdzie to pierwszy atrybut Boga. Ono jest też uprzywilejowanym dostępem do Niego: „Tylko ten, kto został dotknięty, przytulony czułością Jego miłosierdzia, zna tak naprawdę Pana”. A więc, kto nie doświadczył Boga, który jest miłosierną miłością, jeszcze niczego istotnego o Bogu nie wie!

 

„Miłosierdzie to zachowanie Boga, który przytula, to ofiarowanie się Boga, który przyjmuje, który pochyla się, by przebaczyć. Jezus powiedział, że nie przyszedł do sprawiedliwych, ale do grzeszników. (…) Dlatego można powiedzieć, że miłosierdzie to dowód tożsamości Boga”.

 

Ks. Jerzy Grześkowiak

 

Ostatnia aktualizacja nastąpiła 13.07.2018 r.

w rubryce:

"Blizej Boga".

Impressum

 

POLONIK MONACHIJSKI - niezależne czasopismo służy działaniu na rzecz wzajemnego zrozumienia Niemców i Polaków. 

Die unabhängige Zeitschrift dient der Förderung deutsch-polnischer Verständigung.

 

W formie papierowej wychodzi od grudnia 1986 roku a jako witryna internetowa istnieje od 2002 roku (z przerwą w 2015 roku).

 

Wydawane jest własnym sumptem redaktora naczelnego i ani nie zamieszcza reklam ani nie prowadzi z tego tytułu żadnej innej działalności zarobkowej.

 

Redaguje:

Dr Jerzy Sonnewend

 

Adres redakcji:

Dr Jerzy Sonnewend

Curd-Jürgens-Str. 2
D-81739 München

Tel.: +49 089 6257162

E-Mail: jerzy.sonnewend@polonikmonachijski.de

Ilość gości, którzy od 20.01.2016 roku odwiedzili tę stronę, pokazuje poniższy licznik:

Druckversion Druckversion | Sitemap
© Jerzy Sonnewend