Z prasy i innych mediów

20.02.2017

 

Jeśli jesteś orędownikiem idei Międzymorza,
koniecznie TO przeczytaj!

 

Oto fragment wywiadu, który został opublikowany w 130 numerze Dwumiesięcznika ARCANA.

 

Jakub Maciejewski:

Międzymorze to dziś marzenie wielu komentatorów politycznych, zapewne też wielu Polaków. Nie jest to idea nowa – wprost przeciwnie, od czasów Polski Jagiellonów kulturowo, a od Polski Piłsudskiego zostawiła w naszej myśli politycznej wyraźny ślad.

 

Grzegorz Kostrzewa-Zorbas:

Ja sam w przeszłości bardzo zaangażowałem się w ideę Międzymorza – nie jestem bezstronnym ekspertem w tej kwestii. Byłem założycielem i redaktorem naczelnym podziemnego czasopisma „Nowa Koalicja”, wydawanego w latach 1985–1989. Periodyk stał się ośrodkiem działań na rzecz współpracy narodów Międzymorza, wspieraliśmy nawet wydawanie odrębnego czasopisma o takim właśnie tytule – dosłownie „Międzymorze” – a także nawiązywaliśmy kontakty z wszystkimi podobnymi inicjatywami w Polsce, w tym czasopismami „ABC” (A – Adriatyk, B – Bałtyk, C – Morze Czarne) i „Obóz”, którego redakcja jako problem traktowała cały blok komunistyczny, włącznie z Kubą i Wietnamem. W kręgu zainteresowania „Nowej Koalicji” były także te czasopisma ogólnopolityczne, które dużo uwagi poświęcały Europie Środkowo-wschodniej, jak na przykład „Niepodległość”.

 

Podejście „Nowej Koalicji” okazało się trafne, skoro wybuchły prawie równoczesne rewolucje demokratyczne i niepodległościowe w zewnętrznym i wewnętrznym imperium sowieckim, a mimo że nie powstał żaden centralny ośrodek współpracy między wychodzącymi z komunizmu i bloku krajami, istniała silna i solidarna współpraca krajów Międzymorza. Jedyny przypadek quasi-federalizmu, jaki wystąpił, to była Wspólnota Niepodległych Państw, ale w formie bardziej karykatury, niż realnej federacji. Na całej przestrzeni rozpadającego się bloku wschodniego federacyjność mogła być tylko narzędziem jednego kraju do zdominowania innych krajów. Borys Jelcyn potrzebował WNP jako pozoru trwania imperium wewnętrznego w oczach większości Rosjan.

 

(...)

 

Pamiętajmy, że NATO stanowczo odrzucało przyjęcie Polski w swoje szeregi aż do roku 1994, gdy Stany Zjednoczone zmieniły zdanie. Struktura będąca dzisiaj Unią Europejską co prawda dopuszczała członkostwo Polski, ale w dalekiej i nieokreślonej przyszłości. Stąd pomysł wielu polityków, ekspertów i dziennikarzy, aby próbować przekształcić Trójkąt Wyszehradzki – być może powiększony, w szczególności przez dodanie Rumunii, Mołdawii i Bułgarii na południu, a Litwy, Łotwy i Estonii na północy, i może krajów byłej Jugosławii na południowym zachodzie, w szczególności Słowenii i Chorwacji – w spójną siłę polityczno-gospodarczo-wojskową. Zmienić Międzymorze w federację lub przynajmniej zwartą organizację międzynarodową.

 

(...)

 

Idea współpracy Polski, Czechosłowacji i Węgier została po raz pierwszy ogłoszona przez Václava Havla, natychmiast po tym, jak został prezydentem Czechosłowacji, ale Hável chciał, aby stolicą projektu była Bratysława, co dałoby Czechom szansę podtrzymać jedność Czechosłowacji i zapobiec rozpadowi państwa.

Tymczasem stolica Słowacji była absolutnie nie do zaakceptowania dla Węgrów, dla których cały kraj – tak zwane Górne Węgry – stanowił część Korony świętego Stefana, czyli historycznego państwa węgierskiego przez blisko 1000 lat. Bratysława pod węgierską nazwą Pozsony była siedzibą parlamentu Węgier. Węgrzy mieli też inne, nie tylko historyczno-symboliczne zastrzeżenia. Chcieli wejść prostą drogą do struktur zachodnich, bez rozpraszania się na sprawy regionalne.

 

(...)

 

Czy perspektywa odrębnej od Zachodu organizacji Międzymorza nie była kusząca?

 

Na szczęście współpraca państw wyszehradzkich nie poszła w stronę sojuszu wojskowego. Węgry i Czechosłowacja i tak odrzuciłyby taką propozycję, ale Polska jej nie sformułowała – i dobrze. Taki sojusz byłby za słaby, spełnić swoja misję na arenie międzynarodowej. Przecież każdy sojusz musi być przede wszystkim skuteczny. 

 

Sojusz środkowoeuropejski musiałby mieć zdolność odstraszania od ataku i zdolność obrony przed Związkiem Sowieckim, potem przed Federacją Rosyjską i ZBiR. Nie były jeszcze znane drogi przemiany Rosji – czy spróbuje ona odbudować imperium. Ale obawialiśmy się rosyjskiego neoimperializmu, chociaż możliwe były inne scenariusze, w tym zwycięstwo „zapadników”, czyli zwolenników kulturowego, gospodarczego i politycznego zbliżania Rosji do Zachodu. Wygrał jednak program neoimperialny i supermocarstwowy, oparty na starym i mocnym poczuciu rosyjskości jako odrębności nie tylko politycznej, ale też cywilizacyjnej.

 

Wobec tego scenariusza sojusz militarny Polski, Węgier i Czechosłowacji – albo Czech i Słowacji – wyglądałby śmiesznie i mógłby dawać tylko złudzenie bezpieczeństwa. Nawet po rozszerzeniu takiego sojuszu o wszystkie państwa Międzymorza, jego potencjał nie dorównywałby nawet w połowie samej Federacji Rosyjskiej – paradoksalnie więc koncepcja odrębnego od Zachodu sojuszu militarnego Międzymorza osłabiłaby państwa Europy Środkowo-Wschodniej.

 

Niedawno podsumowałem obecny potencjał wojskowy tych państw Międzymorza, które należą jednocześnie do NATO i UE. To trójkąt, nie Wyszehradzki, lecz dużo większy – z wierzchołkami w Estonii, Bułgarii i Słowenii. Najlepszą pojedynczą miarą potencjału wojskowego są nakłady obronne. Okazuje się, że nakłady militarne Polski stanowią połowę wszystkich nakładów całego Międzymorza. Na drugim miejscu, ale daleko za Polską, jest Rumunia.

 

Przykładowo siły zbrojne Węgier liczą 17 tysięcy żołnierzy.

W państwach Międzymorza, z wyjątkiem Polski, widać ogromną słabość polegającą na niewiarygodnie niskiej liczbie żołnierzy oraz ogromnym zacofaniu technologicznym. Żaden kraj poza Polską nie ma na własność nowoczesnych wielozadaniowych samolotów bojowych zachodniej produkcji.

 

Polska niebotycznie góruje nad resztą Międzymorza ze swoimi czterdziestoma ośmioma F-16, z których część jest zdolna do misji bojowych. Czechy i Węgry mają po tylko czternaście dzierżawionych od Szwecji samolotów Gripen. Rumunia, druga po Polsce siła regionu, posiada ponad 25-letnie samoloty produkcji sowieckiej.

 

Na niebie Międzymorza można zobaczyć obiekty muzealne, jak na przykład MiG-21 o konstrukcji z lat 1950-tych. Pojawia się pytanie, jaką siłę strategiczną mają siły zbrojne, które nie są w stanie zapanować nad własną przestrzenią powietrzną? Odpowiedź brzmi brutalnie – bliską zera.

 

Czechy i Węgry mają po tylko czternaście dzierżawionych od Szwecji samolotów Gripen. Rumunia, druga po Polsce siła regionu, posiada ponad 25-letnie samoloty produkcji sowieckiej. Na niebie Międzymorza można zobaczyć obiekty muzealne, jak na przykład MiG-21 o konstrukcji z lat 1950-tych.

 

Moim obowiązkiem, jako eksperta między innymi bezpieczeństwa narodowego, jest podawać prawdziwe oceny stan obronności. Całe Międzymorze to w znaczeniu strategicznym Polska z małymi dodatkami, więc gdyby powstał sojusz Międzymorza, to sama Polska byłaby odpowiedzialna za ochronę rozległego regionu, dostając z niego nieistotne wsparcie. Taki sojusz wojskowy nie byłby w stanie zapewnić sobie bezpieczeństwa.

 

Jednak koncepcja porozumienia państw „ABC” jako siły równoważącej wpływ Rosji bądź Niemiec była realizowana od dawna. Już w XVIII wieku Filip Orlik, Kozak-emigrant, snuł wizję stworzenia takiej antyrosyjskiej ściany wschodniej, blokującej Imperium Rosyjskie. Paryż podjął tę koncepcję w pierwszej połowie XVIII wieku w politycznym programie znanym jako „sekret króla”. A „Mała Ententa” czy sojusz francusko-polski z okresu międzywojennego? Może istnieje jakaś zagraniczna siła, na przykład Stany Zjednoczone, w której interesie byłoby powstanie takiego gracza jak Międzymorze?

 

Nie istnieje. To nie jest ani koncepcja amerykańska, ani w całości, ani w części, i Stany Zjednoczone jej nie popierają. Wiele przypadków poparcia dla koncepcji współpracy państw Międzymorza miało na celu zapewnienie – owszem – bezpieczeństwa, ale Europie Zachodniej. Europę Środkowo-Wschodnią, w tym Polskę, traktowano instrumentalnie.

 

Dawniej celem bywało okrążenie Niemiec, uważanych za wroga prawdziwego Zachodu, i stworzenie wschodniego odpowiednika Francji, Belgii i Holandii. Od czasu gdy Niemcy przestały być widziane jako zagrożenie dla Europy Zachodniej, także rola Europy Środkowo-Wschodniej w oczach mocarstw zachodnich uległa zmianie. Pozostawała nam funkcja buforu cywilizacyjno-wojskowego, choć nie ekonomicznego, między Zachodem a ZSRS, potem Rosją.

 

Gdy Międzymorze pojawiało się w wizjach zachodnich polityków, to zaraz odnotowywano fakt, że jest to obszar biedy i gospodarczego niedorozwoju, z pojedynczymi wyspami dobrobytu w postaci wielkich miast: Warszawy, Budapesztu czy Pragi.

 

Mówiłem głównie o historii, bo zachodnie poparcie dla planów zorganizowania obszaru między Bałtykiem a Morzem Czarnym i Adriatykiem należy właśnie do przeszłości. Obawiano się co prawda, że Niemcy po zjednoczeniu i uwolnieniu się od skutków odpowiedzialności za II wojnę światową i nazistowski totalitaryzm i ludobójstwo, mogą się zrenacjonalizować – używano tego określenia zwłaszcza na początku lat 1990-tych. Przypuszczano, że Berlin zechce wystąpić z NATO, albo że cały sojusz północnoatlantycki się rozpadnie jako bezużyteczny po końcu Zimnej Wojny – według rozumowania „skończyła się rywalizacja z Układem Warszawskim, więc przestańmy tyle łożyć na wojsko, nie marnujmy energii, nie podtrzymujmy sztucznej integracji Zachodu po dwóch stronach Atlantyku”. Popularna była prognoza, że Niemcy staną się niezależnym podmiotem i może być znów konieczne jego równoważenie i otaczanie.

 

Dziś już nie myśli się o takim zagrożeniu, a Niemcy, nawet gdyby chciały pełnić rolę hegemona, to są zbyt słabe, uwikłane między innymi w problemy demograficzne, starzenie się społeczeństwa, wymieranie Niemców etnicznych i masowy napływ nie integrujących się imigrantów. Dziś zatem sytuacja geopolityczna i geostrategiczna jest zasadniczo inna i nie ma żadnych przeszkód, żeby Polska i wszystkie pozostałe państwa Międzymorza były częściami Zachodu i jego dwóch głównych struktur międzypaństwowych.

 

Choć dzisiaj Unia Europejska przyciąga uwagę głównie swoimi słabościami, to pogląd, że musi się rozpaść – i że trzeba szukać alternatywy – jest dalece przesadzony. [quote] Choć dzisiaj Unia Europejska przyciąga uwagę głównie swoimi słabościami, to pogląd, że musi się rozpaść – i że trzeba szukać alternatywy – jest dalece przesadzony Wiele mechanizmów politycznych i ekonomicznych działa w UE jak szwajcarski zegarek, ale o tym, co jest sprawne, media nie widzą potrzeby mówić. Swobodny przepływ ludzi, towarów, usług i kapitału, dystrybucja funduszy rozwojowych, rozbudowa infrastruktury transportowej i energetycznej, informatyzacja czy ochrona środowiska mają tak wielkie znaczenie, że na przykład kłótnie Angeli Merkel i François Hollande’a są nieistotne.

 

Wspólnotę Zachodu należy rozumieć jako globalną cywilizację, na którą składają się nie tylko Europa i Stany Zjednoczone, ale także Kanada – blisko gospodarczo związana ze Starym Światem – i Australia z Nową Zelandią. W sensie politycznym i gospodarczym przynależą do Zachodu również między innymi Japonia i Korea Południowa, mimo wielkiej odmienności kulturowej od kultury angloamerykańskiej czy romańskiej. Tak pojmowany Zachód jest potęgą większą od jakiejkolwiek innej na świecie, wojskowo wyraźnie silniejszy nawet od Rosji, gospodarczo dużo większy nawet od Chin.

 

Jakie są deficyty takiego porozumienia złożonego z małego i niestety stosunkowo słabego fragmentu tego wielkiego Zachodu?

 

Międzymorze jest biedne w porównaniu z resztą Zachodu – to czyni potrzebnym zbliżenie z bogatszymi. Kraje regionu nie przyciągną zewnętrznych potęg gospodarczych, bo rynek regionalny jest za mały. Nikła siła nabywcza obywateli także utrudniałaby rozwój przez samodzielną integrację regionalną.

 

Na świecie wiele państw geopolitycznie izolowanych, na przykład leżących na środku oceanów albo w nieprzyjaznym otoczeniu lądowym, bardzo stara się zawierać porozumienia o wolnym handlu i innej współpracy gospodarczej z potęgami: Unią Europejską lub Stanami Zjednoczonymi.

 

Najbardziej skuteczne państwa, takie jak Izrael, mają porozumienia o wolnym handlu zarówno z UE, jak z USA. Izrael to kraj o ośmiu milionach mieszkańców i terytorium wielkości małego polskiego województwa, a większość tego terytorium stanowi pustynia. Tylko zintegrowanie ze światowymi potęgami gwarantuje Izraelowi rozwój gospodarczy i wysoką jakość życia.

 

Wystąpienie krajów Międzymorza z Unii wiązałoby się z wielkimi niebezpieczeństwami, na przykład przywróceniem ceł na granicach. Kiedyś Amerykanie straszyli się wizją, że powstanie Twierdza Europa, zupełnie otwarta do wewnątrz, a na zewnątrz zdolna odciąć Stany Zjednoczone i Kanadę wysokimi cłami i innymi barierami od potężnego europejskiego rynku, finansów i kapitału ludzkiego. Skoro mogli się obawiać tego mieszkańcy supermocarstwa, to jak mają to lekceważyć mieszkańcy Międzymorza?

 

Na ile możemy zabiegać o życzliwość tego najsilniejszego gracza? Czy Waszyngton jest zainteresowany bezpieczeństwem i rozwojem Polski?

 

Jeśli w ogóle możemy mówić o popieraniu Międzymorza, to w żadnym wypadku nie chodzi o oddzielną organizację. Amerykanie już pogodzili się ze swoją odpowiedzialnością za pokój światowy, wiedzą, że ich sojusznicy sami nie stawią czoła zagrożeniom międzynarodowym.

 

Jeśli będzie trzeba użyć wojska, to tylko Pentagon będzie w stanie zagwarantować siłę rozstrzygającą, zwłaszcza w przypadku okrętów, samolotów lub rakiet.

 

W Waszyngtonie wykształciło się wpływowe środowisko, które prowadzi politykę zagraniczną w dużej mierze niezależnie od wewnętrznej koniunktury politycznej – nieważne, czy w Białym Domu siedzi republikanin czy demokrata. To właśnie środowisko było ogromnie zasłużone w rozszerzeniu NATO na Europę Środkowo-Wschodnią.

 

Już w 1991 roku zdarzyło mi się prowadzić z Amerykanami rozmowy, w których wyrażali wolę odsunięcia sowieckiego zagrożenia o kilkaset kilometrów od Europy Zachodniej.

 

Ryzykownym wyzwaniem była obrona Niemiec, wówczas podzielonych nawet w Berlinie, będących zapalnikiem o wysokiej wrażliwości na najmniejsze wstrząsy.

 

W sprawie Niemiec dyplomacja światowa wolała mówić szeptem, aby nie wylecieć w powietrze, zwłaszcza w asyście grzybów atomowych.

 

Nagle, wraz z demontażem władz komunistycznych i rozpadem ZSRR pojawiła się szansa, żeby tę linię podziału przesunąć daleko na wschód. Zanim więc prezydent USA dał się przekonać do koncepcji rozszerzenia NATO, już nad nią pracowało i wprowadzało ją w życie grono wysokich oficerów i cywilnych urzędników i ekspertów Pentagonu.

 

To się działo nawet w pewnym stopniu poza Departamentem Stanu, który był najbardziej zachowawczy i stosunkowo prosowiecki, a potem prorosyjski.

 

Źródło: "Arcany"

15.02.2017

 

Jakóbik: Służby ostrzegają.
Nord Stream 2 to narzędzie wojny informacyjnej [Analiza]


Skoro los kontrowersyjnego projektu Nord Stream 2 zależy od polityków, być może powinni oni skorzystać z ostrzeżeń służb specjalnych i zablokować ten projekt. Ostrzegają przed nim służby szwedzkie i estońskie. Przed wojną informacyjną prowadzoną przez Rosję przestrzega także kontrwywiad Czech. Nord Stream 2 jest jej kolejnym narzędziem – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

 

Projekt Nord Stream 2 zakłada budowę nowego gazociągu przez Morze Bałtyckie, który pozwoli Rosji słać do Niemiec do 55 mld m3 rocznie z opcją rozbudowy do 60 mld m3 rocznie. Magistrala ugruntowałaby pozycję Gazpromu na rynku Europy Środkowo-Wschodniej, zagroziła konkurencyjnym przedsięwzięciom, które mogłyby sprowadzić do regionu gaz spoza Rosji i uderzyła w bezpieczeństwo dostaw do krajów tranzytowych.

 

Przeciwko Nord Stream 2 opowiedziały się państwa Grupy Wyszehradzkiej, kraje bałtyckie, Chorwacja i Rumunia, które zaapelowały do Komisji Europejskiej o rygorystyczną ocenę projektu. Podobny apel wystosowały Dania i Szwecja. Projekt krytykowały w prasie także Włochy (z powodów rynkowych). Obawy z punktu widzenia bezpieczeństwa zgłaszała niebędąca w Unii Norwegia na szczycie NATO w Warszawie. Komisja Europejska dotąd nie dokonała oczekiwanej przez te państwa rygorystycznej oceny zgodności Nord Stream 2 z prawem i priorytetami Unii Energetycznej.

 

Decyzja należy do polityków
Fakt, że Gazprom jest obecnie jedynym udziałowcem projektu i jeżeli to się nie zmieni będzie zarówno jedynym dostawcą, jak i operatorem gazociągu, potencjalnie może sprawić, że w przeciwieństwie do istniejącego przed przyjęciem trzeciego pakietu energetycznego Nord Stream, może być niezgodny z jego zapisami o rozdziale właścicielskim. Oznacza to, że jeżeli nie będzie dodatkowych udziałowców, projekt będzie można kwestionować na drodze prawnej.

 

Mimo to, jeżeli Rosjanie zdołają przezwyciężyć problemy, albo brak działań Komisji Europejskiej pozwoli projektowi powstać w pustce prawnej, jedynym narzędziem służącym zablokowaniu projektu będzie sprzeciw polityczny w Radzie Europejskiej. O zgodę w tej sprawie będzie trudno. Pomimo zabiegów Polski i innych krytyków Nord Stream 2 część krajów zajmuje ambiwalentne stanowisko. Przykładem mogą być Węgry, które podczas wizyty Władimira Putina w Budapeszcie z 4 lutego zadeklarowały, że „biorą pod uwagę dostawy z Nord Stream 2”.

 

Bardziej otwarta na projekt jest Finlandia, która chce, aby na współpracy z Rosjanami zarobiły jej porty. Chociaż uznaje, że musi być on zgodny z wymogami środowiskowymi, to podkreśla, że jest przedsięwzięciem komercyjnym. Porty HaminaKotka i Hanko będą bazami sprzętowymi na potrzebę realizacji projektu – pierwszy będzie składowiskiem rur, a drugi – cementu mającego posłużyć do wykonania ich kołnierzy.

 

Jeżeli na dyplomacje tych krajów nie działają argumenty polityków krajów z Unii Europejskiej obawiających się Nord Stream 2, powinny do nich przemówić argumenty wojska i służb specjalnych.

 

Ostrzegają Szwedzi
Szwedzkie wojsko przyznało, że nowy gazociąg zagrozi bezpieczeństwu na Morzu Bałtyckim i strategicznemu portowi w Karlskronie oraz wyspie Gotlandia. Mimo to władze samorządowe Karlshamn dostały wolną rękę i przyjęły ofertę stworzenia bazy sprzętowej w tamtejszym porcie. Sztokholm zapewnił, że wprowadzi nieokreślone działania mające zabezpieczyć kraj przed negatywnymi skutkami projektu.

 

Ostrzegają Estończycy
Przed Nord Stream 2 ostrzegają także służby estońskie.
W rocznym raporcie wywiadu Teabeamet informują, że Rosjanie używali projektu do „negatywnego wpływu na stabilność i bezpieczeństwo Unii Europejskiej”.

 

– Geopolitycznie motywowane projekty energetycznej jak Nord Stream 2 i Turkish Stream są problemem dla Unii Europejskiej i jej państw członkowskich. Chociaż mogą być w interesie ekonomicznym poszczególnych państw członkowskich, uderzają w interesy innych, a także krajów spoza Unii jak Ukraina – czytamy w raporcie.

 

– Nowe gazociągi zwiększają możliwości negatywnego wpływania przez Rosję na stabilność i bezpieczeństwo Unii Europejskiej. Lobbyści pracujący dla Nord Stream 2 próbowali nakłonić kraje bałtyckie do deprecjonowania geopolitycznych konsekwencji budowy gazociągów i do zajęcia bardziej neutralnego lub popierającego stanowiska – piszą autorzy raportu.

 

– W 2016 roku przedstawiciele Nord Stream 2 próbowali publikować propagandowe artykuły w mediach i zorganizować rzekomo typowe spotkania z liderami politycznymi. Chociaż Gazprom przyjął do wiadomości opór Estonii przeciwko Nord Stream 2, to nadal ma nadzieje, że nie przyjmie on postaci wspólnych deklaracji ani innych oświadczeń – czytamy w dokumencie.

 

Ostrzegają Czesi
O tego rodzaju wpływie można przeczytać także w raporcie czeskiego kontrwywiadu. Informacyjna Służba Bezpieczeństwa (BIS) poinformowała w 2016 roku, że Rosjanie próbowali skłócić Polskę i Czechy za pomocą propagandy i dezinformacji. Jak informował BiznesAlert.pl w listopadzie, układ polityczno-biznesowy wspierający gazociąg Nord Stream 2 uderzył w projekt Gazociągu Polska-Czechy, który może posłużyć do dostaw z terminalu LNG w Świnoujściu bądź postulowanego Korytarza Norweskiego.

 

W ten sposób projekt Nord Stream 2 dzieli w tym przypadku jeszcze zanim pierwsza łopata została wbita w ziemię. W analogicznym celu Rosjanie wykorzystują Turkish Stream, co wspomina Teabeamet i o czym pisałem w czerwcu 2015 roku.  Megaprojekty Gazpromu jeszcze zanim powstaną stają się zatem narzędziem wojny informacyjnej, która ma grę na różnicach w Unii Europejskiej. W okresie kryzysu tej organizacji niewskazane jest wspomaganie tych działań i choćby z tego powodu należy zablokować Nord Stream 2.

 

Polska i Niemcy na dwóch biegunach sporu
Być może takie argumenty przekonają wątpiących do blokady, a tych już przekonanych, do utrzymania twardej postawy.

 

Polska premier Beata Szydło zadeklarowała na spotkaniu z kanclerz Niemiec Angelą Merkel, że projekt jest dla naszego kraju „nie do przyjęcia”. Pomimo dobrej atmosfery spotkania i wielu korzystnych obustronnie deklaracji Merkel nie odniosła się do tematu Nord Stream 2.

 

Czy kanclerz zamierza czekać z krytyką projektu, aż ostrzegą ją przed nim jej służby?

 

A może niemiecki biznes uległ już wpływowi lobbystów wspomnianych w raporcie estońskiego kontrwywiadu?

 

Jednym z promotorów rosyjskich projektów jest przecież były kanclerz Gerhard Schröder, zasiadający w zarządzie pierwszego gazociągu z Rosji do Niemiec.

 

Warto mieć także nadzieję, że działalności „lobbystów Nord Stream 2” w Polsce przyglądają się rodzime służby. Kiedy okazało się, że Stanisław Sz., prawnik zainteresowany projektem terminalu LNG w Świnoujściu, dąży do publikacji materiałów prasowych, został oskarżony o szpiegostwo na rzecz Rosji. 5 września odbyło się oficjalne odczytanie zarzutów. Proces w tej sprawie nadal toczy się za zamkniętymi drzwiami.

 

Wojciech Jakóbik
Autor jest redaktorem naczelnym portalu Biznes Alert, z którego pochodzi powyższy tekst.


Źródło: rebelya.pl

 

6.02.2017

 

Bractwo Muzułmańskie coraz silniejsze w Niemczech. Postulują wprowadzenie szariatu

 

Bractwo Muzułmańskie, które jest coraz silniejsze w Niemczech, swoje wpływy poszerza w Saksonii – alarmuje Urząd Ochrony Konstytucji (LFV). Bractwo Muzułmańskie to organizacja, która chce wprowadzenie prawa szariatu, jej mottem jest „dżihad naszą ścieżką”.

 

Według informacji LFV, Bractwo Muzułmańskie kupuje nieruchomości, które mają zostać zamienione na meczety i miejsca spotkań dla muzułmanów, licznie napływających do Niemiec. Organizacja dysponuje dużymi sumami pieniędzy. Nabyła nieruchomości między innymi w Dreźnie, Lipsku, Miśni i w Goerlitz przy granicy z Polską.

 

Celem Bractwa Muzułmańskiego jest wprowadzenie w Niemczech zasad szariatu” – powiedział prezes Urzędu Gordian Meyer-Plath.

 

W Polsce niebezpieczna Liga Muzułmańska ma  powiązania z Bractwem Muzułmańskim, razem należą do Federacji Islamskich Organizacji w  Europie (FIOE).

 

                        ------------------------

 

A oto jeden z komentarzy do tego artykułu:

 

Artur

Kiedy przyszli uchodźcy nie protestowałem – to przecież biedni uchodźcy.
Kiedy stawiali meczety nie protestowałem – mają prawo się modlić.
Kiedy wprowadzali żywność halal w szkołach nie protestowałem – mogą jeść tylko to, na co pozwala im Koran.
Kiedy robili zamachy nie protestowałem – to tylko nieliczna grupa ekstremistow, musimy zaakceptować ich kulturę, oni tylko tak wyrażają samego siebie.
Kiedy gwałcili kobiety nie protestowałem – taką mają kulturę, Europejki muszą się dostosować.
Kiedy zażądali eksterytorialnych stref z prawem szariatu nie protestowałem – muszą mieć własne terytorium, mieszkamy przecież w wolnym kraju.
Kiedy prowadzali swoich posłów do rządu nie protestowałem – są już prawie połową społeczeństwa, mają prawo do współrządzenia krajem.
Kiedy wprowadzili prawo szariatu nie mogłem już protestować.

 

Źródło: IAR/NDIE.PL oraz

https://ndie.pl/bractwo-muzulmanskie-coraz-silniejsze-niemczech-postuluja-wprowadzenie-szariatu/#comment-94090

6.02.2017

 

Menedżer Kaspersky Lab
i wysoki rangą oficer FSB
zostali aresztowani

 

W moskiewskim areszcie znajdują się od grudnia zatrzymani w ramach śledztwa związanego ze zdradą państwa menedżer firmy Kaspersky Lab i oficer Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB) odpowiadający za branżę internetową - poinformowały w środę rosyjskie media.

Dziennik "Kommiersant" podał, że zatrzymany został Rusłan Stojanow, który kierował w Kaspersky Lab oddziałem ds. badania cyberprzestępstw. Oddział ten - według dziennika - ściśle współpracował z FSB i MSW Rosji w analizowaniu przestępstw informatycznych i ekspertyzach w sprawach karnych dotyczących takich przestępstw. Wcześniej Stojanow, a także jego podwładni z tego oddziału, pracowali w moskiewskim departamencie MSW.

 

Firma Kaspersky Lab potwierdziła zatrzymanie i zapewniła, że śledztwo nie jest związane z firmą, lecz prowadzone jest wobec osoby prywatnej.

 

Aresztowanym funkcjonariuszem jest - według mediów - Siergiej Michajłow, wiceszef Centrum Bezpieczeństwa Informatycznego (CIB) FSB. Źródła, na które powołuje się "Kommiersant", określają go jako jednego z najważniejszych funkcjonariuszy tego wydziału FSB i osobę, która nieformalnie określa politykę całej branży cyberbezpieczeństwa.

 

Rozmówcy dziennika, w tym źródło zbliżone do FSB, twierdzą, że wobec przedstawiciela CIB prowadzone jest śledztwo dotyczące podejrzeń o zdradę państwa. Według tych źródeł FSB sprawdza doniesienia, jakoby funkcjonariusz otrzymał pieniądze od zagranicznej instytucji za pośrednictwem pracownika firmy zajmującej się bezpieczeństwem informatycznym.

 

Z Moskwy Anna Wróbel
Źródło: http://forsal.pl

3.02.2017

 

„Gazeta Polska”: Hitlerowskie korzenie telewizji ZDF

 

http://telewizjarepublika.pl/gazeta-polska-hitlerowskie-korzenie-telewizji-zdf,44047.html

 

                                 -------------

 

Sumliński: Lepper nie popełnił samobójstwa.
Wiedział zbyt wiele.
Są twarde dowody na morderstwo

"To była wiedza, która albo unosi człowieka ponad wszystkich, albo zakopuje 1,5 metra pod ziemią"


http://telewizjarepublika.pl/sumlinski-lepper-nie-popelnil-samobojstwa-wiedzial-zbyt-wiele-sa-twarde-dowody-na-morderstwo-wolne-glosy,44105.html

 

Źródło: Telewizja Republika

3.02.2017

 

Polscy nauczyciele wyjadą uczyć niemieckie dzieci
 

https://www.mypolacy.de/brandenburg,0/newsy/polscy-nauczyciele-wyjada-uczyc-niemieckie-dzieci

 

                               ---------------

 

Ile Niemcy zarobili na mycie od pojazdów ciężarowych? Suma zwali Was z nóg!

 

https://www.mypolacy.de/niemcy,0/newsy/ile-niemcy-zarobili-na-mycie-od-pojazdow-ciezarowych-suma-zwali-was-z-nog

 

                               ---------------


Czy Niemcy mogą zmusić Polaków
do przyjęcia uchodźców?

 

https://www.mypolacy.de/polska,0/newsy/czy-niemcy-moga-zmusic-polakow-do-przyjecia-uchodzcow

 

                               ---------------


Polak zdradza, jak wygląda praca w niemieckim oddziale DHL

 

https://www.mypolacy.de/niemcy,0/newsy/polak-zdradza-jak-wyglada-praca-w-niemieckim-oddziale-dhl

 

Źródło: mypolacy.de

1.02.2017

 

Relatywizowanie historycznych faktów
z „tajemnicami” w tle.
Może zaczniemy mówić
o „włoskich” albo „angielskich obozach koncentracyjnych”?

 

(…) o „polskich obozach” i „współodpowiedzialności Polaków za Holokaust” poinformowały niedawno włoski Canale 5 i brytyjska BBC. Tymczasem to Włosi ale i Anglicy mają powody do wstydu.

 

Włoskie obozy koncentracyjne
Niewielu osobom w Polsce jest znany fakt, iż na terenie Italii podczas ostatniej wojny istniały obozy koncentracyjne: Ferramonti, Fossoli, Gries-Bolzano, Risiera di San Sabba.

 

1 września 1938 roku Rada Ministrów Królestwa Włoch zaaprobowała dekret, który rozpoczął prześladowania osób narodowości żydowskiej na terenie Italii. W maju 1940 normy dekretu z 1 września 1938 zostały zaostrzone.

 

Żydom zabroniono wykonywania wolnych zawodów, uczonym zakazano wstępu do bibliotek i archiwów, zaczęto odmawiać wydawania licencji na prowadzenie działalności gospodarczej. 25 maja 1940 roku, Żydom oraz obywatelom obcych państw odmówiono prawa do rezydencji na terenie Italii Południowej (z wyjątkiem Sycylii) i Centralnej. Dzień później, 26 maja, podsekretarz Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, Buffarini, poinformował szefa policji Arturo Bocchiniego, iż Mussolini pragnie, aby zostały przygotowane obozy koncentracyjne dla osób narodowości żydowskiej. W telegramie nr 442/36838 z 25 maja 1940 roku, czytamy: „Ministerstwo nakazuje odmawiania, Gminom Italii Centralnej oraz Południowej, prawa rezydencji obcokrajowcom oraz niektórym obywatelom włoskim. Wyżej wymienieni w nowych miejscach pobytu będą żyli na własny koszt z zakazem oddalania się i z obowiązkiem meldowania się raz dziennie miejscowym władzom. Niniejszym prosi się, aby w terminie do piątego czerwca przesłać wykazy osób przewidzianych do internowania” (1).

 

W dniach 27-31 maja 1940 roku zaczęto sporządzać wykazy „niebezpiecznych Żydów”, przeznaczonych do osadzenia w obozach koncentracyjnych. 15 czerwca 1940 roku, pięć dni po przystąpieniu Włoch do wojny po stronie Hitlera, prefekci Królestwa oraz kwestor Rzymu otrzymali rozkaz rozpoczęcia akcji rozstrzeliwania, aresztowania i wysyłania Żydów do obozów koncentracyjnych.

 

Dla przykładu. W obozie Ferramonti przebywało 523 obywateli polskich, głównie Żydów. Były to osoby urodzone w Krakowie, Warszawie, Łomży, Wadowicach, Tarnobrzegu, Łodzi, Stanisławowie, Drohobyczu, Oświęcimiu i Poznaniu. Do Ferramonti przywożeni byli z więzień w Mediolanie, Florencji, Rzymu i Campagna; obywatele polscy znajdowali się w transportach z Ljubljany (Słowenia). Powodem zatrzymania było najczęściej posiadanie fałszywego paszportu; wiele osób zostało zatrzymanych podczas nielegalnego przekraczania granicy szwajcarsko-włoskiej lub włosko-francuskiej; dużą grupę stanowili obywatele polscy mieszkający od lat w Italii lub w Słowenii. Należy podkreślić, iż wśród polskich obywateli uwięzionych w Ferramonti, było wiele osób z wyższym wykształceniem (15 lekarzy), artystów, właścicieli fabryk, kupców i studentów.

 

W tym kontekście Canale 5 powinno milczeć lub informować o istnieniu „włoskich obozów koncentracyjnych” i przeprosić za mordy i okrucieństwo dokonane przez włochów na obywatelach II RP.

 

Angielskie obozy koncentracyjne” czy „niemieckie obozy koncentracyjne na okupowanym terytorium Anglii”?
Wyspy Normandzkie nie są formalnie częścią Wielkiej Brytanii tylko stanowią własność monarchy brytyjskiego, mają własne parlamenty, rządy, nie wchodzą też w skład Unii Europejskiej.

 

Władzom Wysp Normandzkich zależało bardziej na ratowaniu własnej skóry, niż na pomocy prześladowanym przez III Rzeszę.

 

Po kapitulacji Francji w czerwcu 1940 roku zostały one bez walki zajęte przez wojska niemieckie. Okupowane były przez III Rzeszę do zakończenia wojny.

 

28 czerwca 1940 r. eskadra bombowców Heinkel He 111 przeprowadziła nalot na Guernsey i Jersey, podczas którego zginęło 44 ludzi. Dwa dni później pierwsze maszyny Luftwaffe zatrzymały się na niewiele wcześniej zbudowanym lotnisku na Guernsey. Kapitana von Obernitza oficjalnie przywitał komendant policji, który przekazał nazistom, że wyspa jest nieuzbrojona i otwarta na współpracę z administracją III Rzeszy.

 

W tym momencie oficjalnie rozpoczęła się niemiecka okupacja. W tym czasie ruszyła również operacja ''Zielona Strzała'' (Unternehmen Grüne Pfeil), której celem było zajęcie pozostałych wysp. Do wypełnienia misji wystarczyło jedynie sześć batalionów. Jersey kapitulowała 1 lipca, Alderney 2 lipca, a najmniejsza wyspa Sark 4 lipca.

 

Przybycie okupanta na ostatnią z wymienionych wysp wyglądało dość kuriozalnie. Wyspa Sark była historycznym lennem rodziny Collings. Dziedziczka Sibyl Collings-Hathaway, posiadająca tytuł Pani z Sark, powitała przybyłych dziesięciu niemieckich żołnierzy na molo i zaprosiła ich do swojej rezydencji na herbatę. Przez całe pięć lat traktowała ich uprzejmie niczym gości. Gościnność ta nie wyszła jej jednak na dobre - Niemcy wywieźli jej męża do obozu koncentracyjnego.

 

Na opustoszałej wyspie Alderney naziści wybudowali cztery obozy koncentracyjne, nazwane tak, jak niemieckie wyspy (Helgoland, Sylt, Borkum, Norderney), w których więziono 6 tys. osób. Większość więźniów przeniesiono z obozu Neuengamme w pobliżu Hamburga, a wśród nich znajdowali się Rosjanie, Polacy, niemieccy więźniowie polityczni, francuscy Żydzi i hiszpańscy republikanie. 389 z nich zginęło z powodu chorób, niewolniczej pracy, lub podczas prób ucieczki.

 

Na wyspie Alderney został utworzony obóz koncentracyjny pod nazwą „SS-Lager Sylt”. Jak wspomina jego więzień Sylwester Kukuła, cyt. „W marcu 1943 roku zostaliśmy przekazani pod administrację filia obozu koncentracyjnego Hamburg-Neuengamme na Alderney. Otrzymaliśmy nowe numery. Mój numer: 16846 (...) Z pozostałych około 50 Polaków zapamiętałem nazwiska: Marian Filipecki z Warszawy, Jan Baczewski z Warszawy, Stanisław Karlikowski z Białegostoku, Władysław Struck z Pucka, Stanisław Stachowiak z Bydgoszczy, Zygmunt Wajs z Częstochowy, Edward Mroziński z Zawiercia, Mieczysław Ptak z Krakowa, Ryszard Klimecki, Władysław Lubecki z Piastowa. Innych nie pamiętam. Załoga SS liczyła 80 ludzi. (...) Po 16 miesiącach pobytu z 1000 więźniów zostało nas zaledwie 550. (...)

 

Wielka śmiertelność wśród więźniów była powodem wymiany kierownictwa SS. Nowe władze, chcąc zataić przed swoimi mocodawcami w KL-Neuengamme tak wielką śmiertelność, wpadły na „genialny pomysł”. Po śmierci więźniów uzupełniano stan liczbowy Rosjanami i Ukraińcami z cywilnego lagru, nadając im takie same numery”. (2)

 

Ujawnieniem smutnej prawdy o postawie Anglików wobec okupacji Wysp Normandzkich zajął się m.in. John Nettles, brytyjski aktor znany z kultowego serialu „Bergerac”. Po latach badań nad historią pięcioletniej okupacji tego terytorium napisał gorzką książkę „Klejnoty i oficerki” („Jewels and Jackboots”). Opisał w niej m.in. historię trzech Żydówek, które uciekły przed prześladowaniami z Wiednia: Marianne Grünfeld, Auguste Spitz i Therese Steiner. Były na wyspie Guernsey. W efekcie kobiety deportowano do Auschwitz-Birkenau, gdzie zginęły. Władze Guernsey, starające się żyć w zgodzie z hitlerowcami, nie zrobiły nic, by zapobiec tej tragedii. A wręcz, jak napisał Nettles, „asystowały i pomagały w nazistowskiej zagładzie Żydów”.

 

Były też na Wyspach Normandzkich inne przykłady kolaboracji czy źle odbieranych stosunków brytyjsko-niemieckich (na przykład damsko-męskich). Przejawy nieposłuszeństwa były jednak na tyle ograniczone, że na wyspach nie powstały urzędy Gestapo, a aparat represji w porównaniu z Francją był minimalny.

 

W nadchodzących latach współpraca się skomplikowała, a do końca wojny 4 tys. ludzi usłyszało wyroki za wykroczenia przeciwko niemieckiemu prawu, przede wszystkim za pomaganie zbiegłym więźniom.

 

Z drugiej strony nie można pominąć faktu, że niemieccy żołnierze utrzymywali kontakty towarzyskie z miejscowymi kobietami i przyczynili się do zwiększenia przyrostu naturalnego na wyspach o... 800 dzieci.

 

BBC zatem powinno zająć się, np. historią Wysp Normandzkich w czasie ostatniej wojny, a nie relatywizowaniem historii i odpowiedzialności za niemieckie zbrodnie popełnione przez demokratycznie wybranego kanclerza oraz jego zaplecze polityczne czy militarne.

 

Ponadto czas, aby Anglicy rozliczyli się z działalnością sir Oswalda Mosleya i Brytyjską Unią Faszystów. Warto tylko dodać, że Oswald Mosley w 1936 roku ożenił się z Dianą Mitford w Niemczech, w domu Josepha Goebbelsa, a jednym z gości był Adolf Hitler. Ponadto syn Oswalda Mosleya i Diany Mitford, Max Mosley był w latach 1993-2009 szefem Fédération Internationale de l’Automobile (FIA), stowarzyszenia organizującego m.in. wyścigi

Formuły 1.

 

Zatem BBC może spokojnie szukać kolaboracji i antysemityzmu, rozliczeń z przeszłością nie tylko na Wyspach Normandzkich, ale i w innych częściach Anglii.

 

Skutki pobłażliwości
Wysyp „polskich obozów koncentracyjnych” to również efekt polityki Platformy Obywatelskiej i jej zdolności koalicyjnych w samorządzie terytorialnym. Lider Ruchu Autonomii Śląska, radny Sejmiku Województwa Śląskiego Jerzy Gorzelik w swoich wypowiedziach wielokrotnie wykazuje swoją pogardę dla Narodu i Państwa Polskiego, np. cyt. „Jestem Ślązakiem, nie Polakiem, i nie Polsce przyrzekałem, więc jej nie zdradziłem i nie czuję się zobowiązany do lojalności wobec tego państwa”.

 

Ruch Autonomii Śląska twierdzi publicznie i bezkarnie, że obóz NKWD i UB w Świętochłowicach-Zgodzie (podobóz KL Auschwitz) to „polski obóz”. Tymczasem obóz w Świętochłowicach był emanacją zbrodni komunistycznej, a za jego funkcjonowaniem poza Armią Czerwoną, NKWD oraz Urzędem Bezpieczeństwa Publicznego PRL stali też komendant Salomon Morel oraz m.in. agenci Gestapo: Wiktor Grolik – jako prezydent Katowic, Gerard (Gerhard) Kampert – jako komendant wojewódzki Milicji Obywatelskiej oraz Paweł Ulczok – z katowickiego Urzędu Wojewódzkiego. Agenci Gestapo: Kampert i Grolik weszli ponadto w skład Komitetu Okręgowego komunistycznej partii PPR.

 

Wieloletenia pobłażliwość dla twierdzeń Jerzego Gorzelika, który odwiedzał też niemiecki cmentarz wojenny Wehrmachtu i Waffen SS w Siemianowicach Śląskich w towarzystwie europosła PO Marka Plury upamiętniając w sposób szczególny najeźdźców stworzyła „podatny grunt” dla wszelkiej maści antypolonizmów.

 

Podsumowując. Rozsądne reakcje na obelgi i pomówienia formułowane pod adresem Polski i Polaków powinny być oparte na promowaniu faktów historycznych oraz odpowiedniej reakcji prawno-karnej.

ZDF, Canale 5 czy BBC korzystają bowiem nie tylko z celowych przeinaczeń, ale przede wszystkim z niewiedzy swoich odbiorców.

 

Do tego spolegliwość rządów Donalda Tuska i Ewy Kopacz dla szerzenia nieprawdy historycznej w Polsce stała się pożywką dla antypolskich wybryków. Czas na zdecydowaną obronę oraz kampanię informacyjną skierowaną znacznie szerzej niż do mieszkańców Polski.

 

Adam Słomka
Przewodniczący KPN-NIEZŁOMNI,
poseł na Sejm RP I,II,III kadencji

 

------------

(1) Tłum. z j. włoskiego A. J. Katolo, za: F. Folino, Ferramonti. Un lager di Mussolini, Ed. Brenner, Cosenza 1985, s. II, przypis nr 5. Tekst telegramu znajduje się w Archivio Centrale dello Stato – Roma, Ministero dell’Interno, Direzione Generale di P. S., Divisione AA.GG i RR, categoria M/4, b. 1.
(2) Sylwester Kukuła, Moja wojenna tułaczka, Fundacja Moje Wojenne Dzieciństwo, 2003

 

Źródło: polskaniepodlegla.pl

31.01.2017

 

Niemiecki historyk: „Nazistowskie Niemcy to nie żadna męska sprawa, ale sprawa całych Niemiec. Uczestniczyli w nich nie tylko mężczyźni, ale i kobiety, które nie wahały się torturować i mordować niewinnych ludzi”

 

http://niezlomni.com/niemiecki-historyk-nazistowskie-niemcy-to-nie-zadna-meska-sprawa-ale-sprawa-calych-niemiec-uczestniczyli-w-nich-nie-tylko-mezczyzni-ale-i-kobiety-ktore-nie-wahaly-sie-torturowac-i-mordowac-niew/

 

--------------------------------------------------

 

Protest im Stadtrat
Nach der Neuwahl: Migrationsbeirat vor dem Aus?

 

http://www.abendzeitung-muenchen.de/inhalt.protest-im-stadtrat-nach-der-neuwahl-migrationsbeirat-vor-dem-aus.df924ec0-e29d-48a2-8c4b-5eb79e089400.html

 

--------------------------------------------------

 

Wielki sukces Orlenu!
Media lewicowo-liberane o tym milczą.
Dlaczego?

 

http://telewizjarepublika.pl/wielki-sukces-orlenu-media-lewicowo-liberane-o-tym-milcza-dlaczego,43966.html

18.01.2017

 

"Jak zabijają Rosjanie. Ofiary rosyjskich służb od Trockiego do Litwinienki" - to tytuł książki autorstwa Grzegorza Kuczyńskiego, wydanej przez Czerwone i Czarne Sp. z o.o. S.K.A. w Warszawie w 2016 roku.
Poniżej jeszcze jeden jej fragment.

Straszna trucizna.pdf
PDF-Dokument [22.9 MB]

"(...) Trudno o groźniejszą truciznę – jest dziesiątki tysięcy razy bardziej trująca niż cyjanowodór. (...)"

 

Wspomniana w tekście Theresa May 13 lipca 2016 roku objęła funkcję premiera Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej.

16.01.2017

 

"Jak zabijają Rosjanie. Ofiary rosyjskich służb od Trockiego do Litwinienki" - to tytuł książki autorstwa Grzegorza Kuczyńskiego, wydanej przez Czerwone i Czarne Sp. z o.o. S.K.A. w Warszawie w 2016 roku.

Poniżej jej fragment.

15 pazdziernika 1959 Monachium.pdf
PDF-Dokument [13.6 MB]

14.01.2017

 

Karl-Markus Gauss w "SZ":
Zachód nie powinien demonizować Europy Wschodniej

 

Postawa Zachodu, który zawsze uważał się za prawdziwą Europę, a jej wschodnią część traktował "z góry", jest błędem i świadczy o ograniczeniu - pisze austriacki pisarz Karl-Markus Gauss dzisiejszą na łamach "Süddeutsche Zeitung".

 

I przestrzega przed demonizowaniem wschodniej części kontynentu. "Ta część Europy, która po 1945 roku zaczęła nazywać się Zachodem, identyfikując się z demokracją, społeczną gospodarką rynkową i wolnością, uważała się od dawna za kompletną i prawdziwą Europę" - zaznacza Gauss. A aby się zintegrować, ta właśnie Europa (zachodnia) potrzebowała "świata będącego jej zaprzeczeniem" - wydającego się jej "obcym, niebezpiecznym i w sposób godny pożałowania zacofanym", swego rodzaju "Anty-Europy" - ocenia w "SZ".

Wschodnia część kontynentu, która stała się pod względem politycznym, religijnym i kulturowym inna niż część zachodnia - czytamy w artykule. "Traktowana była przez Zachód - uważający się za bastion oświecenia, mieszczańskiego postępu, lepszej gospodarki i demokracji - za "Azję wiecznego zacofania" - ocenił autor.

Gauss zwraca uwagę, że wyłomem w tym sposobie myślenia był dopiero rok 1989. "Wschodni Europejczycy stali się nagle mile widziani, a konkretnym celem stało się rozszerzenie UE na Wschód, które było raczej rozszerzeniem na Zachód, gdyż to Zachód rozszerzył swój obszar gospodarczy na Wschód i zainstalował tam swoją praworządność i liberalną kulturę" - czytamy.

 

Pisarz zaznacza, że Zachód przeznaczył na rozszerzenie ogromne pieniądze, ale w zamian zachodnie firmy mogły tam robić doskonałe interesy.

Wobec panującej euforii pomijano straty - "realną pauperyzację czy spadek liczby ludności na Wschodzie" - zaznacza Gauss.

 

"To paradoks, że dopiero napływ uchodźców spoza Europy ujawnił z całą ostrością konflikty" - podkreśla pisarz.

"Od tego czasu ponury mit Wschodu w sposób zadziwiający odżył" - stwierdza autor.

 

"Niemal tak jak przedtem, Zachód dostrzega na Wschodzie monolityczny blok, w którym wrodzy wobec homoseksualistów, umysłowo ograniczeni nacjonaliści sprzysięgli się przeciw integracji europejskiej, zdeterminowani, by zepchnąć Europę w przepaść" - czytamy w "SZ".

"Błąd Polski i Węgier"

Zdaniem Gaussa żenujące jest to, że właśnie Polska i Węgry - kraje, których tysiące obywateli było politycznymi lub ekonomicznymi migrantami, zamykają swoje granice - w sytuacji, gdy "nie powinni przepędzać ludzi, ale ich przyjąć".

 

"Pomimo tego błędem, który świadczy o ograniczeniu i jest niebezpieczny, jest demonizowanie Wschodu i traktowanie krajów z tego regionu jako monolityczny blok" - ostrzega Gauss.
 

Na obszarze od Bułgarii po Litwę nie ma - podkreśla Gauss - sojuszu nacjonalistów, nawet jeżeli w pojedynczych krajach "podobne problemy wyniosły do władzy podobnych polityków", których nacjonalizm ma na celu "etnizację problemów socjalnych". To sami robią politycy na Zachodzie - zauważa Gauss.

Zdaniem Gaussa zagrożeń dla UE nie należy szukać w małych gospodarczo słabych krajach wschodniej Europy, ale na Zachodzie. Jak zaznacza, nie chodzi bynajmniej o Marine Le Pen czy Geerta Wildersa, lecz o "beneficjentów zawinionych przez siebie kryzysów, którzy w przemówieniach chętnie powołują się na europejskie wartości, ale podczas strategicznie prowadzonych batalii o zyski, czynią wszystko co w ich mocy, by nie dopuścić do przekształcenia unii gospodarczej w unię socjalną" - krytykuje autor.

Gauss przestrzega Zachód przed spychaniem wschodnich Europejczyków w "moralną nicość".

 

"Pragnienie wyrażane przez wielu wschodnich Europejczyków, by stać się wreszcie panem we własnym domu jest historycznie przestarzałe, ponieważ państwo narodowe nie jest w stanie rozwiązać aktualnych problemów, ale ze względu na historyczne doświadczenia tych państw jest zrozumiałe" - konkluduje Gauss.

 

---------------------
Karl-Markus Gauss - austriacki pisarz, eseista i wydawca zajmuje się mniejszościami etnicznymi. Jest autorem licznych książek na ten temat. W Polsce ukazały się m. in. "Umierający Europejczycy" i "W gąszczu metropolii".

14.01.2017

 

W Niemczech wreszcie zrozumieli?
W „Die Welt” chwalą rząd PiS i prezesa Kaczyńskiego

 

Polityka wobec uchodźców, rodziny, narodu - krytycy surowo osądzają za to rząd w Warszawie. Zamiast tego lepiej byłoby postawić na niemiecko-polski dialog, także z polską prawicą” - stwierdza publicysta niemieckiego dziennika „Die Welt” Gerhard Gnauck. I apeluje o rzetelną ocenę sytuacji w Polsce przez kolegów po fachu z Berlina.

 

Autor obszernego tekstu na drugiej stronie dziennika przypomina, że w ostatnim czasie mnożą się apele z Polski do zagranicznych, w tym niemieckich mediów, by traktować Polskę „fair i bez uprzedzeń”. Gnauck cytuje w tym kontekście list otwarty opublikowany na jednym z polskich portali, którego autor skarży się, że mało kto za granicą rozumie, co tak naprawdę dzieje się w Polsce.

 

Gnauk analizując list pisze, że zasiłki na dzieci i program tanich mieszkań autorstwa PiS powinien właściwie ucieszyć wielu z tych, którym na sercu leży sprawiedliwość społeczna.

   

Także odkupywanie zagranicznych banków jest formą protekcjonizmu praktykowaną w wielu krajach” 

- dodaje publicysta „Die Welt”.

   

Z [jeszcze] jednego musimy zdać sobie sprawę: restrykcyjna polityka migracyjna Polski, jak i Węgier i Czech cieszy się nie tylko szerokim poparciem w tych krajach, ale i rosnącą akceptacją obywateli Niemczech”– przyznaje Gerhard Gnauck.

 

Czas przemawia na korzyść tego rodzaju polityki. Określanie odmowy przyjęcia uchodźców mianem "ksenofobii" czy nawet absurdalnym pojęciem „rasizmu" jest wygodne, ale bezużyteczne” 

– pisze autor.

 

Publicysta przywołuje również przykład krytykowania szefa PiS przez niemieckich intelektualistów.

   

Niedawno jeden z niemieckich ekspertów stwierdził, że Jarosław Kaczyński „nie ma koncepcji”. Oczywiście że ma. I zarówno jej zawartość jak i żelazna konsekwencja w jej realizacji robi wrażenie na wielu ludziach” 

- pisze „Die Welt”.

   

Europa znajduje się obecnie w sytuacji, w której coraz mniej (dobrych) przywódców mówi w którym kierunku trzeba pójść... ale i w takich czasach trzeba uprawiać politykę, także twardo, także z charyzmą, z tymi wszystkimi przyprawami, które szczególnie w Niemczech z pewnych powodów wydają się podejrzane” 

– dodaje autor.

 

Zdaniem publicysty Niemcy powinni nastawić się „na dłuższą erę Kaczyńskiego i w dialogu polsko-niemieckim postawić także na polską prawicę”.

 

Gnauck zwraca jednak uwagę, że obok pozytywnych zmian można się spodziewać także w dłuższej perspektywie negatywnych konsekwencji rządów Prawa i Sprawiedliwości. Zdaniem autora, na końcu może się okazać, że Jarosław Kaczyński wygra historyczną batalię przeciwko Adamowi Michnikowi i projektowi „Polski liberalnej”, ale nie starczy mu sił, by zbudować nowe państwo.

 

Miejmy nadzieję, że to początek uczciwej analizy sytuacji w Polsce przez niemieckie media.

 

Autor: oa, bd
Źródła: niezalezna.pl, dw.com, Welt.de

 

Od redakcji "Polonika Monachijskiego":

 

Autor wyżej cytowanego tekstu nie zdobył się jednak na stwierdzenie, iż od przeszło roku właściwie wszystkie media w Niemczech wprowadzały swych czytelników, słuchaczy i widzów w błąd przedstawiając jedynie kłamliwe poglądy opozycji w Polsce. Nie zadał też pytania, jak to wszystko ma się do rzetelności dziennikarskiej oraz wolności słowa w jego kraju.

 

(js)

Ostatnia aktualizacja nastąpiła 22.10.2017 r.

w rubryce:

"Bliżej Boga".

Impressum

 

POLONIK MONACHIJSKI - niezależne czasopismo służy działaniu na rzecz wzajemnego zrozumienia Niemców i Polaków. 

Die unabhängige Zeitschrift dient der Förderung deutsch-polnischer Verständigung.

 

W formie papierowej wychodzi od grudnia 1986 roku a jako witryna internetowa istnieje od 2002 roku (z przerwą w 2015 roku).

 

Wydawane jest własnym sumptem redaktora naczelnego i ani nie zamieszcza reklam ani nie prowadzi z tego tytułu żadnej innej działalności zarobkowej.

 

Redaguje:

Dr Jerzy Sonnewend

 

Adres redakcji:

Dr Jerzy Sonnewend

Curd-Jürgens-Str. 2
D-81739 München

Tel.: +49 089 6257162

E-Mail: jerzy.sonnewend@polonikmonachijski.de

Ilość gości, którzy od 20.01.2016 roku odwiedzili tę stronę, pokazuje poniższy licznik:

Druckversion Druckversion | Sitemap
© Jerzy Sonnewend