Z prasy i innych mediów

30.03.2016

 

Problem ubezpieczeń dla uciekinierów opisała dziś gazeta "Abendzeitung". Jeśli na przykład dojdzie do wypadku spowodowanego przez imigranta-azylanta, może się to okazać bardzo boleśnie drogie dla... poszkodowanego.

Aby przeczytać cały artykuł, proszę nakliknąć na obrazek poniżej:

Quelle: "Abendzeitung", Mittwoch, 30. März 2016, Seite 10

Do redakcji "Polonika Monachijskiego" dotarło pismo Polskiej Parafii Katolickiej w Monachium "Nasza Misja". Serdecznie dziękujemy!

Wśród wielu ciekawych artykułów, piszącego te słowa najbardziej zainteresowało opracowanie Pani Dr. Barbary Małoszewskiej Karawaka, krzyż "choleryczny", krzyż "morowy". Pozwoliliśmy sobie zamieścić poniżej pierwszą stronę tego tekstu zachęcając Czytelników do przeczytania całości.

(js)

23.03.2016

 

Opinia Krzysztofa Rybińskiego

 

Jesteś chrześcijaninem, dobrym człowiekiem. Napotykasz biednego, potrzebującego, bez domu i pożywienia. Zapraszasz go do siebie do domu, karmisz, dajesz wygodny pokój do spania, nawet opłacasz kurs podwyższenia kwalifikacji, żeby mógł znaleźć pracę. W tym czasie biedny mówi Ci, że Twoja żona robi paskudne jedzenie, obmacuje żonę, gwałci nieletnią córkę, syna, psa, kota i chomika, daje Ci w pysk kilka razy, wychodząc wybija wszystkie szyby w oknach i sra na wycieraczkę.

 

W Brukseli byłem służbowo chyba ze 100 razy (lotnisko w Zaventem znam na pamięć) jako wiceprezes NBP, członek Komitetu Ekonomiczno-Finansowego UE, jako ekonomista i naukowiec. Jak już pisałem wiele razy, najczęściej nadawanym imieniem dla chłopca w Brukseli jest Mohamed. Gdy się idzie po ulicach w Brukseli, to człowiek czuje się jak w Zatoce Perskiej, wszędzie kobiety zakutane od stóp do głów w prześcieradła, niektórym widać tylko oczy (to tzw. ninja), otoczone gromadą śniadych dzieci. Bruksela to najbardziej zarabizowana stolica w Europie, miejsce gdzie bardzo wielu arabów znalazło swój nowy dom. A jednak dzisiaj, w takim miejscu, doszło do zamachu.

 

Oto do czego prowadzi makrelizacja Europy. Makrela, obciążona zbrodniami pokolenia jej ojców, Niemców, którzy zamordowali i zagazowali miliony Polaków, Żydów i innych narodowości i grup etnicznych, odczuwa hormonalną potrzebę zadośćuczynienia. W efekcie dziewczyny i kobiety już nie mogą chodzić spokojnie po europejskich ulicach, pójść do kina czy na basen, bo zostaną wymacane lub zgwałcone przez jakiegoś araba-imigranta, który do tej pory miał przyjemność wyłącznie z owcą (czego nie można powiedzieć o owcy).

 

Łatwo zgadnąć co będzie dalej. Z każdym zamachem, gwałtem, napaścią dokonanym przez arabów, Europa będzie się radykalizować. Wybory w kolejnych krajach wygrają ci, którzy obiecają, że wsadzą arabów do wagonów bydlęcych  (takich jakimi sowieci wieźli moją rodzinę na daleki wschód w trakcie II WŚ) i wywiozą tam, skąd przybyli, żeby znowu mogli dogadzać ulubionym owcom. I po wygraniu wyborów faktycznie tak zrobią.

 

Nie wiadomo, czy wraz z nienawiścią do arabów, powróci naturalna i pielęgnowana od setek lat nienawiść narodów Europy względem siebie, czy raczej Europejczycy zostaną skonsolidowani w swojej nowej/starej nienawiści do arabów. Czas pokaże. Ale jedno jest pewne. Zamachy w Brukseli doprowadzą do daleko idących zmian w polityce UE wobec imigrantów.

 

Dlaczego? Bo teraz strach obejmie polityków unijnych. Przecież oni podróżują bardzo często, korzystając z lotniska w Zaventem. Zamachy już nie są abstrakcyjne, gdzieś, dotyczące kogoś, które ogląda się w telewizji. Zimne statystyki, zginęło tyle, rannych tyle. Tym razem to konkretne, osobiste zagrożenie dla tych polityków.

 

Ostatnio dowiedziałem się o nowym trendzie w Kazachstanie, gdzie jestem rektorem największej uczelni ekonomicznej. Tutejsi rodzice kiedyś z chęcią wysyłali młodzież na wymianę studencką do Europy, ale teraz robią to niechętnie, bo w Europie jest bardzo niebezpiecznie w porównaniu z Kazachstanem. Faktycznie, w Almaty można bezpiecznie chodzić po zmierzchu, nie ma przejawów ekstremizmu religijnego czy chuligaństwa, po prostu państwo na to nie pozwala.

 

Teraz widać, że obecny polski rząd prowadzi odpowiedzialną politykę zagraniczną, opartą na wartościach chrześcijańskich i na zdrowym rozsądku, w odróżnieniu do wasalskiej wobec Niemiec polityki poprzedników z PO. Gdyby dalej rządziła kobita od gały, to dzisiaj na Centralnym mielibyśmy zgraję arabów, którzy biją przechodniów i gwałcą kobiety, zabroniono by wstępu na baseny w Warszawie kobietom bez opieki mężczyzny (dla ich bezpieczeństwa), a nastoletni uczniowie warszawskich szkół musieliby bardzo uważać na śniadych przechodniów, którzy przecież muszą, cytuję “wyładować temperament seksualny”.  Mam nadzieję, że postawa którą prezentuje obecny rząd stanie się coraz bardziej powszechna, także w Niemczech i doprowadzi do zatrzymania procesu makrelizacji Europy.

 

Jako autor popularnej książki o globalizacji opublikowanej w 2008 roku mogę jednoznacznie stwierdzić, globalizacja zaszła za daleko. Arabscy migranci niszczący Europę, globalny Uber niszczący małe rodzinne firmy taksówkowe, globalny Facebook dobijający lokalne gazety odbierając im reklamę, to przykłady globalizacji, która zaszła za daleko. I w odpowiedzi na to, pojawią się partie polityczne, które powiedzą tej globalizacji “DOŚĆ”.

XXI wiek zapowiada się niezwykle interesująco.

 

-----------------
Źródło: http://www.rybinski.eu/2016/03/fick-dich-makrele/

 

Informacja o autorze za encyklopedią wikipedia:
 

Krzysztof Ireneusz Rybiński (ur. 1 marca 1967 w Warszawie) – polski ekonomista i publicysta, doktor habilitowany nauk ekonomicznych, były wiceprezes Narodowego Banku Polskiego (2004–2008).

 

W młodości był harcerzem, uczniem jednej ze szkół na warszawskiej Pradze.

 

Ukończył studia na Wydziale Matematyki, Informatyki i Mechaniki oraz na Wydziale Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie następnie uzyskał stopień doktora nauk ekonomicznych o specjalności ekonometrycznej. W 2009 habilitował się na podstawie rozprawy zatytułowanej Globalizacja w trzech odsłonach. Offshoring – globalne nierównowagi – polityka pieniężna w Kolegium Ekonomiczno-Społecznym Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

 

Pracował jako informatyk w firmie komputerowej w Japonii, następnie jako pracownik naukowo-dydaktyczny na Wydziale Nauk Ekonomicznych UW. Był także konsultantem Banku Światowego, Uniwersytetu Środkowo-Europejskiego oraz dyrektorem administracyjnym w Centrum Badań Ekonomicznych Europy Środkowej i Wschodniej. W 1997 został głównym ekonomistą warszawskiego oddziału banku ING, od 2001 zajmował stanowisko głównego ekonomisty Banku Zachodniego WBK, w latach 2002–2004 był głównym ekonomistą Banku BPH. Pełnił funkcję prezesa Polskiego Stowarzyszenia Ekonomistów Biznesu oraz członka rady Towarzystwa Ekonomistów Polskich.

 

Od 25 marca 2004 do 2 stycznia 2008 zajmował stanowisko wiceprezesa Narodowego Banku Polskiego. Od kwietnia 2008 do marca 2010 był partnerem w firmie Ernst & Young, gdzie kierował zespołem strategii ekonomicznej.

 

Był także profesorem nadzwyczajnym w Szkole Głównej Handlowej, wiceprzewodniczącym rady nadzorczej Alior Banku i współwłaścicielem spółki SanNao wdrażającej rozwiązania internetowe.

 

Od 2010 do 2015 pełnił funkcję rektora Akademii Finansów i Biznesu Vistula. W 2015 został rektorem Kazachstańskiego Uniwersytetu Ekonomicznego.

 

W 2010 został ekspertem ds. gospodarczych, współtworzącym program PJN. W 2011 poparł program gospodarczy partii Kongres Nowej Prawicy. W trakcie wyborów parlamentarnych w 2011 był kandydatem Unii Prezydentów – Obywatele do Senatu w jednym z okręgów warszawskich. Otrzymał 33 665 głosów (16,23% głosów), zajmując 3. miejsce wśród 4 kandydatów.

 

Jest autorem publikacji naukowych i prasowych w zakresie ekonomii i finansów.

11.03.2016

 

Jest raport BOR
ws. wypadku prezydenckiej limuzyny.
„Nie ma zgody na dziadostwo. Flotę trzeba odnowić”


   Nadzorujący Biuro Ochrony Rządu szef MSWiA Mariusz Błaszczak odniósł się do wypadku prezydenckiej limuzyny i raportu Biura, jaki w tej sprawie sporządzono. Minister podkreśla, że „trudno jest w 100 dni naprawić wszystko to, co popsuto przez 8 lat”. Jak ujawnia, wniosek płynący z raportu nie pozostawia złudzeń: procedury były źle sformułowane.

 

   Wiadomo już, że Biuro Ochrony Rządu przygotowało raport po wypadku samochodu przewożącego prezydenta Andrzeja Dudę. Szczegóły raportu są tajne, oficjalnie wiadomo jednak, że lista błędów proceduralnych, na które zwraca uwagę dokument jest dość długa. Pojawiają się informacje o złym doborze auta do trasy oraz zbyt zużytych oponach. Sporo błędów wytknięto również poprzedniemu kierownictwu BOR.

 

    - Nie ma zgody na dziadostwo. Już w styczniu BOR rozpisał przetarg na kupno nowych samochodów. Tę flotę trzeba odnowić. Ja nie jestem specjalistą od limuzyn, sorry. Nie wiem, jaka limuzyna powinna być wysłana w jakie miejsce, od tego są specjaliści w BOR. Z tego raportu wniosek jest taki, że to procedury były źle sformułowane – przez poprzedników płk. Pawlikowskiego [obecnego szefa BOR – przyp. red.] - tłumaczył na antenie TVN24 szef MSWiA Mariusz Błaszczak.

 

   Jednocześnie minister spraw wewnętrznych i administracji zwraca uwagę, że w 100 dni trudno jest naprawić to, co popsuto przez ostatnie lata.

 

    "- Trudno w 100 dni naprawić wszystko to, co popsuto przez 8 lat. Wszystko musi się opierać na procedurach. Procedury zmieniał najpierw gen. Janicki, potem kolejny gen. Klimek. Decyzje te przedłużały okres przydatności opon limuzyny prezydenta, ponad czas w instrukcji przekazywanej przez producenta. O czym to świadczy?
O nieodpowiedzialności i totalnym bałaganie 
[...] Takie tuzy, jak Jerzy Miller, Grzegorz Schetyna, Bartłomiej Sienkiewicz, Teresa Piotrowska, nie nadzorowali BOR-u.
W 100 dni nie sposób naprawić tego, co oni popsuli, koalicja PO-PSL. Jeszcze przy tej ich wściekłości, tej totalnej opozycji. Przecież oni już złożyli wniosek o moje odwołanie
(…) Oni są wściekli, co jest przyczyną tej wścieklizny?Choćby pokazuje to wczorajszy sondaż CBOS: PiS 37% poparcia, PO – 18%, partia N – 17% - mówił Mariusz Błaszczak.

 

Za: niezalezna.pl

10.03.2016

 

Wassermann o ustawionym wyroku TK:
"Zanim odbyła się rozprawa, wyrok był gotowy.
Taka sytacja nigdy nie powinna mieć miejsca"

   

   To jest złamanie podstawowych przepisów obowiązujących w Polsce — powiedziała mec. Małgorzata Wassermann w Sejmie, komentując ujawnioną przez portal wPolityce.pl skandaliczną sprawę wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który – jak dowiedział się portal wPolityce.pl - od dwóch tygodni konsultowany jest z posłami Platformy Obywatelskiej.

   

   Narada która ma się odbyć po zamknięciu rozprawy musi być tajna. Sędziowie nigdy nie mogą ujawniać przebiegu narady. Dopiero po naradzie dochodzi do głosowania. Nie może się to odbyć w żaden inny sposób — podkreśliła, mówiąc że inaczej złamano by prawo.

 

    Jestem zdumiona tym, co że pan poseł Budka mówi o tym, co będzie robił prezes Rzepliński za chwilę. Jego wypowiedź o tym, ze on skomentuje za chwilę jak powstają wyroki to jest rzecz niebywała. Albo poseł uzurpuje sobie prawo do bycia rzecznikiem pana Rzeplińskiego albo pozostają w ciągłym porozumieniu. To jest rzecz również sytuacja niedopuszczalna — zaznaczyła mec. Wassermann.

 

    Odnoszę wrażenie, że od jakiegoś czasu oderwaliśmy się od sfery prawnej a rozmawiamy już nie tylko na płaszczyźnie politycznej, ale na granicy obłędu — dodała.

 

    Oczekuję że Rzepliński zabierze głos odnośnie tego, co pojawiło się w internecie. Jesteśmy zdumieni, że do takiego przecieku doszło — podkreśliła.

 

   Zanim odbyła się rozprawa, wyrok był gotowy. Taka sytacja nigdy nie powinna mieć miejsca — podkreśliła.

 

autor: Zespół wPolityce.pl

Niezłomny wojownik o polski Skarb Narodowy, o dynamiczny rozwój gospodarczy Polski oraz uczciwe zasady funkcjonowania banków, poseł na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej z ramienia PiS, a zarazem wybitny publicysta ekonomiczny - Janusz Szewczak - napisał książkę, która wstrząśnie wieloma Czytelnikami. Nie zdajemy sobie bowiem sprawy, jak niewielu ludzi trzyma świat w garści, jak niewyobrażalnych spekulacji dopuszczają się międzynarodowe korporacje. Odważna to książka, otwierająca oczy i budząca wielki niepokój, pierwsza taka polska publikacja na ten temat.

 

Gdyby wszyscy na raz udali się teraz do banków po swoje oszczędności, otrzymaliby nie więcej niż kilka procent z tego, co mają na kontach. Oznacza to, że instytucje finansowe posiadają w rzeczywistości zaledwie parę procent pieniędzy, którymi niby obracają.

 

Z czego zatem powstają ich wielomiliardowe zyski? Ze spekulacji. Z handlowania czymś, czego nie ma, czyli pieniądzem bezgotówkowym, wirtualnym, fikcyjnym. Skala spekulacji rośnie w gwałtownym tempie. Należą do nich również tak oprotestowane kredyty walutowe (głównie frankowe) i polisolokaty, które zrujnowały blisko milion polskich rodzin. Banki handlują naszymi kredytami na całego i bynajmniej nie są zainteresowane ich szybką spłatą. Wprost przeciwnie - im dłużej my spłacamy, tym więcej bank zarabia.

 

Banki nie funkcjonują jak normalne przedsiębiorstwa; nie obowiązują ich te same reguły, co wszystkich innych uczestników rynku. Mogą nawet swobodnie żonglować aktywami i pasywami - używając tych samych liczb mogą wykazać dowolnie raz plus, a raz minus. Zyski bezwzględnie grabią dla siebie, jednak ich straty musi pokrywać państwo, czyli każdy obywatel. Bo jak nie, to światowa struktura spekulacyjna zawali się niczym domino. Tak było np. w 2008 r. po upadku amerykańskiego giganta Lehman Br., kiedy państwo musiało dodrukować grubo ponad bilion dolarów. Europejski Bank Centralny drukuje teraz 1 bilion 115 miliardów euro. 

 

Kontrolę nad emisją pieniądza przejęły banki prywatne, choć niemal w każdej konstytucji zastrzeżone jest to dla banku centralnego, państwowego. Były premier Kanady W. L. Mackenzie King już kilkadziesiąt lat temu ostrzegał:

 

"Zanim kontrola nad emisją pieniędzy i kredytu nie zostanie przywrócona rządowi i uznana za jego nadzwyczajną i świętą odpowiedzialność, wszystkie dyskusje na tematy niezależności parlamentu i demokracji są puste i daremne. Lichwa poza kontrolą zniszczy każde państwo".

 

Tak, lichwa i chciwość rządzą światem, a rezygnacja z tradycyjnych wartości wspomaga te rządy - oto wniosek z lektury. 

 

Janusz Szewczak odsłania mechanizmy, wyjaśnia, daje przykłady, także historyczne. Zastanawia się co będzie, gdy pęknie ta gigantyczna bania spekulacyjna, która wsi nad światem; może to przynieść efekt gorszy od bomb atomowych. Na szczęście Autor dostrzega też szansę wyrwania się z macek bankowej ośmiornicy.

Dlaczego Bruksela nie zabierze nam dotacji?
Bo większość pieniędzy otrzymują niemieckie firmy!

 

Wielu euro entuzjastów podkreśla, że Polska dozgonnie powinna być wdzięczna Unii Europejskiej i brać wszystkich na siłę narzucanych nam imigrantów, bo przecież tyle pieniędzy trafia do nas w postaci funduszy unijnych.

 

 Okazuje się, że nasz kraj tylko częściowo korzysta z unijnej pomocy. Marcin Austyn w komentarzu dla serwisu „PCH24.pl” pisze o przerażającym procederze jakim jest wypływ unijnych pieniędzy do zagranicznego kapitału. Dla Polski przypadają jedynie fundusze na drogi, mosty, muzea. Ale biznes leży.

 

– Tylko w ostatniej perspektywie finansowej niemieckie firmy w Polsce zakontraktowały unijne projekty na kwotę rzędu 20 mld euro. W tym samym okresie nasi przedsiębiorcy w Niemczech sięgnęli po ok. 200 mln euro. To sto razy mniej – czytamy w komentarzu. 

 

Czyli co się dzieje w praktyce? Za pieniądze, które powinny trafiać do polskich przedsiębiorców, wspieramy niemiecką gospodarkę. Firmy zachodnie rozwijają się na naszym terenie, płacą podatki w Berlinie lub Monachium, a Polska za fundusze unijne buduje im infrastrukturę.

 

Ministerstwo Rozwoju Regionalnego przyznaje, że widoczna jest dysproporcja w podziale unijnych funduszy.

Ale to jeszcze nie koniec przedstawienia...

 

– Nie dość, że polscy przedsiębiorcy nie są głównymi beneficjentami unijnych środków wydawanych w Polsce, to jeszcze istnieje ryzyko niewykorzystania kwoty ok. 10 mld euro z perspektywy 2007-2013 – pisze komentator serwisu.

 

Cały tekst z PCH24

26.02.2016

 

Bardzo ważny wykład Profesora Witolda Kieżuna
również o Powstaniu Warszawskim!

Za: niewygodne.info.pl

wpis z dnia 24/02/2016

 

26 mln na geotermy w Toruniu?

No to przypomnijmy 93 mln

na platformiane termy w Lidzbarku Warmińskim!

 

Sąd Okręgowy w Warszawie zatwierdził w poniedziałek (22.02.2016) 26,5 mln zł odszkodowania dla Fundacji Lux Veritatis za bezprawne zerwanie w 2008 roku przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej umowy na dofinansowanie toruńskiej geotermii. Kogoś oburza wysokość tej kwoty? To przypomnijmy sobie 93 mln zł na wybudowanie forsowanych przez członków Platformy Obywatelskiej term w Lidzbarku Warmińskim, gdzie wodę do kąpieli trzeba jednak... podgrzewać elektrycznie.

 

Sąd Okręgowy w Warszawie potwierdził, że umowa na dofinansowanie toruńskiej geotermii została zerwana przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w sposób bezprawny. Przypomnijmy, że stało się to tuż po przejęciu władzy przez ekipę PO-PSL. Na konto fundacji Lux Veritatis jako odszkodowanie potwierdzone ugodą między stronami sporu ma wpłynąć kwota w łącznej wysokości 26 mln 490 tys. zł, choć jak wynika z sądowego uzasadnienia, w przypadku wydania wyroku (bez ugody) toruńska fundacja mogłaby liczyć na dużo wyższe odszkodowanie (do kwoty głównej roszczenia tj. 22,5 mln zł, doszłyby jeszcze odsetki liczone od maja 2008 roku).

 

Wysokość kwoty oburza? No to przypomnijmy o 93 mln zł jakie wydano na budowę Term Warmińskich w Lidzbarku Warmińskim. Orędownikami tego przedsięwzięcia byli marszałek województwa warmińskiego Jacek Protas, starosta lidzbarski Jan Harhaj i burmistrz tego miasta Artur Wajs. Cała trójka wywodzi się z Platformy Obywatelskiej. Mocno forsowali projekt, nawet kiedy okazało się, że termy pod Lidzbarkiem wcale nie są takie ciepłe (mają niespełna 21 stopni Celsjusza) i do zapewnienia odpowiedniej temperatury w kąpielisku (ok. 32 stopni Celsjusza) wodę trzeba będzie... podgrzewać elektrycznie! To z kolei będzie generowało kolejne koszta (nawet do 800 tys. zł rocznie)! 

 

Właśnie z tego powodu niemiecki "Der Spiegel" umieścił lidzbarski projekt na liście największych "euroabsurdów", czyli projektów dotowanych pieniędzmi UE, których realizacja wzbudza potężne kontrowersje...

 

Źródło: Fundacja miała rację (NaszDziennik.pl)

Źródło: Niemcy wyśmiewają Termy Warmińskie. Samorządowcy odpowiadają (Onet.pl)

Źródło: POlityczne gejzery Platformy Obywatelskiej (Obiektywnie.com.pl)

W środę, 27 stycznia br. w monachijskim  "Südost-Kurier" ukazał się krótki artykuł o polsko-niemieckiej współpracy

a dokładniej o polsko-bawarskiej współpracy między Krakowem i Wieliczką a Landkreis München. Rozmowę

na ten temat przeprowadzili radca krajowy Christoph Göbel oraz konsul generalny RP w Monachium Andrzej Owsiak.

„Demokracja nie jest zagrożona”
– holenderski dziennik o sytuacji w Polsce

 

Holenderski dziennik „Nederlands dagblad” opublikował

28 stycznia komentarz dotyczący sytuacji w Polsce. Autor twierdzi, że demokracja nie jest w Polsce zagrożona, a przyczyną opinii w zachodnich mediach jest „histeryczne zachowanie opozycji w Polsce, naturalnego przeciwnika rządu”, którego argumenty „nie są ani weryfikowane, ani analizowane”.

 

„Większość zachodnich mediów przekazuje karykaturalny i fałszywy politycznie obraz sytuacji w Polsce, nie przytaczając faktów” – stwierdza autor komentarza. Dodaje też, że „w Polsce (…) nie naruszono żadnych zasad europejskich”.

 

Pisząc o zmianie władz w mediach publicznych autor podkreśla, że „w Hiszpanii, Włoszech i Francji władze mediów publicznych też są mianowane przez rząd”. „Dlaczego taka procedura w tych krajach jest ok, a w Polsce trzeba w związku z tym organizować demonstracje?” – pyta autor. „Ale sytuacja w Polskich mediach jest normalna. Demokracja i wolność prasy w Polsce nie jest w żadnym wypadku zagrożona” – pisze.

 

Autor zaznacza, że „poprzednie władze mediów były upolitycznione”. Jako przykład podaje, że w programie informacyjnym TVP były prezydent Bronisław Komorowski, w marcu 2015,  był pokazywany w sumie 6h i 28 minut, a obecny prezydent Andrzej Duda 22 minuty.

 

Autor podkreśla, że po raz pierwszy od odzyskania przez Polskę niepodległości może rządzić partia niezależnie, bez budowania koalicji. Przypomina też liczne „afery polityczne na poziomie rządowym, arogancję polityków i ataki na wolne media” ze strony wcześniej rządzącej koalicji.

 

Źródło: „Nederlands dagblad”, za msz.gov.pl

"Die Welt" o Antonim Macierewiczu:
rozsądek pod fasadą szaleństwa

 

"Ważny, ale trudny gość" - konstatuje już na wstępie warszawski korespondent gazety "Die Welt" Gerhard Gnauck. Jak pisze dalej, Polska jest dla Niemiec "jednym z ważniejszych partnerów" w kwestii obrony i zbrojeń. Lecz atmosfera dwustronnych stosunków "pogorszyła się".

 

"Die Welt" wyjaśnia, że Warszawa chce w przypadku wielkich zamówień zbrojeniowych zmienić partnerów. Jednym z tematów spotkania Macierewicza z szefową niemieckiego MON będzie modernizacja polskiej armii.

 

Gazeta przypomina, że najpilniejszą sprawą jest zaplanowany przez poprzednią ekipę rządową zakup za ponad 3 mld euro 50 śmigłowców wielozadaniowych produkowanych przez niemiecko-francusko-hiszpański koncern Airbus Helicopters. "Macierewicz chce najwidoczniej anulować to zamówienie i rozpisać przetarg" - przypuszcza gazeta. Jak wyjaśnił jeden z sekretarzy stanu w polskim MON, niejasna jest procedura składania ofert. Nie do pogodzenia w negocjacjach są właściwie oczekiwania polskiej i francuskiej strony. Airbus zobowiązał się do inwestycji w Polsce - do zapewnienia miejsc pracy. Firmy AugustaWestland oraz Sikorsky Aircraft Corporation mają od dawna zakłady w Polsce.

"Die Welt" przypomina, że obecny rząd podczas kampanii wyborczej obiecał pracownikom tych zakładów, że będzie bronił ich interesów. Nowy minister krytycznie odnosi się też do starych planów zakupu amerykańskich rakiet przeciwlotniczych. "Dlatego może być interesujące jak Macierewicz i von der Leyen dogadają się ze sobą" - pisze dziennik.

 

Kaczynskis Mann fürs Grobe und die Waffen

 

Heute empfängt Verteidigungsministerin Ursula van der Leyen ihren polnischen Amtskollegen Antoni Macierewicz. Der gilt als Hardliner im Warschauer Kabinett mit schwieriger Kindheit.

 

Ein wichtiger, aber schwieriger Gast: Auf einer seiner ersten Auslandsreisen kommt Polens neuer Verteidigungsminister Antoni Macierewicz am Donnerstag nach Berlin. Polen ist in Sachen Verteidigung und Rüstung einer der wichtigsten Partner Deutschlands geworden, auch wenn beide Seiten nicht immer einer Meinung sind. Warschau will bei großen Rüstungsaufträgen und weit gediehenen Verhandlungen den Partner wechseln, was auch deutsche Unternehmen betreffen könnte.

 

Dennoch könnte ausgerechnet die Verteidigung der Bereich sein, in dem zwischen Warschau und Berlin die größte Kontinuität herrscht. Als der deutsche Botschafter in Polen dem neuen Minister einen ersten Besuch abstattete, wurde er, wie es heißt, mit "großer Herzlichkeit" empfangen. Die Zusammenarbeit zwischen Bundeswehr und polnischer Armee soll – auch unter der neuen Regierung, die Berlins "Dominanz" skeptisch sieht – unvermindert weitergehen. Das umfasst sogar die wechselseitige Unterstellung von Einheiten unter Kommandeure des jeweils anderen Landes.

 

Polen will dauerhafte Truppenpräsenz

Differenzen gibt es dagegen über die verstärkte Präsenz der Nato im Osten des Bündnisgebiets. Polen will, wie schon unter der Vorgängerregierung, wegen der aggressiveren Politik Russlands die dauerhafte Anwesenheit der Truppen von Bündnispartnern. Dies solle auf dem Warschauer Nato-Gipfel im Juni beschlossen werden. Die Bundesregierung gehört zu den Kritikern dieser Idee – mit der Begründung, Russland dürfe nicht gereizt werden.

 

Immerhin sind die Partner Polen schon etwas entgegengekommen: Über das Jahr verteilt, übten 2015 insgesamt 2700 deutsche Soldaten im Nachbarland, ebenso wie Amerikaner und Briten. Im neuen Jahr, so heißt es, soll die Bundeswehr in ähnlichem Umfang präsent sein. Außerdem platziert die US-Armee in den östlichen Nato-Ländern mehrere Lager für Material und schweres Gerät, sodass im Konfliktfall nur noch die Soldaten eingeflogen werden müssen.

 

Die Modernisierung der polnischen Armee wird eines der Themen sein, über das Macierewicz mit Verteidigungsministerin Ursula von der Leyen (CDU) sprechen wird. Am dringlichsten ist der von der Vorgängerregierung in Warschau geplante Kauf von Mehrzweckhubschraubern. Anvisiert waren 50 Exemplare des Caracal vom deutsch-französisch-spanischen Konzern Airbus Helicopters, die mehr als drei Milliarden Euro kosten würden. Offenbar will aber der Verteidigungsminister den Auftrag annullieren und neu ausschreiben. Die Entscheidung darüber wird in den nächsten zwei Wochen fallen.

 

Waffengeschäfte als Wahlkampfthema

Als Begründung wurde angeführt, das Bieterverfahren sei intransparent gewesen. Vor allem jedoch, sagte einer der Staatssekretäre des Ministeriums, seien die Positionen Polens und der französischen Verhandlungsführer in der Frage der Offset-Geschäfte "fast unvereinbar". Bei Offset-Geschäften geht es um Investitionen, zu denen sich der Lieferant in Polen verpflichten würde. Airbus müsste demnach in Polen Arbeitsplätze schaffen, während die bisherigen Wettbewerber, die Firmen AgustaWestland und Sikorsky, seit Längerem Werke im Land unterhalten. Im Wahlkampf hatte die heutige Regierungspartei ihren Beschäftigten versprochen, sich für ihre Interessen einzusetzen.

 

Auch die alten Pläne für die Anschaffung von Flugabwehrraketen sieht der neue Minister nach eigenen Worten "kritisch". Bisher war hier das Modell Patriot der Favorit, über das auch die US-Streitkräfte verfügen. Ursprünglich sollten sie erst 2030 an Polen ausgeliefert werden. Der Chef der amerikanischen Herstellerfirma sei jedoch "für eine Positionsänderung offen und verhandlungsbereit", sagte Macierewicz vor einer Woche.

Sollten die Verhandlungen scheitern, hätte der Mitbewerber MEADS eine Chance, ein Abwehrsystem in amerikanisch-deutsch-italienischer Koproduktion, über das auch die Bundeswehr verfügt. Diese Abwehrraketen werden gegen Flugzeuge und Geschosse wie die russischen Iskander-Raketen eingesetzt, die zum Beispiel im Gebiet Kaliningrad stationiert sind und mehrere europäische Großstädte erreichen könnten.

 

Unter der neuen Regierung hat Warschau bereits die Modernisierung von 128 Leopard-Panzern der polnischen Armee vereinbart, wobei naturgemäß auch der deutsche Hersteller beteiligt ist. Künftige Großaufträge dürften den Kauf von Kampfhubschraubern und U-Booten betreffen. 

(...)

 

"Die Welt" z czwartku, 27 stycznia 2016

Za Bartoszewskiego 25 złotych

"Nie ma nic darmo, darmo, to można iść na spacer do Łazienek ale nie na spęd w obronie byłej władzy"

- napisał 27 stycznia 2016 na portalu niepoprawni.pl Jacek Mruk.

A dalej:

Na marszu moja rodzina zarobiła prawie 250 złotych.

Pod biurem na Woronicza (siedziba telewizji publicznej (przypis aut.) rozdawali plakaty z profesorem Bartoszewskim i płacili po 25 złotych od sztuki za noszenie co najmniej przez godzinę.

Mundek dostał 12 złotych za unijne flagi, a Hela tylko 5 złotych za nasze - nikt nie wie dlaczego tak mało.

 

Yagon 12 skomentował to 8 Stycznia, 2016 tak:

 

KOD-ziści płacą lemingom bo maja z czego..."papa" Soros nie jest sknerą. Tylko to rzeczywiście idioci, że jak biora kase to potem o tym opowiadają i wychodzi cuchnąca agenturalnośc tego PO-tworu "obrońców demokracji"...

 

Źródło: http://niepoprawni.pl/polecanka/za-bartoszewskiego-25-zlotych-nie-ma-nic-darmo-darmo-to-mozna-isc-na-spacer-do-lazienek

©: autor tekstu w serwisie Niepoprawni.pl | Dziękujemy! :). <- Bądź uczciwy, nie kasuj informacji o źródle - blogerzy piszą za darmo, szanuj ich pracę.

Niepokojąca zbieżność interesów
– naftowe mocarstwa potrzebują wojny

 

"Ceny ropy wciąż spadają. Kluczowe projekty wydobywcze są wstrzymywane, a branżę naftową niebawem czeka spektakularna fala bankructw. Powrót do równowagi na światowych rynkach zajmie wiele lat. To zbyt długo dla pogrążonych w kryzysie gospodarek Rosji czy Arabii Saudyjskiej. Kłopoty przeżywają także Stany Zjednoczone i Iran. Pomiędzy mocarstwami rodzi się niepokojąca zbieżność interesów – potrzebują wojny i odbicia cen. (...)"

 

Autorem tego fragmentu tekstu jest Piotr Maciążek

a cały artykuł opublikowano na portalu defence24.pl

22 Stycznia 2016,

Dodano 21 stycznia 2016

Znamy „ekonomiczne” powody paniki w Berlinie.

(Posted by Włodek Kuliński – Wirtualna Polonia w dniu 09.01.2016)

 

Według Global Financial Integrity za granicę wycieka aż
5 procent polskiego PKB, a najwięcej kradną niemieckie koncerny.

W analizie Global Financial Integrity – międzynarodowej organizacji, prowadzącej badania na temat nielegalnych przepływów finansowych znajduje się odpowiedź skąd taka wściekłość niemieckich mediów i pogróżki pod adresem władz.

 

Wstrząsająca lektura! 

 

Global Financial Integrity obliczył, że przez ostatnie lata koncerny naszego zachodniego sąsiada „wyssały” z naszego kraju 30 miliardów dolarów.

 

Za granicę trafia aż 5 proc. polskiego PKB, czyli ok. 90 mld zł rocznie. Najwięcej kradną zagraniczne korporacje i niemieckie firmy.

Jeśli przyjmiemy, że ok. 65 proc. eksportu-importu Polski jest wytwarzane przez firmy z kapitałem zagranicznym, z czego ok. 50 proc. to firmy niemieckie, można oszacować, że Niemcy nielegalnie wyprowadzają z Polski ok. 30 mld zł rocznie.

 

Generalnie Polska znajduje się na 20 miejscu krajów z listy najbardziej nielegalnie wyzyskiwanych na świecie przez zagraniczne koncerny. I jesteśmy jedynym takim krajem z Unii Europejskiej.

 

Z tabeli opublikowanej na stronie Global Financial Integrity wynika, że poziom wyciągania nielegalnych pieniędzy, wysoki w 2004 r., wyhamowany został w latach 2005-2007, siłą inercji jeszcze spadał, po czym gwałtownie wzrósł, aby ponownie osiągnąć apogeum w 2012 r.

gfintegrity.org

 

Teraz kilka ważnych – choć przyznajmy szczerze – retorycznych pytań:

 

Czy dzięki tym suchym liczbom, datom i szacunkom wiemy więcej o przyczynach furii niemieckich mediów ?

 

Czy rozumiemy teraz dlaczego niemieckie media i niemieccy politycy milczeli, gdy władza zakładała Polakom rekordowe liczby podsłuchów ?

 

Czy już wiemy dlaczego państwu niemieckiemu tak bardzo zależy na utrzymaniu nad Wisłą status quo?

 

Czy już pojmujemy dlaczego Berlinowi tak bardzo zależy na tym, aby utrzymać obecny stan atrofii państwa polskiego?

 

Czy zdajemy sobie sprawę, dlaczego Niemcy tak obawiają się repolonizacji ?

 

Gdy już odpowiemy sobie na te pytania musimy zdać sobie sprawę z bardzo ważnej sprawy. Nasz zachodni sąsiad zrobił sobie z nas swoją półkolonię, tanią montażownię i Bóg wie co jeszcze. Jego połajanki pod naszym adresem są więc z jego punktu widzenia dość zrozumiałe – dlaczego ma mieć szacunek do swoich XXI-wiecznych „Irokezów”, wobec których odczuwa (tradycyjną) wyższość cywilizacyjną?

To od nas zależy, czy pozwolimy mu tak traktować nasz kraj. Nikt nas w tym nie wyręczy. 

-------------------------------------------------

 

1. Według najnowszego raportu Global Financial Integrity (międzynarodowej organizacji zajmującej się nielegalnymi przepływami finansowymi) Polska należy do pierwszej
20-stki krajów (jest w tej grupie jedynym krajem należącym do UE), najbardziej wyzyskiwanych krajów przez zagraniczne korporacje.

Raport GFI stwierdza, że z Polski zagraniczne firmy nielegalnie wyprowadzają corocznie około 90 mld zł czyli około 5% naszego PKB i dotyczy to głównie oszustw związanych z podatkami VAT i CIT oraz cłami. Dane GFI potwierdzają wcześniejsze ustalenia dotyczące naszego systemu podatkowego opracowane przez MFW oraz Komisję Europejską, w tych dokumentach także pisano o blisko 100 mld zł rocznie, które traci polski budżet na skutek oszustw podatkowych.

 

2. Przypomnijmy tylko, że rozrastanie się zjawiska niepłacenia CIT przez firmy z udziałem kapitału zagranicznego potwierdza raport przygotowany przez Komisję Europejską w którym autorzy powołując się na ekspertyzy przygotowane na zlecenie Komisji Europejskiej, stwierdzają że wielkie korporacje unikają płacenia podatku dochodowego w całej Unii Europejskiej. W skali całej UE uszczuplenia z tego tytułu to kwota ponad 120 mld euro, w przypadku Polski oszacowano je na ponad 11 mld euro rocznie, co daje astronomiczną kwotę blisko 46 mld zł utraconych dochodów podatkowych (w ostatnich latach wpływy z tego podatku wynoszą około 28-31 mld zł). Oznaczałoby to, że utracone każdego roku wpływy z podatku CIT od firm z udziałem kapitału zagranicznego znacznie przekraczają dochody budżetowe z tytułu tego podatku i że w ciągu ostatnich lat kolejni ministrowie finansów poprzedniego rządu Platformy i PSL-u, co najmniej tolerowali to zjawisko.

 

3. W imieniu nowego ministra finansów Pawła Szałamachy rzecznik prasowy Mirosława Dróżdż, zwróciła się do podatników podatku dochodowego od osób prawnych (CIT), którzy stosowali tzw. ceny transferowe w latach 2011-2015 do złożenia stosownych korekt w zeznaniach podatkowych, za ten okres. Stwierdziła także, że spółki, które zdecydują się na dobrowolna korektę deklaracji podatkowych za lata 2011-2015, będą mogły skorzystać z 50% obniżki stawki ustawowych odsetek za zaległe zobowiązania podatkowe. Przypomniała, że każda transakcja powinna odpowiadać naturalnym warunkom rynkowym, a jej cena powinna być zbliżona do ceny rynkowej, podczas gdy w przypadku podmiotów powiązanych bardzo często zdarza się, że spółka-córka płaci spółce- matce w grupie, znacznie wyższa kwotę niż wynosi wartość rynkowa określonego dobra lub usługi (najczęściej jest to korzystanie z logo, doradztwo, dostarczanie know-how). Ostrzegła, że stosowanie cen transakcyjnych przez podmioty powiązane, będzie przedmiotem badań urzędów skarbowych w II kwartale 2016 roku, ponieważ jest to jeden z priorytetów nowego ministra finansów Pawła Szałamachy.

 

4. Z kolei wyłudzenia w podatku VAT które wg raportu MFW, są jednymi z najwyższych w UE wynoszą ponad 3% PKB, a więc w warunkach roku 2014 wyniosły ponad 52 mld zł. Tutaj nowy minister finansów rozważa wprowadzenie centralnego rejestru faktur VAT za pośrednictwem którego trafiały by do nabywców towarów i podlegałyby na bieżąco kontroli urzędów skarbowych. Innym pomysłem jest rozdzielenie płatności VAT (nabywca płaci dostawcy tylko płatność netto, a kwota podatku trafia na konto podatnika będące w dyspozycji urzędu skarbowego), w takiej sytuacji zwrotów podatku VAT (różnicy pomiędzy podatkiem naliczonym, a należnym), dokonywałby urząd skarbowy.

 

5. Jak z tego wynika nowy rząd nie zamierza tolerować tego stanu rzeczy i już na początku swej działalności rozpoczął walkę cenami transferowymi, co ma ograniczyć wyłudzenia w podatku CIT jak i z przestępstwami karuzelowymi, co ma ograniczyć wyłudzenia w podatku VAT. Trudno bowiem dłużej tolerować sytuację w której blisko 1/3 potencjalnych dochodów podatkowych (około 100 mld zł rocznie), zamiast wpływać do budżetu państwa, wypływa poza granice naszego kraju tylko dlatego, że zagraniczne korporacje traktują Polskę jak swoją kolonię.

 

– autor: Zbigniew Kuźmiuk

 

http://www.gazetawarszawska.com/94-demo-contents/nwo/2983-znamy-ekonomiczne-powody-paniki-w-berlinie

Wpis opublikowany w Informacje, Oburzeni, Wydarzenia i otagowany GFI, Jan Szymański, Niemcy, PiS, PO, polityka, raport, stowarzyszenie Oburzeni, zarządzanie 19 stycznia 2016 przez Jan Szymański.

Eurodeputowany Hans-Olaf Henkel (na zdjęciu):

 

Polacy nie potrzebują dobrych rad Niemców. Urządzając nagonkę na PiS niemieccy chadecy
wspierają PO, swojego politycznego sojusznika
”.

 

„Nie ma innego narodu w Europie, który na przestrzeni ostatnich 100 lat tak zajadle walczył o wolność i demokrację, jak Polacy. Niech ci za Odrą, którzy mają czelność pouczać Polaków, zastanowią się co w tym czasie robili Niemcy. (…) Chciałbym przy okazji przypomnieć unijnym instytucjom, że nikt tak nie łamie unijnego prawa i traktatów, jak one. Na przestrzeni ostatnich trzech, czterech lat, traktaty były regularnie deptane, m.in. przez Komisję Europejską. Szef KE, Jean-Claude Juncker stwierdził, że <gdy sytuacja staje się poważna, należy kłamać>. Cóż to są za autorytety w dziedzinie praworządności? ”
— powiedział w rozmowie z portalem wPolityce.pl Hans-Olaf Henkel, niemiecki przedsiębiorca i polityk, były prezes Federalnego Związku Przemysłu Niemieckiego (BDI) oraz poseł do Parlamentu Europejskiego z frakcji Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy (ECR).

 

wPolityce.pl: Niemieckie media i politycy apelują do Unii Europejskiej, by ukarała nowy rząd PiS za brak woli do przyjmowania imigrantów, ustawę medialną i reformę Trybunału Konstytucyjnego. Słusznie?

 

Hans-Olaf Henkel: Oczywiście, że nie. Czy to nie dziwne, że rząd PiS tak zajadle atakują akurat Niemcy? Uważam, że rzuca się to aż nadto w oczy. Inne kraje, choćby Wielka Brytania, Hiszpania, Włochy czy Francja, jakoś w tym nie uczestniczą. Na poziomie unijnym w całej tej bezczelnej nagonce, bo tak należy to nazwać, również przodują Niemcy, a mianowicie szef Parlamentu Europejskiego Martin Schulz. 

 

Przypadek?

 

Hans-Olaf HenkelNie sądzę. Schulz miał czelność mówić o „zamachu stanu”. Wydaje mi się, że zamiast się tak emocjonować, powinien nauczyć się trzymać język w ryzach. Nie jest też przypadkowe, że to komisarz UE z Niemiec, Günther Oettinger, opowiedział się za objęciem Polski nadzorem Komisji Europejskiej. Jest to delikatnie mówiąc, niestosowne. Jednocześnie nie słychać już ani słowa krytyki wobec premiera Węgier Viktora Orbana, mimo iż do niedawna był wrogiem publicznym numer jeden w UE. Dlaczego tak jest? Bo partia Orbana - Fidesz - należy do frakcji Europejskiej Partii Ludowej w PE, podobnie jak niemiecka chadecja (CDU/CSU) oraz Platforma Obywatelska. A swoich się nie krytykuje. Swoich się wspiera. To tłumaczy także nagonkę na PiS. Rządzący w Berlinie chadecy w ten sposób pomagają PO, swojemu sojusznikowi. Jest to niesłychanie zakłamane towarzystwo. A cała ta nagonka to wyrachowana polityczna gra.

 

Myślałam, że chodzi o standardy. Rzekomo w Polsce zagrożona jest demokracja…

 

Hans-Olaf Henkel: Bzdura. Akurat Niemcy nie powinni pouczać Polaków. Nie ma innego narodu w Europie, który na przestrzeni ostatnich 100 lat tak zajadle walczył o wolność i demokrację, jak Polacy. Niech ci za Odrą, którzy mają czelność pouczać Polaków, zastanowią się co w tym czasie robili Niemcy. Polacy potrafią sami rozwiązywać swoje wewnętrzne problemy i nie potrzebują dobrych rad sąsiadów. Polski naród sam poradzi sobie z kryzysem wokół mediów publicznych i Trybunału Konstytucyjnego, jeśli taki kryzys w ogóle ma miejsce. Nic nam do tego.

 

Sankcje, którymi się nam grozi, są jednak dość poważne. Uruchomienie tzw. „mechanizmu praworządności”, łącznie z zawieszeniem prawa głosu w Radzie UE. Jak mamy się przeciwko temu bronić?

 

Hans-Olaf Henkel: Nie chcę popełniać tego samego błędu, co większość mediów i polityków za Odrą, czyli wtrącać się i pouczać. Co polski rząd powinien zrobić, a co nie. Polacy sami wiedzą jak bronić swojego państwa i swoich interesów. Chciałbym jednak przy tej okazji przypomnieć elitom w Berlinie, że to polska opozycja doprowadziła do upadku muru Berlińskiego. To Polacy dali wolność milionom NRD-owców, czyli de facto milionom Niemców. Św. Jan-Paweł II więcej zrobił dla demokracji w NRD niż tuziny zachodnioniemieckich polityków. Chciałbym przy okazji przypomnieć unijnym instytucjom, że nikt tak nie łamię unijnego prawa i traktatów, jak one. Na przestrzeni ostatnich trzech, czterech lat, traktaty były deptane, m.in. przez Komisję Europejską. Szef KE, Jean-Claude Juncker, na dodatek stwierdził, że „gdy sytuacja staje się poważna, należy kłamać”. Cóż to są za autorytety w dziedzinie praworządności? Do tego dochodzi kanclerz Niemiec Angela Merkel, która wobec kryzysu imigracyjnego wielokrotnie złamała traktat Dubliński. Nie Polacy, nie Orban, tylko Niemcy. Praktycznie co tydzień Europejski Bank Centralny łamie własny statut, wykupując na masową skalę obligacje zadłużonych państw południa Europy. Tak unijne instytucje traktują prawo. A do polskiego rządu mają pretensje? Niech najpierw zrobią porządek u siebie, a nie wtrącają się do wewnętrznej polityki suwerennych państw.

 

Rozmawiała Aleksandra Rybińska
Za: wpolityce.pl 
opublikowano: 4 stycznia 2016

„SuperExpress“ z 05.01.2016

 

SZOK!!! Leszek Miller broni... PiS!

 

Leszek Miller powoli schodzi z głównej sceny politycznej. Już zapowiedział, że odda swoje przewodnictwo w SLD po nieudanym starcie w wyborach parlamentarnych. Wciąż jednak uczestniczy w życiu publicznym i wypowiada się na bieżące tematy. Były premier, jak się okazuje, wciąż potrafi zaskoczyć (w myśl hasła, które kiedyś sam wygłosił, że ,,mężczyznę poznaje się nie po tym jak zaczyna, a jak kończy"). W TVN24 udzielił wywiadu, w którym bardzo nieoczekiwanie bronił... Prawa i Sprawiedliwości!

 

Jak Miller ocenił bardzo pragmatycznie pierwsze miesiące rządów PiS:

 

„Mamy rozpoczęty proces deplatformizacji.
To demontaż układu, który przejął państwo na okres 8 lat – mówię o PO i PSL. I to przejął praktycznie w całości. Przez te 8 lat budując pewną stabilizację i równowagę. Otóż PiS chce to zburzyć, wprowadzając własną równowagę i dostosowując zakres sprawowanej władzy w Polsce do wyniku wyborów. Tam jest takie przekonanie: mamy mocną legitymację, otrzymaną od wyborców i zdecydowanie mniejsze środki, które umożliwiają nam realizację tej legitymacji czy programu. I to wszystko.“

 

Dodał, że w Polsce nie jest dokonywany żaden zamach stanu:

 

„Instytucje UE powinny zachować wstrzemięźliwość. W Polsce nie jest dokonywany żaden zamach stanu, bo zamach stanu jest dokonywany zwykle przeciwko legalnie wybranym władzom. PiS nie dokonuje zamachu stanu przeciwko sobie."

 

Jak stwierdził, zaplanowanej na 13 stycznia debaty o Polsce w UE nie należy się obawiać, ponieważ:

 

„Ta debata, która ma rozpocząć się 13 stycznia, to dopiero debata wstępna. Rozpoznanie sytuacji i procedury, które przewidują dalszy ciąg, zakładając 3 kolejne etapy, i oczywiście nie ma mowy o tym, żeby Polska została wykluczona czy zostało zawieszone prawo głosu."

 

W temacie histerii niemieckich mediów zachował zdrowy rozsądek:

 

„Nie, nie robiłbym tego [nie biłby na alarm w Brukseli, gdyby był liderem opozycji – red.], dlatego, że nie ma jeszcze takiego stanu rzeczy, które te słowa usprawiedliwiają. Ze strony zwłaszcza mediów – mniej polityków – zachodnich, zwłaszcza niemieckich, mamy do czynienia ze swojego rodzaju histerią, która powinna przechodzić bez echa, powinna napotykać się na zdecydowany opór ze strony Polski. “

(...)

Również w sporze o Trybunał Konstytucyjny Miller zaprezentował niespodziewane stanowisko:
„Sądzę, że sprawa Trybunału Konstytucyjnego wynikła z przypadku. Otóż ten przypadek dostarczyła Platforma, wybierając sędziów niezgodnie z obowiązującym prawem i to był prezent, który nieopacznie wylądował na biurku Jarosława Kaczyńskiego. Oczywiście można powiedzieć: gdyby nie to, byłoby co innego. Być może. Ale sprawa TK jest rozgrywana instrumentalnie zarówno przez jeden obóz, jak i drugi obóz. To już nawet nie chodzi o to, kto będzie sądził, tylko czyje będzie na wierzchu, czyja racja będzie na wierzchu.“

 

Skrytykował ponadto prezesa TK:

 

„Wina jest podzielona. Jeżeli chodzi o sympatie prezesa Rzeplińskiego, sympatie polityczne, to nie ulegają żadnej wątpliwości. Pamiętam, jak się zachowywał szef TK po wyborach samorządowych. Zdjął togę sędziego TK i założył garnitur polityka. Pamiętam, co mówił o protestach wyborczych, jak ganił tych, którzy mieli wątpliwości czy procedury zostały wypełnione. Zachowywał się tak, jak klasyczny, rasowy polityk Platformy.“

Polska płaci najdrożej za rosyjski gaz

„(...) rosyjska agencja prasowa Interfax, ujawniła średnie ceny gazu jakie płaciły Gazpromowi poszczególne kraje Europy Zachodniej za ten surowiec w latach 2013- 2014. Zaprezentowane informacje są dla Polski bardzo niekorzystne, wynika z nich że płaciliśmy za rosyjski gaz najwięcej ze wszystkich krajów Europy Zachodniej, co w zestawieniu z konstatacją, że jesteśmy od tych krajów 4-5 razy biedniejsi, pokazuje jaki musi to być ogromny ciężar zarówno dla naszej gospodarki jaki i gospodarstw domowych. Z zaprezentowanego przez Interfax zestawienia wynika, że średnia cena za 1000 m3 gazu w latach 2013-2014 wynosiła dla Polski odpowiednio: 429 i 379 USD; dla Niemiec 366 i 323 USD; dla Słowacji 438 i 308 USD; dla Austrii 402 i 329 USD; dla Węgier 418 i 338 USD; dla Włoch 399 i 341 USD, wreszcie dla Francji 404 i 338 USD. (...)“

 

Opublikowano w wpolityce.pl : 7 marca 2015

Finansowe konsekwencje katastrofy smoleńskiej,
czyli jak wytransferowano miliard złotych
na konta MFW?

 

Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że katastrofa smoleńska - oprócz konsekwencji polityczno-społecznych - miała również bardzo poważne skutki finansowe. Śmierć ówczesnego prezesa NBP Sławomira Skrzypka spowodowała, że w ciągu kilku kolejnych lat wytransferowano z Polski na konta Międzynarodowego Funduszu Walutowego równowartość miliarda złotych.

 

Wczesną wiosną 2010 roku, ówczesny prezes NBP Sławomir Skrzypek uznał, że nasz kraj nie potrzebuje już potencjalnego wsparcia Międzynarodowego Funduszu Walutowego w postaci możliwości korzystania z elastycznej linii kredytowej. Tym bardziej, że za sam dostęp do tej linii Polska musiała płacić grube pieniądze i nigdy z niej nie korzystała. Odmiennego zdania byli premier Donald Tusk oraz minister finansów Jan Vincent Rostowski, ale to nie do prezesa NBP należała ostateczna decyzja.

 

10 kwietnia 2010 roku Skrzypek ginie w katastrofie pod Smoleńskiem. Platforma do spółki z pełniącym obowiązki prezydenta Komorowskim w pośpiechu powołują na stanowisko szefa NBP Marka Belkę. Jego pierwszą decyzją było... przedłużenie linii kredytowej w MFW.

 

MFW i jej Flexible Credit Line

Jednym z narzędzi finansowej stabilności według bankierów z Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) miała być tzw. elastyczna linia kredytowa (ang. Flexible Credit Line), która daje dostęp do tajemniczych jednostek rozliczeniowych o nazwie "SDR" (rzekomo wymienialnych na dolary). Co ciekawe - umowy o dostęp do tego typu linii podpisały jedynie trzy państwa na świecie. Były to Kolumbia, Meksyk, a od 2009 roku także i Polska. Problem w tym, że podpisanie takiej umowy wiązało się również z przelaniem na konta MFW realnych pieniędzy. Za roczny dostęp do linii (2009-2010) Polska musiała przelać na konta MFW równowartość ok. 182 mln zł. 

 

Skrzypek nie chce linii. Tusk z Rostowskim chcą

W marcu 2010 roku, ówczesny prezes NBP Sławomir Skrzypek uznał, że sytuacja polskiej gospodarki i systemu finansowego jest na tyle dobra, że nasz kraj nie potrzebuje już potencjalnego wsparcia MFW w postaci możliwości korzystania z elastycznej linii kredytowej. Oficjalne dane NBP mówiły, że na koniec lutego 2010 stan polskich aktywów rezerwowych liczonych wyniósł ponad 62,6 mld euro. Z kolei w komunikacie opublikowanym 5 marca NBP potwierdził, że "Polska ma wysoki poziom rezerw walutowych. Rezerwy te są gwarantem bezpieczeństwa finansowego naszego kraju w relacjach zewnętrznych". 

Zupełnie odmiennego zdania byli premier Donald Tusk oraz minister finansów Jacek Rostowski, którzy bardzo mocno naciskali na to, aby Polska przedłużyła umowę z MFW dotyczącą linii kredytowej. Na początku kwietnia premier na jednej z konferencji powiedział: 

"Podtrzymanie elastycznej linii kredytowej byłoby zabezpieczeniem dla Polski na wszelki wypadek. Rację mają ci, którzy mówią, że dziś nam już tego nie potrzeba, ale widząc, co się dzieje w niektórych państwach Unii Europejskiej, być może takie zabezpieczenie lepiej byłoby mieć."

 

Smoleńska zmiana

10 kwietnia 2010 Sławomir Skrzypek zginął w katastrofie rządowego Tu-154M pod Smoleńskiem. Pełniącym obowiązki prezesa NBP został jego dotychczasowy pierwszy wiceprezes - Piotr Wesołek. Mimo śmierci Skrzypka, zarówno Wesołek jak i cały zarząd NBP podtrzymują stanowisko zgodnie, z którym elastyczna linia kredytowa z MFW jest nam niepotrzebna. W oficjalnym komunikacie NBP możemy przeczytać, iż "nie jest zasadne ponowne ubieganie się przez Polskę o udostępnienie przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy Elastycznej Linii Kredytowej". 

 

W miesiąc po katastrofie smoleńskiej, pełniący obowiązki prezydenta RP - Bronisław Komorowski obwieszcza, iż chciałby aby nowy prezes NBP został wybrany jeszcze przed przyspieszonymi wyborami prezydenckimi zaplanowanymi na czerwiec (prezes NBP zgodnie z konstytucją jest powoływany bezwzględną większością głosów przez Sejm na wniosek prezydenta). Ówczesny marszałek Sejmu stwierdził, że "przeprowadzi konsultacje, by wyłonić odpowiednią kandydaturę na nowego prezesa NBP".

Kilka dni później p.o. prezydenta RP ogłosił, że jego kandydatem jest Marek Belka. Głosowanie nad jego kandydaturą miało miejsce 10 czerwca 2010. Głosami PO oraz SLD Marek Belka został wybrany na prezesa NBP jako kandydat marszałka Sejmu, który wówczas pełnił obowiązki głowy państwa. 

 

Nowy prezes. Nowa linia. Nowe koszty

Wyraźny pośpiech w sprawie obsadzenia stanowiska prezesa NBP jeszcze przed wyborem nowego prezydenta RP wyjaśnił się kilka dni później. 15 czerwca 2010 roku
(na 5 dni przed I turą wyborów prezydenckich) jedną z pierwszych decyzji Marka Belki było podpisanie wniosku o przedłużenie linii kredytowej w MFW. Już dzień później MFW oficjalnie przyjął wniosek Polski i jednocześnie zasygnalizował, że rozpatrzy go pozytywnie. Formalności stało się zadość 2 lipca 2010, kiedy to umowa o dostępie do elastycznej linii kredytowej została podpisana. Tym samym Tusk z Rostowskim (a może ktoś jeszcze) ostatecznie osiągnęli swój cel. Kilka miesięcy później - w styczniu 2011 r. - Polska złożyła wniosek o wydłużenie o dwa lata okresu obowiązywania elastycznej linii kredytowej. MFW wyraził na to zgodę i wziął za to równowartość ok. 340 mln zł (107 mln USD). To samo miało miejsce w 2012, kiedy umowa została przedłużona o kolejne 2 lata (w zamian na konta MFW poleciało 110 mln USD, czyli ok. 350 mln zł). Nie tak dawno rządzący naszym krajem po raz kolejny zawnioskowali o dostęp do linii kredytowej MFW. Koszt do końca 2015 roku ma wynieść ok. 69 mln USD (czyli po dzisiejszym kursie równowartość ok. 255 mln zł). Dotychczasowe łączne koszty funkcjonowania dostępu do "Flexible Credit Line" za lata 2010 - 2015 to równowartość około miliarda zł! 

 

Mimo tak wysokich kosztów nasz kraj nie skorzystał z elastycznej linii kredytowej ani razu. Powstaje zatem pytanie o zasadność podejmowanych w ciągu ostatnich 5 lat decyzji. Czy chodziło o bezpieczeństwo finansowe Polski czy też międzynarodowych bankierów z MFW?

foto: NBP.pl | Wikipedia | PlatformaRP (Flickr.com / CC by SA 2.0)

Zródło: www.niewygodne.info.pl
wpis z dnia 10.04.2015

Jak omijać sankcje


„1. W ostatni poniedziałek (2 marca 2015 – przyp. red.) niemiecki koncern energetyczny RWE poinformował, że sfinalizował transakcję sprzedaży swojej spółki Dea zajmującej się poszukiwaniem i wydobyciem gazu i ropy.
Prezes RWE Peter Tertium jest transakcją zachwycony, co sformułował następująco: sprzedaż spółki Dea świadczy o tym, że nawet w trudnych warunkach jesteśmy w stanie zrealizować to, co sobie założyliśmy.
O transakcji było już głośno w marcu 2014 bowiem już wtedy media w Niemczech poinformowały, że niemiecki koncern energetyczny RWE sprzedaje za ponad 5 mld euro swoją spółkę córkę RWE Dea funduszowi inwestycyjnemu LetterOne z siedzibą w Luksemburgu, którego właścicielem jest rosyjska grupa inwestycyjna Alpha, a z kolei jej głównym udziałowcem jest rosyjski oligarcha Michaił Fridman.
Okazuje się, że RWE Dea posiada aż 190 koncesji na poszukiwania ropy i gazu na świecie w tym 2 koncesje na poszukiwanie ropy i gazu łupkowego w Polsce na terenie województw podkarpackiego i małopolskiego (między innymi złoża położone około 100 km na południe od Krakowa na obszarze 3300 km2), a także jest operatorem niemieckich podziemnych zbiorników gazu.
(…)
2. Pod koniec sierpnia 2014 roku agencja DPA poinformowała, że niemiecki rząd zgodził się na transakcję polegającą na zakupie spółki RWE Dea funduszowi LetterOne (przypomnijmy, że w lipcu tego roku Rosjanie zestrzelili malezyjski samolot pasażerski, zginęło blisko 300 osób w tym 4 obywateli Niemiec).
(…)
Ponoć koronnym argumentem za tą zgodą, był fakt, że wspomniany fundusz LetterOne ma siedzibę na terenie UE, a nie w Rosji, Niemcom nie przeszkadzało jednak, że pieniądze w tym funduszu pochodzą z Rosji, a niemiecka spółka jak najbardziej działa w sektorze energetycznym.
(…)
4. Polski rząd po sfinalizowaniu tej transakcji ma się czym martwić, wspomniane koncesje na wydobycie ropy i gazu w województwie podkarpackim i małopolskim są już oficjalnie w rosyjskich rękach.
Ale koncern RWE ma w naszym kraju także inne ważne aktywa, jest bowiem właścicielem warszawskiej energetyki (po zakupie w 2001 roku spółki STOEN), większościowym współwłaścicielem Elektrociepłowni Będzin, a także udziałowcem wodociągów i kanalizacji na Śląsku.
(...)”

Są to fragmenty wpisu z 4 marca 2015 roku na blogu Zbigniewa Kuźmiuka: http://naszeblogi.pl/53122-mimo-unijnych-sankcji-niemcy-ubijaja-z-rosja-kolejne

Zbigniew Krzysztof Kuźmiuk (ur. 19 września 1956 w Komorowie) – polski polityk, ekonomista, nauczyciel akademicki, przedsiębiorca i publicysta. Były marszałek województwa mazowieckiego, poseł na Sejm IV i VII kadencji, od 2004 do 2009 i od 2014 deputowany do Parlamentu Europejskiego VI i VIII kadencji.

Ostatnia aktualizacja nastąpiła 30.04.2017 r.

w rubrykach:

"Bliżej Boga"

oraz

"Aktualności".

Impressum

 

POLONIK MONACHIJSKI - niezależne czasopismo służy działaniu na rzecz wzajemnego zrozumienia Niemców i Polaków. 

Die unabhängige Zeitschrift dient der Förderung deutsch-polnischer Verständigung.

 

W formie papierowej wychodzi od grudnia 1986 roku a jako witryna internetowa istnieje od 2002 roku (z przerwą w 2015 roku).

 

Wydawane jest własnym sumptem redaktora naczelnego i ani nie zamieszcza reklam ani nie prowadzi z tego tytułu żadnej innej działalności zarobkowej.

 

Redagują:

Dr Jerzy Sonnewend
(redaktor naczelny)

oraz

Red. Bogdan Żurek

 

Adres redakcji:

Dr Jerzy Sonnewend

Curd-Jürgens-Str. 2
D-81739 München

Tel.: +49 089 6257162

E-Mail: jerzy.sonnewend@polonikmonachijski.de

Ilość gości, którzy od 20.01.2016 roku odwiedzili tę stronę, pokazuje poniższy licznik:

Druckversion Druckversion | Sitemap
© Jerzy Sonnewend