Bliżej Boga

Ks. dr hab. Jerzy Grześkowiak

Słowo Życia  - 2 niedziela zwykła B.  – 14.01.2017.

 

„Czego szukacie?” 
- „Gdzie mieszkasz?”
- „Chodźcie, a zobaczycie!”

(J 1, 35-42).

 

Jan Chrzciciel wskazuje nad Jordanem na Jezusa: „Oto Baranek Boży!”  I dwaj jego uczniowie idą natychmiast za Nim. Jezus odwraca się i pyta: „Czego szukacie?” Odpowiadają: „Nauczycielu, gdzie mieszkasz?” On zaś: „Chodźcie, a zobaczycie!”  Nadzwyczaj oszczędna w słowach rozmowa. I tak zaczyna się wspólna droga!

„Czego szukacie?” Oczywiste pytanie, które sięga daleko i głęboko. Odpowiedź nie jest łatwa.  Gdyby Jezus to pytanie mnie osobiście postawił, jak bym odpowiedział?

 

Niektórzy zwracają się do Jezusa tylko w czasach kryzysu, w chorobie, w egzystencjalnych problemach, oczekując od Boga pomocy w konkretnych sytuacjach. Inni mówią: zostałem ochrzczony i po chrześcijańsku wychowany, stąd oczywiste, że modlę się i chodzę do kościoła. Ale czego tak naprawdę oczekuję od Jezusa? – nie wiem.

 

O co idzie w mojej wierze?  Co jest jej decydującą motywacją? Dlaczego szukam Jezusa, kroczę za Nim nieśmiało, może z zakłopotaniem? Czy chodzi mi o zasadniczą orientację w życiu o cel, dla którego opłaca się żyć? O jakieś „zabezpieczenie tam w górze”, o „polisę w Niebie”? A może o niepodważalną pewność, jaką wyznają i przyrzekają fundamentaliści? Niełatwo być w drodze, gdy dręczy niepewność i lęk. A przecież wiara jest ustawicznym poszukiwaniem, niepewnością szukaniem po omacku i podszyta pytaniami. Z jednej strony zagraża jej fałszywa, pozorna tylko pewność, z drugiej bezradność, a może i wątpienie. Jak ważne jest dziś pojmować wiarę jako rzeczywistość pełną niepokoju i pytań. Wiele fałszywych pewników w wierze załamały się jak cienki lód pod nogami. Takiej złudnej pewności nie ma co żałować.

 

Czego naprawdę oczekujemy od Jezusa na skrzyżowaniach dróg naszego życia i w rozdarciu naszego świata?

 

Tego pytania nie wolno nam pozostawić bez odpowiedzi!

 

„Gdzie mieszkasz?” Z faktu, gdzie ktoś mieszka, można dowiedzieć się, przynajmniej w przybliżeniu, kim on jest.

Gdzie mieszka Jezus w naszym świecie? Wtedy, w czasie Jego publicznej działalności, nie miał domu ani stałego miejsca pobytu. Był wędrownym nauczycielem. Szedł od wioski do wioski od miasta do miasta. Gdy ludzie chcieli Go zatrzymać, ruszał dalej. Spotkanie z Nim było błogosławione w skutkach: leczyło ludzi, uzdrawiało, uwalniało od ciężaru win, pocieszało, podnosiło na duchu. Słuchacze uczyli się iść z podniesiona głową, czuli się akceptowani przez Boga. Jezus, Uzdrowiciel i Przyjaciel chorych i grzeszników, ludzi społecznie odrzuconych, zepchniętych na margines życia, lekceważonych, „mieszka” u takich właśnie ludzi.  „Mieszka” pośród ludzi szukających prawdy, szczęścia i Boga.

 

„Chodźcie, a zobaczycie!”

To zaproszenie Jezusa do „Jego domu”, który co prawda nie jest domem, ale daje schronienie i bezpieczeństwo, to początek wspólnej drogi. Zaczynamy rozumieć, że chrześcijaństwo to nie nauka, zbiór mądrościowych wypowiedzi, sztywnych dogmatów, lecz Osoba, to bycie w Nim, dotykalne i doświadczalne życie z Nim i działanie w Jego duchu. Ci dwaj młodzi mężczyźni udają się z Jezusem „tam, gdzie mieszka” - po południu o czwartej godzinie. To było z pewnością coś więcej niż towarzyska „pogawędka przy kawie”. Zapewne Jezus pokazał im, jak żyje, co jest dla Niego ważne, co ma innym do powiedzenia, co będzie rdzeniem Jego nauczania. I to krótkie popołudnie zmienia wszystko, całe ich dotychczasowe życie. Chcą z nim pozostać, bo czują, że On jest Mesjaszem, a to pobudza ich, by następnie również innych do Jezusa przyprowadzić.

 

Co to znaczy dla nas?

Najpierw: „być z Jezusem”, być blisko, poznać Go.  A następstwem takiego zaprzyjaźnienia się jest przekaz wiary, czyli „ruszyć w drogę” – ewangelizować.

 

Zaproszenie Jezusa: „Chodźcie, a zobaczycie” dotyczy każdego z nas. Wymagane jest zatem najpierw zainteresowanie i nieco odwagi, a nie od razu pełna decyzja. Ta dojrzewa z upływem czasu na drogach życia z jego wszystkimi tak frustrującymi jak budującymi nas doświadczeniami.

 

„Chodź, a zobaczysz!” Ileż razy na drogach mego życia słyszałem to słowo Jezusa!  Gdy stały przede mną nowe zadania lub niespodziewane spotkania z nowymi ludźmi, gdy stałem przed drzwiami, nie wiedząc, co po ich otwarciu ujrzę, gdy wzywano mnie do ciężko chorego lub umierającego człowieka, gdy  udawałem się na rozmowę do kogoś przybitego nagłą śmiercią lub  tragicznym wydarzeniem, gdy wchodziłem do klasy na katechezę, gdy otwierałem drzwi do sali szpitalnej, gdy z zakrystii udawałem się do ołtarza przy bardzo ważnych liturgicznych celebracjach, gdy obejmowałem nową parafię, albo w trudnych chwilach doświadczeń krytyki, sprzeciwu bądź niepowodzeń w duszpasterstwie… „Chodź i zobacz?  On – Jezus był już tam i sam towarzyszył mi i wspierał.  On był już pośród ludzi, zanim ja się tam znalazłem.

 

Jego zaproszenie: „Chodź i zobacz” towarzyszy mi przez całe życie, przez wszystkie „góry i doliny”, zwycięstwa i porażki. O tym wiedzieć i temu zaufać – to znaczy „wierzyć”!

„I tego dnia pozostali u Niego, Było to około godziny czwartej po południu”.

 

Pozostać u Niego nie tylko jeden dzień, lecz przez resztę życia!

 

A na początku ewangelii stoją tylko trzy słowa Jana Chrzciciela: „Oto Baranek Boży”.  Są one początkiem pierwszych powołań i początkiem wspólnoty Jezusa.

I tak już będzie zawsze. Jesteśmy skazani na słowa i nauczanie tych, co już byli „w domu Jezusa”. Oni są dla nas Janem Chrzcicielem, Andrzejem i Piotrem. Oni wypowiadają te trzy słowa i ukazują nam dziś, gdzie „mieszka”, gdzie „jest” Chrystus, byśmy stali się również dla innych tymi, co wiedzą, jak to jest „być z Jezusem w domu”. Na początek wystarczą trzy słowa!

 

Ks. Jerzy Grześkowiak

 

 

Humor i wiara

 

+  Katecheta chce dzieciom wyjaśnić na czym polega miłosierdzie:

-  Gdy jakiś woźnica bije swojego osła, a ja interweniuję i mu tego zabraniam, to jaki dobry uczynek spełniłem?

- Felek odpowiada: Braterską miłość.

 

+  Dwóch niewidomych gra w golfa. Obok spacerują franciszkanin, dominikanin i jezuita. Franciszkanin widząc niewidomych graczy woła: - Och, jak biedni są ci dwaj, próbują grać w golfa a są ślepi, musimy im pomóc.

Dominikanin odpowiada: - Popatrz, jaki wielki jest Pan Bóg, oni są niewidomi, a grają w golfa!

 Na to Jezuita: - Ale dlaczego nie robią tego w nocy?

 

+ Nauczyciel: - Mrówki dźwigają kawałki drewna, które są pięćdziesiąt razy cięższe od ich wagi. Jaki wniosek można stąd wyciągnąć?

 – Że nie mają związków zawodowych!

 

+ Do Kowalskich przyjechała w odwiedziny babcia:

- Wnusiu, dobrze się chowasz? – pyta.

- Staram się – wzdycha Pawełek. Ale mama i tak zawsze mnie znajdzie i wykąpie…

 

+ Szczęśliwa żona do męża:

- Kochanie, nasz synek już chodzi!

- Tak? To niech wyniesie śmieci.

7.01.2018

 

Słowo na niedzielę – Święto Chrztu Jezusa   - 7.01.2018.

 

Solidarność Jezusa z nami

 

Jezus udaje się nad Jordan, gdzie do nawrócenia i pokuty nawołuje Jan Chrzciciel i prosi go o chrzest. Jest to inny chrzest niż ten, który przyjęliśmy. Jezus daje się ochrzcić, jak ci wszyscy, którzy odczuwają potrzebę nawrócenia, którzy zrywają z grzesznymi drogami i ufają głęboko, że Bóg przebaczy im grzechy. W ten sposób objawia nam pełną solidarność z nami. Jest całkowicie po naszej stronie bez stawiania jakichkolwiek warunków.

W rzece Jordan zstępuje obrazowo w głębię naszej ludzkiej egzystencji, jak to już uczynił przyjmując ludzkie ciało.

W chrzcie my też zstępujemy z Nim w głębiny Bożego działania. Gdy On wynurza się z wody, otwiera się nad Nim Niebo. Duch Boży, który działał już w pierwszym dniu stworzenia, teraz pokazuje, kim jest Jezus. Głos Boga oświadcza: „To jest mój umiłowany Syn, Jego słuchajcie!” Jezus jest człowiekiem jak my, a mimo to jest także Bogiem. I tak jak jest z nami wstępując w rzeczywistość naszego człowieczeństwa i naszego losu, tak jest bezwarunkowo po naszej stronie, gdy i dla nas otwiera się Niebo.

 

Jezus przyjmuje inny chrzest niż my. W naszym chrzcie, zapowiedzianym przez Jana Chrzciciela („On będzie chrzcił Duchem Świętym”) i nakazanym przez Jezusa przyjmujemy błogosławieństwo poranka stworzenia i moc owego dnia nad Jordanem, gdy On sam dał się ochrzcić, oraz moc Jego śmierci i zmartwychwstania

                     

                     *      *       *

Życie ludzkie jest naznaczone przełomami. Raz po raz coś się kończy i coś nowego zaczyna. Nie zawsze dzieje się to bez kryzysu. Konieczne są zmiany przestawienie się, nowa orientacja. Niekiedy takim przełomom towarzyszą jakieś obrzędy, symboliczne czynności i akty. Uwidacznia się to przy końcu edukacji szkolnej lub zawodowego wykształcenia. Certyfikat lub świadectwo potwierdzają kompetencje i uprawniają do wykonywania czynności, do pracy w konkretnym zawodzie lub podjęcia dalszego wykształcenia. Czy ktoś jest w swoim zakresie dobry, to okaże się dopiero w praktyce.  Przejściu w inny sposób życia lub pracy, w inny stan, towarzyszą także jakieś znaki. Na przykład narzeczeni zakładają sobie na palce obrączki. W niektórych klasztorach osoby wstępujące do klasztornej wspólnoty otrzymują w oficjalnym obrzędzie przyjęcia nowe imię.

 

Chrzest stanowi dla Jezusa takie właśnie „przejście”. Ojciec potwierdza: „Ten jest moim umiłowanym Synem”. Wyposażony w moc Ducha Świętego Jezus rozpoczyna swoją publiczną działalność.

 

Rok kościelny zaznacza to przejście inną barwą szat liturgicznych. Odtąd zamiast białej będzie zielona. Okres Bożonarodzeniowy jest zakończony. Teraz Wcielenie się Boga w nasz świat ma przyjmować konkretny kształt w naszej codzienności.

 

Ks. Jerzy Grześkowiak

 

Humor i wiara

  • Pewna dama przychodzi do rabina i opowiada mu w szczegółach o swoich problemach i zmartwieniach. Gdy już niemal całą godzinę narzekała, biadoliła i płakała, pod koniec stwierdziła z ulgą: „Rabbi, Wasza świątobliwa obecność już mi pomogła! Już mi lżej na sercu i moje permanentne bóle głowy zniknęły”. – „O nie, szanowna Pani, Twój ból głowy nie zniknął. Teraz ja go mam”.
  • Dwóch kolegów z pracy rozmawia ze sobą. – „Skąd masz to podbite oko?”  - „Ach, gdy wczoraj odmawialiśmy modlitwę przed jedzeniem przy słowach „ale nas zbaw ode złego”, przypadkowo zerknąłem na moją teściową!…”
  • „Religia to coś dla kobiet i dzieci - stwierdził liberalny ateusz - popatrzcie tylko, kto jest w kościele? Tam na dziesięć kobiet przypada jeden mężczyzna!”  - „Niekiedy tak jest” - odpowiedziała mu jedna ze słuchaczek – „Ale proszę zajrzeć do więzienia, tam jest odwrotnie, na dziesięciu mężczyzn przypada jedna kobieta”.

Słowo na Święto Trzech Króli - 6.01.2018.

 

Legenda o czwartym Królu

 

Gdy Jezus, Boży Syn, miał się narodzić w Betlejem, gwiazdę, która obwieszczała to wyjątkowe w dziejach świata wydarzenie, ujrzał także król z terenów dzisiejszej Rosji. Był on małego wzrostu, ale o wielkim i dobrym sercu, przyjazny ludziom i dobrotliwy.  Wezwany przez gwiazdę postanowił bezwarunkowo być tam, gdzie sam Największy Król i Pan miał przyjść na świat. Zebrał i zapakował zatem najpiękniejsze i najcenniejsze rzeczy, które można było znaleźć w jego królestwie, aby ofiarować je temu Królowi.

 

Im bardziej posuwał się na swej drodze na południe, napotykał na coraz większą biedę ludzi. Wszędzie panoszyły się zarazy, choroby, głód i nędza. On zaś nie potrafił przejść obojętnie wobec ludzkiego cierpienia i za każdym razem sięgał do swoich ciężkich toreb po cenne przedmioty, by ofiarować je ludziom w potrzebie. W końcu jego torby świeciły pustką i nie miał już nic poza swoim koniem, a po jakimś czasie także on padł martwy i król musiał dalej wędrować pieszo.

 

Pewnego dnia dotarł do jakiegoś miasta portowego. Właśnie przycumowała tam galera z więźniami i na brzegu panował niesamowity zgiełk. Jeden z więźniów umarł w czasie morskiej podróży i teraz jego młody syn miał zamiast ojca dalej odbywać na okręcie karę wiosłując jako galernik. Jego matka i w żałobie pogrążona wdowa płakała i błagała o łaskę. Ale właściciel statku nie znał miłosierdzia. „W taki razie ja pójdę na okręt zamiast tego młodzieńca” – powiedział król.

 

I tak zaczął się dla niego okropny czas. Niewolnicza praca, głód, cierpienie i strach znaczyły jego życie.  Mijały lata. Król się zestarzał i osiwiał. Jego radosny śmiech zamilkł już dawno. Zaczął żałować. Miał wrażenie, że zmarnował swoje życie. Ale pewnego dnia właściciel statku po 30 latach niewolniczej służby przywrócił mu wolność i wysadził go na brzeg obcego lądu.

 

Nasz król z dawnego przyzwyczajenia znowu wędrował w kierunku, gdzie przed wielu laty zajaśniała mu tajemnicza gwiazda. Po jakimś czasie dotarł do wielkiego miasta i wnet dowiedział się, że ono nazywa się Jerozolima. Tutaj panowało wielkie poruszenie i wrzawa, wszędzie różnokolorowy tłum, wrzask, niepokój, ścisk ludzi. Mały król zaniepokoił się. Zdołał przecisnąć się przez ciżbę w kierunku wzgórza za miastem. Tam trzy drewniane krzyże wznosiły się ponuro w niebo. Jego wzrok przyciągnął natychmiast krzyż środkowy. Mężczyzna przybity do krzyża dostrzegł małego króla. Było to spojrzenie pełne cierpienia. Odbijało się w nim cierpienie całego świata.  Król tej twarzy jeszcze nigdy nie widział, a mimo to wydawała mu się ona jakby znana i bliska. I gdy przyjrzał się jej dokładniej, rozpoznał w niej wiele twarzy, które napotykał w czas swojej długiej wędrówki i na galerze, oblicza pełne cierpienia, oblicza znaczone bólem, które odciągnęły go z drogi wskazywanej przez gwiazdę. I nagle uświadomił sobie – one nie odciągnęły go od właściwej drogi do Króla świata. Nie, przeciwnie! Właśnie w nich spotkał Jego, choć o tym nie wiedział. I tak stało się dla niego jasne: Ów człowiek na krzyżu jest Królem świata! Ale co może on temu Królowi ofiarować?

 

Wszystko, co zabrał ze sobą na drogę, rozdał ubogim i cierpiącym. Spojrzał więc z ufnością i współczuciem na ukrzyżowanego Jezusa i rzekł: „Panie i Królu mój, nie mam nic z tego, co ze sobą zabrałem i chciałem Ci przynieść w darze, bo wszystko ofiarowałem innym ludziom. Przyjmij więc moje serce, weź je. To jest wszystko, co posiadam.” A Pan z krzyża odpowiedział: „Ty mnie pocieszałeś, gdy byłem smutny i strapiony, dawałeś pożywienie, gdy byłem głodny, opatrywałeś moje rany i leczyłeś, gdy byłem chory,  przyodziewałeś, gdy byłem nagi,  ratowałeś, gdy byłem w niebezpieczeństwie życia, poświęciłeś swą wolność dla mnie… Cokolwiek uczyniłeś ludziom będącym w potrzebie, to dla mnie uczyniłeś!”

 

Ks. Jerzy Grześkowiak

Autorem legendy, tutaj znacznie skróconej, jest Eduard Schaper (1908-1984).

Modlitwa dla każdego
- na każdy dzień Nowego Roku 2018

 

Panie Boże, Ojcze Dobry i Miłosierny błogosław mnie!

 

Błogosław moje oczy:

by dostrzegały potrzeby innych,

nie przeoczały tego, co niepozorne a ważne,

widziały dalej niż tylko to, co jest na pierwszym planie,

by pod moim spojrzeniem inni czuli się dobrze.

 

Błogosław moje uszy:

by potrafiły usłyszeć Twój głos,

były wrażliwe na skargę krzywdzonych, na krzyk ubogich i cierpiących,

zamknięte na hałas, pomówienia i plotki,

by dosłyszały także to, co niewygodne i nieprzyjemne, ale prawdziwe.

 

Błogosław moje usta:

by mówiły i świadczyły o Tobie, 

nie wychodziło z nich nic, co rani i niszczy,

by wypowiadały słowa leczące,

zachowały w tajemnicy sprawy powierzone mi w zaufaniu.

 

Błogosław moje serce:

by było mieszkaniem Twojego Ducha,

promieniowało ciepłem i nim innych obdarowywało,

było bogate w miłosierdzie,

dzieliło z innymi radość i cierpienie.

 

Błogosław moje ręce:

by były delikatne i czułe,

trzymając coś nie stawały się kajdanami,

dawały bez wyrachowania i przyjmowały z wdzięcznością,

by tkwiła w nich moc pocieszania i błogosławienia.

 

Błogosław moje nogi:

by prowadziły mnie po drogach dobra, prawdy i piękna,

kierowały mnie tam, gdzie na mnie ktoś czeka,

nie wahały się przed krokami, które są konieczne i decydujące

i doprowadziły do Nieba - Twojego Ojcowskiego Domu.

 

Błogosław mnie, wszystkich moich Bliskich i cały świat, Ty, Boże Wszechmocny i Dobry, Wspólnoto  Miłości - Ojcze, Synu i Duchu Święty.

Amen.

 

Ks. dr hab. Jerzy Grześkowiak

Ostatnia aktualizacja nastąpiła 17.1.2018 r.

w rubrykach:

"Aktualności"

oraz

"Z prasy i innych mediów".

Impressum

 

POLONIK MONACHIJSKI - niezależne czasopismo służy działaniu na rzecz wzajemnego zrozumienia Niemców i Polaków. 

Die unabhängige Zeitschrift dient der Förderung deutsch-polnischer Verständigung.

 

W formie papierowej wychodzi od grudnia 1986 roku a jako witryna internetowa istnieje od 2002 roku (z przerwą w 2015 roku).

 

Wydawane jest własnym sumptem redaktora naczelnego i ani nie zamieszcza reklam ani nie prowadzi z tego tytułu żadnej innej działalności zarobkowej.

 

Redaguje:

Dr Jerzy Sonnewend

 

Adres redakcji:

Dr Jerzy Sonnewend

Curd-Jürgens-Str. 2
D-81739 München

Tel.: +49 089 6257162

E-Mail: jerzy.sonnewend@polonikmonachijski.de

Ilość gości, którzy od 20.01.2016 roku odwiedzili tę stronę, pokazuje poniższy licznik:

Druckversion Druckversion | Sitemap
© Jerzy Sonnewend