Z notatnika redagującego - Jerzego Sonnewenda

Dr Jerzy Sonnewend

26 kwietnia 2017 roku

 

Trwa medialna nagonka na ministra Antoniego Macierewicza. Zresztą nie tylko medialna – również polityczna. W telewizji co to niby „całą prawdę, całą dobę” na okrągło omawia się sprawy Bartłomieja Misiewicza i Wacława Berczyńskiego bazując na tym, że pamięć widza niestety krótką jest i powierzchowną.

 

Na przykład bardzo szybko i łatwo zapomniano o szokujących działaniach na szkodę państwa i armii za czasów rządów PO-PSL. Korupcja, nepotyzm i przygotowywanie Polskiego Przemysłu Zbrojeniowego do likwidacji. To był szok. 

 

Likwidacja miała się dokonać poprzez włączenie Polskiej Grupy Zbrojeniowej do wielkiego międzynarodowego koncernu, który miał zdominować europejski przemysł zbrojeniowy. Podpisano już nawet w tej sprawie list intencyjny. Dokumentacja na ten temat znajduje się w MON… 

 

Warto też przypomnieć, co o korupcji i nepotyzmie w październiku ubiegłego roku w jednym z wywiadów powiedział sam minister Macierwicz:

 

Kiedy jesienią przejmowałem MON przejąłem je z niewydana sumą 2 mld złotych. Brak zdolności gospodarowania koalicji był powtarzany z roku na rok. Przyczyną tej niemożności były różne, być może były także fakty obiektywne. Na pewno były wśród nich spory wewnętrzne, środowiska mafijne, konflikty które niszczyły armię rywalizacją dwóch dużych grup interesów spierających się, która z nich wyprodukuje niezbędny system zarządzania polem walki.

 

W ostatnich dniach słyszałem, że w PGZ doszło zmiany i mianowania 100 członków zarządu i rad nadzorczych. To duża liczba, ona dobrze podana robi wrażenie. Przypomnę tylko, że PGZ zatrudnia 20 tys. pracowników, a w zarządzie i radach nadzorczych zasiada 800 osób. (...)

 

Pan prezes PCO SA Kardasz z zawarł umowę ze spółką MESco – 168 tys. złotych. Gen. dywizji Zbigniew Czerwiński dostał umowę z MESco na kwotę 200 tys. złotych. Gen. Marian Robełek miał umowę bezterminową ze spółką MESco, co miesiąc pobierając blisko 4 tys. złotych. Dobrze byłyby gdybyśmy dowiedzieli się, czym zasłużył się gen. Jarosław Wierzcholski, któremu MESco wypłaciło 350 tys. złotych. Dużo ważniejszym problemem jest wypłacenie jednoosobowej spółce pod Radomiem za niejasne usługi konsultingowe 5 mln zł. Nie mówię o takich drobiazgach jak rzeczywiste problemy związane z nepotyzmem, kiedy Pit-Radward zatrudnia syna jednej z głównych postaci PO i jednej z ważniejszych osób w Komisji Obrony Narodowej w tamtych czasach. (...)

 

Dobrze też byłoby gdybyśmy dowiedzieli się, jakimi zasługami poza czołową rolą odgrywaną w ataku na tych, którzy analizowali katastrofę smoleńską ma pan Hybki, który otrzymał sumę 2 mln i 612 tys złotych za konsulting i reklamę. To jest skala nieprawidłowości, z którą mieliśmy do czynienia co skutkowało tym, że PGZ i PPZ nie mógł funkcjonować tak jak należy. (…) Miliony złotych pod pozorem konsultingu wyciekały do krewnych i znajomych lub do ludzi, którzy świadczyli usługi propagandowe na rzecz koalicji PO–PSL.“ (Cytaty za: wdolnymslasku.com)

 

Skalę tych mafijnych układów, korupcji i nepotyzmu obrazują też fragmenty książki Wojciecha Sumlińskiego „Pogorzelisko. W bezwzględnym świecie służb specjalnych najwyższą cenę płacą Ci, którzy mają rację.“ (Warszawa 2016, wydawca: Wojciech Sumliński Reporter), której trzy fragmenty "do ściągnięcia", w imię wyższej sprawy, tu przytaczam.

Fragmenty książki Wojciecha Sumlińskiego "Pogorzelisko".
Pogorzelisko.pdf
PDF-Dokument [57.8 MB]

14 kwietnia 2017

 

Wojna w Syrii prowadzona jest za pomocą oręża ale de facto toczy się nawet na rynkach finansowych.

 

Na przykład, w połowie 2013 roku Chiny rozpoczęły gwałtowną wyprzedaż obligacji USA. W efekcie ich wartość zaczęła dramatycznie spadać. Groziło to upadkiem wartości dolara w okresie krótszym niż 6 miesięcy. W odpowiedzi Amerykanie zagrozili atakiem na „syryjski reżim” pomimo – rzecz zrozumiała - veta Rosji i Chin. W efekcie Chiny zatrzymały wyprzedaż obligacji, w zamian za co USA wycofało się z ataku na Syrię.

 

Inny przykład z roku 2016.

Pisał o tym Janusz Szewczak na portalu wpolityce.pl.

 

"BIS – Bank Rozrachunków Międzynarodowych czyli bank banków centralnych ostrzega o nadchodzącej burzy w gospodarce światowej. Nie kto inny jak MFW ostrzegał jeszcze niedawno przed wykolejeniem się światowej gospodarki.

 

Czekają nas więc potencjalne szoki w światowych finansach i to nie tylko z powodu Brexitu. Czy nowy wielki kryzys finansowy, o światowym zasięgu, który wydaje się być nieunikniony już zapoczątkował nową gorączkę złota. Brytyjczycy płacą za złoto najwięcej od trzech lat – ponad 900 funtów za uncję.

 

Ci, którzy boją się Brexitu szukają bezpiecznej przystani, na pierwszy plan wybijają się, właśnie złoto i CHF.

 

Oba rozwiązania są dla nas Polaków i Polski bardzo niekorzystne.

 

Złota mamy, co kot napłakał, trzy razy mniej niż Portugalia (ok. 103 tony) co daje nam 36-te miejsce na świecie i to na dodatek mamy go w Londynie.

 

We frankach szwajcarskich mamy za to wielce wątpliwy i toksyczny dług w ramach tzw. kredytów walutowych na mieszkania, na blisko 40 mld CHF.

 

W Polsce 1 uncja złota (31 gr.) kosztuje ponad 5 tys. zł, zaś w rezerwach NBP złoto to zaledwie ok. 4 proc. środków rezerwowych naszego banku centralnego. I wobec światowych zawirowań, to zdecydowanie za mało.

 

NBP, niewątpliwie powinien dokupić złota, póki jeszcze czas i póki ceny są akceptowalne i są chętni do jego sprzedaży.

 

Chiny i Niemcy co roku kupują, blisko 100 ton złota czyli tyle ile my posiadamy łącznie.

 

Mamy za to  w rezerwach walutowych NBP całkiem sporo obligacji dolarowych USA, na kwotę ok. 33 mld dol.

 

Chiny to już dziś blisko 25 proc. światowego popytu na złoto. Chińczycy nie tylko na potęgę kupują złoto, ale na dodatek największy na świecie bank – chiński ICBC kupił w Londynie gigantyczny sejf na złoto, który może pomieścić blisko 2 tys. ton złota, srebra, platyny czy palladu.

 

W związku z wizytą w Polsce prezydenta Chin w tych dniach, może warto by było zapytać ich o radę w tej kwestii. Tym bardziej, że od początku tego roku ceny złota wzrosły już o ponad 20 proc. i nie tylko Brexit skutecznie napędza nowych klientów, co bardziej roztropnych i przewidujących.

 

Jeszcze w połowie lat 90-tych uncja złotakosztowała ok. 300 dol., dziś to ok. 1300 dol. Co gorsza Chińczycy wyprzedają obligacje amerykańskie – od początku roku to już suma ok. 250 mld dol., a kandydat na prezydenta USA Donald Trump twierdzi, że USA nie musi oddać 100 proc. swego gigantycznego zadłużenia, wynoszącego obecnie ok. 19 bln dol. i może negocjować redukcję tego zadłużenia.

 

Rynki metali szlachetnych od lat były manipulowane przez kartel kilku dużych światowych banków, w porozumieniu z niektórymi bankami centralnymi i rządami.

 

Ostatnio przyznał się do takiej manipulacji, na rynku złota i srebra Deutsche Bank, który został przyłapany na gorącym uczynku, a działał wspólnie i w porozumieniu z brytyjskim HSBC oraz szwajcarskim UBS.

 

Jak widać teorie spiskowe, tak w Polsce wyśmiewane stają się niepodważalnym faktem.

 

Niektórzy eksperci od pewnego już czasu ostrzegają, że to właśnie Deutsche Bank może wywołać nowy europejski kryzys i spełnić rolę europejskiego Lehman Br.

 

Wielu ludzi na świecie zadaje sobie pytanie: po co trzymać depozyty i pieniądze w banku, które dają niewiele więcej niż zero lub nawet, do których trzeba dopłacać, skoro można spać, dosłownie i w przenośni na złocie. Bo, są już na świecie firmy, które produkują materace do spania z wbudowanymi w nie sejfami i cieszą się one coraz większą popularnością.

 

Dotychczasowy ład monetarny, czy to  z powodu Brexitu czy Grexitu, podobnie jak w 2008 r. znów może stanąć na skraju przepaści i tym razem może być znacznie gorzej.

 

Rady, żeby nie panikować i nie kupować złota, mogą okazać się bardzo kosztowne. Niewykluczone więc, że złoto i srebro zalśnią ponownie pełnym blaskiem, bo złoto przecież to waluta, której nie dorówna żadna inna.

 

Jak nadejdzie prawdziwy finansowy reset, w grze będą się liczyć ci, którzy mają złoto, a nie papierowy pieniądz czy rządowe obligacje. Warto więc, by nastąpiła nowa era w podejściu do złota, również w Polsce."

 

źródło:http://wpolityce.pl/polityka/297307-soros-obstawil-kryzys-i-kupuje-zloto-czekaja-nas-szoki-w-swiatowych-finansach-i-to-nie-tylko-z-powodu-brexit

13 kwietnia 2017 roku

 

Trwa wojna w Syrii. Już dłużej niż II wojna światowa...

Giną dorośli, starcy i dzieci. A my, nawet jeśli wielkodusznie poświęcamy jej swe myśli, nie potrafimy rozstrzygnąć, kto tu dobry a kto zły, o co tam właściwie chodzi...

 

Postanowiłem nieco poszperać i choć w Wielki Czwartek nieco powiększyć mą wiedzę na ten temat.

 

Konflikt rozpoczął się zanim w 2011 roku wybuchła wojna. Chodziło o to, że w roku 2009 prezydent Syrii Bashar Al-Assad ogłosił plan „Four Seas” dotyczyący budowy gazociągów łączących gaz wydobywany nad Morzem Kaspijskim, Czarnym, w Zatoce Perskiej oraz we wschodniej części Morza Śródziemnego. Chodziło o wsparcie sojuszu Syrii, Iranu oraz Iraku w tym względzie, o faworyzowanie krajów z dostępem do rurociągu. Ponadto sojusz Rosji z Syrią zapewniał Gazpromowi kontrolę nad monopolistyczną polityką sprzedaży gazu do Europy.

Gazociąg Nabucco

 

To wszystko kolidowało z interesami Kataru, państwa wielkości małego województwa ale posiadającego trzecie największe złoża gazu naturalnego na świecie i będącego największym eksporterem tego surowca. Państewko to podejmowało próby budowy gazociągu do Europy poprzez Turcję i planowany gazociąg Nabucco ale z powodu braku zgody Arabii Saudyjskiej, przez której terytorium miałby ten gazociąg zostać pociągnięty, projekt upadał. Ostatecznie upadł w 2009 roku.

Nie mając dostępu do gazociągów Katar przez lata udoskonalał techniki skraplania gazu w niskiej temperaturze i w taki sposób ładował go na statki a następnie rozwoził po całym świecie.

 

O ile Katar zbudował flotę transportującą LNG (ang. liquefied natural gas − gaz ziemny w ciekłym stanie skupienia, tj. w temperaturze poniżej -162°C), o tyle aby ten gaz odebrać niezbędny jest gazoport. (I teraz łatwiej zrozumieć, dlaczego Platformie Obywatelskiej, w czasach gdy rządziła, z takim trudem przychodziło wybudowanie gazoportu w Świnoujściu. Ale to już inny wątek...). Naturalnie, zdecydowanie taniej jest zbudować gazociąg zapewniający transport surowca niż transportować go statkami...

 

W Syrii mamy zatem konflikt dwóch gazowych potentatów: rosyjskiego Gazpromu - monopolisty na rynku europejskim oraz Kataru, który musi walczyć o rynek europejski.

 

Powstanie rurociągu transportującego katarski gaz m.in. poprzez Syrię zachwiałoby monopolistyczną pozycją Gazpromu, czego Kreml nie chce zaakceptować.

 

Małemu państwu Katar niezbędny jest zatem sojusz z USA i NATO. Wspierał więc finansowo atak na Libię i sfinansował kwotą 3 mld USD rebelię w Syrii próbując w ten sposób odsunąć Assada od władzy i zastąpić go Bractwem Muzułmańskim (Emir Kataru ma z nim doskonałe relacje).

 

Dostęp do Europy poprzez Syrię jest głównym celem polityki gospodarczej Kataru i jest jedną z głównych przyczyn obecnego konfliktu.

 

Ale sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana. Dowodem niech będą dwa fragmenty z wikipedii dotyczące wojny w Syrii:

 

"(...) Po nałożeniu sankcji przez Ligę Państw Arabskich na Syrię w listopadzie 2011 pojawiła się kwestia dozbrajania rebeliantów. (...) Nowe władze Libii, Katar i Arabia Saudyjska ogłosiły gotowość przerzutu broni i ochotników dla Wolnej Armii Syrii, tak jak miało to miejsce w Libii podczas tamtejszej wojny. USA i kraje zachodnie były sceptyczne wobec dozbrajania rebeliantów, gdyż twierdzili, iż może to pogrążyć Syrię w odmętach długiej i krwawej wojny domowej, a broń może trafić w ręce terrorystów, z którymi współpracowały fundamentalistyczne operacjonistyczne sunnickie bojówki."

 

"Na początku wojny domowej Al-Ka’ida udzieliła poparcia dla syryjskiej opozycji, podobnie jak to uczyniła w innych krajach objętych Arabską Wiosną. Lider Al-Kaidy Ajman az-Zawahiri w swoim przemówieniu mówił o krwawiącej Syrii, a Baszara al-Asada nazwał rzeźnikiem. Poparcia dla rebeliantów udzielili także Hizb at-Tahrir oraz Hamas.
Z powodu poparcia Al-Ka’idy dla rebeliantów, USA sceptycznie nastawione były do dozbrajania powstańców, gdyż wysoce prawdopodobne było, że broń trafiałaby w ręce terrorystów. (...)
"

 

A więc, jak zwykle, ścierają się tu interesy głównych graczy na scenie światowej a problemy z uchodźcami z Syrii – około 12 milionów, czyli więcej niż połowa całej populacji tego kraju (ok. 20 mln) i ciągle, każdego dnia ginący ludzie, to tylko "produkty uboczne" żądzy pieniądza i władzy...

Czwartek, 26 stycznia 2017 roku

 

Zatrważają statystyczne dane z Chin. I to nie to, że ich ludność już przeszło dwa lata temu przekroczyła liczbę
1 miliarda 370 milionów osobników a to, że większość mieszkańców Chin stanowią mężczyźni. Jest ich aż 40 milionów więcej niż kobiet i ta dysproporcja szybko się powiększa! 

 

A więc miliony Chińczyków, więcej niż ludność w Polsce (!) nie mają szans na znalezienie żony!

 

W efekcie masowych barbarzyńskich aborcji żeńskich płodów Chinom brakuje dziś 40 milionów kobiet!

 

To skutki trwającej dziesiątki lat polityki państwa dopuszczającej tylko jedno dziecko w rodzinie. A ponieważ w Chinach, zgodnie z tradycją, spadkobiercą może być tylko mężczyzna, zdesperowani rodzice czynili wszystko, by mieć syna.

 

Konsekwencji może być kilka.

 

Po pierwsze, wielu synów nie znajdzie żon i nie założy rodzin, co w ubogich rejonach rolniczych, gdzie państwowe świadczenia społeczne są symboliczne a ludzie w podeszłym wieku mogą liczyć jedynie na opiekę swoich dzieci i wnucząt, brzmi jak wyrok.

 

Odżył więc zwyczaj poślubiania jak najmłodszych dziewcząt, na zasadzie "kto pierwszy, ten lepszy".
Co prawda chińskie prawo dopuszcza branie ślubu dopiero w wieku 20 lat w przypadku kobiet i 22 lat w przypadku mężczyzn, ale rodzinom wystarcza, by młodzi wyprawili tradycyjne wesele. Na oficjalne zarejestrowanie związku czekają do pełnoletności. Chińskie media społecznościowe obiegły w ostatnich tygodniach setki fotografii nieletnich biorących śluby w różnych częściach kraju...

 

Innym dramatycznym sposobem, w jaki chińscy mężczyźni starają się znaleźć żonę jest poszukiwanie partnerek w krajach sąsiednich, w czym postanowiły "pomóc" międzynarodowe gangi przemytników. Obserwuje się więc porywanie młodych kobiet i wwożenie ich do Chin przez nieszczelną, zalesioną granicę.

 

W Państwie Środka powstaje w ten sposób czarny rynek "żon do kupienia". Porwana kobieta kosztuje kilka tysięcy dolarów i niczym niewolnica nie ma żadnego wpływu na to, kogo poślubi.

 

Kobiety te najczęściej są więzione w nowych domach, by nie uciekły, a ich opór przed zaakceptowaniem narzuconej roli jest brutalnie łamany. W przypadku niezadowolenia "męża" bywają zwracane porywaczom a ci sprzedają je innym mężczyznom lub oddają do chińskich domów publicznych.

 

Po drugie, dysproporcja w liczbie kobiet i mężczyzn w Chinach niesie za sobą dramatyczne skutki nie tylko dla jednostek, ale też dla całego państwa. Niedobór kobiet i wynikająca z niego kilkudziesięciomilionowa populacja samotnych mężczyzn doprowadziły do wzrostu przestępczości.

 

Stwierdzili to np. niemieccy i chińscy naukowcy we wspólnej publikacji "Sex Ratios and Crime: Evidence from China's One-Child Policy", która ukazała się na łamach "Review of Economics and Statistics" (December 2013, Vol. 95, No. 5, Str.: 1520-1534). Według nich, jeżeli liczba mężczyzn względem liczby kobiet wzrasta o 1 proc., przekłada się to na wzrost przestępczości w państwie o 3-5 %.

 

Po trzecie, w społeczeństwie chńskim rośnie frustracja i niezadowolenie. Władze starają się poprzez promowanie postaw patriotycznych i nacjonalistycznych skierować ostrze społecznej frustracji poza granice państwa.
W ten sposób pod znakiem zapytania stanął m.in. rozwój partnerskich relacji Chin z niektórymi ich sąsiadami, zwłaszcza Japonią, którą wciąż przedstawia się przede wszystkim jako agresora odpowiedzialnego za zbrodnie z czasów II wojny światowej.

 

Niall Ferguson, historyk i politolog, profesor Harvard University ostrzega (http://www.niallferguson.com), że nadmiar mężczyzn w Chinach doprowadzi w końcu do wewnętrznej destabilizacji tego państwa lub jego militarnej ekspansji. A to zdaje się potwierdzać większość znanych przepowiedni...

 

Jeśli dodać do tego fakt, iż z powodu selektywnych aborcji także w innych państwach azjatyckich, m.in. w Indiach, Pakistanie czy Indonezji liczba mężczyzn rośnie a kobiet maleje, to...czarno widzę naszą przyszłość.

Niedziela, 15 stycznia 2017 roku

 

No i stało się – to, co myśli i ukradkiem szepcze niemal każdy nieskrępowanie myślący obywatel Niemiec, jasno i klarowanie wyartykułowała udzielając wywiadu gazecie „Welt am Sonntag“ (cały wywiad dostępny w internecie tylko odpłatnie) Erika Steinbach występując jednocześnie z CDU.

 

Z Eriką Steinbach politycznie nie jest mi tak zupełnie po drodze, ale tu akurat jej argumentacja zgadza się z moją niemal w stu procentach. Moje opinie wypowiadałem jedynie prywatnie, między innymi wobec zaprzyjaźnionej Pani adwokat, która przyznawała mi rację. Ostatnio jednak zrezygnowany zaprzestałem nawet i tego. No, bo ileż razy można się powtarzać?

 

Steinbach, z ramienia CDU członkini komisji parlamentarnej Bundestagu ds. praw człowieka i pomocy humanitarnej, zarzuciła kanclerz Merkel naruszenie obowiązującego prawa poprzez otwarcie jesienią 2015 roku granic Niemiec. W wywiadzie sformułowała to tak (tłumaczenie moje):

 

To, że miesiącami pozyskiwano autobusami i pociągami niezidentyfikowanyh ludzi poprzez granice nie było wyjątkiem, ale zamierzoną czynnością przeciw naszym uregulowaniom prawnym oraz umowom Unii Europejskiej.“ („Dass monatelang Menschen unidentifiziert mit Bussen und Zügen über die Grenze geschafft wurden, war keine Ausnahme, sondern eine gewollte Maßnahme entgegen unserer gesetzlichen Regelungen und entgegen EU-Verträgen.“)

 

Tak się składa, że w swym życiu sam liznąłęm co nieco prawo a poza tym będąc byłym azylantem, wiem, o czym w prawie azylowym mowa. Choć prawdę powiedziawszy nie trzeba być ani prawnikiem ani azylantem, żeby zauważyć, że Erika Steinbach słusznie zarzuciła rządowi Niemiec naruszenie prawa mówiąc (tłumaczenie moje):

 

„W Urzędzie Federalnym do spraw Migracji znajdują się tysiące paszportów uznanych za fałszywe, przy czym w stosunku do ich właścicieli nie wyciągnięto żadnych konsekwencji prawnych. Na taką ignorancję prawa nie odważa się na własną odpowiedzialność żaden urząd federalny. Za tym stoi wola polityczna. Niezgodna z prawem.“

(„Beim Bundesamt für Migration sind tausende von Pässen als gefälscht identifiziert worden, ohne dass die rechtlich vorgesehenen Konsequenzen für die jeweiligen Migranten gezogen worden wären. Ein solches Ignorieren unseres Rechts wagt keine Bundesbehörde auf eigene Verantwortung. Da steht ein politischer Wille dahinter. Am Recht vorbei.“)

 

Steinbach zauważa też, co zresztą widać niestety coraz częściej, że (znów tłumaczenie moje):

 

„Niemała część tych ludzi, którzy tu przybyli, to nie uciekinierzy w sensie Genewskiej Konwencji o Uchodźcach“ („Ein erheblicher Teil der Menschen, die kamen, sind keine Flüchtlinge im Sinne der Genfer Flüchtlingskonvention.“)

 

A konskwencje dla Niemiec będą dramatyczne:

 

„Z imigrantami przybyli nie tylko szukający schronienia ale także, jak wielu ostrzegało, terroryści. Nasze bezpieczeństwo od czasu otwarcia granic znacznie się pogorszyło.“

(„Mit den Migranten kamen nicht nur Schutzsuchende ins Land, sondern, wie viele von Anbeginn an gewarnt haben, auch Terroristen. Unsere Sicherheitslage hat sich seit der Grenzöffnung signifikant verschlechtert.“)

 

Steinbach konstatuje też, że:

 

„Niepokojącym jest również i to, iż w niemieckim Bundestagu /parlamencie/ nie ma już praktycznie żadnej opozycji. Rząd federalny może uprawiać taką politykę, ponieważ pozyskał sobie w dużej mierze lewą część parlamentu.“

(„Beunruhigenderweise gibt es zu den angesprochenen Politikfeldern praktisch keine Opposition mehr im Deutschen Bundestag. Die Bundesregierung kann und konnte diese Art der Politik nur betreiben, weil sie den linken Teil des Parlaments weitgehend auf ihrer Seite hat.“)

 

Cytaty zaczerpnąłem z internetowego wydania „Welt am Sonntag“.

Ostatnia aktualizacja nastąpiła 30.04.2017 r.

w rubrykach:

"Bliżej Boga"

oraz

"Aktualności".

Impressum

 

POLONIK MONACHIJSKI - niezależne czasopismo służy działaniu na rzecz wzajemnego zrozumienia Niemców i Polaków. 

Die unabhängige Zeitschrift dient der Förderung deutsch-polnischer Verständigung.

 

W formie papierowej wychodzi od grudnia 1986 roku a jako witryna internetowa istnieje od 2002 roku (z przerwą w 2015 roku).

 

Wydawane jest własnym sumptem redaktora naczelnego i ani nie zamieszcza reklam ani nie prowadzi z tego tytułu żadnej innej działalności zarobkowej.

 

Redagują:

Dr Jerzy Sonnewend
(redaktor naczelny)

oraz

Red. Bogdan Żurek

 

Adres redakcji:

Dr Jerzy Sonnewend

Curd-Jürgens-Str. 2
D-81739 München

Tel.: +49 089 6257162

E-Mail: jerzy.sonnewend@polonikmonachijski.de

Ilość gości, którzy od 20.01.2016 roku odwiedzili tę stronę, pokazuje poniższy licznik:

Druckversion Druckversion | Sitemap
© Jerzy Sonnewend