
"Anioł z baśni" Sprawę wyprowadzenia w kajdankach Jana Marii Rokity wczoraj wieczorem z samolotu udającego się do Krakowa komentują niemal wszyscy nawet politycy z prawa i lewa. W obronie b. posła Platformy stanęli przede wszystkim politycy PiS. Sam Jarosław Kaczyński zaapelował do polskich władz, by zainterweniowały w sprawie domniemanego agresywnego zachowania niemieckich policjantów. Nawet SLD stanęło w obronie b. polityka PO. - Jan Rokita ma trudny charakter, wszyscy tego wielokrotnie doświadczaliśmy. Ale w tym wypadku uważam, że służby, które w taki sposób postępują, popełniły poważny błąd. Nie wolno tak traktować ludzi, nawet jeśli ktoś ma trudny charakter - uważa Wojciech Olejniczak. Rokita może liczyć na wsparcie Sojuszu. - Nie będziemy przecież naszych F-16 wysyłać na terytorium Niemiec, ale jednoznaczne poparcie dla Jana Rokity to jest to, co powinniśmy dzisiaj czynić - podsumowuje.
Tymczasem do mediów docierają nowe szczegóły z feralnego zdarzenia na lotnisku w Monachium. Według informacji "Wprost" to Adam Bielan miał ratować Rokitów przed Niemcami. Rzecznik PiS mial osobiście interweniować, m.in. poprzez poinformowanie polskiej konsul, którą Jan Rokita określił jako "anioła z baśni". ..........................................
Jan Waleczny z Krakowa Zamiast z Monachium wylotu, wylot z samolotu. Jan Rokita czuje się ofiarą niechęci "niektórych funkcjonariuszy państwa niemieckiego" do siebie jako Polaka. Czy ma ku temu podstawy?
Wszystko o przygodzie Jana i Nelli Rokitów w Monachium Temperatura emocji wokół państwa Nelli i Jana Rokitów jest nadal krytycznie wysoka. Niedoszli pasażerowie samolotu Lufthansy chętnie przedstawiają swoje stanowisko w mediach. Niemiecka policja i władze linii lotniczych prezentują - co chyba nie dziwi nikogo - inną wersję wydarzeń. Obecnie nie ma większego sensu szukanie odpowiedzi na pytanie, czy to niemiecka stewardessa niedostatecznie przyjaźnie odnosiła się do Rokitów, czy też może państwo Rokitowie szarogęsili się w samolocie. Obydwie strony konfliktu zapewne nieco koloryzują.
Zastanówmy się natomiast nad faktami. Kiedy krzyk "ratunku" ma uzasadnienie w okolicznościach? Gdy zagrożone jest życie lub zdrowie krzyczącego, a osoby pozostające w otoczeniu mogą i powinny udzielić potrzebującemu pomocy. Czy w sytuacji, w której niemiecki policjant wezwany przez obsługę niemieckiego samolotu stara się interweniować i wyprowadzić pasażera, uzasadnione jest, by krzyczeć "ratunku"? Czy pasażerowie, którzy byli świadkami interwencji policji powinni byli ratować Jana Rokitę? Czy powinni starać się uwolnić byłego posła z rąk policji? Niech szanowny czytelnik sam odpowie sobie na to pytanie.
Bądźmy wyrozumiali i załóżmy, że tak. Że zdrowie lub życie Jana Rokity było zagrożone, a pasażerowie zawinili zachowując się biernie.
Zadajmy zatem drugie zasadnicze pytanie. Czy biorąc pod uwagę fakt, że "agresorem" był niemiecki policjant wezwany przez obsługę samolotu a "ofiarą" - pasażer z Polski, uzasadnione jest wzywanie pomocy podkreślając narodowość policjanta? Przypomnijmy, Jan Rokita krzyczał: - Ratujcie mnie! Biją mnie Niemcy! Ratujcie! - Czy uzasadnione jest komentarz Rokity: - Padłem ofiarą niechęci do Polaków, wśród niektórych funkcjonariuszy państwa niemieckiego. - Dodał także: - Wyzwiska, szyderstwa, kajdanki, przewrócenie, głowa do podłogi. Trochę mi się lata osiemdziesiąte przypomniały.
Dalej idąc: czy znana nam z opisu dwóch stron konfliktu sytuacja uzasadniała stwierdzenie Rokity, że obsługa samolotu była niechętna cudzoziemcom? Niech czytelnik odpowie sobie sam także na to pytanie.
Załóżmy jednak, że stwierdzenie o narodowościowym podłożu konfliktu jest uzasadnione. Zadajmy zatem kilka bardziej drobiazgowych pytań. Co - po wykupieniu biletu klasy ekonomicznej - uzasadnia starania pasażera o dobrodziejstwa klasy business? Czy dobrym sposobem na wyrażenie sprzeciwu wobec decyzji obsługi samolotu i policjantów (niezależnie od słuszności owej decyzji) było kurczowe trzymanie się oparcia fotela i krzyk? I tym razem prośba do czytelnika - niech sam udzieli odpowiedzi na te pytania.
Ostatnia sprawa. Jan Rokita powiedział: - Oni mnie wyzywali, dla kogoś kto zna niemiecki, od "Arszlochów", od dziur w odbycie męskim. - Trzeba powiedzieć kategorycznie - jakiekolwiek przezywanie kogokolwiek przez funkcjonariuszy policji nie powinno mieć nigdy miejsca. Ale trzeba także uczciwie dodać: jak wynika z wypowiedzi Nelli Rokity, Jan Rokita nie zna języka niemieckiego. To częściowo uzasadnia jego osobliwe tłumaczenie wyzwiska podobno skierowanego przez policjanta w jego stronę. "Arsch" to część ciała, na której człowiek siedzi, "loch" - to dziura. Nie ma w tym określeniu mowy o mężczyźnie, ani tym bardziej kobiecie. "Arschloch" natomiast to - z niemiecka - po prostu... "dupek". Faktem jest, że słowo to ma większy ciężar gatunkowy niż jego polski odpowiednik i bez wątpienia policjant, jeżeli go użył, nie komplementował Jana Rokity. Nie zmienia to faktu, że tłumaczenie zaprezentowane przez Rokitę nie ma sensu, podobnie jak tłumaczenie angielskiego określenia "bullshit" w kierunku odchodów (shit) byka (bull) zamiast po prostu... "bzdury" nie miałoby sensu.
Cała sytuacja skłania do jej podsumowania słowami Cześnika: - Czuj proporcjum, mocium Panie!
Rafał Garpiel
* Autor jest pracownikiem naukowym Instytutu Socjologii UJ, trenerem komunikacji interpersonalnej, specjalistą w dziedzinie retoryki i erystyki.
(Oprac.: PM)
|