
Rocznica „zjednoczenia“
W grudniu mija 60 rocznica likwidacji Polskiej Partii Socjalistycznej. Założona przez 116 laty PPS była aż do roku 1948 jedną z najważniejszych sił politycznych w Polsce. W czasach PRL, jako samodzielna partia, PPS działała jedynie na emigracji.
W połowie grudnia, rokrocznie, aparat komunistycznej władzy w PRL świętował rocznicę utworzenia Komunistycznej Partii Polski (zniszczonej zresztą przez Stalina w 1938 roku). W miesiącu tym obchodzono też rocznicę powstania Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej – PZPR. O ile rocznice powstania KPP były wewnętrzną sprawą polskich komunistów, to inaczej miała się rzecz z powstaniem PZPR, formacji sugerującej „zjednoczenie“ polskiego ruchu robotniczego w grudniu 1948. Chodziło tu bowiem o typową mistyfikację polityczną, gdyż w istocie rzeczy nie było żadnego zjednoczenia nurtu socjaldemokratycznego z komunistycznym, lecz brutalna likwidacja Polskiej Partii Socjalistycznej. Dokonano tego pod naciskiem administracyjnym i w warunkach charakterystycznego dla komunistów terroru policyjnego, przy współudziale zdrajców PPS, głównie Osóbki Morawskiego i późniejszego wieloletniego premiera PRL Józefa Cyrankiewicza, ktόrych postawiono na czele skleconej naprędce, koncesjonowanej PPS. Natomiast rzeczywistych działaczy przedwojennej i wojennej PPS wtrącano do więzień, mordowano, porywano do Moskwy, urządzano im pokazowe i kapturowe procesy.
Ostatni premier wojennego Rządu Polskiego, Tomasz Arciszewski, przedwojenny przewodniczący Centralnego Komitetu Wykonawczego PPS, musiał pozostać na emigracji. Sekretarza generalnego PPS Kazimierza Pużaka podstępnie wywieziono do Moskwy, gdzie wraz z innymi przywódcami polskiego podziemia osądzono i skazano z pogwałceniem wszelkich norm prawnych. Po powrocie do Polski, w listopadzie 1948, na procesie WRN w Warszawie. Pużaka skazano na 10 lat więzienia i zamęczono w więzieniu w Rawiczu. Rόwnież w więzieniu zamordowano przywódcę Klasowych Związków Zawodowych, o PPS-owskiej orientacji, Antoniego Zdanowskiego. Operacji unicestwiania partii towarzyszyło wydalenie w latach 1947-1948 około 300 tys. członkόw przeciwnych wspόłpracy z komunistami (PPR). Czekały na nich katownie bezpieki w Warszawie, Łodzi, Lublinie, Poznaniu, Katowicach, Sosnowcu, Dąbrowie Górniczej,Tarnowie, Gdyni, Częstochowie, Radomiu, Pabianicach, Krakowie, Piotrkowie Trybunalskim i wielu innych miastach. W takich wymuszonych warunkach, na czele okrojonej PPS znaleźli się ludzie, którzy nigdy nie należeli do jej statutowych władz, ludzie bez charakterów, ulegający komunistycznym naciskom, łasi na władzę za wszelką cenę. To oni wyrazili zgodę na zlikwidowanie nazwy Polskiej Partii Socjalistycznej i wchłonięcie resztek partii przez organizację komunistyczną. Takim to sposobem, w grudniu 1948 roku, dokonało się „zjednoczenie“ ruchu robotniczego w Polsce wokόł - powstałej na gruzach PPS - Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej.
Mimo niezliczonych ofiar, polski ruch socjalistyczny przeżył tę tragedię. Polska Partia Socjalistyczna utrzymała się na emigracji, gdzie stanowiła główne zaplecze polityczne Rządu Rzeczypospolitej w Londynie i emigracyjnego parlamentu - Polskiej Rady Narodowej. Zmuszony do pozostania na Zachodzie Wielki przywódca PPS, Adam Ciołkosz, już w latach 50-tych pisał: „Walka o Polskę rozegra się i rozstrzygnie w Polsce, inaczej być nie może. Obecnego systemu rządzenia nie da się w jego istocie poprawić. Cały ten system jest chory i nie da się go uleczyć. Trzeba go w całości usunąć i zniszczyć jego polityczną nadbudowę. Kto może to uczynić? Mogą to uczynić tylko robotnicy - nie dlatego, że są ludźmi ulepionymi z lepszej gliny, lecz dlatego, że warunki bytu zmuszają ich do solidarności i walki „.
Okazało się, że Adam Ciołkosz miał rację, gdyż na czele antykomunistycznych protestόw w powojennej Polsce stawali właśnie robotnicy, płacąc za to niejednokrotnie najwyższą cenę. Tak było w Poznaniu (1956), na Wybrzeżu (1970), Radomiu i Ursusie (1976) oraz w stanie wojennym, wprowadzonym w grudniu 1981 roku. Z robotniczego protestu wyrosła też Solidarność (1980), stając się początkiem końca komunistycznej władzy nie tylko w Polsce, ale i całej Europie wschodniej.
Polska Partia Socjalistyczna nie zaistniała niestety po odzyskaniu przez Polskę niepodległości (1989). Okrągłostołowe umowy zagwarantowały bowiem spadkobiercom tych, co po wojnie likwidowali PPS na zagospodarownie lewej części sceny politycznej. Polska Zjednoczona Partia Robotnicza przeistoczyła się (1990) więc w Socjaldemokrację Rzeczypospolitej Polskiej (obecnie SLD), przejęła majątek PZPR i nazwała się „demokratyczną lewicą”. Wszelkie zaś prόby reaktywowania PPS po 1989 roku, przy bardzo mocnym wsparciu działaczy tej partii z emigracji, były torpedowane nie tylko przez postomunistyczne „wtyki”, ktόre usadowiły się w jej władzach, ale rόwnież przez tych co gwarantowali komunistom bezbolesną transformację. Nie udało się też odzyskać przedwojennego majątku partii. Niemałą rolę w tłumieniu odradzającej się PPS w kraju odegrał także strach żądnych władzy, raczkujących politykierόw przed poparciem społecznym jakie PPS - mając normalne warunki do działania - mogłaby otrzymać w wolnych wyborach. Istniejące zaś obecnie na terenie kraju grupki, przypisujące sobie nazwę partii, z PPS nie mają nic wspόlnego i nikt nie traktuje ich poważnie.
Po roku 1989 dla Polskiej Partii Socjalistycznej, partii z ponad stuletnią niepodległościową tradycją, okupioną tysiącami ofiar swoich członkόw, zabrakło miejsca na scenie politycznej kraju, o wolność ktόrego walczyła o wiele dłużej niż wszystkie antykomunistyczne ugrupowania opozycyjne razem wzięte. Można to oczywiście tłumaczyć prawami demokracji, tylko że w przypadku PPS „demokracją” tak posterowano, by partię tę zapchnąć do lamusa historii.
Efekt jest taki, że do dzisiaj nie ma w Polsce socjaldemokratycznej partii, reprezentującej szeroko pojęte interesy ludzi pracy.
Jacek Kowalski Bogdan Żurek Monachium, XI. 2008
|