
Nasila się histeryczna nagonka na Instytut Pamięci Narodowej, którą to instytucję przedstawia się jako niszczące “niewinnych” ludzi narzędzie w rękach bliżej nieokreślonej, żądnej zemsty, grupy szaleńców, a pracujących tam historyków jako dających się manipulować niedoświadczonych młokosów. Taki wlaśnie obraz Instytutu maluje się polskiemu społeczeństwu niestety od wielu już lat. Nie trudno się zorientować, że ataki wychodzą z bardzo wpływowych kręgów mających, w wypadku ujawnienia dotyczących ich akt SB, najwięcej do stracenia.
Tymczasem IPN to nie tylko teczki współpracy z komunistycznymi służbami jakiegoś polityka, biskupa czy astronoma. To przede wszystkim bogate zasoby archiwalne dotyczące najnowszej historii naszego kraju; okresu mało znanego, bo przemilczanego lub fałszowanego przez poprzedni system.
Mając to na uwadze utworzono w IPN Biuro Edukacji Publicznej z zadaniem wypełniania tej haniebnej białej plamy. Służą temu wystawy, odczyty, prezentacje, konferencje naukowe i wydawnictwa. Historycy BEP IPN działają nie tylko w kraju, lecz także za granicą, czego ostatnim przykładem jest skierowna także do Niemców wystawa o Powstaniu Warszawskim, zaprezentowna w Polskim Centrum Kultury w Monachium.
Z powodu zapowiadanych cięć budżetowych, które mają dotknąć Instytut, teczek współpracy tajnych agentów nie ubędzie. Nie da się też ich zniszczyć, na co wielu miałoby ochotę. Zmniejszone fundusze przełożą się natomiast na zubożenie oferty edukacyjnej IPN, a co za tym idzie na powiększanie obszaru niewiedzy i utrwalanie przekłamań nie tylko w kraju, ale też poza jego granicami.
Instytut Pamięci Narodowej jest jedną z największych zdobyczy wolnej Polski i strzec go należy jak oka w głowie. Nie wolno tej instytucji wiązać rąk i ograniczać jej działalności nawet pod najbardziej wzniosłymi hasłami obrony czyjegoś zasłużonego imienia. Jest to bowiem zamach na podstawową zdobycz niepodległego państwa, jaką jest dostęp jego obywateli do prawdy o swoim kraju.
Bogdan Żurek
|