
Na początku sierpnia br. w Kołobrzegu odbyła się V edycja „Nadziei“ - Festiwalu Piosenki Poetyckiej im. Jacka Kaczmarskiego. Dwόch laureatόw – Antoni Gustowski z Warszawy i Piotr Kajetan Matczuk z Ełku otrzymało, ufundowaną przez Polską Radę w Niemczech, Nagrodę Polonii i wystąpi w listopadzie w Monachium.
Z przyjemnością odnotowujemy, że organizator festiwalu, Rada Fundacji im. Jacka Kaczmarskiego przyznała tytuł „Przyjaciela Fundacji” redaktorowi „Polonika Monachijskiego“ Bogdanowi Żurkowi, który od lat intensywnie wspiera jej działania.
Poniżej esej-wspomnienie autorstwa naszego redakcyjnego kolegi zamieszczony w festiwalowym folderze.
(Red. PM)
Przewielmożny kat
Gdy tylko jestem w ukochanym Sopocie pędzę do Osowej, bo tam, u Ali, nad nocnymi Polaków rozmowami czuwa Jacek. W domu Ali do Jacka wciąż blisko, bardzo blisko. Słuchamy Kaczmara, Bogdan ugniata cytruski do kolejnego drinka, słuchamy Kaczmara, w kącie Jego gitara, słuchamy, mimo że każde słowo i każdy dźwięk znane. Wokół V Nadziei w Kołobrzegu mowa się toczy. Noc czeskich bardów będzie. Karela Kryla znałem – mówię, w Wolnej Europie w Monachium razem pracowaliśmy. On u Czechów, ja u Polaków. Nie wolno zapomnieć o Krylu na tegorocznej Nadziei. Przyjaźnili się przecież z Jackiem, no i jaka to noc czeskich bardόw bez Kryla?
Godziny śmigają jak oszalałe, a u Ali nagrań setki, cytruskόw brakować zaczyna... Przypadkowo wybrany, nieopisany krążek ląduję w kieszeni odtwarzacza, obraz fatalny, stary koncert, Jacek młody. Obławę leci, pod scianą jakaś postać. Patrz Kryl! – mowi mόj przyjaciel, też Bogdan zresztą. Z lekka przymulony oczy przecieram... Tak, to Kryl, Karel Kryl, znałem go przecież. Karel na gitarze wsparty pod ścianą siedzi i Jacka słucha. Skąd to nagranie w środku nocy znalezione, nikt nie wie, ja wiem – to Jacek czuwa, o czeskich bardach przecież mowa. Zmieniają się przy mikrofonie, obraz dalej fatalny, jedna kamera, ciągle to samo ujęcie na scenę, słychać brawa, choć publiki nie widać, Karel zaczyna ... po polsku:
Gdzie zamek jest z kamienia, wsród krużganków krętych, kapłani przekupieni patrzą do ksiąg świętych A najemni żołnierze żądają błogosławieństw, wszak pierwszym z rycerzy jest przewielmożny kat, wszak pierwszym z rycerzy jest przewielmożny kat
Bogdan, przedsierpniowy opozycjonista, wpatrując się w ekran śpiewa razem z Krylem. Znasz to? – pytam zaskoczony. Oczywiście – odpowiada. Przecież my tego “Kata” jeszcze przed Solidarnością spiewaliśny.
No nie!!! Promile z wrażenia wyparowywują, że aż żal. Patrzę i oczom nie wierzę, kamerzystę poznaję, to facet z Radia Wolna Europa, a koncert? Byłem przecież na nim w Monachium, w czasach gdy czerwoni trzymali się jeszcze mocno. Kaczmar z Krylem na rzecz Skarbu Narodowego śpiewali, by Polsce pomóc. Skarb Narodowy szlachetna instytucja, przy polskim rządzie na obczyźnie usadowiona, wspomagała w kraju tych co z komuną walczyli, a oni “za fryko” występowali, by Polsce pomόc, nie raz jeden zresztą.
Kantyna Radia Wolna Europa. Poranne piwko kaca zabija. Opowiadam Jackowi o Konopnickiej, nie tej poetce, lecz o MS Konopnicka, statku ktόry w stoczni spłonął, a w nim stoczniowcy uwięzieni. Za godzin kilka będzie już z tego utwόr, pod tym samym tytułem, spiewany przez Jacka u mnie u domu. Pijemy więc to piwko przy “polskim” stoliku w radiowej kantynie, nad jakimś mocniejszym śniadankiem się zastanawiając. Jeszcze Polska nie zginęła - słyszymy za plecami i nie odwracając się wiemy dobrze, że to Karel. On zawsze z Polakami tak się wita. Przysiada się i już w trόjkę pόjdziemy do pobliskiego Käffera “na ruszta” coś wrzucić.
Kaczmar z Krylem znali się dobrze, bardzo dobrze, być może to i przyjazń była. W każdym bądź razie widywano ich razem często. Mieli o czym rozmawiać, w końcu dwa podobne wydarzenia wyniosły ich na piedestały sławy; Karela - Praska Wiosna, Jacka - Solidarność. Bronili się, raczej chyba pro-forma, przed tym zaszufladkowaniem, bez szans zresztą wielkich, gdyż lud tak chciał, a oni ten lud kochali przecież. Tworzyli więc dla niego z oddali, na emigracji. Dla niego śpiewali na falach znienawidzonego przez reżimy radia, przebijając się przez terkot komuszych zagłuszarek, niepewni do końca z jakim efektem. Nie widać tego bowiem, gdy “w powierzte” się śpiewa. Z duszą na ramieniu - sam Jacek mi o to mówił - wracali więc z obczyzny do swych wolnych już krajów, a tam … witały ich pełne widownie, w Warszawie, w Pradze, w każdej mieścinie nadkomplet, z publiką w rożnym wieku wtórującą swym bardom przy każdym utworze. Na nic zdały się zagłuszarki i cenzura.
Stacja metra w Monachium. Jacyś Czesi mnie zaczepiają o drogę pytając. Jedziemy w jednym kierunku. Znałem Kryla mόwię, a oni zacznynają śpiewać „Veličenstvo Kat“ jakby chcąc mi udowodnić, że też go znają, choć już nie żyje. Jakie pan miał szczęście, że mόgł Go pan poznać osobiście - słyszę z nutką podziwu zazdrością zabarwioną.
Powązki warszawskie, grόb Jacka, krzyż drewniany, pomnika jeszcze nie ma. Odwiedzam swego Przyjaciela. Obok przyklęka młody człowiek z plecakiem, zapala znicz. Proszę go, by mi zdjęcie zrobił, rozmawiamy. Wie o Jacku wszystko, zna życiorys, utwory... Opowiadam mu o naszej z Jackiem przyjaźni.
Jakie pan miał szczęście, że mόgł Go pan poznać osobiście - identycznie jak ci Czesi z monachijskiego metra.
Chyba rzeczywiście miałem szczęście ...
Bogdan Żurek Monachium, czerwiec 2008



|