STRONA GLOWNA
A K T U A L N O S C I
OCALIC od zapomnienia!
KONSUL WSPOMINA
ZZA KULIS PRL-u
Bawaria: WHO'S WHO?
POLONIJNE ADRESY
PORADY PRAWNE
PORADY PODATKOWE
D-SPRACHIGE TEXTE
LINKI (odsylacze)
OPINIE i OGLOSZENIA
IMPRESSUM
JESIEN 2010/ZIMA 10/11
WIOSNA-LATO 2010
JESIEN-ZIMA 2009
LATO 08 - WIOSNA 09
WIOSNA 08
Krotko
Przeglad prasy
Z mojego notatnika
Tomasz Mianowicz
Namiestnik z Petersburga
Polonia na Kaukazie
Koncert na 850-lecie
Jak nas widza?
UE i Rosja
Dzien Polonii i Polakow
Zespol POLONIA
Maanam w Monachium
Boze Cialo w Monachium
Slaskie malowanie
Wygnancze szlaki
63 rocznica
Groby w Murnau
Imponujaca uroczystosc
850 urodziny
Konferencja prasowa
Powstanie w Getcie
Nekrolog i wspomnienie
List z Kaukazu
Rytmy nieskonczonosci
Logopeda
Jedna druzyna
Dzem zagral w Monachium
Polonia Restituta
JESIEN 07/ ZIMA 07/08
LATO 2007
WIOSNA 2007
JESIEN 06/ ZIMA 06/07
LATO 2006
WIOSNA 2006
JESIEN 05/ ZIMA 05/06
LATO 2005
WIOSNA 2005
ZIMA 2005
ZIMA 2004
JESIEN 2004
LATO 2004
WIOSNA 2004
ZIMA 2003/2004
JESIEN-ZIMA 2003
JESIEN 2003
LATO 2003
ZIMA  2002/2003
KORESPONDENCJA 2003
 


Środa, 3 lipca 2008
Winston Churchill w swej książce "The Second World War” wyjawił tajniki swej polityki. Czasem warto do niej zajrzeć, by zrozumieć kulisy pewnych historycznych wydarzeń. Jej treść pozwala też zrozumieć brytyjski sposób traktowania sojuszników sprowadzający się do formuły: "wrogowie naszych wrogów są naszymi oczywistymi sojusznikami". Sojusznicy mogli jednak dzielić się na ważniejszych i mniej ważnych. Przy czym interesy tych mniej ważnych mogły zostać podporządkowane interesom ważniejszych...

Sprawa się komplikuje, gdy sojusznik mniej ważny przestaje być sojusznikiem ważniejszego, gdy któryś z nich staje się kłopotliwy. Tak jak kłopotliwi stali się Francuzi w roku 1940 po podpisaniu kapitulacji.

Anglicy nie mieli wątpliwości, że należy zniszczyć francuską flotę wojenną i zrobili to pod Mers El Kebir 10 lipca 1940 r. Z rąk brytyjskich sojuszników zginęło wtedy ponad 1000 Francuzów. Szef zatopionej floty, admirał Francois Darlan, zajmujący wysoką pozycję w rządzie Vichy, dogadał się jednak w 1942 roku z Amerykanami w obliczu alianckiej inwazji Afryki Północnej. Zerwał z rządem Vichy i 10 listopada 1942 r. ogłosił się niezależnym francuskim przywódcą, zgłaszającym chęć do walki z Niemcami po stronie aliantów.
Tymczasem Anglicy mieli już "swojego" Francuza - generała de Gaulle'a i drugi francuski przywódca oznaczał tylko dodatkowy kłopot a kłopotów nie szczędził już Anglikom i generał de Gaulle. Problem "rozwiązał się" jednak sam. Darlan zginął niebawem w niejasnych okolicznościach, a zamachowiec został niemal od razu rozstrzelany, więc jakby nie było już sprawy.

Sporo kłopotów sprawiał też Anglikom generał Sikorski, szczególnie dlatego, że miał własne zdanie na temat Katynia. Tak naprawdę to sprawa katyńska była tylko na rękę Rosjanom. Pokazywała ich bezwzględność, z którą należało się liczyć. Przyjęcie przez Anglików polskiego punktu widzenia oznaczało zerwanie sojuszu z Sowietami, co miałoby katastrofalne skutki. Jedynym możliwym rozwiązaniem była akceptacja stanowiska sowieckiego i faktyczne poświęcenie polskiego sojusznika, z wszelkimi wynikającymi z tego konsekwencjami. Ot, taka ofiara w celu udobruchania "złego".

Resztę można wyczytać z innych „ogólnych” już podręczników historii.

W marcu 1943 r. utworzono w ZSRR tzw. Związek Patriotów Polskich, który wedle założeń miał zostać przekształcony w jakąś namiastkę władz polskich w momencie wejścia Armii Czerwonej na terytorium Rzeczpospolitej. Pewną przeszkodę dyplomatyczną stanowił fakt istnienia legalnych władz polskich w Londynie oraz niejasność pojęcia "terytorium Rzeczpospolitej" wynikająca z kontrowersji wokół linii Curzona. W każdym razie chodziło w tym momencie o zwiększenie znaczenia politycznego moskiewskich Polaków. Można to było osiągnąć dwoma sposobami.

Jednym z nich był "rachunek krwi" polegający na skierowaniu do walki z Niemcami polskich oddziałów, utworzonych przy Armii Czerwonej. Oddziały te, źle uzbrojone i bez znaczenia strategicznego, miały ponieść jak największe straty, tak aby prezentując liczbę poległych można było wykazać przy stole konferencyjnym wkład polskiego sojusznika i jego prawo do reprezentowania narodu polskiego, wywalczone krwią na polach bitew przeciwko Niemcom, np. w bitwie pod Lenino. Niestety, takie myślenie polityczne nie było obce także po drugiej stronie, kiedy Polacy ginęli w powstaniu warszawskim czy pod Monte Cassino.

Innym sposobem zwiększenia wagi politycznej moskiewskich Polaków było zmniejszenie wagi Polaków londyńskich, najlepiej poprzez ich fizyczną eliminację. Gestapo aresztowało gen. Stefana Grota-Roweckiego 30 czerwca 1943 r., akurat cztery dni przed śmiercią Sikorskiego. Roweckiego wydali współpracujący z gestapo polscy agenci NKWD. Sikorskiemu miało się "coś przytrafić" także mniej więcej w tym samym czasie, podczas przeglądu oddziałów gen. Władysława Andersa na Bliskim Wschodzie. Podobno Anders planował pucz przeciwko Sikorskiemu, ale może ktoś planował za niego? Jego najbliższy adiutant, Klimkowski, okazał się agentem NKWD...
Możliwe, że chętnych do zgładzenia generała było w tym momencie tak wielu, że po prostu nie byli w stanie się dogadać, kto ma to zrobić, albo wręcz przeszkadzali sobie nawzajem. Było zresztą kilka nieudanych prób zamachu...

Uczono mnie kiedyś na studiach, że najlepiej najpierw szukać możliwych motywów. Po ich ustaleniu, sprawca widoczny jest jak na dłoni...
.......................................................................

Piątek, 20 czerwca 2008
Trwają emocje związane z rozgrywkami EURO 2008.
A mnie przypomina się radość i euforia po przyznaniu Polsce i Ukrainie mistrzostw Europy w piłce nożnej. Znacznie ponad miarę tego wydarzenia, ale za to najwyraźniej na miarę naszych psychicznych braków i potrzeb. Czujemy się jednak nadal w przedpokoju Europy, a tu nagle szansa by przedpokój przerobić na salon.

Człowiek w życiu wyznacza sobie cele, ci którzy potrafią ustawić je wysoko, ale jednak w zasięgu ręki, rozwijają się najszybciej. Społeczności też muszą mieć takie cele.

Większym wyzwaniem od zwcięstw na boisku jest porządne przygotowanie tych mistrzostw. Od tego będzie zależało polepszenie opinii o Polsce i Polakach w Kraju. Czy dadzą radę?
...........................................................

Piątek, 13 czerwca 2008
Wczoraj Chorwaci wygrali z Niemcami a Polaków jednym niesłusznie podyktowanym karnym wyeliminowano praktycznie z Mistrzostw. 

Gdzieś, nie wiem już gdzie, znalazłem anegdotkę dotyczącą odśpiewania hymnu Chorwacji. Otóż w Anglii w listopadzie 2007 piosenkarz Tony Henry odśpiewał hymn Anglii "God Save the Queen" bez żadnego problemu, nie poradził sobie jednak ze zrozumieniem słów hymnu chorwackiego. Podczas wykonania wyraźnie było słychać, że fragment, który powinien brzmieć "mila kuda si planina" tak naprawdę brzmiał raczej jak "mila kura si planina". Subtelna różnica była jednak wystarczająca, by całkowicie zmienić znaczenie tych słów z "drogie również twoje wzgórza" na "drogi penisie, jesteś wzgórzem" lub "moja droga, mój penis jest wzgórzem". Niezależnie od tego gromki śmiech wystarczająco rozluźnił chorwackich piłkarzy i pozwolił wygrać im mecz z wynikiem 3-2. Chorwaccy piłkarze wyrazili później swoje życzenie, by Henry wystąpił jako ich maskotka w mistrzostwach Europy 2008 roku...
................................................................................................
Środa, 11 czerwca 2008

Szaleństwo EURO 2008. Ciekawe mecze i sportowe emocje. Ale po co od razu ta pseudopatriotyczna manifestacja granicząca z szowinizmem?  Po co udawanie, że wszyscy jesteśmy braćmi i kibicujemy „naszym chłopcom”. To tylko „pseudojedność” narodowa. Uwidacznia się na czas trwania meczu. Czyni się wtedy z przeciwnika sportowego wspólnego wroga a ze wspaniałego piłkarza Łukasza Podolskiego, zdrajcę. Wrogiem na śmierć i życie byli w niedzielę Niemcy, jutro będą Austriacy, później Chorwaci, a codzienne są nimi inni Rodacy-Polacy. - Tacy już niestety jesteśmy...

.................................................................................................

Piątek, 30 maja 2008

Zakończony właśnie „francuski proces dziesięciolecia” przeciwko "potworowi z Ardenow", Michelowi Fourniret (66), który przy współudziale własnej żony zamordował co najmniej 8 w większości nieletnich dziewczynek oraz „austriackie” sprawy więzienia przez 8 lat pod ziemią Nataschy Kampusch przez Wolfganga Priklopila (44) i niedawno odkryte okrucieństwa Josefa Fritzla (73), który przez 24 lata przetrzymywał własną córkę w piwnicy płodząc z nią w kazirodczym związku siedmioro dzieci i tworząc z nich podległych mu niewolników (nigdy nie widziały słońca!) powodują, iż ludzkość znów zadaje sobie powracające wciąż pytania: „co powoduje sprawcami?”, „jak i dlaczego dochodzi do takich okropności?

Czy i gdzie jest to "coś", co sprawiło, że Christian Klar został terrorystą, że Armin Meiwes, "Kanibal z Rotenburga" zabił swego przyjaciela, a następnie zjadł niektóre części jego ciała, że Belg Marc Dutroux przez wiele lat przetrzymywał w kryjówce porwane przez siebie dzieci, przykuwał je nagie do łóżka a potem zabijał?  

O niesłabnącym zainteresowaniu tym fenomenem świadczą też choćby statystki odwiedzin Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau. Od kilku lat liczba odwiedzających ten największy cmentarz Europy sukcesywnie wzrasta. Są wśród nich nawet Koreańczycy, Japończycy i Chińczycy. W 2006 r. odwiedziło go niemal milion osób, rok wcześniej - 927 tysięcy. W roku 2007 liczba ta wzrosła do 1,22 mln osób. Wszyscy wychodząc zadają sobie pytanie: „dlaczego?”

Tylko z czystej przyzwoitości i dla formalności dodajmy, iż na całym świecie na około 70 tys. esesmanów i gestapowców pracujących w systemie zagłady osądzono dotychczas zaledwie 1650-1700...


Źli czy chorzy?

Potwory czy ofiary? Niezależnie od tego, czy chodzi o morderstwa seryjne czy masowe, pytanie: „co skłania człowieka do popełniania makabrycznych zbrodni - własna wola, czy może chorobliwy wewnętrzny imperatyw?” frapuje nie tylko zwykłych, wrażliwych na zło ludzi, interesuje również naukowców - neurobiologów, psychiatrów, socjologów, medyków i prawników. Okrucieństwo jest często tak wielkie, że nie sposób sobie wytłumaczyć, iż mogła się do niego posunąć osoba poczytalna. Niepoczytalność natomiast niemal we wszystkich systemach prawnych powoduje uniewinnienie.

Ale czy jest normalną osoba znęcająca się i mordująca innego człowieka dla zwykłej przyjemności? Najbardziej wstrząsającym faktem jest to, że mordercy są  zazwyczaj racjonalni i rozmyślni w swoim działaniu.

73-letniego elektryka Josefa Fritzla z Amstetten jego pracodawca nazwał kiedyś "bliskim geniuszu", bo potrafił budować skomplikowane urządzenia. Michel Fourniret, „potwór z Ardenow” był zwykłym francuskim lesniczym, mieszkajacym na południu Belgii.  Marc Dutroux, ojciec trójki dzieci, był bezrobotnym elektrykiem na utrzymaniu państwa – koniec z końcem wiązał sprzedając kradzione samochody w Polsce i na Słowacji...

A więc są mądrzy, zaradni i... wystarczająco sprytni, by – jak w przypadku Josefa Fritzla - przez 24 lata nikt o niczym się nie dowiedział. Eksperci uznają takich przerażających zbrodniarzy za poczytalnych, a sądy za winnych. Są źli, ale nie chorzy. Ze statystyk wynika, że 99,5% wszystkich przestępstw dokonali ludzie zdrowi, czyli tacy, po których można spodziewać się, że są w stanie zrezygnować z popełnienia odrażającego czynu.

Badacze mózgu sądzą jednak inaczej. Za pomocą tomografii komputerowej chcą odsłonić tajemnicze prawidłowości w zbrodniczych mózgach. W Klinice Psychiatrycznej Uniwersytetu w Rostocku rozpoczęto właśnie odpowiednie badania. Z zakładu karnego w Waldeck regularnie dowożeni są skazani sprawcy.

Sławny badacz mózgu, prof. dr Wolf Singer z Instytutu Badań Mózgu im. Maxa Plancka we Frankfurcie nad Menem (Max-Planck-Institut für Hirnforschung, Frankfurt/Main) oraz jego koledzy Gerhard Roth z Delmenhorst i Hans Markowitsch z Bielefeld są orędownikami nowego podejścia do tej kwestii. Uważają, że każde zachowanie przestępcze ma przyczyny patologiczne. „Większość przebadanych dotychczas recydywistów wykazuje wyraźne defekty neuroanatomiczne lub neuropsychologiczne” – uważa Roth. Chodzi przy tym o takie czynniki, których efekt ujawnia się w okresie prenatalnym (poprzedzającym urodzenie), w dzieciństwie albo we wczesnej młodości. Przestępca nie jest w stanie wpływać na nie za pośrednictwem swojej woli.

Ich teza nie jest nowa. W połowie lat dziewięćdziesiątych amerykański psycholog kryminalny Adrian Raine odkrył u morderców słabo rozwinięte regiony w płacie czołowym mózgu. Ponieważ jednak od tego czasu udoskonalono znacznie techniki badawcze, niemieccy naukowcy chcą te wyniki badań uzupełnić.

Zmiany neurochemiczne, anomalie anatomiczne, skomplikowane wzajemne oddziaływania wpływów otoczenia i wadliwe geny... Wszystko to można znaleźć w mózgach morderców, gwałcicieli i bandytów. Może więc zło ukryte w człowieku nie jest niczym innym, jak chorobą, którą da się uleczyć?
Problem polega na tym, że podobne defekty wykazuje co najmniej tyle samo osób, które nigdy nie weszły na drogę przestępstwa...

- Jeśli jednak niemieccy naukowcy udowodnią tezę o patologii, odwieczne zasady prawa karnego staną nie ważne. Kodeks karny trzeba będzie pisać na nowo.

- I nie tylko...
- Co będzie - na przykład - ze spowiedzią?
- Co będzie z odwiecznymi zasadami...   Nie chcę już dalej puszczać wodzy fantazji ale świat stanie na głowie!
......................................................................................................

Piątek, 2 maja 2008

2 maja - po raz piąty - obchodzony jest Dzień Flagi RP. Święto to zostało wprowadzone nowelą ustawy z 20 lutego 2004 roku o godle, barwach i hymnie RP. Jednocześnie 2 maja jest obchodzony jako Dzień Polonii i Polaków za Granicą. Senat ustanowił go w 2001 roku.

- Powszechnie uważa się, że obchody Dnia Polonii oraz Dnia Flagi wprowadzono po to, aby załatać kłopotliwą dziurę w kalendarzu...
- I tyle.

- Nie powinno to jednak znaczyć, że święta te są zupełnie niepotrzebne.
Dzień Polonii powinien przypominać, że Polska ma zobowiązania wobec osób, które z najróżniejszych przyczyn opuściły Polskę, lub - jak to miało miejsce z Rodakami ze Wschodu - od których Polskę "odciągnięto" po przesunięciu granic. Dotyczą one przede wszystkim Rodaków żyjących na terytorium byłego Związku Radzieckiego, którzy niejednokrotnie znajdują się w potrzebie.

Coraz zamożniejsza Polska powinna też wykorzystywać diasporę do szerzenia polskiej kultury i języka. Nie zauważyłem jednak, jeśli idzie o popularyzację  języka, żadnych poważnych poczynań. Może jestem ślepy?
Mam Kolegę, Niemca, który bardzo chciał uczyć się polskiego. Kiedyś pytał nawet o to w Konsulacie. Niestety nie dostał nawet odpowiedzi...

Oczekiwania polskiej diaspory w krajach zachodnich nie są duże, choć wobec wyjazdów całych rodzin konieczność nauczania polskiego staje się coraz bardziej paląca...

Polacy mają prawo liczyć na stosowanie przez Warszawę przyjaznej polityki podatkowej, ułatwianie działalności gospodarczej czy uproszczenie procedur pozwalających na powrót do kraju. Choć, przy naszej wrodzonej skłonności do „kombinowania”, sam mam obiekcje...

Minie zapewne wiele lat, zanim Dzień Polonii i Polaków za Granicą zacznie normalnie funkcjonować w świadomości społecznej. Warto jednak o nim przypominać, bo to święto się nam należy. Dzień ten nie powinien nad Wisłą być kojarzony jedynie z niewygodnym dniem roboczym "wciśniętym" między dwoma innymi świętami...

...............................................................................................

Czwartek, 1 maja 2008

Zbliża się 8 maja, kolejna rocznica zwycięstwa nad faszyzmem.

Tymczasem Rosja do dziś nie uznała, że druga wojna światowa zaczęła się nie od agresji Hitlera na ZSRR w czerwcu 1941, a od "diabelskiego paktu" w sierpniu i najazdu na Polskę (a potem na Bałtów) we wrześniu 1939. Nie uznała też, że Jałta, tak dobrze przyjęta na Zachodzie, na Wschodzie zalegalizowała na pół wieku sowiecką okupację.

Żadne państwo nie wyszło z wojny z czystymi rękoma. Każde państwo, każdy naród staje pewnego dnia twarzą w twarz z własną historią. Niemcy przez to przeszły. Nawet Watykan, do pewnego stopnia. Polacy się z tym zmagają.
Rosji, która jeszcze nie rozliczyła się z własnej przeszłości, to też nie minie. Kiedyś to nastąpi. Może. Ale czy będzie potrafiła?


A teraz coś z naszego monachijskiego podwórka.

Gdzieś kiedyś słyszałem, że mądrość nie polega na niepopełnianiu błędów. Mądrość polega na uczeniu się na błędach. Inne postępowanie można nazwać głupotą.

- Nie chce o tym pamiętać (a może nie wie?) ktoś kto uznaje się za naczelną w pewnym piśmie...

.......................................................................................................

Piątek, 25 kwietnia 2008

Dostałem mailem streszczenie "Pana Tadeusza".
Nie sposób go sobie nie zanotować.
Oto ono:

Streszczenie "Pana Tadeusza" przez Andrzeja Waligórskiego dokonane

KSIĘGA I: GOSPODARSTWO
Cichy wieczór na Litwie, owczarz owce maca
A Tadeusz po studiach do domu powraca
Chce usprawnić rolnictwo, do pracy aż wzdycha
Ale Wojski natychmiast daje mu kielicha
Pod wpływem alkoholu Tadzio czując Wenę
Podrywa własną ciocię, starą Telimenę
A Asesor z Rejentem kłócą się przy wódce
Wreszcie wszyscy posnęli. Dalszy ciąg już wkrótce.

KSIĘGA II: ZAMEK
Pośród krat, baszt i różnych innych dupereli
Siedzi Hrabia po mieczu, pochwie i kądzieli
Zaś Gerwazy oparty na swym Scyzoryku
Opowiada mu serial o starym Stolniku
Co Jackowi Soplicy nie chciał dać swej córki
Więc tamten go - i słusznie - uwalił z dwururki
Hrabia pije z Gerwazym i zemstę przysięga
Zaś Woźny pędzi bimber. Tu kończy się księga.

KSIĘGA III: UMIZGI
Wszyscy idą na grzyby. Wybucha panika
Bo krótkowzroczny Sędzia zeżarł sromotnika
Szczęściem kapitan Ryków co tam był akurat
Wrzasnął : "Wy jemu dajtie skorje dienaturat.
Na truciznu - trucizna." Sędzia chwycił flaszkę,
Ucałował odbitą na niej trupią czaszkę
Wypił, huknął jak wszystkie pułki artylerii
I wyzdrowiał. Niestety, koniec trzeciej serii.

KSIĘGA IV: DYPLOMATYKA I ŁOWY
Lud prosty w wiejskiej karczmie szykuje powstanie
Zaś Hrabia z Tadeuszem robią polowanie
Lecz że obaj pijani kiepsko im się wiedzie
I każdy zamiast jednego widzi dwa niedźwiedzie
Aż dopiero ksiądz Robak wybiegłszy zza krzaka
Wygrzmocił misia pałą jak Ryndszus Polaka
Pałą ? - zdziwił się Wojski - A gdzie ksiądz ją znalazł?
Dał mi ją przeor Kiszczak. Dalszy ciąg już zaraz.

KSIĘGA V: KŁÓTNIA
Asesor pił Jarzębiak, Rejent ćpał Wiśniówkę
Jankiel z Woźnym Protazym chlali Pejsachówkę
Telimena Vistulę obciągała bratu
Gdy Klucznik wleciał z okrzykiem : Biorą do Senatu !
Zaraz tam pogonili wypluwając płuca
Płócienniczak, Gargamel, brat Glempa i Guca
Z tym, że jakoś do Izby Wyższej nie trafili
Więc są w izbie wytrzeźwień. Dalszy ciąg po chwili.

KSIĘGA VI: ZAŚCIANEK
Słynie szeroko w Litwie Dobrzyński Zaścianek
Spożyciem alkoholu, ilością skrobanek
Pieśniami, które nuci lud prostolinijny
Czasem jakaś głodówka, strajk protestacyjny
Lud przyciśnięty nędzą, szlachcic mazowiecki
Za kilka marek pacierz odmawia niemiecki
Zaś miejscowej starszyźnie profesor Wisłocka
Doradza, jak dać dupy. Teraz dobranocka.

KSIĘGA VII: RADA
Szlachta radzi jakby tu pozbyć się Moskali
Nadjeżdża pędem Hrabia, strasznie konia wali
Wiezie wieść, że jak słychać z plotek i przecieków
Ksiądz Jankowski masowo nawraca Ubeków
Jezu ! - krzyknął ksiądz Robak - To dopiero kino !
To przez to pół kościoła mam zapchane gliną !
Wzburzona tym niechlujstwem szlachty cała zgraja
Wyrusza na Soplicę. Teraz będą jaja.

KSIĘGA VIII: ZAJAZD
Podkomorzy miał właśnie obalić Pershinga
Gdy wleciał cwałem Hrabia, w dłoni lśni mu klinga
Za nim szlachta szturmuje dwór, kuchnie, piwnice
Gerwazy lewą dłonią pochwycił Soplicę
I z okrzykiem Soplico ! Giń kanalio chytra !
Odbiwszy główkę wypił Soplicy pół litra
Ale zaraz uczciwie wszystko zwrócił z pluskiem
Padł i zasnął. W następnej księdze przyjdą Ruskie.

KSIĘGA IX: BITWA
Szlachta związana w pęczki, leży chłop przy chłopie
Patrząc, jak brzydki Moskal polską wódkę żłopie
Major Płód Telimenę już dosiadał gwałtem
Gdy kwestarz Robak wjechał swoim starym autem
I wykrzyknął basem: "Zciągnąć z niej tę carską glizdę !"
Za późno ! Płód wystrzelił. Salwa poszła w izbę
A cała rota jegrów poszła spać do piachu
W następnej księdze nasi będą wiać na Zachód

KSIĘGA X: EMIGRACJA
Nazajutrz wszyscy zbiegli do Napoleona
Tylko ksiądz Robak nie mógł, bo akurat kona
Kona, kona, aż zgłodniał. Zerwał jabłko z krzaka
Nadgryzł je i w środku też ujrzał robaka
Cześć kuzynie - rzekł robak. Ksiądz zasłonił lica
I wyszeptał: Spierdalaj, jam Jacek Soplica
"Wiedziałem - mruknął Sędzia - już od pierwszych kartek"
Koniec księgi. W następnej wkroczy Bonaparte.

KSIĘGA XI: ROK 1812
O roku ów ! Kto cię widział na Litwie i w Rusi
Ten wiedział, że ten burdel źle się skończyć musi
Tłok, że nie ma na czym usiąść, co najwyżej w kucki
Poniatowski, Dąbrowski, Wałęsa, Piłsudski
Jankiel miast poloneza majofesa grzmoci
Zosia płacze, bo Tadzia złapała na cioci

A z RFN-u już wraca stara wołowina
Co ją kiedyś skradł Hitler. Łoj, zbliża się finał !

KSIĘGA XII: KOCHAJMY SIĘ!
Pije szlachta przy Wiejskiej ulicy skupiona
Zdrowie Sędziego, Zosi i Napoleona
Wiwat Sejm, wiwat Naród, wiwat wszystkie Stany !
I prezydent tych Stanów, pan Clinton kochany
Nikt nie chodzi do pracy, wszędzie dzwony dzwonią
Towarzysze pancerni do spowiedzi gonią
Bonaparte ocipiał i na Moskwę rusza
No, tu na szczęście koniec Pana Tadeusza.

KSIĘGA XIII: GEOPOLITYKA
Już się przed Litwą przyszłość rysowała lepsza
Gdy nagle krzyk się podniósł : "Napoleon spieprza !"
Faktycznie, cesarz nawiał w kapciach i w negliżu
"Aj, waj - zmartwił się Jankiel - uciekł do Paryżu"
W tejże chwili od wschodu wśród gromkich okrzyków
W kufajce i walonkach wszedł kapitan Ryków
I rzekł patrząc życzliwie na szlachtę struchlałą :
"Nu, wot my znowuż razem" I tak już zostało

 

...................................................................................
Niedziela, 20 kwietnia 2008

- Wyczytałem, że Sławomir Mrożek zdecydował się dokonać żywota na obczyźnie.

- Z emigracji do Polski wrócił po 33 latach.
Wrócił sądząc, że Ojczyzna 17 lat od przełomu będzie już normalna.

- Zawiódł się.

- W Kraju mimo kolejnych lat oddalających Polaków od PRL-u wciąż kwitnie korupcja, uznaniowość pani w okienku, paraliż urzędniczy, drogi pełne dziur i nieobliczalnych kierowców, Sejm pełen osobistych absurdalnych połajanek a ludzie umierają z nędzy, bo zapomina się o nich pod górą niedopracowanych przepisów.

- Jak widać, poziom absurdów przerósł nawet wyobrażenia Mrożka...

..........................................................................................

Niedziela, 13 kwietnia 2008

Znów zajrzałem na witrynę internetową „Po prostu” (czy tytuł ma być aluzją do innego pisma o takim samym tytule, które przeszło do historii dziennikarstwa polskiego, czy też raczej dowodem niewiedzy i braku inwencji – tego nie wiem) i dowiedziałem się,  że pani „Redakcja” zamyka dyskusję zainicjowaną listem otwartym red. Bogdana Żurka.

W punkcie czwartym uzasadnienia napisano tak:

nawiązując do merytorycznego zagadnienia nazwania przez Jokera -autora artykułu „Białe czy czarne", pana Józefa Światło - redaktorem RWE, redakcja informuje, iż nie jest powołana do wydawania obiektywnej oceny faktów z historii RWE i odsyła czytelników do tekstów źródłowych i wyrobienia sobie własnej opinii na ten temat np. na stronach internetowych www.wikipedia.pl i innych.

- Pewnie tak na wszelki wypadek, by przypadkiem Czytelnik jednak nie mógł sobie wyrobić zdania, cała ta wymiana poglądów została z witryny wymazana.

- A swoją drogą, zastanawiam się, która z poważnych redakcji w Niemczech odważyłaby się na przykład napisać, iż „w sprawie zbrodni i oceny postępowania pana Rudolfa Hößa – komendanta obozu koncentracyjnego Auschwitz, nie jest powołana do wydawania obiektywnej oceny faktów i odsyła czytelników do tekstów źródłowych i wyrobienia sobie własnej opinii na ten temat np. na stronach internetowych wikipedii i innych.”

- Że też tam nikt wstydu nie ma...

.....................................................................................
Poniedziałek, 7 kwietnia 2008

Zmęczony jestem jak... - W sobotę na przykład przyszło mi po niemal dziesięciu godzinach „trenerowania” młodzieży bawarskiej na zawodach w przegrzanym basenie (temperatura powietrza powyżej 35º Celsiusza, wilgotność ok. 80% - sauna!”) zdać relację z koncertu rockowego grupy Dżem. Relacja jest skromna. Obszerniejszą znaleźć można na witrynie „Po prostu”.


- A jak kto bardzo lubi, może sobie poczytać nawet po rosyjsku…

A tu po powiększeniu.

- Notuję sobie te przykłady, bo zdarzało mi się już w rozmowach spotykać z niedowierzaniem.

........................................................................................................

Piątek, 4. kwietnia 2008

Kolejny 2 kwietnia bez Jana Pawła II. W trzecią rocznicę śmierci wspominano polskiego papieża nie tylko w Polsce i w Watykanie. O "naszym" papieżu pamiętano nawet w takich miejscach, jak Meksyk czy Filipiny.

Następca Jana Pawła II - Benedykt XVI - podczas mszy świętej za duszę zmarłego mówił otwarcie o "nadprzyrodzonych cechach" swojego poprzednika.

Odejście Jana Pawła II stało się wielkim zbiorowym doświadczeniem milionów ludzi. Dzień jego śmierci pamięta niemal każdy z nas, podobnie jak ostatnie tygodnie milczącego cierpienia polskiego papieża. Okrzyk "Santo subito" rozbrzmiewający podczas uroczystości pogrzebowych był autentycznym wołaniem o uznanie wyjątkowości człowieka, którego życie wpłynęło na losy całego świata.

Miliony wiernych, którzy mogli uczestniczyć w papieskich pielgrzymkach czy audiencjach w Watykanie, nie miało i nie ma wątpliwości, że obcowało z osobą świętą. Beatyfikacja Jana Pawła II będzie ważnym wydarzeniem nie tylko dla katolików. Zrozumiał to także Benedykt XVI, który - podobnie jak wcześniej w przypadku Matki Teresy z Kalkuty - zniósł pięcioletni obowiązek czekania na rozpoczęcie procedur beatyfikacyjnych. Minęły jednak trzy lata i żyjący chwilą codzienną świat nie może zrozumieć, dlaczego Jan Paweł II wciąż nie został wyniesiony na ołtarze.

* * *

I jeszcze coś.
Cytat z Karty Olimpijskiej:

Art. 37 pkt 2:
W przypadku nieprzestrzegania Karty Olimpijskiej lub innych uregulowań bądź instrukcji MKOl, lub w przypadku naruszenia zobowiązań zawartych przez Narodowy Komitet Olimpijski, Komitet Organizacyjny Igrzysk Olimpijskich lub miasto gospodarza, MKOl jest upoważniony do cofnięcia, w każdym momencie i ze skutkiem natychmiastowym, prawa do organizacji Igrzysk Olimpijskich przez miasto gospodarza.

Wytłuszczenie moje. Nikt w MKOl jednak się na coś takiego nie odważy.
Będą to najwyraźniej IGRZYSKA HIPOKRYZJI ! 
.......................................................................................................

Czwartek, 3. kwietnia 2008

Kończę czytać (już po raz drugi, bo po niemiecku) książkę Steffena Möllera, Viva Polonia. Als deutscher Gastarbeiter in Polen. (Scherz Verlag GmbH, Februar 2008,  256 stron). Funduję to sobie jako zadośćuczynienie za niemożność wyjazdu w najbliższą niedzielę na jego występ do Norymbergi. Książka znajduje się już na drugim miejscu listy bestsellerów tygodnika "Der Spiegel" (kategoria: Sachbuch) i też wysoko, w pierwszej dziesiątce, na podobnej liście tygodnika "Stern".

Uważam, że Steffen Möller jest, jak dotąd, najlepszym ambasadorem polskości i Polski w Niemczech.  Czyni to z takim niewymuszonym przekonaniem, ironią i wdzięcznym dowcipem... Najchętniej, gdyby było mnie na to stać, wykupiłbym tuziny egzemplarzy tej książki i rozdawał mym niemieckim przyjaciołom. Ale namawiam do jej kupna i przeczytania - kosztuje tylko 14,90 Euro.

- W najbliższą niedzielę wystąpi on z występem w Norymberdze. Niestety muszę przez cały dzień opiekować się mymi pływakami (zawodnikami) jako trener na zawodach. (To też trochę ambasadorowanie Polsce - zawodnicy bardzo mnie szanują i cenią sobie rady trenera pochodzącego z Polski.) Tym bardziej, że odnosimy coraz więcej sukcesów. 
 
- Szkoda, że w Monachium nikt nie podjął się wyzwania i nie zorganizował występu Möllera. Byłaby to świetna promocja i autora i Polski. A i pewnie zarobić na tym też można by było. Najwyraźniej coś tu komuś umknęło uwadze...

.............................................
Poniedziałek, 31 marca 2008

Czytam jeszcze raz w rubryce „Przegląd prasy” tekst, który sam za nowojorskim pismem zacytowałem („MATURA Z RELIGII”) i już po raz któryś z rzędu myślę sobie tak:

- Pokarało tę naszą biedną krainę ludźmi wiernymi, ale miernymi.
- Płytkość wiary naszych Rodaków przeraża...


I jeszcze jeden przykład:
fotka z wystawy jednego z kiosków z prasą w centrum jednego z największych miast polskich.


- Przyjedzie sobie taki obcokrajowiec do Polski z przekonaniem, iż odwiedza kraj-ojczyznę uwielbianego Papieża, w którym przeszło 99% obywateli, to katolicy. Nie musi umieć po polsku, ale od razu wie, że ilość, to nie jakość...

..............................................................................................
Piątek, 28 marca 2008

Są w naszym dziennikarskim środowisku, również tu na „prowincji monachijskiej”, święte krowy. Nietykalni. Na przykład felietoniści, którzy nigdy się nie mylą. Ich prawdy (dokładniej: półprawdy) są prawdami ostatecznymi. Nie wolno podważać ich artykułów, nie powinno się dopuszczać do głosu ludzi, którzy ich tekstami poczuli się wykpieni i wyszydzeni. Zapominają, że media będące jednak bądź co bądź czwartą władzą, mogą niszczyć, na przykład czyjeś dobre imię.

Jeden taki wygłasza swe opinie obecnie na łamach periodyku chcącego w Bawarii koniecznie uchodzić za jedyny. Kiedyś – o ile się nie mylę, bo stylu pisania nie zmienił od lat – pokpiwał był sobie również na łamach skromnego „Polonika Monachijskiego”. Niby z lekka coś tam krytykując i zawsze powołując się na nieomylną Kryśkę (to druga charaktersytyczna cecha) – rzadko, bo na regularne społeczne pisanie, jakoś nigdy nie potrafił się zdobyć (to oprócz pozostałych, trzecia cecha jego pisarstwa) komuś przywalał. (Kiedyś nawet ktoś mu oddał i były kłopoty z okularami. Ale to już tak dawno, że chyba nieprawda.)

Kpiarz niestety nie chce uświadomić sobie, że przynależność do kasty tzw. czwartej władzy nie oznacza bezkarności. Dlatego z taką niechęcią źle zareagował na krytykę.

Dlaczego? Czy my, dziennikarze nigdy się nie mylimy? Nie popełniamy błędów? Czy nami nie manipulują? Jesteśmy tak samo omylni i grzeszni jak reszta społeczeństwa. Ani lepsi ani gorsi.

I jeszcze jedno. Z wielką satysfakcją przeczytałem tekst Pana Krzysztofa Dobreckiego a w szczególności akapit:

«Ni z gruszki, ni z pietruszki zarzut, że nie było redaktora Żurka na spotkaniu z „Adasiem", „Legendarnym przywódcą przewrotu w Polsce" ma słuszność, ale tylko dla osób, które tak twierdzą. Znam osobiście całkiem duże grono osób, które z „Adasiem" - od czasu gdy uznał Kiszczaka „człowiekiem honoru" i całował się z Urbanem - spotkać się nie zechcą.»

...............................................
Czwartek, 27 marca 2008


Reżim okrucieństwa
Dziewiętnaście lat od masakry na placu Tiananmen olimpijski ogień trafi do Chin, gdzie setki tysięcy osób przebywają w więzieniach, obozach „wychowawczych”, szpitalach psychiatrycznych. Można tam zostać skazanym na karę śmierci za byle głupstwo. Wyroki te wydawane są po krótkich, półgodzinnych procesach, bez prawa do obrony i apelacji, z uwzględnieniem zeznań wymuszanych przez tortury. Wiele z egzekucji przeprowadzanych jest na stadionach sportowych w obecności tysięcy zapędzanych tam przymusowo widzów.

Bezlitosne okrucieństwo Pekinu skierowane jest jednak nie tylko do wewnątrz. Kupując od Sudanu dwie trzecie zmalezionej tam niedawno i już wydobywanej ropy naftowej, uzbraja islamskie milicje w Chartumie (morderców blisko pół miliona bezbronnych w Darfurze), blokuje wszelkie międzynarodowe próby nałożenia sankcji na to państwo i finansuje pierwsze ludobójstwo XXI wieku!

Również ludność okupowanego przez Chiny Tybetu doświadcza okrucieństw a świat zadaje sobie pytanie, jak to się ma do zasady MKOl głoszącej, iż: "Wszelkie formy dyskryminacji w odniesieniu do kraju lub osoby, mające podłoże rasowe, religijne, polityczne lub związane z płcią lub jakiekolwiek inne nie są do pogodzenia z przynależnością do Ruchu Olimpijskiego"?
 
Umywanie rąk
Wierzymy, że bojkot Igrzysk Olimpijskich w Pekinie nic by nie rozwiązał”– powiedział Jacques Rogge, prezydent MKOl. Jego zdaniem nie byłaby to kara dla łamiącego prawa człowieka rządu w Pekinie tylko Bogu ducha winnych sportowców. Poparł go Pál Schmitt, członek MKOl, poseł Parlamentu Europejskiego oraz były węgierski mistrz olimpijski w szermierce (1968 i 1972), mówiąc: „W zakres działalności MKOl wchodzą tylko kwestie związane z Igrzyskami, dlatego Komitetowi trudno jest wywierać nacisk na Chiny w innych dziedzinach.”

Również prezes Niemieckiego Olimpijskiego Związku Sportowego (DOSB), Thomas Bach nie wierzy w sens bojkotowania igrzysk. „Nie można oczekiwać, że sport w ciągu 17 dni trwania Olimpiady rozwiąże problemy, jakich nie potrafiły rozwiązać przez lata całe pokolenia polityków.” – twierdzi.

Podobnego zdania jest większość niemieckich polityków. Przewodniczący komisji ds. sportu w Bundestagu Peter Danckert powiedział: „Moim zdaniem sport nie jest właściwym adresatem apeli nawołujących do rozwiązywania problemów, czy to w Chinach czy w innych krajach świata. O wiele skuteczniejszy byłby np. bojkot handlowy. Ten Chiny przynajmniej by odczuły.

Zdecydowani obrońcy ciemiężonych
Przewodniczący Parlamentu Europejskiego, Hans-Gert Poettering przyznał natomiast, że w Strasburgu nie wyklucza się bojkotu Olimpiady: „Chcemy udanych Igrzysk, jednak nie za cenę «morderstwa kulturowego na Tybetańczykach, o którym mówi Dalai Lama»."

Podobnego zdania jest viceprezydent PE, Edward Mcmillan-Scott. Przypomniał on, iż w czasach apartheidu MKOl był jednak w stanie nie dopuścić do udziału w Igrzyskach reprezentacji RPA. Komitet Olimpijski mógłby zatem zająć stanowisko polityczne. Precedens już był.

Do refleksji skłania też np. komentarz gazety „Der Tagesspiegel”: „Już w 1959 roku, gdy powstanie w Tybecie przeciw chińskiemu okupantowi zostało brutalnie stłumione, świat się tym specjalnie nie przejął. Żeby sobie o tym kraju przypomnieć, potrzeba było aż Igrzysk Olimpijskich. Jeśli szef MKOl Jacques Rogge mówi o agendzie praw człowieka i wyraża nadzieję, że olimpiada przyspieszy przemiany, to jakby wskazywał drogę, którą wspólnota państw a z nią związki sportowe winny obrać, czyli domagać się od Pekinu przestrzegania zasad, zapisanych w Karcie Olimpijskiej.

 
Znanym cytatem opisującym Igrzyska Olimpijskie jest zdanie: „Najważniejszą rzeczą w Igrzyskach Olimpijskich jest nie zwyciężać, ale wziąć w nich udział, podobnie jak w życiu nie jest najważniejsze triumfowanie, ale zmaganie się.
-To daje do myślenia.

- Wielu umywa ręce w sprawie nawet bezskutecznego bojkotu Igrzysk. Wypada jednak zapytać, czy po tym umyciu będą one rzeczywiście nieskazitelnie czyste?

Jerzy Sonnewend

 
Top